piątek, 31 stycznia 2014

Nabór

Uwaga! 
Otwieram nabór na bloga. 
Proszę o nadsyłanie imaginow o dowolnej treści na adres: aleksandra.olaaa@op.pl
Czas wam daje do 10 lutego. 
W wiadomości dopiszcie adres bloga waszego, chyba ze nie posiadacie. Wiek i imię. To mi wystarczy. 
Dziękuje i pozdrawiam, Marcela <3

wtorek, 28 stycznia 2014

Thirty Two 'Louis cz"5"'

Zaczęłam się zastanawiać nad sensem mojego życia. Bez miłości, rodziny, przyjaciół... jest takie nijakie. I do tego wszystkiego Louis. Nie chce wyjść z mojej głowy. Jak nie on w niej jest to ON. Mój koszmar.
Popadam w paranoję. Och, niech mój marny żywot się już skończy... nie mam dla kogo żyć, chłopcy nie tęskniliby, fanów mam mało, rodzice... mają mnie w dupie, więc im to tak wisi. Na co czekać? Aż rycerz w złotej zbroi przyjedzie po mnie na białym koniu... przyjechał, ale go odrzuciłam.

*LOUIS*
Siedzieliśmy w pokoju gier z puszką piwa w ręku i rozmawialiśmy. Znaczy się oni rozmawiali, ja byłem myślami daleko stąd. Nie okłamuj się Tomlinson, myślałeś o niej. - odezwał się mini Louis w mojej głowie.
- Lou , co tam u Elenour - spytał Harry.
- U jakiej Elenour... A tak, chyba dobrze - mruknąłem.
- Pokłóciliście się? Co jest stary, od kilku dni chodzisz jak na jakichś prochach
- Nie. Wszystko ok. Pójdę się przejść - rzuciłem na odchodne.
Nie wiedziałem gdzie pójść. Było już ciemno, ulicę oświetlały jedynie latarnie. Zdecydowałem udać się do jakiegoś klubu. Dzisiaj miałem zamiar zapić smutki w alkoholu.

*ANASTASIA*
Chodziłam po Londynie bez celu. Mijali mnie różni zabiegani ludzie. Śpieszyli się do domów, do pracy, bez znaczenia gdzie, ale mieli jakiś cel. Ja nie - zaśmiałam się duchu i szłam dalej.
Mijały godziny, słońce chowało się za horyzontem. Z nieba zaczęły spadać duże krople wody. Jak pada deszcz mówi się, że anioły płaczą. Zresztą różne rzeczy się mówi. Mój telefon zaczął dzwonić. Przeczytałam napis: " Paul" i wyłączyłam telefon.
Moja włóczęga dobiegła końca. Dotarłam do jakiegoś klubu. Weszłam do środka i usiadłam przy barze. Zamówiłam drinka i jednym ruchem go wypiłam. Zrobiłam tak jeszcze kilka razy i poszłam na parkiet. W oczy rzucił mi się Louis z jakąś dziewczyną. Całował ją. Coś zakuło mnie w sercu.

Zaczęłam płakać jak dziecko. Wybiegłam z klubu. Biegłam przed siebie, a łzy zamazywały mi widoczność. Zauważyłam pędzące w moją stronę światło. Miałam szansę uciec, jednak wolałam śmierć. Spokojna czekałam aż rozpędzony samochód uderzy we mnie.

********
Przygnębiony menadżer zespołu siedział na szpitalnym korytarzu i czekał na werdykt. Operacja Anastasi dłużyła się niemiłosiernie. W głowie Paula kumulowało się mnóstwo pytań, na które nie potrafił odpowiedzieć. Zastanawiał się co było powodem wypadku, dlaczego chłopcy tak bardzo nie lubili nastolatki. Powinni choć w kilku procentach się akceptować. Przecież są teraz jedną rodziną.
Na korytarz wyszedł lekarz prowadzący. Powiedział chrapliwym głosem:
- Jest silna, przeżyje.
*ANASTASIA*
Wszystko jest tu białe. Meble, kolor ścian, drzwi... Wszyscy ubrani są tu na biało, tylko ja na szaro. Usłyszałam jak ktoś woła moje imię, a zza ściany wyłania się... anioł. Czy ja jestem w niebie?
- Choć ze mną - rzekł anioł i podał mi rękę, którą złapałam. Jego dotyk był kojący, nigdy nie dotykałam czegoś tak delikatnego.
Weszłam do kolejnego jasnego pomieszczenia. 
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Jestem twoim aniołem stróżem.
- Czy ja jestem w niebie?
- Oj nie kochana, daleko Ci jeszcze do nieba. Czemu chciałaś odebrać sobie to co najcenniejsze?
- Ja... nie wiem
- Gdybyś poprosiła o pomoc, ktoś pomógł, by Ci.
- Krzyczałam, nieustannie. A wy u góry mieliście ze mnie niezły ubaw.
- Najwidoczniej, krzyczałaś za cicho.
- Co ze mną teraz będzie?
- To już zależy, tylko i wyłącznie od Ciebie.

Z całych sił próbowałam otworzyć oczy. Na reszcie mi się udało. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i uznałam, że wolałabym jeszcze spać. W sali było pełno balonów, pluszowych misiów i kartek z napisem: " Wracaj do zdrowia ", a do tego na krzesłach, koło mojego łóżka szpitalnego siedzieli: Zayn, Harry, Niall, Paul i ... Louis. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w każdego z nich. Najpierw głos zabrał Zayn.
- Anastasio... tak mi przykro, przepraszam, przepraszam za wszystko. Przez ten czas nie chciałem otworzyć oczu, ta sytuacja dopiero pokazała mi wszystko. Zrozumiem jeśli mi nie wybaczysz - powiedział ze skruchą w głosie. Zamurowało mnie.
- Wybaczysz nam? Proszę... - zapytał Niall. Ja tylko spojrzałam w inną stronę, bo nie umiałam nic powiedzieć. Zaczęłam kaszleć.
- Pójdę po lekarza - powiedział Paul.

*************************
Był już środek nocy. Anastasia postanowiła już, że wyjedzie. Wzięła dwie kartki na jednej napisała do Louisa, a na drugiej dla wszystkich.
Kochany Louisie!
Chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham. 
Muszę zniknąć z waszego, twojego życia.
Tak będzie lepiej. Ja jestem tylko kulą u nogi. Jestem jak piąte koło u wozu.
Z dnia na dzień umieram. Boli mnie, to że nie mogę poczuć Twoich ust,
nie słyszę twojego melodyjnego śmiechu. A wiesz co najbardziej boli?
To że Cie kocham. Ta miłość mnie zabija. Wypala we mnie wielką dziurę. 
Zapamiętaj: "Kocham cię i będę kochała aż do śmierci, a jeśli jest potem jakieś życie, wtedy też będę cię kochała." ( cytat z Darów anioła)
Na zawsze twoja Anastasia

Drodzy chłopcy!
Już dawno Wam wybaczyłam. Muszę odejść.
Mam już dość wszystkiego. Może kiedyś się jeszcze spotkamy.
Kto wie? Niech szczęście Was nie opuszcza. 
Życie jest jedno, nie zmarnujcie go.
To najcenniejszy dar jaki było nam otrzymać. 
Żegnajcie. 
Anastasia

Zostawiła listy na łóżku. Odłączyła aparaturę i różne kabelki, po czym poszła w świat.
Od tego czasu słuch o Anastasi zaginął. To musiało się tak skończyć, to bajka bez happy endu.
Może kiedyś jeszcze Louis i Anastasia znajdą szczęście? Najwidoczniej nie mogli być razem nie było to im pisane.


 Miłość ko­biety uczy­ni z mężczyz­ny anioła, miłość zaś mężczyz­ny - uczy­ni z niej męczennicę. - Oscar Wilde

HEJ kochane! Przepraszam za długą nieobecność. Nie wiem czy są jakieś błędy, bo ich nie sprawdzałam. Proszę o komentarze. Zapraszam do mnie:  http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
Z kim następny imagin?
♥ *-;
xx



wtorek, 21 stycznia 2014

Thirty One 'Harry'

