Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wesoły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wesoły. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Twenty Eight 'Niall'

Dzwonek zaszumiał mi w głowie. Dzięki Bogu pomyślałam. Długo wyczekiwana dwudziesto-minutowa przerwa nadeszła. Razem z przyjaciółką wyszłyśmy na boisko szkolne 'poszukać jakichś ciach' cytując Lolę. Ale ja nie widziałam nikogo oprócz Niall'a. Ten blondwłosy anioł w którym byłam zadurzona od prawie roku migną mi przed oczami i ruszył na boisko za przyjaciółmi.
-Słuchasz mnie - przyjaciółka zwróciła na mnie swoją uwagę.
-Co? Tak. Och, przepraszam.
-Niall? - domyśliła się.
-Tak - westchnęłam.
-Czego po prostu do niego nie podejdziesz i nie zgadłaś ?
-Wiesz co to jest godność osobista ? - spytałam a ona kiwnęła głową - No. I ja właśnie tego nie mam. A nie chcę się pogrążać.
-Czym się pogrążysz? Odwagą?
-Tak. Przecież ci właśnie tłumacze - udawałam nadąsaną.
-Kochanie przesadzasz. A teraz muszę ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym.
-No dawaj.
-Przegrałaś nasz zakład.
-Co? Jaki zakład?
-Uuu tyle ich było.  Po pierwsze i najważniejsze. Miałaś nie gadać o nim - spojrzała w stronę blondyna podbijającego piłkę - przez tydzień. Byłaś tak bliska. Zważając na to, iż dzisiaj jest piątek a założyłyśmy się w poniedziałek.
-Psia kość - zaklęłam pod nosem.
-Po drugie. Engie i Andres byli ze sobą trzy miesiące a nie dwa. Co oznacza, że wygrałam. Kolejny zakład ...
-No dobrze, dobrze. Rozumiem. Nie mam szczęścia do zakładów.
-No właśnie. I to jest kara.
-Co? Co jest karą?
-Podejdź do Niall'a i zagadaj. Albo nie. Będę wredna. Pocałuj go.
Poczułam jak krew zaczęła szumieć mi w głowie. Nie, nie mogę. On jest idealny a ja ? Szara myszka. Przyjaciółka szturchnęła mnie w ramię ściągając na ziemię. Spojrzałam na nią.
-Co? - pisnęłam.
-Odleciałaś - wyjaśniła.
-Och, boże przepraszam. Nie mogę. Boję się.
-Do odważnych świat należy.
Spojrzałam w stronę Irlandczyka, który miał przyjechać na dwa miesiące na wymianę ale przekonał mamę i przeprowadził się aby chodzić do naszej szkoły na stałe. Chłopak patrzył w naszą stronę, szybko odwróciłam wzrok dopiero po chwili zdając sobie sprawę z własnego zachowania. Przecież teraz to na pewno się domyśli, że mi się podoba.
-A teraz idź - pchnęła mnie w jego stronę.
-Pożałujesz tego - rzuciłam ruszając w stronę grupki chłopaków.
Blondyn stał na środku i żonglował piłką. Był taki zwinny. Raz piłka była na lewej stopie za chwilę na głowie. Potem podbił ją prawą stopą i podbił główką podając do kumpla. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Miał na sobie biały T-shirt, jeansową kamizelkę, granatowe rurki i niebieskie Nike. JA go widziałam jako ... anioła. Tak, anioła. Z jego pleców nagle wyrosły dwa białe skrzydła. Przymknęłam oczy i pokręciłam głową aby odgonić od siebie te wyimaginowane obrazy. Kiedy otworzyłam oczy dwa, piękne, białe skrzydła zniknęły. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niego.
-Niall? - mruknęłam. - Mam do ciebie sprawę.
-Czekajcie chłopaki. Zaraz przyjdę - odparł i podszedł do mnie. - Hej [T.I.]
O boże on zna moje imię krzyczały moje myśli.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Za co? - zdziwił się.
-Za to - podeszłam i go pocałowałam.
Zacisnęłam oczy żeby nie patrzeć na upokorzenia w jakim zaraz będę. Ale się pomyliłam. Blondyn oddał pocałunek i mocniej naparł na moje usta. Jego obie ręce przeniosły się na moje biodra i przysuną się bliżej.
-Nie mogłaś wcześniej? - zapytał szepcząc.
Zaśmiałam się.
-Co robisz dziś po szkole? - spytał nie puszczając mnie.
-Tak właściwie to nic - westchnęłam.
-To będę czekał przy wejściu. Zabiorę cię gdzieś - puścił mi perskie oko i wrócił uradowany do grupki kolegów, którzy nam się przyglądali.
Stałam w miejscu jeszcze koło kilku minut następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę przyjaciółki, która zdziwiona moją odwagą siedziała z otartymi ustami.
-Czy ty właśnie ...? - zacięła się
-Pocałowałam Niall'a Horan'a? Chyba tak. I nawet mnie dziś zaprosił. Nie wiem jeszcze gdzie ale gdzieś mnie zabiera. To chyba tylko sen.
-Twój anioł stróż nad tobą czuwa - odparła przyjaciółka.
-O tak - uśmiechnęłam się.
Mój anioł jest tuż obok mnie. I raczej zostanie na zawsze ;)


Imagin inspirowany moim snem z zeszłego roku. Może u mnie nie występował Niall ale tak bardzo mi się spodobał, że pomyślałam, że to dobry pomysł. Jak wam się podoba ?

Z okazji Nowego Roku życzę wam zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń, spotkana waszych idoli i wszystkiego najlepszego ;)

sobota, 28 grudnia 2013

Twenty Six 'Zayn'

Do szpitala przychodziłam niemal codziennie ale nie ze względu na mnie. Nie byłam chora. Odwiedzałam znudzone dzieciaki i urządzałam im jakąś rozrywkę aby przesiadywanie w tym miejscu było bardziej znośne. Jako osiemnastolatka mogłabym zupełnie inaczej spędzać wolny czas ale ja wybrałam tę opcję. Przekroczyłam próg i od razu przywitało mnie wiele uśmiechów przesłanych od personelu. Przyzwyczaili się do mojej obecności. Wjechałam windą na drugie piętro czyli oddział dziecięcy.
-Cześć [T.I.]
-Cześć Katie. Co u ciebie nowego ? - zatrzymałam się przy recepcji.
-Brad mi się oświadczył - wciągnęła smukłą dłoń ukazując przepiękny pierścionek.
-No w końcu - zaśmiałam się.
-Co dziś planujesz ?
-Hm ... sama nie wiem. Chyba zajdę do każdego z osobna. Jak się czuję Saffa ?
-Sama sprawdź. A czekaj. Dzisiaj ma gościa.
-Tak ? Kogo ?
-Jej brat wpadł.
-To do niej zajdę na końcu - przesłałam jej uśmiech i ruszyłam do sal.
Aby obejść cały oddział i u każdego posiedzieć chwilę potrzebowałam koło trzech godzin. Doszłam właśnie do sali z numerem 163, gdzie leżała moja ulubienica, Saffa. Znałam tylko jej mamę, Trishię, która czasami wpadała i zamieniła ze mną kilka zdań. Drzwi do pomieszczenia były białe a szybki szronione, więc nie widziałam co lub kto się znajduje wewnątrz. Zapukałam delikatnie w prostokąt i kiedy słyszałam ciche "Proszę" nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Zobaczyłam prześliczną dziewczynkę leżącą na łóżku. Koło niej na stołku , tyłem do mnie, siedział chłopak, strzelam, że jej brat.
-Hej młoda. Widzę, że masz towarzystwo. Wpadnę później - zaczęłam się wycofywać.
-Nie. Czekaj - zatrzymała mnie. - Chodź. Poznaj mojego brata.
Chłopak odwrócił się a kiedy nasze oczy się spotkały, jego źrenice wypełniły prawie całe tęczówki w kolorze mlecznej czekolady. Wstał i ruszył w moją stronę. Moje mięśnie najpierw stężały a następnie zmieniły się w ... watę. Zmiękły mi kolana ale nie ugięłam się pod ciężarem własnego ciała. Wyciągnął do mnie rękę.
-Jestem Zayn - przywitał się.
-A ja [T.I.] - uśmiechnęłam się.
-Miło cię poznać.
-Ciebie również - wpatrywałam się w jego cudowne oczy hipnotyzujące z każdym jego mrugnięciem.
-Dużo o tobie słyszałem - mruknął niskim, uwodzicielskim tonem.
-Ja o tobie niewiele - zachichotałam.
-No wiesz siostrzyczko ? Nie chwalić się tak utalentowanym i cudownym rodzeństwem ?
-No i skromnym oczywiście - dodała.
-Dobrze. Ja pójdę jeszcze do Jess'a poczytać mu bajkę - oparłam wycofując się.
-Ale wróć - rzuciła dziewczynka a w oczach jej brata widziałam coś w rodzaju potwierdzenia prośby.
-Postaram się - odpowiedziałam zamykając drzwi.
Wzięłam głęboki wdech i zdałam sobie sprawę, że podczas pobytu w sali nie oddychałam. Aż tak na mnie działał Zayn ? Niemożliwe. Przecież dopiero go poznałam. Próbując odgonić od siebie myśli o intrygującym chłopaku ruszyłam do sali przeuroczego blondynka. Minęłam czworo drzwi i weszłam do sali. Siedział tam pięcioletni chłopiec bawiący się żołnierzykami.
-Hej Jess ! - przywitałam się zamykając drzwi.
-Cześć ! Co mi dziś przeczytasz ?
-A na co masz ochotę ?
-Śpiąca Królewna.
-Masz odpowiedź - podeszłam do regału i wyjęłam odpowiednią książkę.
Usadowiłam się koło chłopca na łóżku i zaczęłam czytać bajkę. Mimo, iż nie pomyliłam się ani razu byłam bardzo rozkojarzona. Kiedy bajka się skończyła zauważyłam, że dzieciak wtulony był w mój bok. Delikatnie odsunęłam go od siebie aby nie zbudzić śpiącego blondyna. Poprawiłam poduszkę, nakryłam go kołdrą i odłożyłam książkę na miejsce a następnie wyszłam po cichu z pokoju. Wróciłam do drzwi z numerem 163. Zapukałam ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Wślizgnęłam się do sali i zastałam śpiące rodzeństwo Malików, jeżeli wierzyć karcie pacjenta. Wyglądali tak słodko. Podeszłam do łóżka i lekko trąciłam Zayna w ramię. Poruszył się ale nie obudził. Powtórzyłam czynność ale tym razem szepnęłam mu do ucha ciche "Wstawaj". Powili otworzył jedno oko, potem drugie.
-Co się stało ?
-Zasnąłeś. Zaraz kończy się pora odwiedzin. Pomyślałam, że ja cię obudzę żeby później pielęgniarki na obchodzie nie musiały zrywać Saffy.
-Dziękuję - uśmiechnął się chłopięco ukazując rządek białych zębów.
Pocałował siostrę w czubek głowy, przykrył kołdrą i wstał starając się jej nie wyciągać z objęć Morfeusza.
Przeciągnął się napinając mięśnie a ja byłam pod ogromnym wrażeniem. Jeszcze nie widziałam tak dobrze zbudowanego chłopaka. Na biały T-shirt zarzucił skórzaną kurtkę. Kiwną głową w stronę drzwi i wyszliśmy.
-Odwiedzasz kogoś specjalnego ? - zagadnął.
-Można tak powiedzieć.
-Tan Jess tak ? T twój brat ?
-Nie - odparłam. - Jestem jedynaczką. Przychodzę tu do wszystkich dzieciaków, pobawić się z nimi, pograć w coś, czasem po prostu pogadać.
-A moja siostra ? Jest grzeczna ?
-Tak. Jest kochana. Uwielbia grać w Scrabble.
-Naprawdę ? Nie wiedziałem.
Kiedy dochodziliśmy do wind chłopak zaczął wypytywać mnie o zainteresowania. Okazało się, że mamy podobny gust. Zjechaliśmy na parter, pożegnaliśmy się z recepcjonistką i wyszliśmy przed szpital.
-Ciemno już. Może cię odwiozę ?
-Nie mieszkam daleko.
-No proszę. Tak dobrze mi się z tobą rozmawia.
-Przekonałeś mnie - posłałam mu najpiękniejszy z moich uśmiechów.
Wsiedliśmy do jego auta i znów rozmawialiśmy. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom chłopak zatrzymał mnie abym nie wysiadała.
-Jestem w tym słaby ... - zaczął.
-Ale ? - zachęciłam go.
-Ale umówiłabyś się ze mną ? - wymruczał pod nosem.
-Oczywiście.
-Naprawdę ?
-No tak.
-Cieszę się. To przyjadę po ciebie jutro o siódmej.
-Kurcze. Wtedy nie odwiedzę dzieciaków.
-To może zobaczymy się w szpitalu a potem cię gdzieś zabiorę ?
-Dobrze. Do jutra - cmoknęłam go w policzek i uradowana wyszłam z pojazdu. Kiedy już stałam przed drzwiami odwróciłam się i zobaczyłam Zayna, który wyjeżdżał z podjazdu. Pomachałam mu na pożegnanie. Jednak przebywanie w szpitalu ma swoje dobra strony.


