Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smutny. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lutego 2014

Thirty Seven 'Louis'

To wszystko było takie szybkie i nagłe. Nie wiedziałam kiedy ja się na to zgodziłam i dlaczego... Ah, dla kasy. No, ale powiedzmy sobie szczerze. Mam 18 lat, za 2 miesiące 19. Potrzebuje pieniędzy na auto, małe mieszkanko, ciuchy. Halo! Dziwicie się?
A o co dokładniej chodzi?
Zgodziłam się zostać 'udawaną dziewczyną'. Jeszcze nie wiem kogo.
Dlatego też właśnie szłam do jakieś - bóg wie jakiej - firmy. Ubrałam się w miarę ładnie. Czarne cienkie rajstopy, czarna obcisła do połowy uda spódniczka, kremowy sweterek w nią włożony i kremowe vansy. Jest dobrze co nie? 
Zamknęłam parasol i weszłam do środka. Podeszłam do recepcji, powiedziałam jak się nazywam i od razu wysłała mnie na 23 piętro, biuro numer 66. Weszłam do windy i wybrałam numer. Ten czas się dłużył, a ja miałam stresa. W końcu winda się zatrzymała. Wysiadłam z niej i poczęłam szukać tego biura. Udało się i znalazłam. Zapytałam.
- Proszę - usłyszałam i uchylając drzwi weszłam kawałek.
- Dzień dobry - powiedziałam.
- O, [T.I.], wejdź - uśmiechnął się mężczyzna, a ja weszłam.
- Proszę siadaj - wskazał na skórzany fotel. 
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - zapytał.
- Nie, dziękuję - powiedziałam.
- Tak więc przejdziemy do sprawy. Będziesz udawać dziewczynę Louis'a Tomlinson'a. Śpiewa w...
- Wiem kto to - przerwałam mu.
- Dobrze... Fani podejrzewają, że jest gejem. Nie jest - powiedział wyprzedzając moje pytanie.
Wyjaśniał mi pare spraw, ale w pewnym momencie...
- Będziesz u niego mieszkać - powiedział.
- Pan sobie ze mnie żartuje tak? - zapytałam.
- Nie, musi to być jak najbardziej wiarygodne. Omówiliśmy wszystko? Masz jakieś uwagi, pyt....
- Nie zgadzam się na mieszkanie razem! - powiedziałam oburzona.
- Podpisałaś kontrakt. Zgadzasz się na wszystko! - powiedział.
- A skąd mam wiedzieć czy on nie ma jakiś zapędów seksualnych? - zapytałam.
- Ałć, zabolało - odwróciłam się i ujrzałam 'mojego chłopaka'. 
- Nie chodziło mi o to - chciałam się chociaż uratować. 
- Nie na gadania. Jesteście ze sobą już trzy miesiące jakby dziennikarze pytali, a dzisiaj masz mieć już swoje rzeczy u Louis'a - powiedział.
Zmierzyłam go wzrokiem i wstałam.
- Dowidzenia - powiedziałam i wstałam.
Minęłam 'mojego chłopaka' i wyszłam z gabinetu. Weszłam do windy, a on w ostatnim momencie wszedł. 
- Jestem Louis, a ty? - zapytał.
- [T.I.] - odpowiedziałam niechętnie. 
- To o której będziesz spakowana? - zapytał.
- Ugh - westchnęłam. Spojrzałam na zegarek : 12.34. - Do 17 chyba się wyrobię.
- Podasz adres? - zapytał. - Przyjadę po ciebie - powiedział.
Podałam jemu adres i wyszliśmy na dwór. On poszedł w stronę samochodu, a ja otworzyłam parasolke i udałam się w stronę swojego domu. Eh, co za deszcz. 
- Podwieźć? - o mój Boże, prawie zawału dostałam. Czarne audi, a w nim Louis.
- Nie trzeba - powiedziałam.
- No to nie - odjechał.
W domu jak najszybciej się spakowałam. Wyjaśniłam siostrze wszystko więc bez problemu mnie puściła. Nawet się cieszyła, że ona i jej chłopak będą mieli cały dom dla siebie. Spakowałam chyba wszystko. Ciuchy, kosmetyczka, zdjęcia, albumu, buty, gitara itp. Dobra jest wszystko. Nie żartuje, ale miałam ze sobą 5 wielkich walizek i trzy kartony. Ciekawe jak on w tym swoim audi to pomieści? Haha, wali mnie to tak szczerze! 
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam, a tam Louis.
- Nie wiem jak się zmieści to w twoim Audi, ale...
- Wziąłem większy samochód - powiedział. 
- Ok. To pomożesz mi zanieść to wszystko do twojego samochodu? - wskazałam na stertę walizek i pudeł.
I pomógł mi. Pożegnałam się z siostrą i weszłam do jego samochodu. Zapięłam pasy. Po chwili i on wszedł. Usiadł i odpalił samochód i ruszył.