Nareszcie skończyłam prace! Nienawidzę jej, ale to jedyny sposób, aby zarobić na siebie i młodszą siostrę Lole. Lola ma 6 lat. Trzy lata temu rodzice zginęli w wypadku samochodowym wraz z moim starszym bratem. Teraz chodzę do szkoły (na szczęście to ostatni rok), po szkole pracuje na zmywaku w jakieś taniej knajpie. Lolą zajmuje się moja przyjaciółka. Znaczy się mała chodzi do przedszkola (które ledwo opłacam), ale potem [I.T.P.] się nią opiekuje. Jak jej nie kochać? Poszłam odebrać od niej Lolę. Mała płakała całą drogę o tym, że chce nową lalkę. Oh, Lola, gdyby było mnie stać... Doszłyśmy do domu. Znaczy się mamy jeden pokój z małą kuchnią i łazienką w obskurnym hotelu w Londynie. Umyłam Lole, a potem położyłam ją spać. Odrobiłam lekcje, przejrzałam listy i w końcu poszłam spać.
W szkole jak w szkole. Żadna nowość, ani nic. Dyrektorka wezwała mnie do swojego gabinetu. Usiadłam na krześle. 
- Mam dla ciebie świetną wiadomość. Szkoła muzyczna z resztą najlepsza w kraju, zaprosiła cię do siebie. Mogłabyś chodzić tam na studia od września, czy to nie cudo...
- Mogłabym wiedzieć ile kosztuje miesięcznie? - zapytałam.
- Poszli na ugodę i musiałabyś płacić tylko 100 funtów miesięcznie! - powiedziała zachwycona. 
- Nie skorzystam. Po za tym wiem, że szkoła trwa czasami do wieczora, a ja muszę pracować. Jestem zadowolona z tej propozycji i chociaż bardzo bym chciała to nie mogę - powiedziałam. 
- No cóż. Mi też jest przykro, ale jakby coś...
- Nie, ktoś musi się Lolą zajmować - pożegnałam się i wyszłam z gabinetu. 
Potem praca i dom. W końcu nadeszła sobota. Knajpa dzisiaj zamknięta więc jestem wolna. Rano obudziła mnie Lola. Mówiła, że ktoś dzwoni do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to listonosz. Odebrałam od niego list. Otworzyłam go. Propozycja pracy jako kelnerka w restauracji w hotelu jakimś tam. Biorę to!!!
Po dwóch miesiącach pracy było coraz lepiej. Dostałam podwyżkę. Mogłam kupić Loli jej wymarzoną lalkę. Było cudownie lecz jeden dzień zepsuł wszystko. 
W kieliszkach czerwone wino, jedzenie na tacy i idę obsłużyć klientów. I to nie byle jakich. Wszystko idzie ok. Ładnie z gracją idę do stolika. Wow, nieźle mi idzie. I bum. Potknęłam się i wylałam na jednego z nich czerwone wino. Położyłam szybko tacę. Facet, który siedział przy stole zaczął na mnie wrzeszczeć. Ja próbowałam zetrzeć plamę. Aż nie wybiegł kierownik. Wydarł się na mnie. 
- Wynoś się z tąd! Obiecuję ci, że nigdzie cię nie przyjmą.
- Przepraszam ja odkupię tę koszulę, ale niech mnie pan nie zwalnia, błagam! - mówiłam jakby to był wyrok na smierć... W sumie...
- Powiedziałem coś - wrzasknął i zerwał ze mnie fartuszek.
Wybiegam cała zapłakana i przebiegłam przez ulicę. Idąc prosto chwilę później usiadłam na mokrej trawie i oparłam się o drzewo. Spojrzałam na swoje szpilki. W wyniku wkurzenie zdjęłam je i rzuciłam w krzaki. 
Płakałam jak jakaś głupia. Nagle ktoś podszedł i podał mi chusteczkę. Spojrzałam w górę i ujrzałam tego chłopaka na, którego wylałam wino. Zarumieniona wzięłam chusteczkę. Chłopak usiadł obok mnie.
- Przyszedłeś dać mi rachunek za koszule i wylane wino? - zapytałam.
- Haha, nie. Szkoda mi się ciebie zrobiło - powiedział.
- Mnie? Niby czemu? - zapytałam.
- Wylali cię z pracy za coś takiego. W ogóle nie wiem czemu płaczesz. Na pewno ci tam grosze płacili. 
- Dla kogo grosze dlatego grosze. Dla mnie była to najlepiej płatna praca. I w dodatku nie musiałam siedzieć do nocy na zmywaku - powiedziałam.
- Oj przestań. Znajdziesz lepszą. 
- Jeszcze się uczę pracę mogę wykonywać od 14 do góra 22. Nikt nie chcę kogoś takiego - powiedziałam.
- Czemu do 22? - zapytał.
- Muszę zajmować się młodszą siostrą, która jest teraz u przyjaciółki mojej więc powinnam ją stamtąd wziąć. 
Wstałam i otrzepałam się lekko. 
- Mogę się przejść z tobą? - zapytał.
- Harry Styles, chcę iść ze mną? Wow! 
- Fanka? - zapytał.
- Nie za bardzo, ale tak - uśmiechnęłam się do niego. 
- A wiec ja jestem Harry, a ty? - zapytał i zaczęliśmy kierować się w stronę domu [I.T.P.]. 
- [T.I.] - powiedziałam. 
- Ładne imię. 
- Dzięki. 
W drodze rozmawialiśmy o jego karierze. Opowiadał mi jak to było w XFactorze, a potem jako sławni ludzie. Mówił co plotka, a co nie. W końcu doszliśmy do domu [I.T.P.]. Dała mi Lolę i obiecałam, że jutro porozmawiamy. 
- Kto to? - zapytała mała wskazując na Harrego. 
- To Harry skarbie - powiedziałam.
- Twój chłopak? - zapytała.
- Nie, to moja koleżanka - powiedział Harry.  - Ile masz ślicznotko lat? - zapytał jej.
- Seś - odpowiedziała se pleniąc. 
Wzięłam ją na ręce, bo była bardzo zmęczona. W końcu tak zasnęła. Kiedy byliśmy pod hotelem stanęłam.
- Dziękuje, że mnie odprowadziłeś - powiedziałam. - Chcesz może wejść na herbatę? - zapytał.
- Nie dzięki. To do zobaczenia - powiedział. 
Minął tydzień, a ja na marne szukam pracy. Zalegam z tym czynszem za miesiąc. Nie wiem co mam zrobić. Gdzie mogę uzyskać pieniądze bądź prace. Zaprowadziłam Lolę do przedszkola, a sama poszłam szukać pracy. Nagle wpadłam na kogoś. To Harry. Uśmiechnął  się pogodnie do mnie. 
- Chyba to przeznaczenie - powiedział.
- Albo zwykły przypadek - odparłam. 
- Może dasz się zaprosić na kawę? - zapytał.
Tak! Chce! 
- Nie mogę - powiedziałam. 
- A co robisz jutro o tej godzinie? - zapytał.
- W sumie to powinnam być w szkole - stwierdziłam.
- A po szkole? - zapytał.
- Muszę się zająć Lolą. Na prawdę nie mam czasu. 
- A może twoja przyjaciółka z nią zostanie? Poszlibyśmy do kina co? - zapytał.
- Nie, naprawdę nie mogę. 
- A co teraz będziesz robić? - zapytał.
- Szukać pracy - odpowiedziałam.
Podał mi jakąś krateczkę. 
- Napisz dzisiaj wieczorem, proszę - powiedział.
- Zgoda. 
Jak można się spodziewać nie znalazłam pracy! Wieczorem siedziałam i odrabiałam lekcję. Przypomniała ni się karteczka. Wystukałam numer w klawiaturze i napisałam.
'Hej, kazałeś napisać....'
'Hej. Nadal chcę się z tobą umówić.'
'Oh, co, jak, kiedy, gdzie?'
'W sobotę do kina, przyjadę po ciebie o 18.'
'W porządku. Do zobaczenia!'
Postarałam się i dostałam pracę w obskurnym barze na zmywaku. Ale co ja będę narzekać. Dzisiaj spotykam się z Harrym. Napisał SMS-a, że już jest. Ubrana w czarne leginsy, kremowy sweterek i zwykłe białe trampki zbiegłam na dół. Stał przed cudownym Audi. Podszedł do mnie i przytulił mnie. 
- Hej - powiedziałam. 
- Wchodź - otworzył mi drzwi. 
Staliśmy w kolejce po bilety. W końcu wybraliśmy film. Wyciągam portfel i chcę płacić swoją część. 
- O nie! Ja płacę - powiedział.
- Ale....
- Nie!
Na filmie było świetnie. W pewnym momencie Harry złapał mnie za rękę. Nie zabrałam jej. Delikatnie ścisnęłam i dalej oglądałam film. Po filmie Harry chciał mnie zaprosić do restauracji, ale się nie zgodziłam. 
Poszliśmy się kawałek przejść. On trzymał mnie cały czas za rękę. 
- Chyba się w tobie zakochałem - powiedział. 
Stanęłam nagle i spojrzałam się na niego.
- Powiedziałem to na głos? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. - W takim razie - przysunął się i mnie pocałował. 
Spokojnie oddałam mu ten pocałunek. Odsunął się. 
- Cholernie się w tobie zakochałem - uśmiechnął się. 
- Ja w tobie też. 
I tak minęły trzy miesiące. Było dużo wyzwisk i obraz w moją stronę, ale dawałam sobie radę. 
Harry siedział u mnie. Lola bawiła się lalkami w kuchni. Zaczął mnie całować. 
- Kocham cię, wiesz? - zapytał.
- Wiem, ja ciebie też - uśmiechnęłam się.
- Zanieszkaj ze mną. Proszę - powiedział patrząc mi w oczy. 
- Ale Harry...
- Moja mama nawet to zaproponowała - stwierdził.
- Nie chodzi o to... Po prostu ja jestem z tobą dlatego, że cię kocham. Nie dla tych wszystkich luksusów.
- Wiem. Ale chcę mieszkać z tobą i Lolą. Proszę!
Zgodziłam się. I nie cały tydzień pózniej zamieszkałyśmy u niego. Znalazł mi pracę jako stylistka nowego brytyjskiego girls band-u. Lola chodziła do przedszkola, a ja przeważnie do pracy. Układało nam się dobrze... Choć w pewnym momencie Harry stał się wredny. 
- Zrób mi kanapkę.
- Czekaj, Loli pomogę w układance i ci zrobię - powiedziałam. 
- Nie wydziwiaj kurwa już - powiedział.
- Nie przeklinaj przy niej! - wrzasknęłam. 
- Bo co? To mój dom, ja go opłacam nie ty! - otworzyłam szerzej oczy.
- Chodź Lola - wzięłam ją na ręce i zaczęłam się kierować w stronę drzwi.
- Gdzie ty idziesz? - zapytał.
- Jak najdalej od ciebie!
Nagle Harry podbiegł. Zdjął z moich rąk Lole i kazał iść jej się bawić. Spojrzał na mnie.
- Przepraszam - szepnął. 
- Nie! Zawsze jest to durne przepraszam! Jesteś okropny! Dobrze wiesz, że nie jestem z tobą dla kasy - szepnęłam. 
- Wiem. Przepraszam. Kochanie...
- Harry... 
- Kocham cię - powiedział i mnie pocałował.
Wybaczyłam jemu. Było warto!!!


___________

Kolejny imagin z Harrym. Wlasnie planuje następny, ale tym razem z Liamem. 
Pozdrawiam, Marcela!!!

sobota, 18 stycznia 2014

Thirty "Happily" cz.1

Piosenka pisana przy Happily. Polecam włączyć przy czytaniu ;)
Zawsze miałam problemy z dogadywaniem się z rówieśnikami. Biłam się, kłóciłam. Oceny miałam dość dobre. Mają najlepszą przyjaciółką była moja mama. Ona we mnie wierzyła najmocniej. Oczywiście wspierały mnie też bliskie koleżanki mamy, Christina i Ellie. Chris była spokojną, uśmiechniętą i optymistycznie podchodzącą do życia. Za to Ellie. Ellie to istny wulkan energii. Zawsze pomagał mi w doborze stroju. Nigdy nie dawały mi się poddać. Nie ważne jak blisko dna byłam. Była jeszcze moja prababcia. Ona czasami była bliżej niż mama.
-Jak miałaś trzy lata uderzyłaś ją pilotem w głowę - zaśmiała się rodzicielka.
-Serio? Nie pamiętam. I co było dalej? - pytałam zaciekawiona.
-Dalej cię kochała. Nigdy nie miała ci tego za złe. Zawsze w ciebie wierzyła. Potem dodawała flegmatycznym tonem : Wnusiu tak robić nie można.
-Naprawdę?
-Nie ważne co byś robiła zawsze była dumna, że ma taką prawnuczkę.
Umarła gdy miałam sześć lat. Zawsze o niej pamiętałam. Codziennie uśmiechała się do mnie ze zdjęcia na tablicy korkowej. Mijały kolejne lata podczas których wiele się nauczyłam. Było dużo załamań i popełniłam kilka głupot. W wieku piętnastu lat zgłosiłam się do agencji castingowej. Jednak nikt się nie odzywał i zaczynałam tracić nadzieję. Ostatecznie zapomniałam o zgłoszeniu. Nagle przyjechali do nas rodzice mojej mamy i musieli się wprowadzić ze względu na chorobę babci. Drażniło mnie takie życie ale musiałam wytrwać. Z rana musiałam być bardzo cicho aby nikogo nie obudzić. W końcu przywykłam i żyłam w miarę normalnym życiem. W szkole się sypało. Oczywiście nie z ocenami. "Przyjaciółki" się odwróciły. Zostałam prawie sama. Wzięłam się za siebie. Chłopcy zaczęli na mnie zwracać uwagę i chyba ... stałam się dla nich atrakcyjna. Postanowiłam spełnić swoje marzenie o byciu aktorką.
-Babcia powtarzała, że zajdziesz daleko - odparła mama. - To, że raz ci się kochanie nie udało nie znaczy, że tak będzie zawsze.
-Dobrych ludzi spotykają dobrze rzeczy - mruknęła Ellie znad miski z lodami.
-A ty masz wielkie serce - dodała Christina.
-Po prostu w siebie uwierz - uśmiechnęła się mama.
I tak zrobiłam. Byłam wytrwała. Zapisałam się do miejskiego teatru i dostałam kilka małych drugoplanowych ról. Jednak nie traciłam nadziei. Co chwilę ktoś, zazwyczaj mama, Ellie i Chris powtarzały, że mam potencjał. Oceny nie spadały. Minęły cztery lata. Dostałam propozycję castingu do nowego serialu. Cieszyłam się jak dziecko. Po raz pierwszy będę na ekranie. Z rana wstałam umyłam, wysuszyłam i wyprostowałam włosy. Założyłam moją szczęśliwą koszulę w kratę. Spakowałam wygodne ciuchy i zrobiłam kawę dla mamy, po czym poszłam ją obudzić. Musiała zawieźć mnie na przesłuchanie. Godzina dziesiąta zero, zero. Byłyśmy już w krótkiej kolejce. Podpisałam zgłoszenie i oddałam je starszej pani za kontuarem. Dostałam scenariusz jednego z pierwszych odcinków z podkreślonym tekstem mojej postaci.
-Mamo, jedź do dziadków. Ja muszę sama się z tym zmierzyć.
-Jesteś pewna?
-Tak - posłałam jej przekonujący uśmiech.
Godzinę później stałam w kolejce wywoływanych osób. Kiedy usłyszałam swoje nazwisko moje mięśnie stężały. Bałam się ale wiedziałam, że musze stawić temu czoła. Weszłam na scenę. Przede mną stał stolik przy którym siedziało czterech jurorów. Przedstawiłam się i zaczęłam grać. Wczuwałam się. W udawaniu byłam najlepsza. Uczyłam się podczas lat w koszmarze mojego życia, kiedy dziewczyny w szkole mnie zostawiły. Skończyłam i byłam zadowolona.
-Ile masz lat? - spytała jedna z oceniających mnie osób.
-Osiemnaście, prawie dziewiętnaście.
-I czyją rolę wybrałaś?
-Maddie. Dziewczyny, która pomaga Angelo nad panowaniem nad niesfornymi podopiecznymi studia.
-Ale nie dostaniesz tej roli.
Czułam się załamana. Tak się starałam. Ale chyba przyzwyczaiłam się do pecha, który mnie prześladuje. Mantra mojego życia brzmi : Jak coś jest to nie ciesz się za długo, bo zaraz coś się spierdzieli. Moje oczy się zaszkliły i ruszyłam w stronę wyjścia.
-A ty gdzie? Przesłuchanie jeszcze nie jest skończone.
W głowie zapaliło się światełko nadziei.
-No wracaj tu. Nie lubię jak ktoś mnie ignoruje. Chcemy jeszcze usłyszeć jak śpiewasz.
Wróciłam na miejsce, przeprosiłam za moje zachowanie i zaczęłam śpiewać.
-No nie jest tak źle. Popracujesz nad tym. Ale nie pasujesz mi do Maddie  - odparła młoda kobieta w koku.
-Tak, też jej w tym nie widzę - potwierdził słowa koleżanki. - Bardziej bym cię widział w roli Victorii. Widać że jesteś żywa, charakterna i cwana. Zaimprowizuj.
Wzięłam głęboki oddech i zagrałam cokolwiek. Teraz czułam się sobą. Po scence usłyszałam głęboki wdech jednego z jurorów. Zagryzłam wargę w geście zdenerwowania.
-To co proszę państwa? - zaczął David, jak odczytałam z tabliczki leżącej przed nim. - Mamy nową Vicky - uśmiechnął się a reszta kiwała głowami. - Gratulacje.
Podbiegłam do nich, podziękowałam, uścisnęłam każdego i odebrałam scenariusz. Okazało się, że gram główną bohaterkę. Była zupełnie taka jak ja. Wróciłam do domu autobusem. Weszłam do mieszkania gdzie wszyscy na mnie czekali. 
-I jak? - dopytywała Christina
-Nie dostałaś się? - spytała Ellie.
Wywnioskowała to z mojej miny, którą oczywiście udawałam.
-Właściwie ... to ... - wyciągnęłam zza siebie scenariusz. - Dostałam główną role.
Wszyscy cieszyli się jak dzieci. Następnego dnia miałam stawić się następnego dnia w studio numer 3. Mama mnie zawiozła a ja weszłam do budynku. Odnalazłam reżysera, którym okazał się pan David, który przesłuchiwał mnie dzień wcześniej.
-Och, witam. Widzę, że jest pani punktualna?
-Tak.
Opowiedział mi ogólnie o naszej współpracy. Podał mi kontrakt. Miałam mieć własną garderobę. Wystarczyło podpisać. Przeczytałam ją dokładnie dwa razy i złożyłam parafkę. Weszłam do głównej sali gdzie miał być kręcony serial. Było tam mnóstwo ludzi. David przywołał mnie ruchem ręki. Przeszłam przez tłum i zobaczyłam główne gwiazdy. Mianowicie One Direciton.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście ;) Robię wielki powrót i zaczynam go kilku-partowcem. Na razie zdaje mi się, że pierwsza część nie wyszła najgorzej. Postaram się go dodawać co trzy dni ale głównie zależy to od was i ilości komentarzy. Opowiadanie ma etykietę Happily, bo tak będzie się nazywać. Pisząc go ciągle i w kółko słuchałam tej cudownej piosenki, która zdaje się moją ulubioną z nowej płyty MM. U mnie zaczęły się ferie więc możliwie będzie, że będę pisać więcej imaginów. Mam jeszcze jeden blog do opanowania ;)
A co do blogów. Mój blog "Are we friends or are we more" jest tymczasowo zawieszony ale mimo wszystko zapraszam -->LINK.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Twenty Nine 'Harry'

Zanim przeczytasz!