Jak po Świętach ? No ja muszę się pochwalić, bo pod choinką znalazłam This Is Us i Siłę Marzeń !! A wy ?
Co dostałyście ?

sobota, 16 listopada 2013

Fifteen 'Louis cz.2'

21.04.2013r.
Willa One Direction
Godzina; 22:30
 W głowie miałam mętlik. Chodziłam po pokoju bez celu. W co ja się wpakowałam?! Chcę do Hiszpani, do babci!! " Chyba na jej grób, nawet nie wiesz czy żyje " powiedziała mi ta gorsza część mnie, która zawsze musi mi umilić dzień. Czujecie ten sarkazm? W końcu do głowy przyszedł mi fajny pomysł, żeby podsłuchać ich rozmowę. Bezszelestnie nacisnęłam klamkę i wyszłam na korytarz.
- Jakaś dziwka do zespołu ma dołączyć! To są żarty jakieś! Ciekawe czy potrafi śpiewać?!
- Wątpię! Simon beztalencie do zespołu nam chcę wcisnąć! Jakąś małolatę! Idiotka, tylko się łudzi! - dodał drugi. Nie miałam ochoty słuchać jak ktoś obrabia mi tyłek za plecami. Niech powiedzą mi to prosto w twarz. Wzięłam swoją piżamę i czystą bieliznę i poszłam do swojej łazienki. Weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Gorące krople wody mnie odprężały. Wzięłam do rąk żel pod prysznic i wtarłam go w ciało. Wyszłam z pod prysznica i ubrałam piżamę. Poszłam do pokoju, wdrapałam się na łóżko i uruchomiłam swojego laptopa. Odgarnęłam swoje blond włosy z twarzy. Wystukałam na klawiaturze nazwę: Twitter i zalogowałam się. W sieci pełno było o odejściu Liama z One Direction. Chłopcy bardzo muszą to przeżywać, w końcu był i jest ich przyjacielem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, żeby nie wymagać od nich za dużo. Nie będzie łatwo. " Przecież ty lubisz wyzwania" -odezwał się głos w mojej głowie.
22.04.2013r.
Godzina; 6:20
  Powoli poczłapałam do łazienki. Następnie oblałam twarz wodą. Ubrałam się i wybiegłam z domu. Biegłam truchtem do piekarni. Byłam głodna, a nie mam zamiaru jeść coś z ich lodówki, teraz nie... Zapłaciłam kasjerce i wyjęłam z siatki jedną bułkę. Kiedy byłam już pod ich domem zobaczyłam stado piszczących fanek. Nie no świetnie i jak ja się tam teraz dostane? Och,  ironio. - westchnęłam. Próbowałam się przepchać przez tłum.
- Ej! Nie przepychaj się! - krzyknęła jakaś małolata.
- Nie wolno tu wchodzić! - powiedział jakiś ochroniarz.
- Ale ja muszę tu wejść! - powiedziałam poirytowana.
- Każda tak mówi. - odpowiedział. Ponownie przepchałam się przez tłum i wyjęłam komórkę. Miałam zadzwonić do Simona, ale nie miałam do niego numeru. Jeszcze lepiej - powiedziałam na głos. Zrezygnowana usiadłam na krawężniku. Wyjęłam z siatki kolejną bułkę. I tak ciągle przez dobrą godzinę. Zjadłam sześć bułek. Wyjęłam kolejny raz telefon z kieszeni, aby sprawdzić, która godzina. 9:55. Wyszłam o 7, a jest prawie 10. Zauważyłam jak w moją stronę jedzie jakieś auto. Z samochodu wysiadł Simon.
- Anastasia? Co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony.
- Wyszłam pobiegać, a teraz ochroniarze nie chcą mnie wpuścić. - odparłam.
- Porozmawiam sobie z nimi. - mrukną pod nosem. Dziewczyny zaczęły krzyczeć: " O matko! To Simon Cowel!". Wujek podszedł do ochroniarzy.
-Dałem wam nową listę gości i mówiłem wam kto teraz będzie tu mieszkał! Czy ja mówię po Chińsku? - mówił zdenerwowany.
- Tak, ale nie myśleliśmy, że ona już tu mieszka. - odpowiedzieli.
- To nie myślcie! Anastasia wejdź do środka i przyjdź później na próbę. Ja jechałem tu dać ci papiery do podpisania, przeczytaj umowy i oddaj mi je jak je już przeczytasz.
- Dobrze. - odparłam.
Już nic nie mówiłam tylko weszłam do domu.
- Cześć! - powiedziałam do nich. Odpowiedział mi dźwięk telewizora. Teraz będą mnie ignorowali. Pobiegłam do swojego pokoju i bezwładnie opadłam na łóżko. Nie mogę się nad sobą użalać! Nie! Nie robiłaś tego wcześniej i robić tego nie będziesz! Smętnie poszłam do łazienki wziąć prysznic. Po długim prysznicu ubrałam się w to i wysuszyłam włosy. Następnie zeszłam do salonu. W salonie przywitały mnie nie miłe komentarze.
- Czy ty możesz stąd wyjść?! Nie wiem po co Simon robi ci nadzieję, ale nie licz na to, długo tu nie pomieszkasz. Rozumiesz?! Jesteś nikim. Nigdy nie zastąpisz Liama! - powiedział Louis. Ja nie odpowiedziałam, to nie tak, że nie ruszyły mnie jego słowa. Słuchałam ich dzień, w dzień od rodziców. A raz nawet... Mój ojciec pobił mnie. No, ale czego można spodziewać się po alkoholiku? Miłości? Raczej nie. Kiedy oni mnie poniżali ja stałam i przygryzałam wargę. Jak już się ocknęłam z transu, to wyszłam z domu i ruszyłam w stronę studia.
Godzina; 13:20
Studio nagraniowe
 - Gdzie oni są?! - powtarzał i chodził w kółko Cowell, kiedy ja śpiewałam piosenki, które kazał mi przećwiczyć. Po dziesięciu minutach drzwi się otworzyły, a do studia wpadli chłopcy.
- Gdzie wyście byli! Cholera jasna! Jak tak dalej pójdzie to zostaniecie z niczym! - krzyknął Simon.
- Spokojnie, już jesteśmy. - powiedział od niechcenia Zayn.
- Jak mam być spokojny?! A teraz macie słuchać Paula. Od dzisiaj on będzie waszym menadżerem, bo ja nie mam czasu. Macie wykonywać jego polecenia! A teraz żegnam! - powiedział i opuścił studio.
Godzina; 20:16
 Próby minęły okropnie. Zespół cały czas mi prawił komplementy. Czujecie ten sarkazm? Oni pojechali swoimi samochodami, a ja byłam zdana na siebie.
Szłam pustymi ulicami. Wszędzie panował mrok. Wszystko wyglądało strasznie. Czułam, że ktoś za mną idzie, ale gdy się obracałam nikogo tam nie było. Zaczęłam biec. Nagle ktoś mnie złapał za ramię, a potem ciemność............................................................................................
                                                            ~*~
 CZEŚĆ!! Kiedy oglądam niekrytego krytyka to moje poglądy na świat się zmieniają xD Nie wiem po co to oglądam. Dobra nie będę was tu przynudzać. Sorry za błędy.
 OGŁOSZENIA PARAFIAALNEE!
A więc zapraszam na mojego bloga: http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
Ta część mi jakoś nie wyszła. A więc.. A tak! Znacie jakieś fajne filmy? Podajcie w komentarzu. Do następnego!♥