Zapanowała niezręczna cisza.
- Ile ty w ogóle masz lat? - zapytałam.
- 22 skończyłem w grudniu. A ty? - zapytał.
- Za pare miesięcy 19 - odpowiedziałam i całą drogę żadne z nas się nie odezwało.
W końcu dojechaliśmy. Niezła chata tak powiem! Zaczęliśmy wnosić walizki. Kiedy skończyliśmy pokazał mi mój pokój. Cały biały, białe meble, białe łóżko, biała pościel na łóżku i kremowe panele. Usiadłam i chciałam rozpakować swoje rzeczy, ale nie było tutaj szafy. 
Zeszłam na dół.
- Mam pytanie - spojrzał się na mnie. - Jakaś szafa na ciuchy? - zapytałam.
- Masz dodatkowe dwie pary drzwi w pokoju, jedne do twojej łazienki, a drugie do garderoby. 
- Oh, Umm, dziękuję - powiedziałam.
Wypakowałam wszystko i poustawiałam zdjęcia i inne pierdoły. Spojrzałam na zegarek. 23. A ja głodna jestem. Eh, idę się wykąpać. Wykąpana ubrałam czarne bokserki i dużą bluzkę z superman'em. Włosy związałam w kitkę i położyłam się w łóżku. Nie mogłam zasnąć całą noc. Zasnęłam w końcu o 7. 
- Ej - usłyszałam coś, a raczej kogoś. - Wstawaj no! - ten Louis już mnie wkurza. 
Otworzyłam oczy i spojrzałam się na niego.
- Wstawaj musimy iść na miasto - powiedział.
- Ehh - zasmuciłam się, a on wyszedł. 
Ubrałam się podobnie jak wczoraj z tym, że zamiast kremowych kolorów były błękitne. Włosy rozpuściłam i pomalowałam się delikatnie. Wzięłam torebkę i włożyłam do niej telefon i portfel. Zeszłam na dół, a on siedział na kanapie już ubrany.
- Idziemy? - zapytał.
- Mhh - odpowiedziałam i założyłam torebkę na ramię. 
- Mamy iść do galerii, mam ci kupić jakąś biżuterię - powiedział jakby znudzony.
- Ale ja...
- Muszę - powiedział.
- Eh.
Nagle zaburczało mi w brzuchu. 
- Nic nie jadłaś - powiedział.
- Żyje i oddycham, nic mi nie jest - powiedziałam.
- No to idziemy - powiedział.
Wyszłam z domu, a on go jeszcze zamykał. Podszedł do mnie i złapał mnie za ręke. 
- Tylko się uśmiechaj i dobrze graj - powiedział.
- Oczywiście - odpowiedziałam uśmiechając się.
Wyszliśmy z posiadłości i ruszyliśmy w stronę galerii, która była niedaleko.
- To... Jak tam noc? - próbował zacząć temat.
- Zasnęłam o 7. Więc spałam 2 godziny, ale spoko - powiedziałam. 
- Czemu? - zapytał.
- Nie mogłam zasnąć - odpowiedziałam.
- Aha, skąd jesteś zapytał.
- Jak miałam 4 lata to się tutaj przeprowadziłam z ciocią i siostrą. Wcześniej mieszkałam w Polsce, ale często tam jeżdżę. A ty mieszkałeś w Doncaster czy coś takiego prawda? - zapytałam.
- Tsssa, musiałem się przeprowadzić zaraz po programie - powiedział. 
Doszliśmy do galerii i ludzie zaczęli się na nas gapić. Weszliśmy do sklepu z biżuterią i w dodatku drogiego. 
- Chciałabyś kolczyki, bransoletkę, naszyjnik - zaczął wymieniać.
- Weź coś najtańszego - powiedziałam.
- Żeby mój menadżer mnie zabił? - spojrzał się na mnie. - To co wolisz? - zapytał znowu.
- Bransoletkę - powiedziałam.
- To ja wybiorę - uśmiechnął się do mnie. 
Wybrał coś, a kobieta za ladą zaczęła pakować. Zapłacił i wyszliśmy. Podał mi.
- Dziękuję - powiedziałam i pocałowałam w policzek.
- Nie na za co - uśmiechnął się do mnie. 
Poszliśmy do kawiarni, a potem do parku. 
Siedzieliśmy na ławce i rozmawialiśmy.
- Obok nas jest dziennikarz, mam prośbę nie wystrasz się - powiedział.
- Ale czeg... - pocałował mnie.
Oddałam ten pocałunek. Dotknęłam delikatnie jego szyji. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. 
- Jesteś świetną aktorką - powiedział.
- Wiem - uśmiechnęłam się.

- 5 miesięcy później -

Nadal jestem jego 'dziewczyną'. Powiem szczerze, dogadujemy się nieźle, ale w swoim towarzystwie spędzamy mało czasu. Najgorsze jest to, że poczułam coś do niego. 