Imagin nie ma na celu obrażanie żadnego członka zespołu oraz pokazanie go w takiej postacie.
Imagin jest jedno partowy! Kolejnej części nie będzie!

Mogą pojawić sie wulgaryzmy.

A teraz zapraszam do czytania!


Ja i Harry tworzymy szczęśliwy związek juz od roku. Może i zdarzały sie nam kłótnie, ale zawsze trwały góra jeden dzień. Mieszkamy razem juz od około 5 miesięcy. Ja mam 19 lat, on 20. Dogadujemy sie bardzo dobrze.
Dzisiaj Harry był z chłopakami w studiu omówić plany na płytę. Ja za to posprzatalam w apartamencie i zrobiłam porządek w szafie. Położyłam się potem w łóżku i zaczęłam czytać książkę. Około 19 do domu wparował zdenerwowany Harry. Nie wiedziałam co sie stało, dlatego wstałam i poszłam do kuchni, skąd dobiegały odgłosy jego kroków. Harry stał ze szklanką whisky i szybko sączył napój. Podeszłam do niego, a kiedy odłożył szklankę stanęłam na przeciwko i założyłam ręce na jego szyi. 
- Coś się stało? - zapytałam spoglądając mu w oczy, w których z resztą nie było widać żadnych uczuć.
- Nie interesuj się! - krzyknął i mnie odepchnął.
Po chwili dopiero uświadomiłam sobie co on zrobił. 
- No przepraszam, ale chyba mam prawo wiedzieć skoro jestem twoją dziewczyną! - powiedziałam dosyć głośno.
- Nie podnoś na mnie głosu! - wrzasknął.
- No chyba ciebie coś popieprzyło! - powiedziałam głośno przy czym szturchnęłam go w ramie. 
Spojrzał na mnie wściekły i po chwili poczułam jak jego ręka mocno uderza mój policzek. Złapałam obolałe miejsce i spojrzałam na niego z łzami w oczach. Co on przed chwilą zrobił? Odeszłam od niego i poszłam do naszej sypialni. Położyłam się b łóżku i zaczęłam płakać. Zastanawiałam się co ja zrobiłam i co ktoś zrobił jemu, że się tak wkurzył. Leżałam tak sporo czasu. Harry wszedł do pokoju, a potem położył się obok mnie. Jak nigdy nic mnie przytulił, a po chwili zasnął. Ja tak nie mogłam. Nie mogłam znieść tego, że tak mnie potraktował.
Z dnia na dzień było coraz gorzej. Zmuszał mnie do... Tak właśnie do seksu. Nie chciałam, ale go kocham i nie chce go zostawić. Siedziałam obolała na kanapie i plakalam. Harrego nie było juz 8 godzin. Jest 3 w nocy, a jego nadal nie ma. Nagle usłyszałam przekręcane klucze w drzwiach. Zaczęłam sie trząść ze strachu. Bałam sie jego. Tak strasznie sie bałam. Usłyszałam jak wchodzi, a potem mnie szuka. W końcu mnie znalazł  i podszedł do mnie. Zaczął mnie całować, a potem stało sie to czego sie najbardziej bałam.
Obudziłam się w sypialni ubrana w majtki i dużą koszulkę. Bolało mnie wszystko. A w głowie myśli rozsadzały mnie. Poczułam jak Harry wstaje, dlatego udałam, że nadal śpię. Wyszedł z pokoju, a ja zaczęłam płakać. Ręce miałam posiniaczone od sznurków, brzuch bolał mnie koszmarnie, a najgorsze było to, że gdy spojrzałam pod kołdrę krew była na całych moich nogach. Wydostawała sie ona z najbardziej obolalego miejsca - pochwy. Mój płacz był tak głośny, że nagle Harry z kubkiem herbaty wszedł  do sypialni. Spojrzał się na mnie i nie wiedział co się dzieje. Podszedł do mnie i spojrzał mi w twarz.
- Co jest? - zapytał.
Nie odpowiedziałam. Tak cholernie to bolało, że pojedyncze jęki było słychać z bólu.
- Co cię boli? - zapytał. 
Kolejny raz milczałem. Nagle wziął moją rękę, a po chwili spojrzał na nią. Otworzył szerzej oczy.
- Boże, co ci się stało? - zapytał, a ja spojrzałam mu prosto w oczy. Po chwili stracił równowagę i upadł. 
Wziął moją kolejną rękę i oparł twarz o nią. 
- Powiedz, że to nie ja - szepnął, a ja spojrzałam mu w oczy. - Jasna cholera! Co ja zrobiłem? Ja nie pamiętam - powiedział. 
- Harry - wydałam z siebie cichy dźwięk, a on na mnie spojrzał. - B-boli brzuch - jęknęłam 
Odkrył kołdrę i jego oczy sie poszerzyły. 
- Kurwa - wrzasknął. - Napuszcze ci wody do wanny - i wyszedł.
Nie miałam siły nawet myśleć. Po chwili Harry podszedł i delikatnie mnie podniósł, co wywołało głośny jęk u mnie. Pocałował mnie w czoło. Po chwili włożył mnie w tych ciuchach do wanny. Bolała mnie tez pupa. Nie mogłam wytrzymać, a on siedział obok i gładził ręką mój obojczyk. Ból w dolnej części ciała zaczął ustępować. W końcu Harry przyniósł mi bluzę, majtki, stanik i dresy i wyszedł. Powoli wyszłam wycierając swoje ciało. Ubrałam ciuchy i podeszłam powoli do lustra. Przeraziłam się na swój widok. Upadłam na ziemie i zaczęłam płakać. Harry wbiegł do łazienki i podszedł do mnie. Dotknął mojego policzka, ale go odepchnęłam. 
 - Nie dotykaj mnie! - powiedziałam błagalnie. - Proszę, Harry. Zostaw mnie - jęknęłam.
Wyszedł powoli z łazienki. Po około godzinie wstałam z ziemi i poszłam do salonu u usiadłam na kanapie. Harry robił coś w kuchni. Nagle usłyszałam jak sie zbliża. Zaczęłam sie trząść. Postawił na stole kubek z herbatą. Chyba była dla mnie. Spojrzałam na niego. Usiadł na fotelu. I patrzył się cały czas na mnie. 
- Porozmawiamy? - zapytał.
Kiwnęłam delikatnie głową.
- Co ja ci zrobiłem? Powiedz mi. Nie pamiętam nic.
- To nie istotne. Harry juz wszystko jest do...
- Nie jest! Nie wybaczę sobie tego. Czy ja, czy ja cię zmusiłem...? 
Kiwnęłam głową.
- Przepraszam, Boże kochanie, ja nie chciałem...
- Chciałeś. Mówiłeś, ż-że jestem na twoje zachcianki - powiedziałam i zaczęłam płakać. - Nie mogłeś ze mną zerwać zamiast co noc dokonywać gwałtu? - ostatnie słowa ledwo przeszły mi przez buzie. 
- Ja cię kocham. Kochanie... - powiedział i podszedł do mnie. Usiadł blisko, za blisko.
- Ja ciebie tez, ale boje sie - mówiłam. 
Nagle poczułam jak mnie przytula. Brakowało mi tego... Wybaczyłam mu kolejny raz. 
Przez tydzień był spokój, a potem znowu sie zaczęło, ale na szczęście wyjechał w trasę. 
Dwa miesiące bez niego okazały sie rajem dla mnie. No może nie. Dowiedziałam sie, że jestem w ciąży. Z oczu lały mi się łzy. A w dodatku przyjeżdżał dzisiaj Harry. Stałam w kuchni robiąc sobie sałatkę, gdy usłyszałam jego jak wchodzi. Wszedł do kuchni i usiadł na krześle. 
- Zrobisz mi coś? Jestem bardzo głodny - powiedział.
- Jasne - odpowiedziałam szybko i moją sałatkę podałam jemu.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Podczas, gdy je nalewałam Harry zaczął: 
- Przytyłaś? - zapytał. 
- C-co? - szepnęłam, a oczy zaszły mi łzami. 
Nie odwracałam się do niego. Stałam cały czas tyłem. Nagle podszedł do mnie i zaczął całować po szyi. Po chwili chciał podnieść mi bluzkę.
- Nie, Harry, proszę - szepnęłam. Ale on złapał mnie za nadgarstki. - Błagam, Harry! - jęknęłam. Nie dawał za wygraną i mocniej ścisnął moje nadgarstki i zaczął podnosić bluzkę. - Zostaw! - krzyknęłam, ale nadal nic. - JESTEM W CIĄŻY! - wrzasnęłam, a on mnie puścił.
- Że co? - krzyknął.
- Będziemy mieli dziecko! Nie chce rozumiesz? Ono nie jest owocem naszej miłości lecz twojej głupiej zachcianki! Do jasnej cholery, rujnujesz mi życie! Ja już psychicznie nie wytrzymuje to nie dla mnie! Znęcasz sie nade mną i nie liczysz sie z moimi uczuciami!!! Wrzeszczysz, krzyczysz, bijesz.... G-g-gwałcisz - ostatnie szepnęłam. 
- Ale - zaczął, ale jemu przerwałam.
- Żadne ale! Możesz spać na kanapie albo w pokoju gościnnym, do mnie nie zbliżaj się nigdy! - powiedziałam i poszłam do pokoju. 
Było mi z tym wszystkim źle. Harrego unikałam tak, że przez tydzień minęłam go 5 razy. Dzisiaj byłam na badaniu. Z dzieckiem jest dobrze. Tylko, że za lekarza wydałam ostatnie moje pieniądze. A kolejne badanie za tydzień. Będę musiała poprosić, wybłagać Harrego. Weszłam do domu, a on akurat siedział przy stole i coś jadł. Nalałam sobie soku i usiadłam na przeciwko niego. Spojrzał się na mnie, a potem spuścił wzrok.
- Pożyczysz mi pieniądze na lekarza? - zapytałam. - Dzisiaj wydałam ostatnie. Oddam ci je, tylko znajdę jakąś prace, obiecuje, że oddam codo grosza.
- W porządku, ile? - zapytał. 
Podałam jemu kwotę, a po chwili otrzymałam banknoty od niego.
- Obiecuje, że ci oddam - powiedziałam i poszłam do pokoju.
Rozmawiałam z przyjaciółką i powiedziałam jej, że muszę sprzedać mój zegarek i kolczyki, które dostałam od rodziców. Powiedziała, że ona mi pożyczy, ale ja nie chciałam. Kiedy skończyłam z nią rozmawiać usłyszałam jak ktoś wchodzi do naszego domu. Tylko kto? Po chwili już wiedziałam. To Louise z Lux. Siedzieli w salonie i rozmawiali. Ja leżałam i oglądałam film. Nagle wszedł do mnie Harry.
- Lux chce się z tobą pobawić - powiedział.
Wstałam i poszłam do salonu. Przywitałam się z Louise. Dużo z nią rozmawiałam, aż w końcu dowiedziała się, że jestem w ciąży. Cieszyła się, ale zauważyła, że ja nie. Pytała, ale nie odpowiadałam. Po godzinie musiała juz iść. Akurat siedziałam w salonie, kiedy wszedł tam Harry. Wstałam i skierowalam się do sypialni, ale poczułam jak Harry łapie mnie za nadgarstek. 
- Proszę - szepnęłam.
- Nic ci nie zrobię - powiedział i spojrzał się na mnie. - Chcę wiedzieć czy, czy... który to miesiąc, czy to dziewczynka czy chłopiec. 
- Co za różnica? Nie dotkniesz nigdy jego! - powiedziałam.
- Przepraszam - powiedział.
- Jedno przepraszam tego nie zmieni. 
Wyrwałam się jemu i poszłam do sypialni, gdzie przepłakałam całą noc.
Minął tydzień. Wychodzę z gabinetu i od razu zaczynam płakać. Okazało się, że to bliźniaki. On mnie zabije! Weszłam do domu. Wytarłam łzy z oczu. Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody. Szybko ją wypiłam i podtrzymałam się stołu. Zrobiło mi się słabo. Usłyszałam kroki Harrego i zamarła bez ruchu. 
- Wszystko ok z dzieckiem z tobą? - zapytał.
- Tak - szepnęłam. - Ale... - zaczęłam i odwróciłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. 
- Co się dzieje? - zapytał.
- Tylko nie bij dobrze? - zapytałam trzęsąć się.
- Spokojnie - dotknął mojej ręki, a ja podskoczyłam. Od razu ją cofną. 
- Bo, bo ja się dowiedziałam, ż-że to bliźniaki - powiedziałam i zaczęłam osuwać się od Harrego.
- Bliźniaki? - zapytał, a jak na mnie spojrzał to ze strachu zasłabłam, ale na szczęście za mną było krzesło. 
- Proszę, Harry! - szepnęłam nie patrząc na niego. - Daj mi sie chociaż spakować, ale nie bij mnie. Nie zniosę tego - mówiłam. 
Poczułam jego ręce na moich kolanach. Spojrzałam mu w oczy, a on się delikatnie uśmiechnął, ale wiem, że to było wymuszone.
- Nic ci nie zrobię. Zaufaj mi, błagam - powiedział. - Kocham cię. Nie wybaczę sobie tego, że cię tak skrzywdziłem - mówił, a ja patrzyłem mu w oczy. 
Wstał i delikatnie dotknął mojej twarzy. 
- Chodź. Kupimy coś dla dzieci, pójdziemy na gorącą czekoladę - złapał mnie za rękę.
Podniosłam się i spojrzałam mu w oczy. 
- Obiecaj - powiedziałam.
- Obiecuje. 
Poszliśmy do galerii, gdzie kupiliśmy pare rzeczy dla mnie. A kiedy byliśmy w dziecięcym to Harry zapytał o płeć.
- Dwie dziewczynki - powiedziałam.
Jego uśmiech był wielki. Przytulił mnie, a potem pocałował w czoło.
Kupiliśmy ciuszki. Wróciliśmy do domu. Odłożyłam zakupy i poszłam się wykąpać. Ubrana w piżamę weszłam do sypialni. Leżałam przez dobre 2 godziny. W koncu udałam się do pokoju, gdzie spał Harry. Usiadłam na łóżku i odgarnęłam mu włosy z grzywki. Mruknął coś pod nosem, a potem otworzył oczy.
- Coś się stało? - zapytał.
- Tak - szepnęłam, a on szybko usiadł. - Nie ma ciebie w sypialni - uśmiechnęłam się. - Brakuje mi ciebie, Harry. 
Łzy zaczęły wydobywać się z moich oczu. Nagle Harry wziął mnie na ręce i szedł w kierunku naszej sypialni. Położył mnie, a potem sam ułożył się obok mnie. Wtuliłam się w niego. A on pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię - szepnęłam. 
- Kocham was - powiedział. 