piątek, 8 listopada 2013

Fourteen 'Niall cz.1'

Szłam szybkim tempem nawet nie wiedząc gdzie zmierzam. Znaczy wiedziałam ale nie dokładnie. Chciałam dotrzeć do domu ale było tak ciemno, że nie widziałam własnych nóg a co mówić drogi. Jedynym źródłem światła był mój telefon. Po co ja dałam się namówić, że tędy szybciej dotrę do domu ? Spojrzałam przed siebie i UJRZAŁAM ... latarnie. Jakieś dziesięć metrów dalej stał jakiś koleś oparty o motor. Uratowana, znaczy nie do końca. Niepewnie podeszłam do chłopaka. Był dobrze zbudowanym blondynem ubranym w skórzaną kurtkę. Gadał przez telefon i był odwrócony do mnie tyłem. Niepewnie ruszyłam w jego stronę. Zatrzymałam się i czekałam aż skończy rozmowę. Kiedy schował telefon do kieszeni zaczepiłam go.
-Dobry wieczór - odparłam.
Chłopak odwrócił się do mnie przodem i dopiero wtedy zobaczyłam go w pełnej okazałości. Blondyn na pierwszy rzut oka wydawał się straszny. Kolczyk w brwi, tunele i liczne dziary.
-No, hej. Ślicznotko.
-Słuchaj mam pytanie. Jaka to ulica ? I jak najłatwiej dojść do New Row ?
-To jest Clayton. A jakbyś chciała to mogę cię podrzucić.
-Jednak wolałabym pójść sama.
-Na pewno ?
-Tak.
-Jesteś pewna ?
-Tak.
Przyjrzałam mu się dokładniej mimo słabego światła latarni ujrzałam jego niebieskie oczy, które od razu mnie zahipnotyzowały.
-Bo do New Row to kawałek stąd. I idąc na piechotę będziesz tam jutro. Po za tym. Jest ciemno i późno. Chyba nie chcesz żeby ktoś cię napadł ? - przerwał moje zamyślenie.
-To jakbyś mógł mnie podrzucić do jakiejś bardziej oświetlonej dzielnicy to byłabym wdzięczna.
-Mieszkasz przy New Row ?
-W okolicy.
Zmierzył mnie wzrokiem.
-Jestem Niall.
-A ja [T.I.]
-Trzymaj - podał mi kask a ja nałożyłam go na głowę. - Teraz musisz za mną siąść.
Wykonałam jego polecenia.
-A teraz obejmij mnie w pasie i się mocno trzymaj.
-Że co ? Przecież ja cię nie znam.
-Wiesz, że mam na imię Niall. A ja chcę cię tylko podrzucić do domu. Żebyś nie wracała po ciemku.
-No dobra - przytuliłam się do niego.
Jego silne mięśnie napięły się pod moim dotykiem. Moje ręce lekko zadrżały.
-Nie denerwuj się. Nie zrobię ci krzywdy - odparł i po chwili włączył silnik.
-Nie boję się - westchnęłam niepewna tego co mówię.
Maszyna ruszyła a ja mocniej przylgnęłam do ciała blondyna. Zaśmiał się, nie słyszałam tego ale jego brzuch się poruszył. W uszach świszczało mi od pędu, chociaż tak właściwie nie jechaliśmy szybko. Po drodze każda mijana latarnia wydawała się jednie rozmazaną żółtą kreską jednak dawała niesamowity efekt. Jechaliśmy tak chwilę lecz kiedy motor się zatrzymał nie chciałam zejść. Jednak zmuszona byłam opuścić maszynę. Niall zatrzymał się kilka domków od mojego.
-Noo to dzięki za podwiezienie i dobranoc - oddałam mu kask.
-Czekaj. Może dam ci swój numer jakbyś znów w nocy zbłądziła ?
Nie powiem. Mimo tych wszystkich dodatków był pociągający, więc ... zgodziłam się. Wymieniliśmy się numerami i ruszyłam do domu. Do momentu aż zamknęłam drzwi czułam, że ktoś mi się przyglądał. Byłam pewna, że to Niall odprowadza mnie wzrokiem. Pewnie sprawdzał czy się nie zgubiłam.


Hejka i przepraszam, że wcześniej nic nie dodawałam ale nie miałam weny i czasu. W tym tygodniu postaram się ich dodawać więcej. I oczywiście proszę o opinię ;3

czwartek, 7 listopada 2013

Thirteen 'Louis cz.1'

 05.02.2013r.
Londyn; studio x-factor
- That turned all those good hearts away - tymi słowami skończyłam śpiewać piosenkę. Po chwili usłyszałam oklaski z widowni. 
- Wow! - wydusiła Demi.- Anastasia byłaś... Cudowna. Widać, że na scenie czujesz się jak w domu. Masz piękny mocny głos. Mogłabym cię zasypywać komplementami dotyczącymi twojego głosu, ale oddam głos Pauli. - skończyła swoją przemowę. - Dziewczyno!!! Ty masz dopiero osiemnaście lat, a tak mocny głos, a zarazem delikatny! Posiadasz ogromny talent! Bardzo się ciesze, że tu przyszłaś i go nie zmarnujesz. - powiedziała Paula. - Dawno nie słyszałem takiego głosu! Uważam, że wygrasz ten program! Na początku widziałem taką przestraszoną dziewczynkę, a kiedy zaczęłaś śpiewać... Rozwinęłaś skrzydła! - powiedział podekscytowany Simon. Ja stałam i wsłuchiwałam się jak zaczarowana, w każde słowo jury. Nikt nigdy mi nie powiedział, że mam talent. Moi rodzice to alkoholicy, przyjaciół nie mam, a do x-factora poszłam,  ponieważ chciałam się uwolnić od rodziny. Można powiedzieć, że kiedy mój brat zmarł oni popadli w nałóg. Miałam dość tych awantur. - Ana... Gdybym nie wiedziała, że to ty śpiewasz to pomyślałabym, że to śpiewa dorosła osoba. Masz przecudowny głos. Ja jestem na tak. Simon, Demi, Paula?? - Zapytała Kelly. - Jesteśmy na tak! - Cieszyłam się jak dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.

14.04.2013r.
Stresowałam się jak nigdy. Teraz się liczyły głosy widzów. Cztery osoby, w tym ja i jedna musi odpaść.
- W tej kopercie mamy wyniki. - powiedział Olly i pomachał kopertą przed kamerą. - Policzymy do dziesięciu i otwieramy kopertę. - publika zaczęła odliczać. - Dziesięć,dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa, jeden!! Pierwsze miejsce zajął... James!! Gratulujemy!! Drugie miejsce zajęła... Katy Dawson! Zostali Anastasia i Mike. Złapmy się za ręce. Zostaje Mike!! - uśmiechnęłam się krzywo i przytuliłam zwycięzce. - Masz to wygrać. - szepnęłam mu na ucho i zeszłam ze sceny. Pięć minut później podszedł do mnie kamerzysta. - Jak się czujesz? Opowiedz jak będziesz wspominała program? - zapytał. - Szkoda, że opadłam. Mam nadzieję każdy z nich coś osiągnie. Nie żałuję, że poszłam na przesłuchania. Każdą chwilę z programu będę pamiętała do końca życia. Poznałam wspaniałych ludzi, przeżyłam wspaniałe chwile, mogłam śpiewać dla tysięcy ludzi, a nie do lustra. 