_________

Trochę trwało napisanie imagina. Najpierw pisałam n laptopie, potem znowu na telefonie, ale usunęło mi się coś, więc znowu inaczej. Potem koniec mi się nie podobał, ale w końcu jest! 


czwartek, 2 stycznia 2014

Twenty Eight 'Niall'

Dzwonek zaszumiał mi w głowie. Dzięki Bogu pomyślałam. Długo wyczekiwana dwudziesto-minutowa przerwa nadeszła. Razem z przyjaciółką wyszłyśmy na boisko szkolne 'poszukać jakichś ciach' cytując Lolę. Ale ja nie widziałam nikogo oprócz Niall'a. Ten blondwłosy anioł w którym byłam zadurzona od prawie roku migną mi przed oczami i ruszył na boisko za przyjaciółmi.
-Słuchasz mnie - przyjaciółka zwróciła na mnie swoją uwagę.
-Co? Tak. Och, przepraszam.
-Niall? - domyśliła się.
-Tak - westchnęłam.
-Czego po prostu do niego nie podejdziesz i nie zgadłaś ?
-Wiesz co to jest godność osobista ? - spytałam a ona kiwnęła głową - No. I ja właśnie tego nie mam. A nie chcę się pogrążać.
-Czym się pogrążysz? Odwagą?
-Tak. Przecież ci właśnie tłumacze - udawałam nadąsaną.
-Kochanie przesadzasz. A teraz muszę ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym.
-No dawaj.
-Przegrałaś nasz zakład.
-Co? Jaki zakład?
-Uuu tyle ich było.  Po pierwsze i najważniejsze. Miałaś nie gadać o nim - spojrzała w stronę blondyna podbijającego piłkę - przez tydzień. Byłaś tak bliska. Zważając na to, iż dzisiaj jest piątek a założyłyśmy się w poniedziałek.
-Psia kość - zaklęłam pod nosem.
-Po drugie. Engie i Andres byli ze sobą trzy miesiące a nie dwa. Co oznacza, że wygrałam. Kolejny zakład ...
-No dobrze, dobrze. Rozumiem. Nie mam szczęścia do zakładów.
-No właśnie. I to jest kara.
-Co? Co jest karą?
-Podejdź do Niall'a i zagadaj. Albo nie. Będę wredna. Pocałuj go.
Poczułam jak krew zaczęła szumieć mi w głowie. Nie, nie mogę. On jest idealny a ja ? Szara myszka. Przyjaciółka szturchnęła mnie w ramię ściągając na ziemię. Spojrzałam na nią.
-Co? - pisnęłam.
-Odleciałaś - wyjaśniła.
-Och, boże przepraszam. Nie mogę. Boję się.
-Do odważnych świat należy.
Spojrzałam w stronę Irlandczyka, który miał przyjechać na dwa miesiące na wymianę ale przekonał mamę i przeprowadził się aby chodzić do naszej szkoły na stałe. Chłopak patrzył w naszą stronę, szybko odwróciłam wzrok dopiero po chwili zdając sobie sprawę z własnego zachowania. Przecież teraz to na pewno się domyśli, że mi się podoba.
-A teraz idź - pchnęła mnie w jego stronę.
-Pożałujesz tego - rzuciłam ruszając w stronę grupki chłopaków.
Blondyn stał na środku i żonglował piłką. Był taki zwinny. Raz piłka była na lewej stopie za chwilę na głowie. Potem podbił ją prawą stopą i podbił główką podając do kumpla. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Miał na sobie biały T-shirt, jeansową kamizelkę, granatowe rurki i niebieskie Nike. JA go widziałam jako ... anioła. Tak, anioła. Z jego pleców nagle wyrosły dwa białe skrzydła. Przymknęłam oczy i pokręciłam głową aby odgonić od siebie te wyimaginowane obrazy. Kiedy otworzyłam oczy dwa, piękne, białe skrzydła zniknęły. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niego.
-Niall? - mruknęłam. - Mam do ciebie sprawę.
-Czekajcie chłopaki. Zaraz przyjdę - odparł i podszedł do mnie. - Hej [T.I.]
O boże on zna moje imię krzyczały moje myśli.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Za co? - zdziwił się.
-Za to - podeszłam i go pocałowałam.
Zacisnęłam oczy żeby nie patrzeć na upokorzenia w jakim zaraz będę. Ale się pomyliłam. Blondyn oddał pocałunek i mocniej naparł na moje usta. Jego obie ręce przeniosły się na moje biodra i przysuną się bliżej.
-Nie mogłaś wcześniej? - zapytał szepcząc.
Zaśmiałam się.
-Co robisz dziś po szkole? - spytał nie puszczając mnie.
-Tak właściwie to nic - westchnęłam.
-To będę czekał przy wejściu. Zabiorę cię gdzieś - puścił mi perskie oko i wrócił uradowany do grupki kolegów, którzy nam się przyglądali.
Stałam w miejscu jeszcze koło kilku minut następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę przyjaciółki, która zdziwiona moją odwagą siedziała z otartymi ustami.
-Czy ty właśnie ...? - zacięła się
-Pocałowałam Niall'a Horan'a? Chyba tak. I nawet mnie dziś zaprosił. Nie wiem jeszcze gdzie ale gdzieś mnie zabiera. To chyba tylko sen.
-Twój anioł stróż nad tobą czuwa - odparła przyjaciółka.
-O tak - uśmiechnęłam się.
Mój anioł jest tuż obok mnie. I raczej zostanie na zawsze ;)


Imagin inspirowany moim snem z zeszłego roku. Może u mnie nie występował Niall ale tak bardzo mi się spodobał, że pomyślałam, że to dobry pomysł. Jak wam się podoba ?

Z okazji Nowego Roku życzę wam zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń, spotkana waszych idoli i wszystkiego najlepszego ;)

sobota, 28 grudnia 2013

Twenty seven ' Liam'

- Mamo! - jęknęłam zdenerwowana.
- Meg, zrozum mnie. - powiedziała błagalnie moja mama.
- Jasne! Jak zawsze jestem na drugim, a nawet trzecim planie!
- Obiecuję, że zdążymy z ojcem wrócić na wigilię. To wszystko robimy, żebyś mogła żyć jak najlepiej.
- Dobra wymówka, praca jest ważniejsza ode mnie! - krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Kasa i praca się dla nich liczy. A ja to co? Pies? A może zabawka?
  Wyciągnęłam z pod łóżka mój pamiętnik i zaczęłam pisać.
                                                         Drogi pamiętniku!
     Jestem na nich wściekła! Mam ochotę coś rozwalić. Wielcy biznesmeni, liczy się dla nich tylko kasa. Mnie mają w dupie.  Och, przyjacielu jak ja bym chciała, żebyśmy spędzili święta razem. Obiecali, że uda im się przyjechać na wigilię. Kłamcy. Ile razy mi coś obiecywali, myślą że dadzą mi kasę i jakiś gadżet i będą mięli mnie z głowy. Czy ja proszę o tak wiele? To tylko jebane święta z rodziną! Inni nie muszą o tym marzyć. Czy coś ze mną nie tak? Proszę, powiedz mi mój kochany pamiętniczku.
 Rozjaśnij mój umysł, błagam.

  Odetchnęłam i włożyłam pamiętnik na swoje miejsce. Zostały trzy dni do świąt. Do szkoły nie muszę już iść. Może opowiem wam coś o mnie. Jestem Meggan, mam 17 lat i wypchanych po pęczki kasą rodziców. Jestem w szkolnej elicie i mam chłopaka Josha. W liceum, do którego uczęszczam liczy się wygląd i stan konta. Każdy z elity jest fałszywy, ja też. Moja opinia to: wredna suka, z którą nie warto zadzierać. Nikt nie wiem jak jestem naprawdę. Ja też, tego nie wiem.
    Dwa dni do wigilii.
- Kotek, uśmiechnij się. - mruknął do mnie Josh.
- Josh... Oni znowu mnie zlali. Pewnie pojadą do jakiegoś super spa, a ja będę sama jak palec w wigilię.
- O widzisz. Weźmiemy z nich przykład i my też pojedziemy gdzieś.
- Porąbało Cię? - oburzyłam się.
- Moich rodziców też nie będzie. To pojedziemy gdzieś. Nie daj się prosić. - zrobił słodkie oczka.
- Och, no dobrze... - odparłam zrezygnowana.

   Zrealizowaliśmy plan Josha i wybraliśmy się do ekskluzywnego hotelu. Teraz mieliśmy iść na kolację do restauracji. Ubrałam szykowną granatową sukienkę. Spojrzałam na mojego chłopaka, miał na sobie
białą koszulę, a na to narzuconą marynarkę, a do tego ta jego piękna buźka. Był przystojny.
Zeszliśmy razem do lokalu i usiedliśmy do wyznaczonego przez kelnera stolika.
W oczy rzucały się liczne świąteczne ozdoby i obrazy. Beżowe ściany idealnie pasowały do otoczenia.
Zamówiliśmy kilka wigilijnych potraw i zajadaliśmy się nimi w ciszy, komentując czasem ich smak.
Naglę zadzwonił jego telefon.
- Moja mama, wyjdę odebrać. - powiedział i opuścił pomieszczenie. Westchnęłam i udałam się do łazienki.
Poczułam, że w coś lub kogoś uderzyłam. Spojrzałam w górę i zatopiłam się w ciemno brązowych tęczówkach tajemniczego przystojniaka.
- Przepraszam, nie zauważyłam Cię. - mruknęłam zawstydzona.
- Nie, to ja przepraszam. - zdenerwowany spojrzał w górę. Zainteresowana spojrzałam na sufit. Okazało się, że nad nami wisi jemioła.
- Przypadek? Ja nie sądzę. - na jego twarzy zagościł nonszalancki uśmieszek. Pewny siebie, lubię takich - pomyślałam. W moim brzuchu zrodziło się dziwne uczucie.
- Przypadek... Ciekawe...
- Masz mój numer. Zadzwoń. - podał mi świstek papieru i zniknął z mojego pola widzenia. Minęło kilka minut zanim  doszłam do siebie i ruszyłam do naszego stolika.
Nawet nie zauważyłam kiedy wrócił Josh.
- Było pyszne. Wracamy? - jego głos wyrwał mnie z innego świata. Ze świata, w którym jest przystojny nieznajomy.
- Ach, tak oczywiście. -odparłam zmieszana. Mój chłopak zapłacił za posiłek i udaliśmy się do pokoju.
Josh zaczął mnie namiętnie całować i zjeżdżał coraz niżej. Nie miałam w tej chwili ochoty na bliższy stosunek z nim i powiedziałam, mu żeby przestał.
- Oj, kotek.... - mruknął.
- Nie mam ochoty. Jestem zmęczona.
- Ha, dobra wymówka. Wydaje mi się, czy ty mnie naprawdę nie kochasz?
- Kocham cię, ale... - nie dał mi skończyć.
- A więc w czym problem? - naciskał na mnie.
- Powiedziałam już. - podniosłam głos.
- Jak chcesz. - powiedział i wyszedł z pokoju. Nie miałam zamiaru za nim iść i rzuciłam się na łóżko. Wyjęłam z torebki karteczkę z numerem tamtego chłopaka i czytałam co jest na niej napisane: "Liam *** *** *** zadzwoń (:. ". Uśmiechnęłam się do siebie i zastanawiałam się czy zadzwonić do niego.
Przypomniało mi się, że dzisiaj wigilia.

      Od czasu tego wyjazdu oddaliliśmy się od siebie z Joshem. Teraz siedzę na ganku mojego domu w kurtce i z gorącą czekoladą w dłoniach. Dochodziła godzina 21, a ich dalej nie było. Mieli skończyć dzisiaj wcześniej. Zdenerwowana weszłam do domu. Rozebrałam się i pobiegłam do swojego pokoju.
     Obudziłam się wcześnie rano. Dzisiaj sylwester. Poszłam pod prysznic, a następnie wyszłam na zakupy z Jess. Musiałam kupić sobie jakąś sukienkę na dzisiaj.
- Wiesz, bo Josh... - zaczęła.
- Co? - zapytałam.
- A no masz fajnego chłopaka. - powiedziała i uśmiechnęła się sztucznie.
Po zakupach poszłam do domu przyszykować się na imprezę. Gotowa wyszłam do domu Kim.
To co na miejscu zobaczyłam przyprawiło mnie o wymioty. Mój chłopak, to znaczy były chłopak całował się z tą szmatą Izzy. Nie było mi smutno, byłam wściekła. Odkryłam, że wszyscy to kłamliwe świnie. Nie zamierzam spędzić sylwestra w jego towarzystwie. Powoli ruszyłam przed siebie. Wyjęłam z torebki telefon. Noc jeszcze młoda.
Może zadzwonię do tego chłopaka.... Czemu nie - jak pomyślałam tak zrobiłam.
- Tak słucham? - zapytał chłopak.
- Hej... Pamiętasz jak dałeś mi numer w hotelu? Dziewczyna pod jemiołą?
- O to ty. Myślałem, że już nie zadzwonisz. - zaśmiał się. Wyobraziłam sobie ten nonszalancki uśmiech na jego pięknej twarzy. Boże, o czym ja myślę?
- Co dzisiaj robisz? - zapytał.
- Och, moje plany runęły w gruzach. A ty?
- O... To może wybierzemy się razem na jakąś imprezę? Zapomniałem się przedstawić. Jestem Liam. A ty?
- Jasne! Jestem Meggan, Meg.
- Przyjadę po ciebie. Gdzie jesteś?
- Ouu... Sama nie wiem. Spotkajmy się pod jakimś klubem.
- Niech ci będzie. Czekam pod **********
- Do zobaczenia!
Powiedziałam i ruszyłam cała w skowronkach do klubu.
Na imprezie poznałam się bliżej z Liamem. O północy stało się coś magicznego. Tak, ten pocałunek był magiczny. Zakochałam się w nim, teraz to już wiem.
Kto by pomyślał, że głupi wyjazd sprawił, że znalazłam sobie męża. Właściwie to powinnam podziękować Joshowi i rodzicom.
- Mamo! Poznaliście się pod jemiołą. Jakie to romantyczne. - powiedziała piskliwym głosikiem Katy. Moja 11 letnia córka. Po dwóch latach Liam mi się oświadczył, później wzięliśmy ślub, a później na świat przyszła Katy, po niej Bryan i Jackob.
Poznaliście właśnie moją bajkę.


Imagin na zakończenie świąt♥ Liczę na komentarze ♥ Zapraszam do mnie : http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
  

Twenty Six 'Zayn'

Do szpitala przychodziłam niemal codziennie ale nie ze względu na mnie. Nie byłam chora. Odwiedzałam znudzone dzieciaki i urządzałam im jakąś rozrywkę aby przesiadywanie w tym miejscu było bardziej znośne. Jako osiemnastolatka mogłabym zupełnie inaczej spędzać wolny czas ale ja wybrałam tę opcję. Przekroczyłam próg i od razu przywitało mnie wiele uśmiechów przesłanych od personelu. Przyzwyczaili się do mojej obecności. Wjechałam windą na drugie piętro czyli oddział dziecięcy.
-Cześć [T.I.]
-Cześć Katie. Co u ciebie nowego ? - zatrzymałam się przy recepcji.
-Brad mi się oświadczył - wciągnęła smukłą dłoń ukazując przepiękny pierścionek.
-No w końcu - zaśmiałam się.
-Co dziś planujesz ?
-Hm ... sama nie wiem. Chyba zajdę do każdego z osobna. Jak się czuję Saffa ?
-Sama sprawdź. A czekaj. Dzisiaj ma gościa.
-Tak ? Kogo ?
-Jej brat wpadł.
-To do niej zajdę na końcu - przesłałam jej uśmiech i ruszyłam do sal.
Aby obejść cały oddział i u każdego posiedzieć chwilę potrzebowałam koło trzech godzin. Doszłam właśnie do sali z numerem 163, gdzie leżała moja ulubienica, Saffa. Znałam tylko jej mamę, Trishię, która czasami wpadała i zamieniła ze mną kilka zdań. Drzwi do pomieszczenia były białe a szybki szronione, więc nie widziałam co lub kto się znajduje wewnątrz. Zapukałam delikatnie w prostokąt i kiedy słyszałam ciche "Proszę" nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Zobaczyłam prześliczną dziewczynkę leżącą na łóżku. Koło niej na stołku , tyłem do mnie, siedział chłopak, strzelam, że jej brat.
-Hej młoda. Widzę, że masz towarzystwo. Wpadnę później - zaczęłam się wycofywać.
-Nie. Czekaj - zatrzymała mnie. - Chodź. Poznaj mojego brata.
Chłopak odwrócił się a kiedy nasze oczy się spotkały, jego źrenice wypełniły prawie całe tęczówki w kolorze mlecznej czekolady. Wstał i ruszył w moją stronę. Moje mięśnie najpierw stężały a następnie zmieniły się w ... watę. Zmiękły mi kolana ale nie ugięłam się pod ciężarem własnego ciała. Wyciągnął do mnie rękę.
-Jestem Zayn - przywitał się.
-A ja [T.I.] - uśmiechnęłam się.
-Miło cię poznać.
-Ciebie również - wpatrywałam się w jego cudowne oczy hipnotyzujące z każdym jego mrugnięciem.
-Dużo o tobie słyszałem - mruknął niskim, uwodzicielskim tonem.
-Ja o tobie niewiele - zachichotałam.
-No wiesz siostrzyczko ? Nie chwalić się tak utalentowanym i cudownym rodzeństwem ?
-No i skromnym oczywiście - dodała.
-Dobrze. Ja pójdę jeszcze do Jess'a poczytać mu bajkę - oparłam wycofując się.
-Ale wróć - rzuciła dziewczynka a w oczach jej brata widziałam coś w rodzaju potwierdzenia prośby.
-Postaram się - odpowiedziałam zamykając drzwi.
Wzięłam głęboki wdech i zdałam sobie sprawę, że podczas pobytu w sali nie oddychałam. Aż tak na mnie działał Zayn ? Niemożliwe. Przecież dopiero go poznałam. Próbując odgonić od siebie myśli o intrygującym chłopaku ruszyłam do sali przeuroczego blondynka. Minęłam czworo drzwi i weszłam do sali. Siedział tam pięcioletni chłopiec bawiący się żołnierzykami.
-Hej Jess ! - przywitałam się zamykając drzwi.
-Cześć ! Co mi dziś przeczytasz ?
-A na co masz ochotę ?
-Śpiąca Królewna.
-Masz odpowiedź - podeszłam do regału i wyjęłam odpowiednią książkę.
Usadowiłam się koło chłopca na łóżku i zaczęłam czytać bajkę. Mimo, iż nie pomyliłam się ani razu byłam bardzo rozkojarzona. Kiedy bajka się skończyła zauważyłam, że dzieciak wtulony był w mój bok. Delikatnie odsunęłam go od siebie aby nie zbudzić śpiącego blondyna. Poprawiłam poduszkę, nakryłam go kołdrą i odłożyłam książkę na miejsce a następnie wyszłam po cichu z pokoju. Wróciłam do drzwi z numerem 163. Zapukałam ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Wślizgnęłam się do sali i zastałam śpiące rodzeństwo Malików, jeżeli wierzyć karcie pacjenta. Wyglądali tak słodko. Podeszłam do łóżka i lekko trąciłam Zayna w ramię. Poruszył się ale nie obudził. Powtórzyłam czynność ale tym razem szepnęłam mu do ucha ciche "Wstawaj". Powili otworzył jedno oko, potem drugie.
-Co się stało ?
-Zasnąłeś. Zaraz kończy się pora odwiedzin. Pomyślałam, że ja cię obudzę żeby później pielęgniarki na obchodzie nie musiały zrywać Saffy.
-Dziękuję - uśmiechnął się chłopięco ukazując rządek białych zębów.
Pocałował siostrę w czubek głowy, przykrył kołdrą i wstał starając się jej nie wyciągać z objęć Morfeusza.
Przeciągnął się napinając mięśnie a ja byłam pod ogromnym wrażeniem. Jeszcze nie widziałam tak dobrze zbudowanego chłopaka. Na biały T-shirt zarzucił skórzaną kurtkę. Kiwną głową w stronę drzwi i wyszliśmy.
-Odwiedzasz kogoś specjalnego ? - zagadnął.
-Można tak powiedzieć.
-Tan Jess tak ? T twój brat ?
-Nie - odparłam. - Jestem jedynaczką. Przychodzę tu do wszystkich dzieciaków, pobawić się z nimi, pograć w coś, czasem po prostu pogadać.
-A moja siostra ? Jest grzeczna ?
-Tak. Jest kochana. Uwielbia grać w Scrabble.
-Naprawdę ? Nie wiedziałem.
Kiedy dochodziliśmy do wind chłopak zaczął wypytywać mnie o zainteresowania. Okazało się, że mamy podobny gust. Zjechaliśmy na parter, pożegnaliśmy się z recepcjonistką i wyszliśmy przed szpital.
-Ciemno już. Może cię odwiozę ?
-Nie mieszkam daleko.
-No proszę. Tak dobrze mi się z tobą rozmawia.
-Przekonałeś mnie - posłałam mu najpiękniejszy z moich uśmiechów.
Wsiedliśmy do jego auta i znów rozmawialiśmy. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom chłopak zatrzymał mnie abym nie wysiadała.
-Jestem w tym słaby ... - zaczął.
-Ale ? - zachęciłam go.
-Ale umówiłabyś się ze mną ? - wymruczał pod nosem.
-Oczywiście.
-Naprawdę ?
-No tak.
-Cieszę się. To przyjadę po ciebie jutro o siódmej.
-Kurcze. Wtedy nie odwiedzę dzieciaków.
-To może zobaczymy się w szpitalu a potem cię gdzieś zabiorę ?
-Dobrze. Do jutra - cmoknęłam go w policzek i uradowana wyszłam z pojazdu. Kiedy już stałam przed drzwiami odwróciłam się i zobaczyłam Zayna, który wyjeżdżał z podjazdu. Pomachałam mu na pożegnanie. Jednak przebywanie w szpitalu ma swoje dobra strony.