20.04.2013r.
Jeden z Londyńskich moteli
Godzina; 15.13
  Leżę na łóżku i gapie się w sufit. Muszę znaleźć pracę, albo wrócić do Liverpoolu. Właściwie to nie mam po co tam wracać. Czyli praca. Jutro zacznę szukać pracy. Z myśli wyrwał mnie dźwięk dzwonka z telefonu. Leniwie wstałam z łóżka i podeszłam do szafki nocnej, po czym odebrałam telefon.
  ( Rozmowa telefoniczna )
- Halo? - powiedziałam do słuchawki.
- Czy rozmawiam z panną Anastasią Stelle? - zapytała kobieta.
- Tak... A o co chodzi?
- Tutaj sekretarka pana Cowella, pan Simon chciał się jeszcze dzisiaj z panią zobaczyć.
- Ołł.. A w jakiej sprawie i gdzie?
- Nie mam pojęcia. W jego biurze o godzinie 17.00. Pasuje pani?
- Dobrze. Będę na pewno. Do widzenia.
- Do widzenia.
( Koniec rozmowy )
Co może ode mnie chcieć Simon Cowell? Później się dowiem. Muszę zacząć się szykować.
Godzina; 17.00
Biuro Simona
- Dzień Dobry Anastasio. Kawy, herbaty?
- Poproszę kawę.
- Chciałem, żebyś przyszła, ponieważ mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia. One Directon się rozpada, ponieważ jeden członek odszedł i potrzebuję kogoś na jego miejsce. Ja jestem ich szefem i szukam kogoś na jego miejsce, a ty jesteś idealna. Masz wielki talent, jesteś dziewczyną i może byśmy uzyskali fanów płci męskiej.
Właśnie dostałam propozycję dołączenia do One Direction!!
- Sama nie wiem...
- Na początek zamieszkałabyś z nimi na miesiąc i dalibyście kilka koncertów. Po miesiącu będziesz mogła zrezygnować lub zostać. Co ty na to?
- Zgadzam się. Proszę pana, mogę o coś zapytać?
- Mów do mnie wujku. Oczywiście, pytaj.
- Czy będzie możliwość mieszkania osobno?
- Nie. To dzisiaj się spakuj i jutro z rana kogoś po ciebie przyśle.
Następny dzień, godziny poranne
Jechałam z panem, to znaczy wujkiem do ich domu. Dopiero teraz zaczęłam się obawiać ich reakcji na mnie " w porę idiotko " powiedziała do mnie moja wewnętrzna ja. Nawet się nie zorientowałam, a już stałam pod drzwiami ich willi.
- Chłopcy!! Wszyscy do salonu!! - krzyknął zdenerwowany Simon. Już po chwili w salonie siedziała cała czwórka.
- Czego chcesz? - zapytał chłopak w lokach.
- Grzeczniej trochę. To, że Liam odszedł nic nie zmienia.
- A to kto? Nie wiedziałem, że gustujesz w małolaty. - powiedział mulat. To był cios poniżej pasa. Faktycznie wyglądam młodo, ale małolatą nie jestem.
- Zayn! - skarcił go Cowell.
- To jest Anastasia. Dołączy do waszego zespołu.
- Kpisz sobie z nas?! - prawie wykrzyczał pasiasty.
- Uspokój się Louis! Macie być dla niej mili! Póki co, to jeszcze kontrakt z moją wytwórnią jest ważny i póki co to ja tu rządzę. Pokażcie jej pokój Liama, to będzie jej pokój. To jest Zayn, Harry, Niall i Louis. Jutro o 12 macie być w studiu. - powiedział wujek. Jest gorzej niż myślałam, a to dopiero pierwszy dzień.
              „Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi.”                                                            
                                                              ~*~ 
I znowu piszę imagin kilku częściowy. Popadam w paronoje przez głupi film " Dary anioła: miasto kości" teraz muszę przeczytać książki, wszystkie części!! Kocham ten film!! Zamówiłam już sobie miasto popiołów (::. Kto go również wielbi niech zostawi w kom. "♥". Zapraszam na mojego bloga:  http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/





środa, 30 października 2013

Nine 'Louis cz.2'

Kontynuacja TEGO imagina ;)

Z dedykacją dla  ♥Smile♥

Jeszcze chwilę się całowaliśmy kiedy usłyszałam ciche 'bhle'. Spojrzałam w stronę z której dobiegał ten dźwięk. Stała tam [I.T.P] ubrana z za dużą na nią koszulkę.
-Kto to mówi ? - odparłam.
-Ja się tam nie całuję.
-Ale robiłaś coś zupełnie innego.
Zarumieniła się i zaprzeczyła. Kłóciłyśmy się tak jeszcze chwilę kiedy w progu stanął Mr.Malik w samych bokserkach. Przyjaciółka spojrzała na niego i próbowała okryć go swoim ciałem. Wszyscy zaczęliście się śmiać.
-My to już powinnyśmy się zbierać - westchnęłaś kiedy [I.T.P] była już ubrana.
-Nie. Zostańcie jeszcze chwile - zaprotestował Zayn wtulając twarz we włosy siedzącej na jego kolanach blondynką.
-Lou. Ja nie żartowałam z tą pracą. Serio muszę iść. Ty też - spojrzałam na towarzyszkę Mulata.
Oboje posmutnieli ale wypuścili się z objęć. Ubrałyśmy buty oraz kurtki i wyszłyśmy. Moja koleżanka szła zamyślona ale uśmiechnięta.
-Co się stało ? W nocy ? - zagadnęłam.
-Co ? No ... nie wiele pamiętam. Ale nie zrobiłam TEGO z nim. Na pewno się całowaliśmy. A ty  z Lou ?
-No też całowaliśmy się i chyba jesteśmy razem. Nie raczej nie. Ale fajnie by było. Ale jak nie to z chęcią bym się z nim zaprzyjaźniła. O kurde ! Nie mam jego numeru.
-Kotku. To Louis Tomlinson. To nic, że ty nie masz jego numeru. On ma twój -mrugnęła z uśmiechem.
Dotarłyśmy do domu. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w czarne rurki, białą koszulę i czarną kamizelkę. I tak wyglądał mój strój do pracy. Włosy spięłam żabką, zapakowałam potrzebne rzeczy i oznajmiłam przyjaciółce, że wychodzę. Skierowałam się w stronę przystanku z którego odjeżdżał mój autobus. Podjechał mój autobus. Wsiadłam i zajęłam miejsce. Wbrew przekonaniom [I.P.] Louis nie napisał. Widocznie żartował sobie tylko żeby pochwalić się kumplom, że wyrwał laskę na jedną noc. Hm ... ciekawa jestem czy powiedział im, że nawet razem nie spaliśmy. W pracy byłam do 18. Wróciłam domu i wzięłam długą kąpiel.  Następnym dniem była sobota, więc zamierzałam ją spędzić na sprzątaniu i zrobieniu zapasów na kolejny tydzień. Koło 11 wyszłam na zakupy a w ciągu następnych godzin nasz dom złapał blask czystości. Moja przyjaciółka umówiła się z nowym chłopakiem. Ależ ona ma łatwość do ich podrywania. Kiedy wróciła poszłyśmy na imprezę. Okazało się, że ja mam podobny dar jak i ona. Wyrwałam jakiegoś kolesia, którego nie pamiętałam. W końcu urwał mi się film.
*Następny dzień*
-Cholera. Ale mnie łeb nawala - szepnęłam i spróbowałam wstać jednak za bardzo kręciło mi się w głowie.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. No nie ! I znów spałam u jakiegoś chłopaka. Obróciłam się. Na dwuosobowym łóżku byłam sama. Wzięłam buty w rękę i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je po cichu i wyszłam. Chwilę błądziłam po korytarzu aż wreszcie dotarłam do schodów. Kiedy byłam na dole poczułam deja vu. Jakbym już kiedyś tu była. Ale nie mogłam zatwierdzić bądź zaprzeczyć moim przemyśleniom, bo w głowie mi huczało jak podczas sztormu na otwartym morzu. Przemknęłam koło kuchni. Zatrzymałam się, wróciłam i weszłam do niej.
-I co ? Teraz będziesz u mnie sypiać codziennie czy co drugą noc ? - ujrzałam Lou.
Nie wiedziałam co miałam powiedzieć.
-Śniadanie gotowe - podał mi talerz z kanapkami. - Dlaczego się nie odzywasz ?
-Bo nie wiem co mam powiedzieć.
-Może po prostu "Cześć Lou. Dzięki. Jaki ty jesteś zabawny, słodki i romantyczny, że zrobiłeś mi po raz kolejny śniadanie"
-Oj tak. Przepraszam - zaśmiałam się. - Ale zapomniałeś o czymś ?
-O czym ?
-No o tym, że jesteś bardzo skromny i świetnie całujesz.
-Ach, no tak.
-Dziękuję za śniadanie.
-Nie ma za co.
-Dlaczego nie napisałeś ?
-Bo jestem głupii i zapomniałem cię poprosić o numer.
Czyli jednak moja kochana przyjaciółka myliła się. Zasiadłam do śniadania razem z Louisem. Po jakimś czasie do kuchni weszła [I.P.] całując się z Zaynem.
-Bhle - razem z Louisem zaczęliśmy udawać moją kumpele.
-I kto to mówi ? - odparła.
-A no tak - niebieskooki uderzył się ręką w czoło i rzucił na moje usta. Po chwili odkleił się ode mnie.
- Jak ? Pasuję ? - zaśmiał się do towarzyszki Mulata.
-Oj tak.
-A wy znów się całujecie ? - jęknął Niall wchodząc do kuchni. - Nie wytrzymam. Jak tak można ?
Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Od tamtego poranka minęły dwa miesiące a od trzech tygodni oficjalnie jestem dziewczyną Lou. Patrzcie jak jedna, no dwie noce mogą wszystko zmienić.


Przepraszam, że nie dodawałam kolejnego imagina ale ... jakoś tak wyszło. Może nie jestem w prywatnym liceum ale w moim gimnazjum strasznie cisną. Co chwilę sprawdzian albo kartkówka i tak przez cały tydzień. Dopiero dziś znalazłam chwilę. Ale jest. I jak wam się podoba? Czekam na szczere opinie ;)
Kochająca was, Vicky ;*

wtorek, 29 października 2013

Eight 'Harry'

Moglyscie juz kiedys czytac, bo pojawil sie na moim blogu...
NIE SKOPIOWALAM GO!!!