Jak po Świętach ? No ja muszę się pochwalić, bo pod choinką znalazłam This Is Us i Siłę Marzeń !! A wy ?
Co dostałyście ?

niedziela, 22 grudnia 2013

Twenty Five 'One Diection'

Był chłodny jesienny wieczór, kiedy spacerowałam po parku. Żółte i pomarańczowe liście miotały się pomiędzy moimi nogami. Westchnęłam głęboko zaciągając się powietrzem.  Usiadłam na ławce, która była zajmowana przez jakiegoś chłopaka z kapturem zaciągniętym na twarz. Nie zwracając na niego uwagi przełączyłam muzykę i wsłuchiwałam się w tekst następnej piosenki. Siedziałam już jakąś chwilę kiedy zauważyłam, że chłopak mi się przygląda. Nadal nie było widać jego twarzy ale byłam tego pewna. Zatrzymałam utwór i wyciągnęłam urządzenie z uszu.
-Coś się stało ? - spytałam.
-Nie ... znaczy tak ... sam nie wiem.
-A mogę jakoś ci pomóc ?
-Chyba nie. To jest jakaś wewnętrzna blokada.
Pokiwałam głową. Wrócił do swojego zajęcia, mianowicie zapisywania czegoś w zeszycie. Wstałam, przeszłam się w okół fontanny i uzbierałam prześliczny bukiecik z liści wijących się po parku. Wróciłam na ławkę. Chłopak dalej na niej siedział i bazgrał coś na kartkach. Widziałam wiele plam oznaczających nerwowe bazgranie. Przyjrzałam się uważniej treści. To był tekst piosenki. I to całkiem dobry. Mój sąsiad nucił pod nosem jakąś melodię, co jakiś czas mrucząc tekst z notesu. Nagle przyłączyłam się do niego. Spojrzał w moją stronę zdziwiony. A ja tylko uśmiechnęłam się jak najładniej umiałam.
-Jednak chyba możesz mi pomóc - podał mi kartki.
Przeczytałam słowa po cichu i doszłam do wniosku, że nie widzę tu potrzeby mojej pomocy, więc oddałam papier właścicielowi.
-Co sądzisz - mruknął.
-Bardzo fajny tekst. Tylko zamiast
"Written on these walls are the dream, that I can't say.
Leave cage open, but my heart is inside stay."
Zamieniłabym na
"Written on these walls are the colours, that I can't change
Leave my heart open, but stays right here in it's cage."
Postukał długopisem w zeszyt i zapisał to co powiedziałam. Speszyłam się. Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę, może dwie. Nie liczyłam czasu. Razem przerobiliśmy jeszcze refren. Pożegnaliśmy się i każde z nas ruszyło szczęśliwe w swoją drogę. On jak mniemam z tekstu piosenki a ja z powodu tego, że komuś pomogłam. Wróciłam do domu. Zdjęłam buty a zebrany bukiet wstawiłam do wazoniku w dużym pokoju.
-Już wróciłaś ? -krzyknęła mama z kuchni.
-Tak.
-I jak ? - uśmiechnięta weszła do pokoju.
-Co jak ? - zdziwiłam się.
-No co jak ? Bo raczej nie chodzisz do parku tylko się przewietrzyć. Znalazłaś kogoś ? - zaśmiała się.
-Mamo ! Przecież wiesz, że to było moje żałosne i patetyczne marzenie z dzieciństwa. Poznać mojego przyszłego męża w parku.
-Oj, przecież wiesz, że żartowałam. Chodziło mi o spacer. Umysł przewietrzony ?
-A żebyś wiedziała.
Przez następny tydzień nie spotkałam tajemniczego i zakapturzonego chłopaka. Na urodzinach kuzynki złapałam grypę i przez kolejne dni zalegiwałam trupem na łóżku w salonie. Włączyłam MTV i słuchałam muzyki. Leciała moja ukochana piosenka Imagine Dragons "It's time". Kiedy się skończyła nie miałam siły sięgnąć po pilota więc przez następne półgodziny słuchałam muzyki. Nagle na ekranie pojawiła się prezenterka.
-A teraz przed państwem One Direction z nowym hitem "Story of my life".
Nigdy nie byłam ich fanką ale ze zwykłego lenistwa nie chciało mi się przełączać. Wsłuchałam się w tekst i kiedy ciemny blondyn w białym sweterku zaczął śpiewać to co wymyśliłam tam na ławce w parku olśniło mnie. To musiał być któryś z tych chłopaków. Hmmm .... nawet nieźle im to wyszło. Po oficjalnym teledysku był wywiad z zespołem.
-Kto napisał tę piosenkę ?
-Nasi producenci i oczywiście my sami ale była jeszcze jedna osoba - wyznał blondyn.
-Tak. Niesamowicie nam pomogła - dodał mulat.
-A zdradzicie kim była ta osoba ? - dociekała prezenterka.
-Na razie to pozostanie tajemnicą - odparł loczek.
-No nic. Tymczasowo jesteśmy w niewiedzy ale cieszymy się z cudownej piosenki, która już zawładnęła listami przebojów.
Mamo ! Napisałam piosenkę. I to nie dla byle kogo. Dla One Direction. Byłam z siebie dumna. I z tą dumą ... usnęłam ze zmęczenia.

~~~~~~~~~
Siemanko. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam ale nie miałam weny. Jak wam się podoba ? Proszę o szczere opinię. A mam takie pytanie nie na temat. Czy są tu może jakieś Janoskianator ?
Buźki, pozdrówki i weny ;*
Vicky ;)

piątek, 20 grudnia 2013

Twenty Four 'Harry'

Siedziałam w domu pijąc kawę. Mój spokój zakłócił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć i ujrzałam Harry’ego.
- Hej – powiedziałam do niego, a on odpowiedział mi.
Wszedł do środka i zdjął kurtkę.
- Napijesz się czegoś? – zapytałam.
- Nie dzięki. Wezmę małą i jadę – powiedział.
- Jeszcze śpi. Poszła późno spać, bo bawiła się z Mindy – powiedziałam i usiadłam przy stole.
- To skoro śpi, to poproszę herbatę.
Pięć lat temu ja i Harry byliśmy parą. Zaszłam w ciąże i się to zmieniło. Teraz jest tak, że Harry po prostu odwiedza albo zabiera gdzieś Emily. A my rozmawiamy ze sobą normalnie jak znajomi.
Zrobiłam jemu herbatę i podałam.
- Jak tam u ciebie? – zapytał.
- Może być, a co? – spytałam.
- Tak tylko pytam. Nie jest cos potrzebne wam? – kolejny raz zapytał.
- Nie. Dajemy radę – skłamałam.
Tak naprawdę wczoraj zostałam zwolniona z pracy, bo zawsze wychodziłam 10 minut wcześniej odebrać Emily. I na oddatek nie mam opłaconego czynszu za ten miesiąc więc jest zajebiście.
- A potrzebne jakieś ciuchy Emilly, albo buty czy coś? – zapytał.
- Spokojnie, wszystko mam – uśmiechnęłam się do niego.
- Na pewno? – zapytał kolejny raz dzisiaj.
- Tak, Harry na pewno – powiedziałam.
Usłyszeliśmy małe kroczki. W końcu Emily pojawiła się w kuchni.
- TATA! – krzyknęła i podbiegła do Harry’ego.
- No cześć kruszynko – zaśmiał się i wziął ją na ręce. – Idziemy dzisiaj do wesołego miasteczka. Co ty na to? – zapytał.
- TA! – krzyknęła mała.
Zrobiłam jej płatki, które z pomocą Harry’ego zjadła. Następnie ubrałam jej kremowe rurki, czarną bluzkę, białe converse (tak Harry jej kupił) i kremowy sweterek. Uczesałam ją w kitkę i dałam całusa.
Nareszcie sama. Znaczy się, od niedawna ta samotność mnie dobija. Chciałabym w końcu znaleźć sobie kogoś… Ah, nie ważne. Zaczęłam szukać jakieś pracy. Ale nic ciekawego nie było. Trudno znaleźć prace komuś z takim wykształceniem jak moje. W wieku 18 lat zaszłam w ciąże i nie ukończyłam szkoły średniej.
Minęło kilka godzin i zaczęło się robić ciemno, a ich nadal nie było. Zaniepokojona zadzwoniłam do Harry’ego. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Harry? Gdzie jesteście? – zapytałam.
- Już wracamy, bo byłem z małą u Louisa i Eleanor – powiedział. – Będziemy za 15 minut.
Rozłączyłam się i położyłam na chwilę na kanapie. Po chwili usłyszałam śmiech Emily, a potem poczułam jak mi wskakuję na kolana.
- I jak się bawiłaś? – zapytałam.
- Mama, a tam był takie duze koło i byłam z tata na tym! I było baldzo fajnie. Pats co tata wygrał dla mnie – pokazała mi misia.
- Uuu… Ale super misio! – powiedziałam i spojrzałam się na Harry’ego.
- Dziękuję – powiedziałam. – Jesteś głodny? Chcesz coś zjeść? – zapytałam.
- Wielkie dzięki, ale wracam, bo jutro rano do studia musze jechać – powiedział.
- Em, pożegnaj się z tatą – powiedziałam, a mała rzuciła się na niego.
Widziałam jak za sobą tęsknią. Em za Harrym, a Harry za nią. No, ale co mam zrobić? No co?

Kilka dni później…

Właśnie przyszedł Harry, bo musiałam z nim porozmawiać.
- Coś się stało Em? – zapytałam wyraźnie wystraszony.
- Nie. Spokojnie – odpowiedziałam.
- To co się dzieję? – zapytał.
- Chodzi o to, że… Muszę wyprowadzić się do Polski – powiedziałam. – Nie chcę ci ograniczać czasu z Em, bo widzę jak ona za tobą tęskni i cały czas o tobie mówi, ale ja nie mogę zostać. Wywalili mnie z pracy i nie mam kasy na czynsz więc mam 5 dni na wyprowadzenie się. Harry, ja po prostu nie mam wyjścia – szepnęłam i spojrzałam na niego.
Widziałam ból w jego oczach. Wiedziałam, że nie będzie łatwo jemu się rozstać z Emily, ale ja nie mam wyjścia! Westchnął głęboko i oparł się o kanapę. Ręce zacisnął na oczach.
- I jak ja będę się z nią widywać? Teraz widuję ją co 3 dni, a teraz co? Co dwa, trzy miesiące?! – krzyknął.
- Do jasnej cholery! To co mam zrobić? – tym razem to ja krzyknęłam.
- Zamieszkacie u mnie. Mam duże mieszkanie, znajdziesz sobie pracę i będzie dobrze – powiedział z uśmiechem.
- Tak, zabawne! Harry, ale ja z tobą w jednym domu? – zapytałam. – Nie, ja się nie zgadzam! – powiedziałam.
- To lepiej, żeby Emily nie miała ojca?! – wrzasnął.
- Daj mi spokój! – powiedziałam.
- Nie jest mi łatwo z tym, że ją tak rzadko widuję! – powiedział.
- A myślisz, że mi jest łatwiej? Nie potrafię jej zapewnić wszystkiego co jej potrzebne, nie mogę znaleźć pracy, bo nie mam wykształcenia i w dodatku jestem w tym sama. Myślisz, że mi łatwo, kiedy Emily płacze w nocy, bo chciałaby, żebyś jej pośpiewał kołysankę, żebyś ją przytulił. I co ja mam jej wtedy powiedzieć? – powiedziałam i zaczęłam płakać. – Wiedziałam, że będę straszną matką – szepnęłam.
- Ej no, [T.I.] nie płacz – powiedział i mnie objął. – Zamieszkajcie u mnie, a jak nie będzie ci pasowało coś to wtedy dam ci pieniądze na czynsz…
- Nie, Harry ja nie mogę. Muszę sama sobie poradzić – powiedziałam odsuwając się od niego.
- Ale to moja wina, że nie masz pracy to przeze mnie, bo zrobiłem ci dziecko – powiedział, a ja się zaśmiałam. – To jak? – zapytał.
- Ale jak mi się nie spodoba życie z tobą pod wspólnym dachem to wyprowadzam się z Em do Polski – powiedziałam, a on przytaknął.

Dwa dni później…

- Dzie jedziemy? – zapytała sepleniąc Emily.
- Oj, zobaczysz – powiedziałam, aż w końcu dojechaliśmy do domu Harry’ego.
- Psyjechaliśmy do tatusia? – zapytała.
- Tak – uśmiechnęłam się do niej.
Harry czekał na nas przed drzwiami. Otworzył nam drzwi i weszliśmy do środka. Ma nowocześnie urządzony dom, co mi się bardzo podoba.
- Chodź Emily z tatą – powiedział Harry i wziął ją na ręce.
Poszłam za nimi i Harry otworzył drzwi do jakiegoś pokoju.
- To twój nowy pokoik, od dzisiaj będziesz tu mieszkać – powiedział.
- A mama? – zapytała.
- Mama ma pokój obok ciebie – powiedział.
- A mama i tata nie powinni spać lazem? – zapytała, a my się zaśmialiśmy.
Harry pomógł mi w rozpakowaniu rzeczy. Harry poszedł usypiać Em, a ja wzięłam album ze zdjęciami. Końcówka związku z Harrym. Ja w ciąży, ja po urodzeniu Em razem z Harrym, a potem masa zdjęć Emily. Nagle poczułam jak Harry usiadł obok mnie.
- Ale ona jest do ciebie podobna – powiedział Harry.
- Do ciebie też, ma po tobie oczy i dołeczki w policzkach – powiedziałam.
- Ale włosy ma po tobie i nos i usta i cerę – przewrócił na następną kartkę co nie było dobre w tej sytuacji. Ja, Harry, Emily 2 dni po urodzeniu. Przytuleni do siebie, trzymając ją na rękach.
- Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi – powiedział Harry.
- A co teraz nie jesteś? – zapytałam.
- Nie – odpowiedział i spojrzał się na mnie.
- Ja pójdę już spać. Dobranoc i dziękuję – powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
W nocy obudził mnie płacz Emily. Pobiegłam do jej pokoju. Zaczęłam ja głaskać po główce, a po chwili i Harry się znalazł w pokoju.
- Co się dzieje? – zapytał.
- Ma gorączkę. Przyniesiesz ten różowy syrop? – zapytałam.
- Jasne – odpowiedział, a po chwili wrócił z syropem.
Podałam małej i Harry wziął ją na ręce do swojego pokoju. Chciałam już iść do swojego, ale Em mnie zawołała. Chciała, abym położyła się obok niej. Spojrzałam się na Harry’ego, a on przytaknął. Położyłam się i tak zasnęłam.
Obudziła mnie Emily, która skakała mi po głowie. Dosłownie!
- A tata i mama się kochają – śmiała się mała, a ja z Harrym w dość niekomfortowej sytuacji się nie odezwaliśmy. – Ide bawić – powiedziała i zniknęła.
Nagle poczułam rękę Harry’ego na mojej.
- A może spróbujemy zacząć od nowa? – zapytał i nagle mnie pocałował. Przez 4 lata nikt mnie nie całował, przez cztery lata nie czułam się tak blisko przy kimś.

- Kocham cię Harry – powiedziałam.


______________________


Na razie chwilowy brak weny chociaż w końcu napisałam rozdział na: 
W dodatku zaczęłam pisać nowe opowiadanie :
W szkole jak w szkole mam już jej dosyć więc cieszę się bardzo, że już mamy wolne i za niedługo święta...

Pozdrawiam, Marcela <3

czwartek, 19 grudnia 2013

Twenty Three 'Zayn '

Życzę miłego czytania♥
          Codziennie obwiniam się o śmierć mojej mamy. Robię to przez ojca, który ciągle mówił, że to moja wina. Teraz już nawet ojca nie mam, miałam JEGO, ale mnie zostawił.
        Pamiętam jak moja mama opowiadała mi w dzieciństwie, że każdy ma swojego anioła stróża, który zawsze będzie przy nas i nie pozwoli, aby stało się nam coś złego. Myślałam, że mam owego. A tu taka niespodzianka. Minęły już dwa lata, dwa lata GO nie ma. Obiecał, że będzie dzwonił i pisał SMS-y. Kłamał. Po cholerę namawiałam go do wzięcia udziału w tym programie. Wiedział o mojej sytuacji w domu, ale odszedł. Jestem ciekawa, co by było gdyby moja mama przeżyła 7 lat temu. Może ta trzynastolatka miała normalną rodzinę? Teraz mam 19 lat. Mój tata zmarł dwa lata temu, upił się do śmierci. Zawsze pił i nie raz zdarzyło się mu mnie uderzyć. Ale tym razem przesadził. Zostałam sama. Całkiem sama.
Sława zniszczyła Zayna. Tak samo jak on zniszczył mnie i nie wybaczę mu tego.

Dwa dni do świąt

     Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do pobliskiego centrum handlowego.  Nie znoszę świąt. Nikt, by ich nie kochał, gdyby był w mojej sytuacji. Samotne święta.
W galerii było stado ludzi, którzy zapomnieli o całej magii świąt. W tych czasach jak zapytasz kogoś z czym kojarzą mu się święta odpowie: " Z pustym portfelem". I to jest okropne. Marzę o świętach z kochającą rodziną. Przez samotność nie pałam do nich z entuzjazmem, nawet nie mam w domu choinki. Przez ten czas mam, tylko przyjaciółkę, ale ona nie zastąpi mi Zayna. Kiedyś, rodzice nie chcieli pozwolić nam zostać u siebie na noc, a my skleiliśmy sobie ręce. Ludzie zawsze mówili, że będziemy razem, najwidoczniej miało być inaczej.
     Ruszyłam w stronę sklepu odzieżowego. Potrzebowałam kilku rzeczy. Pracuję w kawiarni. Mam pieniądze ze spadku po babci, ale nie chcę spędzać całych dni w domu.
Po kupieniu wybranych ubrań ruszyłam w kierunku miejsca mojej pracy.
     Droga zajęła mi pięć minut. Weszłam do kawiarni i przywitałam się ze znajomymi. Zostawiłam rzeczy na zapleczu i ubrałam swój fartuszek. Stanęłam za ladą i podawałam zamówienia.
Podeszła do mnie koleżanka z pracy i powiedziała, żebym zbierała zamówienia. Podchodziłam do różnych stolików ze sztucznym uśmiechem.
- Dzień dobry! Co podać? - mruknęłam.
- Poproszę... - znałam ten głos. Zayn. Spojrzałam na chłopaka, dziewczynę i jego rodziców. Nie poznał mnie. Nie zmieniłam się aż tak. Zmieniłam kolor włosów z blondu na czerwono-pomarańczowy. Mam kolczyk w wardze, ostry makijaż.....
- Poproszę kawę i ciastko czekoladowe z posypką. A co ty chcesz słońce? Mamo, tato? - SŁOŃCE. Już wiem czemu  o mnie zapomniał. Jego rodzice spojrzeli na mnie. Nie widzieli mnie już półtorej roku. Ale chyba nie spostrzegli, że to ja.
Patrzył, ale nie widział. Wbił mi kolejny sztylet w serce.
     Z bezsilności rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać z bólu jaki mi zadał.
Życie to nie bajka, ale muszę się wziąć się w garść. Spojrzałam na zegarek obok łóżka. 16:45.
Idę go ogródka. Ubrałam się i wyszłam na taras i usiadłam na schodach. Usłyszałam śmiech i krzyk z domu obok. Z domu Malików. Ja już tak nie chcę. Nie chcę go kochać.
Spojrzałam w tamtym kierunku. Zayn, ta dziewczyna i jego rodzeństwo lepili bałwana. Kolejny cios prosto w serce i masa wspomnień.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i je delikatnie uchyliłam.
- Clary...- zapytał.
- Przepraszam. Czego pan chce? - zapytałam z ironią w głosie.
- Clary. Nie wygłupiaj się.
- JA się wygłupiam!? Nie bądź śmieszny. To ty chyba przez DWA LATA udawałeś, że mnie nie znasz. I do tego w tej kawiarni! Wynoś się stąd! - krzyknęłam.
- Ale... - w połowie zdania mu urwałam.
- Nie ma ale. Wyjdź z mojego domu!
- Porozmawiajmy.
- Nie rozmawiam z nieznajomymi. Spieprzaj stąd - powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.

   Zayn ciągle mnie nachodził. Raz wpuściłam go.
- Proszę, daj mi wyjaśnić. - mówił jakby miał zaraz się rozpłakać.
- Co. Co chcesz wyjaśnić? - próbowałam mówić spokojnie.
- Ja chciałem zadzwonić. Nie mogłem, modest kazał mi zerwać kontakty ze starymi znajomymi.
- I ty to zrobiłeś. Nie obchodziły cię moje uczucia?! Zostałam sama! Zostawiłeś mnie, nie mam nawet rodziny! A teraz książę wraca i co?! Na co liczyłeś teraz! Że rzucę ci się w ramiona?! Że powiem jak ja cię kocham?! Że będziemy żyli długo i szczęśliwie?! Jak tak to się przeliczyłeś! - teraz już wydzierałam się na niego.
- Przepraszam....
- Wsadź sobie te przeprosiny w dupę. - odparłam i poszłam usiąść na sofę.
- Clary.... - mówił, a ja udawałam, że go tu nie ma. - Cholera Clary porozmawiaj ze mną!
- Porozmawiałam z tobą. Nie mam już nic do powiedzenia. A teraz łaskawie wyjdź z mojego domu.
- Ale ja mam! - uniósł głos. Podszedł do mnie, złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do kanapy.
- Chcesz poznać prawdę?! Prawda jest taka, że się w tobie zakochałem! Próbowałem zdusić to uczucie i nie komunikować się z tobą. Nie chciałem niszczyć naszej przyjaźni. Ale oczywiście wszystko musiałem zepsuć! Nigdy nikogo tak nie pokochałem jak ciebie! Kocham cię Clary.... Kocham. - skończył mówić. Z jego oczu zaczęły wypływać łzy, z moich też. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- A ta dziewczyna..?
- To moja kuzynka. - szepnął. Przez dobre pół godziny siedzieliśmy w ciszy. Nagle odezwałam się:
- Jaa, ja kocham cię Zayn. - ten nic nie odpowiedział, tylko mnie pocałował. Oddałam pocałunek.

       Te święta spędziłam z rodziną Zayna. Moje marzenie się spełniło. Teraz mieszkam z nim w Londynie. Jeżdżę z nim i jego zespołem w trasy koncertowe. Zayn mi się oświadczył i już nigdy nie zostawił. Wróciłam do poprzedniego wyglądu. Na razie jest pięknie.
**********************************************************************************

Dzisiaj imagin tak na umilenie dnia. Otóż jestem chora i miałam czas. Takie oderwanie od imagina z Louisem. Z kim ma być kolejny imagin?
KA BU JA! Zaskoczyłam was nim??
Nie, ja wcale nie naoglądałam się Niekrytego.... Kocham was♥ Komentujcie♥ xx

środa, 18 grudnia 2013

Twenty Two 'Louis cz.4'

** Pisane przy tym
- Jestem tu... Nie masz się czego bać. - próbował uspokoić dziewczynę. W głowie Louisa panował chaos. Nie umiał wyjaśnić swojego zachowania. Siedział w pokoju wroga i do tego trzymał go w swoich ramionach jak najcenniejszy skarb. Anastasia powoli zamykała zmęczone powieki płaczem. Już po chwili spali w swoich ramionach.
 *********************************************************************************
Godzina; 08:20
Obudziłam się wtulona w Louisa. Louisa.... Chłopak spoglądał na mnie spod wachlarza rzęs. Jego wzrok wypalał we mnie dziurę. Przez chwilę nasz wzrok się spotkał. Poczułam coś dziwnego w brzuchu.
- Hejjj... - powiedział przeciągając literkę "j".
- Cześć... - odpowiedziałam.
- Co ci się wczoraj śniło? - niepewnie zapytał. Zacisnęłam powieki, żeby łzy nie mogły ujrzeć światła dziennego i odpowiedziałam.
- Nie pamiętam... - skłamałam. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy, jeszcze powiedziałby to reszcie.
- Aha. Ja już, no wiesz pójdę. Tak pójdę... - wymamrotał i wstał z mojego łózka. - To.. Do zobaczenia.
- Ta... Do zobaczenia.... - podreptałam do łazienki. Powoli zmywałam wczorajszy makijaż. Nie mogłam bez niego gdzieś się pokazać. Delikatnie mówiąc moja twarz była lekko oszpecona.
 **********************************************************************************
10.05.2013r.
Pokój Anastasi,
Godzina: 22:00
Od tamtego czasu zbliżyliśmy się do siebie z Louisem. Nadal udawał, że mnie nienawidzi albo nie udawał.... Tylko tak było na prawdę. Spotykaliśmy się u mnie w pokoju wieczorem. Ten chłopak bardzo mi się spodobał. Próbowałam zapomnieć o tamtym okropnym dniu. Nie znosiłam czyjegoś dotyku.
 Boje się, że on może boleć tak jak wtedy. Rany już prawie się zagoiły. Zostały małe blizny, takie na pamiątkę. Paulowi powiedziałam, że moja ciocia zachorowała i musiałam wyjechać.
Tego wieczoru także miałam spotkać się z Louisem. Po chwili drzwi do mojego pokoju się uchyliły, a do pomieszczenia wparował szczęśliwy Louis.
- To co robimy? - zapytał.
- Film? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Okej. - poszedł włączyć film. W połowie filmu objął mnie ramieniem. Wzdrygnęłam. Kiedy film dobiegł końca Tomlinson przybliżył się do mnie i złączył nasze usta w pocałunek, który oddałam.
Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się co się dzieję i odepchnęłam od siebie chłopaka.
- Przepraszam, myślałem że czujesz to samo. Dawałaś mi sygnały, które źle odebrałem. - mówił jak najęty i wyszedł z pokoju. Zrozpaczona rzuciłam się na łóżko. To nie miało być tak! Ja... Ja go kocham. Po prostu spanikowałam. Spiepszyłam po całej linii.
 **********************************************************************************
31.05.2013r.
Godzina; 16:17
Hala koncertowa w Londynie
To już dzisiaj. Dzisiaj świat miał się dowiedzieć o nowym członku One Direction.
Boje się cholernie. Zwłaszcza, że Louis bardziej mi uprzykrza życie. Do występu zostały dwie minuty.
Światła, scena, piski.
Zaczęliśmy od nowej piosenki. Później przedstawili mnie fanom i udawali, że kochają mnie bardzo.
Koncert dobiegł końca. Wszyscy zaczęli nam gratulować. Teraz jeszcze rozdanie autografów.