Dlaczego bycie doroslym jest takie trudne i beznadziejne? Jak bylam mala chcialam byc nastolatka, a kiedy nia zostalam chcialam byc pelnoletnia, a potem zalozyc rodzine. No, ale nie wyszlo tak cudownie. Teraz mam 26 lat i problemy.

2012

Siedzialam nad morzem. Wpatrywalam sie w nie i myslalam nad wszystkim. Mam 17 lat i same problemy. Rodzicow nie mam. Zgineli koedy mialam 6 lat. Wychowywala mnie babcia, ale zmarla rok temu, dokladnie rok. Nie mam juz niekogo bliskiego. Za sprawa sadu moge mieszkac sama. Nie jest to latwe. W dodtku kiedy zmieniasz miejsce zamieszkania i w dodatku na nieznane ci miejsce. A dokladniej Anglia. Nienawidze tego kraju. Pada caly rok. Wiekszosc ludzi jest falszywa - o czym sie przekonalam. Ja jestem samotnikiem. Trudno mi nabrc zaufanie do drugiej osoby. Niektorzy probowali - polegli. 
Moje nogi delikatnie pokrywaja co chwile nadchodzace lekkie fale. A mianowicie jestem na Majorce. Zfundowalam sobie wakacje. A jak mialam na to pieniadze? Powiedzmy tak : nie jestem rozrzutna i kiedy dostalam spadek po rodzicach i babci nadal mi on zostal. 
No wiec siedze sobie o 3 w nocy nad morzem. Ubrana w  zwykle szre szort i koszulke. Wlosy rozpuszczone wialy czasami pod wplywem delikatnego wiatru.
- Co taka ladna dziewczyna w taka cudowna noc robi tutaj sama - uslyszalam, a wiec sie odwrocilam.
Nade mna stal wysoki szatyn. Loki opadaly mu na czolo. Ubrany w krotkie spodnie i niebieski T-shirt. Spojrzal na mnie z usmiechem. Usiadl obok mnie i wpatrywal sie w morze. Ja lustrowalam kazdy element jego ciala.
- Cudownie tu prawda? - zapytal kladac sie na piasku i spogladajac w gwiazdy. - Zeby tak cieplo bylo w Londynie - westchnal.
Usiadlam po turecko i nadal spogladalam na niego. Po dluzszej ciszy spojrzal sie na mnie i usiadl. Swoje oczy wlepil wprost w moje. 
- Jestem Harry - wycignal do mnie dlon.
Nie pewnie, ale ja ujelam i uscisnelam dodajac delikatny usmiech.
- [T.I.] - powiedzialam niepewnie.
- Skad jestes? - zadal kolejne pytanie.
- Z Londynu - powiedzialam.
- Miesz inny akcent - zauwazyl, a ja sie usmiechnelam.
- Tak, bo jestem z Polski. W Anglii mieszkam nie caly rok - wytlumaczylam mu.

Pamietam to jakby bylo wczoraj. Te niesmiale rozmowy. Wspolny powrot do Londynu i poczatki znajomosci. Takiej cudownej przyjazni damsko-meskiej. No, ale ponoc taka nie istnieje. Tak, tez bylo w moim przypadku.

2013

Siedzialam w domu pilac kakao. Zegarek wskazywal 22.30. Siedzialam na parapeci i spogladalam na panujaca ulewe na dworze. W ten rok pojelam, ze deszcz to cos cudownego. Nie jest mi podczas niego smutn, lecz jestem wesola. Le nie dzisiaj. Dlaczego? Harry dowiedzial sie, ze nie jest dla mnie tylko przyjacielem, ale czuje cos do niego. A jak sie dowiedzial? Przeczytal przez 'przypadek' moj pamietnik. Spytal sie czy to prawda, a ja pokiwalam tylko glowa. Wyszedl - zostawiajac mnie sama.
Ja jednak nigdy nie doznam szczescia. Kiedy sie pojawilo nagle zniknelo. To nie fair. Ale kto powiedzial, ze zycie jest sprawiedliwe? No wlasnie. Chociaz powinnismy doceniac to...
Uslyszalam pukanie do drzwi. Zdziwiona i z lekka wystraszona wyszlam z pokoju i udalam sie w kierunku drzwi. Powoli je otworzylam i ujrzalam Harrego. To ja chyba poprsze, zeby zamiast niego stal tu seryjny morderca.
- Moge wejsc? - zapytal i spojrzal sie na mnie i troche sie wystraszyl.
Wiem, ze zle wygladam, ale bez przesady. No nie wazne. Wpuscilam go. Wszedl i zdjal kurtke oraz buty. Co za maniery - nigdy tego nie robil. Stanal przede mna i spojrzal mi w oczy. W doslownie sekundzie poczulam jego usta na swoich. Bylam zszokowna, ale kiedyoprzytomnialam i zrozumialam co sie dzieje objelam go i oddalam mu ten pocalunek.

To bylo cudowne przezycie, ale.... pierwsza milosc sie skonczyla, tak szybko jak sie zczela, a dokladniej w rok.

2014

- To koniec - powiedzialam.
- Co? Dlczego?! - zaczal krzyczec.
- Dlatego, ze nie mam sily rozumiesz? Nie mamy dla siebie czasu. Milego zycia - powiedzialam i wyszlam z domu wraz z wlizkami.
Jedyne moejsce gdzie chcialam sie wtedy udac to... L.A. i tk sie stalo. Wylecialam tam tego samego dnia.

Czasami wspomnienia wracaja, a chyba powinnam sie juz opamietac. Minelo 7 lat. To duzo prawda? Mozna ulozyc sobie zycie, isc na studia, pracowac, miec rodzine i ZAPOMNIEC! Ale ja noe moge zapomniec, bo jest blisko, bardzo blisko mnie. Znaczy sie jego czesc.
Tak wlasnie mowie o Megan - mojej 6 letniej corce. Jak i corce Harrego. Co tu duzo mowic. Wpadka. Chyba wystarczy. Meg jes wysoka jak na swoj wiek. Ma brazowe wlosy, krecone, siegajace jej do pasa. Oczy ma koloru zielonego. Doleczki w policzkach,a cienkie malinowe usta i jasna cere po mnie. Jak na swoj wiek jest bardzo madra dziewczunka. Wie, dlaczego nie zna swojego taty. Po co mam to przed nia ukrywac.Mieszkamy caly czas w slonecznym Los Angeles. Meg nie chodzi jeszcze do szkoly, ale umie juz czytac, pisac i malowac. Ale gdybyscie uslyszeli jak spiewa jest to po prostu aniol. Nikt nie rowna sie jej.
- Mamooo - uslyszalam jej glos.
Zamknelam album ze zdjeciami s pojrzalam sie na nia.
- Co tym razem? - spytalam sie smiejac.
- Pojdziemy na spacer? - zapytala.
- Kochanie jest godzina 9 wieczorem - zauwazylam.
- Ale jest jasno. Chodzmy - chwycila mnie za reke.
Megan byla ubrana w czarne rurki, biale conversy i biala koszulke. Mala, a zna sie na modzie. Przeklenstwo! Skad biore na to pieniadze? Pisze rozne wypracowania, listy itp. roznym waznym ludziom. Jest za ro niezla kasa.
Wyszlysmy z domu i poszlysmy w strone parku. Mala caly czas spiewala mi piosenki, krecila ie w kolko i wydurniala. Az czlowiek sie usmiecha, gdy patrzy na nia. Wkoncu grzecznie stanela obok mnie i szlysmy w rownym tempie.
- Mamooo
- Slucham cie - powiedzialam.
- Dlaczego mieszkamy tutaj, a nie gdzie indziej? - zapytala.
- Tak wypadlo, a cos sie stalo? - spytalam.
- Nie. Chcialam wiedziec - usmiechnela sie i szlysmy dalej.
- Mamooo...
- Dasz rade byc cicho? - spytalam.
- Nie - odpowiedziala i sie zaczela smiac.
- Ja cie dorwe - powiedzialam, a ona zaczela uciekac.
Zlapalam ja i usiadlysmy na lawce obok jakiego mezczyzny. Megan siedzila blizej niego.
- Mamooo...
- To sie zle zapowiada, ale mow - stwierdzilam.
- Pojedziemy gdzies? Gdzies daleko na kilka dni - poprosila.
- Co? Megan, ale gdzie? - zapytalam.
- Ja nie wiem. Dalam tylko pomysl - powiedziala.
- Gdybys nie byla taka urocza - westchnelam.
- Mamooo...
- Slusze to dzisiaj po raz setny, co tym razem - zapytalam.
- A nic - powiedziala. - A moze jednak?
- Boze, daj mi zdrowia - powiedzialam, a ten mezczyzna zaczal sie smiac.
Spojrzalam na niego, ale nie byl za bardzo widoczny.
- Mamo masz chusteczke? - zapytala.
- Nie mam - powiedzialam.
Mezczyzna wyjal z kieszeni paczke i podal chusteczke Megan.
- Bardzo panu dziekuje - powiedziala.
- Nie ma za co. Ile masz lat? - zapytal sie jej.
- 6 - odpowiedziala.
Siedzialam tak i kojarzylam ten glos, tylko skad?
- Jak ma pan na imie? - zapytala.
- Harry - powiedzial.
I wtedy wszystko znowu wrocilo tylko ze zdwojona sila.
- Megan, idziemy do domu. Jutro pojedziemy gdzies na wycieczke - powiedzialam.
- Yeah!!! Do widzenia - zwrocila sie do niego, a my szlysmy w strone domu.