- Hej. Dasz mi swój autograf? - zapytała jakaś dziewczyna.
- Jasne. - podpisałam jej kartkę. W tym całym wydarzeniu jedna dziewczyna bardzo mnie zaintrygowała. Powiedziała: " Dołączyłaś do zespołu, co było dla fanów wielkim zaskoczeniem. Ale muszę przyznać, że masz piękny głos." później jeszcze dodała: " Widzę jak na siebie patrzycie, mam nadzieję, że będziecie razem"
                                                                               ~*~

Przepraszam! Rozdział napisałam dopiero teraz, bo miałam małe problemu w swoim życiu. Ale przysięgam, kolejny imagin dodam szybciej. Tego kilku częściowego imagina jeszcze jedna część. Nie myślałam, że on będzie miał 5 części. Zapraszam do mnie: http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
Liczę na komentarze♥
 A i Vicky. Za objaśnienie Miasta Kości.♥


niedziela, 15 grudnia 2013

Nabór!!!

Uwaga, uwaga.....

Ogłaszam nabór na bloga....

Każdy chętny, musi nadesłać jeden imagin na adres aleksandra.olaaa@op.pl ...

Czas do 23 grudnia, a wyniki w zależności jak długo zajmie mi sprawdzenia.

Pozdrawiam, Marcela <3

sobota, 14 grudnia 2013

Twenty One 'Niall cz.3'

Stało się coś czego się nie spodziewałam.  Kiedy siedzieliśmy na łóżku usłyszeliśmy głos Zayna.
-Niall'er. Gdzie jesteś ?
-O cholera -szepnął blondyn.
-Co się stało ?
Ktoś po drugiej stronie drzwi nacisnął klamkę i otworzył drzwi. W tym właśnie momencie stało się to niespodziewanie. Niall przysuną się, szepną ciche "Przepraszam" i mnie pocałował. Wplótł palce w moje włosy. Do pokoju wpadł Zayn. Szybko przymknęłam oczy.
-Och. Sorry. Chciałem tylko przekazać, że Harry przyjechał.
-Spoko. Zejdziesz z nami ? - zwrócił się do mnie i wyciągną rękę.
-Jasne - złapałam jego dłoń i pomógł mi wstać.
Zeszliśmy po schodach,  przeszliśmy przez salon, w którym dalej było mnóstwo ludzi.  Chłopak ani na moment mnie nie puścił. Wyszliśmy przed dom. Maszyna Nialla zniknęła. Pewnie ktoś go przedstawił,  bo on się tym nie przejął. Natomiast w tamtym miejscu stał inny motor a na nim siedział brunet o lokowatych włosach. Gdy nas zobaczył wstał i odłożył kask. Podszedł do nas.
-Hej chłopcy.  Widzę,  że macie śliczną towarzyszkę. Jestem Harry - wyciągną rękę.
-A ja [T.I.] - przyjęłam jego dłoń a on odwrócił moją i delikatnie cmokną w jej zewnętrzną stronę jak prawdziwy gentelmen. Przeszły mnie ciarki. Przyjrzałam mu się.  Na rękach miał rękawy* a na szyi i nadgarstku liczne tatuaże, które tak jak blondynowi dodawały pazura. Miał naprawdę śliczne oczy, które błyszczały zielenią za każdym razem kiedy się uśmiechał. Z prawej strony ust zauważyłam kolczyk. Niall i Zayn też takie mieli. Czy oni tworzą jakiś gang ?!
-A więc Niall. To jest ta sławna [T.I.]. No rzeczywiście jest ładna - uśmiechnął się ukazując dwa przesłodkie dołeczki. Blondyn chrząknął sprowadzając Harry'ego na ziemię.
-Przepraszam. Rozmarzyłem się - zaśmiał się a ja poczułam, że się rumienie.
-Niall - szepnęłam a chłopak spojrzał na mnie. - Jak to jest, że twoi kumple mnie znają i na dodatek komplementują ?
-Znają cię, bo wtedy kiedy cię podrzucałem byłem z nimi umówiony. I nie przepraszaj - odparł uprzedzając moje słowa. O kurde czyta mi w myślach. - A komplementują cię , bo się im podobasz. Ale spokojnie. Nie dam cię tknąć - puścił mi oko.
No i znów moje policzki zapłonęły. Niall mocniej ścisnął moją rękę, dodając otuchy. Czekaliśmy jeszcze kilka minut dopóki nie podjechały jeszcze dwa motory. Poznałam Louisa i Liama. Lou też mówił słodkie słówka o mojej urodzie za to Liam zachowywał się trochę gburowato. Rzucił w moją stronę "Siemka" i udał się do środka willi. Wszyscy mieli tatuaże, kolczyki albo tunele. Każdy miał przebitą wargę. Wiedziałam - krzyczała moja podświadomość. Weszliśmy do budynku. Impreza wyraźnie miała się ku końcowi. Zostało tylko kilkanaście (z kilkudziesięciu) osób. Jakaś dziewczyna leżała pod stołem śpiewając piosenki,  których tekstu nie rozumiałam. Z chłopakami weszliśmy do kuchni. Blondyn zrobił mi drinka. Zapoznałam się bliżej z resztą "gangu". Liam ciągle było od nas ... odseparowany ? Kiedy reszta była zajęta rozmową podeszłam do bruneta. Stał przy wejściu na taras. Gdy mnie zobaczył  przesunął szklane drzwi i wyszedł na zewnątrz. Odstawiłam kieliszek i bez namysłu poszłam za chłopakiem.  Przesunęłam za sobą szkło.
-O co ci chodzi ? - spytałam.
-O nic.
-Nie jestem głupia. Chłopcy normalnie się przywitali a ty burknąłeś coś i poszedłeś sobie. To było niegrzeczne. Oni ze mną rozmawiają a ty mnie unikasz. Dlaczego ?
-Bo mi ciebie szkoda. I nie chcę się przyzwyczajać do ludzi. Szczególnie do ciebie.
-Dlaczego ?
-Chciałbym ci powiedzieć ale nie mogę.
-Ale ... bo ... to chociaż ogólnie wytłumacz o co chodzi.
-Mogę ci powiedzieć tylko jedno. Ale obiecaj, że wtedy odejdziesz, nie będziesz nas szukać a wręcz przeciwnie.
-Zależy o co ...
-Obiecaj.
-Nie mogę. Nigdy nie obiecywałam nic w ciemno. I nie mam zamiaru tego zmieniać.
-Jak chcesz -rzucił.
Złapał mnie za nadgarstek i wciągną z powrotem do środka. Byliśmy koło kuchni czyli tam gdzie była reszta. Harry siedział na krześle, Lou stał obok niego, Niall na blacie stołu a Zayn leżał na wysepce. Staliśmy tak, że za żadne skarby by nas nie zauważyli. Liam przyłożył palec do ust nakazując być cicho. Widziałam w jego oczach smutek i żal. Przytaknęłam i nasłuchiwałam o czym rozmawiają.
-I co ? Wygrałem ? - prychnął Zayn.
-Chyba śnisz. Tylko się z nią całowałem kiedy akurat wszedłeś. Wiecie co ? Odwołuję zakład. Nie chcę aby to ona nim była. Jest zbyt wartościowa. Jak chcecie to się zakładajcie, który pierwszy przeleci jakąś panienkę. Ja już się nie bawię. Ja chcę z nią być. Tak na serio i bez zakładów - burknął Niall'er.
-Hmm .... chyba naprawdę się w tobie zakochał - szepnął Liam.
Otworzyłam szeroko oczy. Zakręciło mi się w głowie od nadmiaru informacji. CO ?! Byłam tylko pieprzonym zakładem ? On miał tylko mnie zdobyć, okręcić wokół palca i zostawić ?! Jak ?! Dlaczego ?! Tysiące pytań. Ale z drugiej strony chce ze mną być.
-Uuuu Niall się zakochał - westchnął teatralnym głosem Lou.
-Niemożliwe - sapną Zayn. - On nie ma uczuć.
-A po za tym - zaczął Harry. - To wbrew zasadom. Pamiętasz ? Żadnych zakochiwanek. Czysta zabawa.
-Powiedziałem. Nie bawię się. Na pewno nie z nią.
-Ciebie powaliło ? Znasz ją od wczoraj. I to ja ją znalazłem. Miałeś cel i zwaliłeś to i cały zakład a przy tym naszą zabawę. Już się w niej zakochałeś ?
-Harry, dlaczego chcesz się nią bawić ? W ogóle dlaczego bawisz się laskami ?
-Bo to laski, są naiwne i głupie. A coś z życia trzeba mieć.
-Ja mam. Pasje. Motory. To powinno być twoje życie i zabawa. A nie dziewczyny.
-Po dłuższym wysłuchaniu wywodu naszego kochanego Niall'era stwierdzam, iż ma racje. Szkoda mi było tej Agnes kiedy jej powiedziałem ... to co powiedziałem. A to tylko dlatego, że mi kazałeś - odparł Zayn.
-Ludzie. Ale macie problemy. TO TYLKO DZIEWCZYNY ! - krzyknął loczek. - Wiecie co ? Ja jadę. Do domu. I jak przemyślicie to co dziś powiedzieliśmy to przyjedźcie i może wtedy pogadamy. A tak w ogóle to gdzie Liam ? A nie ważne. Nara !
Zaczął kierować się w naszą stronę. Spojrzałam z paniką na chłopaka stojącego koło mnie. W koścu podsłuchiwaliśmy, no nie ? Ja bym się wkurzyła jakby ktoś podsłuchiwał moją prywatną rozmowę.
-Teraz to już spoko. Wyjdźmy. Niech wiedzą - uśmiechnął się.
Ruszyliśmy do kuchni. Harry, który prawdopodobnie miał zamiar wyjść zatrzymał się w pół kroku. Przybrałam poważny wyraz twarzy i skarciłam wszystkich obecnych.
Chłopacy patrzyli się na nas i nie wiedziałam co mam zrobić. Niall głośno przełkną ślinę.
-Jak wiele słyszeliście ? - szepnął.
-Zależy od czego zaczęliście rozmowę - warknęłam.
Ooooo je ! Jestem groźna. O tak, niech się boją.
-No ... hmmm ...... mówiliśmy o .... motorach.
-Kłamstwo - prychnęłam. - Wytłumacz mi to wszystko. Jak to byłam zakładem ? Kto i dlaczego mnie wybrał ? O co do cholery chodzi w tym wszystkim ?
-Bo ... - zająknął się.
-Czy zostałam "wybrana" dla zakładu ?
-Ale to nie o to chodziło i ...
-Tak czy nie ?
-Tak.
-Kto mnie wybrał ? I dlaczego akurat mnie ? - powiedziałam groźniej.
-Ja. Jesteś ładna. Chodzisz w okolicy na uczelnie. Kiedyś jak jechałem do Zayna to cię zauważyłem,. Potem widziałem cię kilka razy i jesteś zakładem - wyjaśnił loczek.
Kurcze, naprawdę muszą się bać jeżeli się tak tłumaczą.
-A ty ? Masz zamiar coś powiedzieć ? Dobrze bawiłeś się moim kosztem ? - mówiłam już ze łzami w oczach. Smutek wziął górę nad złością.
-Nie. Znaczy na początku to byłą zabawa ale dopiero potem zobaczyłem jaka jesteś naprawdę. Nie chcę zakładów. I na pewno nie związanych z tobą. Jesteś dla mnie ważna. Bardzo. Już się nie założe o dziewczynę, bo chcę być z tobą.
-A to się nie zdarza - wtrącił Zayn.
-Nigdy więcej zakładów ? - nie spuszczałam zapłakanych oczu z blondyna.
-Nigdy - zszedł z blatu i do mnie podszedł z zamiarem przytulenia się ale w ostatnim momencie zrobiłam krok w tył.
-Nie. Ja już pójdę. Pa chłopcy. A  ty ... - znów wzrok skierowany w stronę Niall'a. - ... pomyśl. Wiesz gdzie mieszkam. I przemyśl to wszystko dokładnie, bo słyszałam ...
-Słyszeliśmy - poprawił mnie Liam.
-Słyszeliśmy wszystko. Ja ... też ... daj mi chwilę czasu. A jeżeli jest naprawdę tak jak mówiłeś kiedy byliśmy sami to będziesz wiedział kiedy przyjść i ... wtedy się zobaczy.
Ostatni raz spojrzałam w ich stronę i wyszłam z domu. Skierowałam się w stronę mojej ulicy. Miałam świadomość, że jest koło 4 nad ranem a ja mam do przejścia jakieś pięć kilometrów ale spacer jest mi potrzebny. Nic innego teraz nie pragnęłam bardziej niż świeżego powietrza w płucach. U siebie byłam koło 5:30. Zdjęłam buty zdjęłam ciuchy, nałożyłam wyciągniętą koszulkę i położyłam się do łóżka. Działo się tak wiele, że miałam potrzebę wyłączenia się. Po chwili dumania na mojej pięknej łódce odpłynęłam w krainę Morfeusza.

*rękawy - tatuaże, które są na całej długości ręki, od ramienia albo łokcia aż po nadgarstek - PRZYKŁAD
________________
BoŻe !! Tak was przepraszam. Miałam już dodać dawno temu ale nie wyszło. Mam nadzieję, że podoba wam się imagin. Pracowałam nad nim bardzo długo. Czytaj trzy noce, bo koło 3 nad ranem mam najlepszą wenę (polecam). Po za tym w tym i zeszłym tygodniu miałam tyle sprawdzianów, że się w głowie nie mieści.
Pozdrawiam drugo-gimbazjalistów ;3 Kurcze, został tydzień a ja muszę poprawić fizykę. Masssakra. Lubię fizykę (fiem dziwne) ale nie ogarniam Dynamiki ;) Znaczy nie ogarniałam. Ojoj się rozpisałam. Dobra przechodząc do sedna. Jak wam się podoba ? Co sądzicie itp. Czekam na opinię. Zauważyłam, że jest naprawdę wielu obserwatorów a komentarze dodają może ze dwie osoby. Naprawdę ? Jeżeli wam się podoba to my >autorki< chcemy to wiedzieć. Więc poprosimy o komentarze zachęcające nas do pracy.
Ze zniecierpliwieniem i poważaniem Vicky ;*