Megan usiadla przed telewizorem, a ja usiadlam w kuchni. Nie na dlugo. Uslyszalam dzwonek do drzwi. Poszlam otworzyc, ale widok, ktory ujrzalam mnie zamurowal.
- Jednak cie znalazlem - powiedzial usmiechajac sie.
- Czego ty chcesz?! - zapytalam.
- Glupi nie jestem tak? Wiem, ze to moje dziecko - powiedzial.
- Skad pewnosc? - zapytalam.
- Serio? Serio [T.I.]. Uwazasz mnie za idiote? - spytal.
- Wejdz, ale badz cicho, bo oglada bajki - powiedzialam.
Zaprowadzilam go do kuchni. Zrobilam szybko herbate i usiadlam na przeciwko niego.
- A wiec co chcesz? - zapytalam.
- Wrocic do ciebie i wuchowywac wlasne dziecko - powiedzial.
- Uwzasz, ze to takie latwe? Czowieku minelo 7 lat! Jak ty sobie to wyobrazasz? - zapytalam.
- Ja - zacial sie. - Masz racje. Nawet nie nadaje sie na ojca, bo przec...
- Tata? - usyszalam glos Megan. Stanela blizej stolu i spojrzala na nasz dwojke.
Podczas ciszy wdrapala sie na krzeslo i oparla rece na stole.
- Czekam na wyjasnienia - powiedziala i jednoczesnie sie zasmiala.
- Mala i wredna, ale tez inteligentna - powiedzialam.
- Moge? - zapytal mnie Harrt wskazujac na Megan.
Kiwnelam glowa, a w ulamku sekundu Megan przytulala Harrego.

A moze zycie chcialo mnie nauczyc tylko odpowiedzialnosci i .... nie wiem, ale stalam sie silniejsza. A w dodatku jednak moje zycie skonczylo sie Happy Endem w szczesliwej rodzinie.

środa, 23 października 2013

Five 'Louis cz.1'

Obudziłam się na miękkiej poduszce, pod ciepłą kołdrą. Otworzyłam oczy i ... to nie było moje łóżko. Zerwałam się z niego i natychmiast tego pożałowałam. Zakręciło mi się w głowie i mało co nie upadłam. Rozejrzałam się po pokoju. Hotel ? Nie, zbyt wiele osobistych rzeczy. Przeniosłam wzrok na łóżko. Dopiero teraz zauważyłam, że na łóżku leży jakiś chłopak. Automatycznie spojrzałam na siebie. Byłam w ciuchach. Czyli noc była spokojna. "Dlaczego ja wczoraj tyle wypiłam ? " pomyślałam. A no tak impreza urodzinowa [I.P.]. Ale trzeba było aż tak szaleć ? Raczej nie. Ale cóż. Było, minęło. Założyłam buty leżące obok łóżka i wzięłam do ręki swoją torebkę leżącą na szafce nocnej. Jak mogłam najciszej ruszyłam w stronę drzwi. W chwili gdy ty złapałam za klamkę, ktoś załapał mnie w pasie.
-Gdzie się wybierasz ? - spytał głos.
-Do domu - odparłam.
Gdy się odwróciłam byłam w objęciach Louisa.
-Przepraszam ale ja nic nie pamiętam z wczorajszej nocy - westchnęłam.
-Serio ? Takiej nocy nie da się zapomnieć.
-Czy my ... ?
-Nie.
-To co mnie straszysz ?
-Noooo ale ja nie powiedziałem, że spaliśmy ze sobą.
-Ale nie spaliśmy ?
-Tak ale nie w takim znaczeniu.
Przyjrzałam mu się a on się uśmiechnął. Miał na sobie bokserki, tylko bokserki. Za to ja szorty i bluzkę na ramiączkach.
-Niezręcznie się czuję.
-Och, wczoraj czułaś się mniej niezręcznie, bo tańczyłaś na róże.
-Naprawdę ?
-Nieee ale fajnie by było.
-Błagam cię przestań mnie straszyć i powiedz mi co ja wczoraj robiłam i dlaczego obudziłam się w twoim łóżku.
Siedliśmy na łóżku a Louis opowiedział mi cały wczorajszy wieczór. Wyglądało to mniej więcej tak, że cały wieczór się do siebie przystawialiśmy a w nocy nawet całowaliśmy. Ale ponieważ ta historia była z perspektywy Tomlinsona byłam pewna, że niektóre fragmenty zostały podkoloryzowane.
-I dlatego, że ledwo chodziłaś i nie pamiętałaś gdzie mieszkasz przywiozłem cię do siebie. Znaczy zamówiłem taksówkę, bo sam trochę piłem ale nie tyle co ty - zakończył.
Westchnęłam.
-Przepraszam. Za kłopot.
-Ale jakim ładnym ty jesteś kłopotem - przysunął się do mnie.
-Przestań - zarumieniłam się. - Dziękuję i przepraszam jeszcze raz.
Wstałam i ruszyłam do drzwi. Chłopak ponownie mnie zatrzymał.
-Czekaj. Nie dałaś mi swojego numeru.
-A po co ci ? Lubisz opiekować się zapitymi dziewczynami ?
-Tylko tobą - zaśmiał się.
-Która godzina ? - zignorowałam wcześniejszą wypowiedź.
-Dziesiąta.
-Co ? O kurde. Moja przyjaciółka pewnie się o mnie martwi.
-Ładna blondynka, kręcone włosy, szare oczy, mniej więcej metr siedemdziesiąt wzrostu ?
-A skąd ty to ... ?
-Chodź - nałożył spodnie i koszulkę po czym załapał mnie za nadgarstek i po cichu wyprowadził z pokoju. Ruszyliśmy korytarzem. Gdy doszliśmy do brązowych drzwi na jego końcu Louis delikatnie nacisnął klamkę. Weszliśmy do czarno - czerwonego pokoju. Na środku, pod ścianą stało łóżko. Na nim spał Zayn Malik a osobą wtuloną w niego była ... moja przyjaciółka. Spała spokojnie co było nowością, bo przez ostatni tydzień co noc miała koszmary. Po cichu wyszliśmy z pokoju a Lou zamknął drzwi. Wróciliśmy do jego pokoju.
-I co dalej się gdzieś śpieszysz ?
-Taaaak ....
-Gdzie ?
-Do ... do pracy.
-Ach tak ?
-Nom.
-Mogłabyś znaleźć lepszą wymówkę.
-Daj mi pomyśleć i zaraz coś wymyślę -zaśmiałam się.
-Słodka jesteś.
-Prosiłam, przestań.
-Ale co ?
-Nie komplementuj mnie.
-Dlaczego ?
-Bo nie.
-Dlaczego mam ci nie mówić, że jesteś ładna jak jesteś ?
-Bo nie jestem.
-Czy ty siebie słyszysz ?
-Tak.
 -To nie gadaj głupot - podszedł i mnie przytulił.
Spojrzał mi w oczy i wiedziałam co się stanie. Louis delikatnie musnął mnie ustami. Odsunęłam się od niego.
-Coś się stało ? - spytał zaniepokojony.
-Nie wszystko w porządku, tylko ja ... ja cię nie znam, znaczy dopiero cię poznałam i ... ja nie całuję osób, których nie znam.
-Ach, czyli to o to chodzi ? To teraz oficjalnie zapraszam cię na pierwszą randkę, która odbędzie się za piętnaście minut, na dole w mojej kuchni - odparł rzeczowym tonem.
Zaśmiałam się.
-Ja idę na dół robić śniadanie a ty masz piętnaście minut dla siebie - odparł.
-To pójdę do łazienki tylko powiedz mi gdzie to jest.
Chłopak podał mi "namiary" na łazienkę. Wzięłam szybki prysznic i po dziesięciu minutach byłam już gotowa. Zaczęłam schodzić po schodach i chwilę potem byłam już w kuchni gdzie roznosił się cudowny zapach naleśników i kawy.
-Ale pachnie - westchnęłam na widok kucharza.
-Dziękuję - odparł zrzucając naleśnika na talerz. - To ostatni. A teraz bierzmy się do jedzenia zanim Niall poczuje śniadanie.
Wziął dwa talerze z jedzeniem i postawił na stole. Sięgnął do szafki po dwa kubki i wyjął mleko z lodówki. Siadł przed talerzem i spojrzał na mniie.
-A ty masz zamiar jeść na odległość ?
-Nie.
-To siadaj.
Wykonałam jego polecenie.
-Czego nie jesz ? Nie jesteś głodna ? Nie lubisz naleśników ?
-Nie tylko ... dlaczego to robisz ?
-Dlaczego jem ? Zazwyczaj, bo jestem głodny - odpowiedział przeżuwając kawałek.
-Nie, nie o to mi chodzi - zaśmiałam się.
-Tylko o co ? Nie, nie dodałem żadnej trucizny. Patrz jem i żyję. Spróbuj.
Wzięłam widelec do ręki,odkroiłam kawałek i zjadłam.
-I jak ?
-Louis, to jest przepyszne.
-Dziękuję. Chcesz coś do tego Nutelli, dżemu, bitej śmietany ?
-Nie takie są boskie. Niezły z ciebie kucharz.
-Wiem. A teraz jedz.
Po posiłku na który nie zdążył Niall, Lou pozmywał talerze. Nikt inny jeszcze nie wstał. Siedziałam na stołku i popijałam kawę. Tommo podszedł do mnie i przytulił.
-Teraz zasługuję na buziaka ?
-Na takiego małego - cmoknęłam go w policzek ale on wykorzystał tę sytuację i przekręcił głowę tak, że nasze usta się zetknęły.
Zaczął mnie namiętnie całować. I znów przerwałam pocałunek.
-Co ? Nie całujesz się na pierwszych randach ?
-A to była randka ?
-Już ci mówiłem.
-Aha to jak to była randka to zasługujesz na lepszego całusa.
Przysunęłam się do niego i wpiłam w jego usta. Uśmiechnął się przez pocałunek. Zarzuciłam mu ręce na szyję.
-Dziękuję za pyszne śniadanie.
-Dziękuję za cudowny pocałunek. Może jutro też do nas wpadniesz ? Zrobię ci obiad.
-Ale wiesz, że jak chcesz buziaka to wystarczy poprosić ?
-Tak ? Uff ... czyli nie muszę już robić obiadu. Mogę ... ?
Pocałował mnie delikatnie a ja wplotłam palce w jego włosy.
-To może pójdziemy do kina - spytał nie przerywając.

-Moglibyśmy - odparłam namiętniej całując Louis'a.


No dziewczyny, gdzie jesteście ? Już 3 dzień z rzędu imaginy dodaję ja ;) I jak wam się podoba ? Kiedy go pisałam pomyślałam, że mogłabym napisać (i to z chęcią) drugą część. Jak wam się podoba ten ? Chcecie 2 część ?
A i mam prośbę. Jeżeli jakiś mój imagin będzie wam się podobał i poczujecie, że urwałam go a chcecie znać zakończenie to piszcie. Bo sama nie wiem jak wam się podobają i kiedy je zakańczać.
Proszę o opinię ;*
Love <3

wtorek, 22 października 2013

Four 'Harry'

Rzuciłam szklanką, która chwilę później rozbiła się z drobny mak o podłogę.
-Co ty wyprawiasz ?! - krzyknął.
-Och, jak mi przykro ! - odwarknęłam.
-Jak możesz mi nie ufać ?! - zdziwił się.
-Naprawdę ?! To dlaczego ciągle piszesz sms i do kogo ? - dociekałam.
-Do mojej siostry - wyjaśnił.
-Myślisz, że ci wierzę ?
-Obiecuję. Co mam zrobić żebyś uwierzyła ?
-Przywieź ją. Albo my do niej pojedźmy.
-Co ?! Mamy jechać teraz o tak późnej porze do Chomes Chapel do mojej siostry żeby udowodnić ci, że wymyśliłaś coś sobie ?
-Tak - odparłam spokojniej.
-Przecież to głupota - westchnął.
-Przecież mnie kochasz - przedrzeźniłam go.
-Pojechać nie pojedziemy ale możemy zadzwonić - zasugerował.
-Dobrze. Daj mi telefon.
Sięgnął na stół i wziął moją komórkę. Przejęłam ją i schowałam do kieszeni spodni.
-Miałaś dzwonić do Gemmy.
-I to zrobię - wyciągnęłam rękę i wyjęłam jego telefon z kieszeni. 
Odbiegłam i zabarykadowałam się w łazience. Usłyszałam, że Harry zmierza w tę samą stronę, ale nie biegł.
-Nie wygłupiaj się. Oddaj mi telefon.
-NIE !!!
Odblokowanie komórki było nie lada wyzwaniem, bo miał ustawione hasło. Podjęłam się wielu prób, na marne. 
-Podaj hasło.
-Nie podam.
-Data. Bardzo ważna.
Sprawdzałam : moje urodziny, jego, chłopaków z zespołu. NIC !
-Konkretnie ! - warknęłam.
-Jeżeli mnie wpuścisz to ci ją podam. Ale musisz otworzyć drzwi. Obiecuję, że nie zabiorę ci telefonu.
Zastanowiłam się. To mógł być podstęp. Przecież on jest silniejszy ode mnie. Nigdy mnie nie uderzył ale czego człowiek nie zrobi dla utrzymania sekretu w tajemnicy. Wzięłam szczotkę, która stała obok mnie i wpadłam pod prysznic tym samym zostawiając drzwi bez zabezpieczenia. Wsunęłam kij za metalową klamkę zamykając szklane, przezroczyste drzwi. Byłam pewna, że Harry wpadnie wściekły i mordem w oczach ale ... Pomyliłam się. Do łazienki wkroczył całkowicie spokojny, zielonooki chłopak z burzą brązowych loków na głowie. Oparł się o pralkę z bezczelnym uśmiechem na tych jego cudownych ustach ... -Nie - przeklęłam się w myślach. - On prawdopodobnie cię zdradził, więc jego usta nie są cudowne.
Kiedy zobaczył jak się zabarykadowałam zaczął się śmiać.
-Podaj hasło - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Dla niektórych ludzi musiałabym wyglądać zabawnie. Rozmyty makijaż, oczy czerwone od płaczu i ten zawistny wyraz twarzy. Ale tak się teraz czułam. Byłam załamana ale pewna tego, że chcę znać prawdę.
Podszedł do prysznica i oparł się o drzwi, które były jedyną, w tym momencie, dzielącą nas rzeczą.
-Hasło - powtórzyłam.
-Kocham twoją kreatywność -westchnął ignorując moje warknięcia.
Zgromiłam go wzrokiem.
-Jesteś taka śliczna jak się denerwujesz.
-Przestaniesz ?! Podaj to hasło ! - i znów łamiący się głos.
-Data kiedy się poznaliśmy.
Wpisałam ją. Hasło poprawne. Naprawdę to pamiętał. Ten dzień kiedy złapał mnie na plaży kiedy potknęłam się o jego kumpla próbując łapać fresbee . Uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Teraz mi pewnie nie ufasz, więc podam ci wszystkie hasła. Pliki to twoje imię. Nazwisko to kontakty. Data twoich urodzin otwiera kalendarz. A data naszej pierwszej randki to hasło do wiadomości.
Sprawdzałam wszystko po kolei. Za każdym razem wyświetlał mi się komunikat o poprawnym haśle. W końcu doszłam do wiadomości. Wpisałam datę kiedy pierwszy raz oficjalnie się spotkaliśmy na randce. Było to swa tygodnie po naszym spotkaniu na plaży. I znów niepohamowana fala szczęścia. Pamiętał. Pamiętał o tym wszystkim. Dokładnie, z każdą datą. Moja mina zrzedła na widok ostatnich wiadomości. 
"Proszę ! Skoro jestem ojcem to chyba mogę wybrać imię ?"
"Nie. To mój wybór i chcę go podjąć sama."
"To chociaż niech na drugie będzie miała Darcy."
"Pomyślę. Powiedziałeś już [T.I.] ?"
"Nie. Nie wiem jak zareaguje."
Dalej już nie czytałam.
-To teraz już wiesz jak zareagowałam.
-Może przeczytaj nadawce ?
-Gemma. Ale tak może mieć na imię każda dziewczyna na świecie. I ty się z nią przespałeś i ona urodzi to dziecko.
-Nie. Będę ojcem chrzestnym. Chciałem ci zrobić niespodziankę. Mieliśmy dziś jechać żebyś zobaczyła małą, bo wiem jak lubisz dzieci.
-Nie wierzę ci. 
-To do niej zadzwoń.
Wybrałam numer i czekałam przez chwilę. 
-Hej Harry. Jedak przyjedziecie ?
-To ja. Nie Harry.
-A możesz mi go podać ?
-Tak - odparłam zrezygnowana.
Miał racje. A ja jak głupia idiotka uwierzyłam, ze on mnie zdradza. Wyciągnęłam kij i podałam loczkowi telefon. 
-Tak ? Och to świetnie. Dziś nie. Jutro ? Dobrze będziemy. Dziś chyba mamy inne plany. Pa - rozłączył się.
-Przepraszam - odparłam. - Byłam pewna, że mnie zdradzasz. Ale się pomyliłam.
-I to bardzo - odpowiedział ostrym tonem, był bardzo zły. - Ale wiesz. Możesz mi to wynagrodzić - jego usta rozłożyły się w uśmiechu i już wiedziałam, że udawał.
-Och, ja chyba wiem nawet jak - zaśmiałam się.
Wysunęłam głowę żeby go pocałować w policzek ale w ostatnim momencie przestawił głowę tak, że nasze usta się zetknęły. Zaczął pogłębiać nasz pocałunek a ja cofałam się. Zatrzymałam się dopiero kiedy poczułam na plecach zimną ścianę. Chłopak zamknął za sobą drzwi i przyparł mnie do niej. Włączył wodę, która spływała po naszych rozgrzanych ciałach. Później ... a później można się domyślić.

Ponieważ nikt nie dodał imagina to ja się zgłaszam i prezentuję Hazze. Jak wam się podoba ? Proszę o szczere opinie ;)



niedziela, 20 października 2013

One 'Louis'

Czy to realne, że zwykła dziewczyna z Polski może zauroczyć w sobie jednego chłopaka z najpopularniejszego boysbandu na świecie? Czy to w ogóle jest dozwolone, że przeciętna, studiująca dziewczyna może się związać z bożyszczem nastolatek? Macie racje. To przeczy prawom natury. Taka miłość nie powinna powstać. A jednak...

Zwykły deszczowy dzień w Londynie. Szłaś ulicami jak najszybciej, aby zdążyć na wykład. Pierwszy raz zaspałaś. Nigdy wcześniej ci się to nie zdarzało. Nawet nie wiesz jak do tego doszło. A może to wina budzika? No, ale on działa. Więc dlaczego się nie obudziłaś?
Takie myśli krążyły ci po głowie. Chociaż stres przed spóźnieniem się na wykład górował. Biegłaś ile sił w nogach. Ubrana w błękitne rurki, różowy sweterek i białe trampki odstawałaś od wszystkich ponurych ludzi. Jedna co was łączyło to to, że wszyscy się śpieszyliście. Stając na przystanku autobusowym miałaś nadzieję, że nie długo pojawi się autobus kierujący się w stronę twojej uczelni. Na marne. Nie zapowiadało się, że jakiś autobus do godziny przyjedzie.
Zdenerwowana Pobiegłaś ile sił w nogach. Szukając jakieś taksówki. Nagle wpadłaś na kogoś. Upadłaś prosto w kałuże. Zdenerwowana wstałaś, a po chwili zaczęłaś płakać.
- Przepraszam bardzo - zaczęłaś mówić. - Ja nie chciałam. Po prostu się śpieszyłam i nie patrzyłam przed siebie - powiedziałaś.
Chłopak wstał i spojrzał na ciebie. Byłaś zachwycona nim. Miał brązowe włosy, zielono-niebieskie oczy i typową brytyjską urodę.
- Nic się nie stało. Ja też się spieszyłem. Chociaż - spojrzał na zegarek - i tak nie zdążyłem.
- To moja wina, bardzo przepraszam - spojrzałaś na zegarek. - No i nie zdążyłam - powiedziałaś załamana.
- Jesteś teraz cała mokra. Jeśli się zgodzisz to chodź ze mną do mnie, a ja dam ci ciuchy na przebranie - uśmiechnął się do ciebie.
- Nawet cię nie znam - powiedziałaś, a on wystawił rękę.
- Jestem Louis 23 lata - uśmiechnął się.
- [T.I.] 19 lat - podałaś mu rękę.
Podążyliście do domu chłopaka. Tematów do rozmów wam nie brakowało. Doszliście do jego domu. A ty, aż otworzyłaś buzię.
- To twój dom? - zapytałaś wyraźnie zszokowana.
Pierwszy raz widziałaś taki wielki dom. Nie, przepraszam, willę albo pałac!
- No mój - odpowiedział i wpuścił mnie na teraz przez bramę.
- Handlujesz narkotykami, że masz taki dom czy raczej obrabowałeś bank? - zapytałam, a on się zaśmiał.
- Jedynie jestem piosenkarzem.
- Fajnie wiedzieć - powiedziałaś i weszłaś do jego domu.
Rozejrzałaś się po wnętrzu. Żebym ja miała taki dom to bym musiała pracować do końca życia! Louis spojrzał się na mnie, a potem się uśmiechnął.
- Chcesz coś do picia? - zapytał.
- Jak już proponujesz to bym się napiła herbaty - uśmiechnęłaś się do niego.
Usiadłaś na kanapie w wielkim salonie, a po kilku minutach dołączył do ciebie i on.
- No to mamy dużo wspólnego - zaśmiał się. - Spóźniamy się.

Tak właśnie zaczęła się ich znajomość. Potem codzienne odwiedziny, spotkania, wypady do kina, klubu. W końcu Louis zdobył się na odwagę i powiedział co do niej czuję. Zastanawiała się dosyć długo, ale w końcu odpowiedziała mu, że jest równie w nim zakochana co on w niej. Ich miłość była cudowna. Media uwielbiały to parę. Ładnie ubrani, młodzi i z cudownym wyglądem. Ale nie wszystko zawsze jest takie szczęśliwe. Prawda?

- Kochanie jakbyś mógł to podaj mi cukier - zwróciłaś się do Louisa.
- Już - odpowiedział i podał ci.
Piekłaś ciasto, ponieważ dzisiaj rodzina Louisa przyjeżdża, aby cię poznać. Jesteś bardzo zestresowana, bo boisz się, że go stracisz.
Ciasto włożyłaś do piekarnika i poszłaś do waszej garderoby, aby się ubrać. Nie wiedziałaś co możesz ubrać, aby się im spodobać. Chodziłaś tam i z powrotem i zastanawiałaś się co ubrać. W końcu wyjęłaś z szafy kremową koronkową sukienkę z brązowym paskiem w talii. Nałożyłaś do tego kremowe balerinki. Włosy spięłaś w luźnego koka i zrobiłaś delikatny makijaż.
Kiedy zeszłaś na dół Louis był już przyszykowany oraz nakrył do stołu. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. Mój brzuch zaczął mnie boleć, a ręce zaczęły się trząść. Louis otworzył drzwi, a po chwili ujrzałaś jego rodziców i siostry. Przywitałaś się z nimi, a potem poszliście do jadalni. Zjedliście razem obiad, a potem ciasto. Dobrze dogadywałaś się z jego mamą. Była bardzo miłą i wyrozumiałą kobietą. Jego siostry co chwile opowiadały mi o Louisie. Często to było bardzo kompromitujące dla niego rzeczy. Widziałam, że nie była za bardzo zadowolony, ale ja się z tego śmiałam.
Po udanym spotkaniu jego rodzice pojechali do domu. Kiedy drzwi się zamknęły Louis podszedł do mnie wkurzony.
- O co ci chodzi? - zapytałam.
- O nic - wysyczał i poszedł do góry do sypialni.
Weszłam od razu za nim i podeszłam do niego. Siedział na łóżku. Delikatnie chwyciłam jego dłoń.
- O co ci chodzi? - zapytałam.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś co?! - wrzasnął na cały dom, a ja się na niego spojrzałam.
- Co miałam ci powiedzieć ? - zapytałam naprawdę nie wiedząc o co mu chodzi.
- Podczas kiedy rozmawiałaś z moją mamą poszedłem do toalety. I wiesz co tam znalazłem?! - nagle moje serce zaczęły bić szybciej, a policzki zrobiły się czerwone.
- Louis, ja nie chciałam ci...
- Nie chciałaś mi mówić tak?! - nadał krzyczał.
- Nie, Louis to nie tak. Ja chciałam ci powiedzieć jutro, bo...
- Bo co?! Do jasnej cholery [T.I.]! Przecież takich rzeczy się nie ukrywa! - wrzasnął.
- Ale nie jestem pewna rozumiesz mnie?!
- Tego, że jesteś w ciąży?! Nie rozśmieszaj mnie - powiedział już nieco spokojniej.
- Jesteś na mnie zły? - zapytałam.
- A ty byś nie była? - powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami.

To była ich pierwsza kłótnia. [T.I.] jeszcze w ten sam dzień się wyprowadziła. Nie chciała słuchać jego wrzasków, a bardziej bolało ją to, że tak ją potraktował. Spakowała się i wynajęła sobie mały domek. Po 5 miesiącach musiała zrezygnować ze studiów oraz pracy, którą dostała. Odkładała pieniądze jak tylko się dało tak, aby utrzymać jakoś siebie i dziecko. Nikt jej nie pomagał. Rodziny nie miała już od 17 roku życia. Zginęli w katastrofie lotniczej. Miała tylko Louisa. No właśnie - MIAŁA.

Był listopad, a ty szłaś w deszcz do szpitala. Masz kontrolne badanie. Dowiesz się czy dziecko jest zdrowe, a za miesiąc masz już rodzić. Byłaś wyczerpana, ponieważ szukałaś czegoś co mogłabyś robić w domu i zarabiać.
Siedziałaś w poczekalni zupełnie sama. Czekałaś, aż lekarka cię przyjmie. Nagle zauważyłaś dobrze ci znaną postać. A dokładniej Louisa Tomlinsona. Wszystkie wspomnienia wróciły, ale nie dałaś sobie po tego poznać. Uparcie wpatrywałaś się w ulotkę o tym jak wychować samotnie dziecko. Po chwili ktoś obok ciebie usiadł.
- Jestem dupkiem prawda? - zapytał się.
Spojrzałaś się w prawą stronę i napotkałaś tęczówki o niebiesko-zielonym kolorze. Patrzył wprost w twoje oczy.
- Co robisz w szpitalu? - zapytałaś.
- Przyszedłem poszukać ciebie - odpowiedział.
- A tak naprawdę? - zapytałaś.
Nic nie odpowiedział tylko wpił się w twoje usta. Byłaś zdezorientowana, ale odwzajemniłaś pocałunek. Brakowało ci tego.
- Pani [T.N.] - usłyszałaś i oderwałaś się od niego.
- Już idę - powiedziałaś.
- A mogę wejść z nią? - usłyszałaś głos Louisa.
- A pan kim jest? - zapytała pielęgniarka.
- Chłopakiem tej pani oraz ojcem dziecka - odpowiedział, a ty spojrzałaś się na niego z zdezorientowaniem.
- Oczywiście - uśmiechnęła się do was.

Czasami trochę czasu potrzeba, aby wydorośleć i przemyśleć parę spraw. Tak samo było u Louisa. Miał 25 lat i już pierwsze dziecko. Cieszył się, ale również był przerażony. Razem z [T.I.] wychowywali dziecko, a po roku wzięli ślub. Nie zrezygnował z kariery, ale miał wiele czasu dla rodziny. Jego córeczka była jego oczkiem w głowie. Zabierał ją ze sobą na koncerty oraz chwalił się nią całemu światu. [T.I.] skończyła studia i została menadżerką młodego zespołu. Kochała tę pracę, a je mąż Louis wspierał ją przy każdym wyborze.
Ta miłość nie miała szans, ale oni pokazali światu, że nie liczy się kto jest na jakim stanowisku. Liczy się miłość i to właśnie ona nie powstrzyma nikogo, dlatego jest taka ważna w życiu. Czasami trzeba zaryzykować dla kogoś. Człowiek to nie tylko maszyna działając według norm społeczności. Człowiek to istota z wielkimi uczuciami i charyzmatem. Dlatego tak ważny jest optymistyczny pogląd na świat. Nikt nie powinien nam go dyktować. W ich wypadku skończyło się to szczęśliwie. Mam nadzieję, ze takich przypadków będzie o wiele więcej.