Dzisiaj wraca z trasy. Jak mam go przywitać? Po prostu pójdę spać, żeby nie było żadnych niekonfortowych sytuacji. Wykąpałam się, ubrałam czarne bokserki i fioletową bokserkę. Położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu, ale nie jedna osoba. Pewnie przyszedł z kolegą. Usłyszałam ich śmiechy. Po dwóch godzinach zaczęło mnie to denerwować. Na prawdę chciałam zasnąć, a oni tam pewnie pili. No, ale nie zwrócę jemu uwagi, bi to w końcu jego dom. Nawet jeśli mieszkam tutaj 5 miesięcy. Przewracałam się z boku na bok. Postanowiłam iść po coś do picia. Wyszłam i zaczęłam schodzić na dół, ale zatrzymałam się w połowie schodów, bo usłyszałam swoje imię.
- No coś ty! - to był Louis.
- Ale jak się tak liżecie i chodzicie za rękę to nic nie czujesz? Zero? - nie! Ja nie chciałam tego słyszeć!
- Stary no przestań. Jak się skończy udawanie związku to koniec. Może pogadamy sobie od czasu do czasu...
- Ale musisz coś do niej czuć! Przyznaj się.
- Tylko i wyłącznie dobra znajoma.
- Ja i tak wiem swoje.
Z oczu zaczęły się lać łzy. Wbiegłam do góry i zatrzasnęłam drzwi, następnie zamykając je na klucz. Skuliłam się w rogu i zaczęłam płakać. To bolało! Nie odwzajemniona miłość. Ja już nie dam rady być....
Ktoś zaczął pukać.
- [T.I.], jesteś? - to Louis.
- Tak - odpowiedziałam próbując zatuszować drżenie w wymowie.
- Mogę wejść? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałam.
- Co się stało, że drzwi trzasnęły?
- Ummm... Bo ten, no wiesz przeciąg! - odpowiedziałam.
- Jutro o 8 jedziemy na jakąś randkę - powiedział.
- Musimy?
- Tak - odpowiedział.
- Ale ja się źle czuje. Chyba chora jestem - powiedziałam.
- To jutro zadzwonię po lekarza...
- Nie! Dwa dni poleżę i będzie dobrze - dobra ze mnie aktorka?
- To jutro przyjde do ciebie. Dobranoc - powiedział.
- Dobranoc - odpowiedziałam.
Nie spałam całą noc. Płakałam jak najciszej. Dlaczego musiałam się w nim zakochać?! Przecież jest milion innych przystojnych mężczyzn. Dlaczego on?! Już po pierwszym pocałunku się zakochałam. To mnie bolało i to bardzo. Ale cieszyłam się jak wychodziliśmy jako 'para'. Teraz? Teraz będę musiała być jeszcze lepszą aktorką. Nie wiem jak to teraz będzie? Teraz kiedy już wiem, że nie nam szans. 
Nad ranem udało mi się zasnąć. 
- Hej, wstawaj - już wiem, że to Louis.
- Zostaw mnie - ziewnęłam.
- Jesteś dobrą aktorką. Menadżer się nabrał na to, że jesteś chora, a tak serio czemu nie chcesz iść? - zapytał. 
- Która godzina? - zapytałam.
- Po jedenastej - powiedział. - Ale nie zmieni....
- Daj mi spać - szepnęłam i nakryłam się kołdrą.
- Czemu wczoraj płakałaś? - zapytał.
- Nie płaka...
- Wcale - powiedział. - A więc?
- Nie ważne - odpowiedziałam. - Nie interesuj się i daj ni spokój! - krzyknęłam.
- Chciałem tylko pomóc - powiedział i wyszedł.
- A spieprzyłeś wszystko - szepnęłam do siebie i poszłam spać.
Obudziłam się po 20. Eh, nigdy tak długo nie śpię. Chyba nikogo w domu nie ma. Zeszłam po cichu i poszłam się napić wody. Wypiłam ją i chciałam wejść do góry, ale Louis przede mną stanął.
- Powiesz mi? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałam.
- Powiedz - i zaczęliśmy się kłócić. 
Kłótnia trwała ponad godzinę. Nie wytrzymałam.
- Bo się w tobie zakochałam! Chciałeś to wiedzieć? Chciałeś? Bo ja dobrze wiem, że jestem dla ciebie nikim i to się nie zmieni. Więc zostaw mnie w spokoju - krzyknęłam i wbiegłam na górę.
Przez 3 dni miałam spokój, ale musiałam wyjść z Louisem gdzieś na miasto.
Ubrałam czarne rurki, biała koszule, dżinsową katanę i szare vansy. Włosy rozpuściłam i pomalowałam się. Ćwiczyłam uśmiech. Ok, wyglądam na szczęśliwą dziewczynę. Zeszłam na dół. Spojrzałam się na niego.
- Idziemy? - zapytałam.
Podszedł i złapał mnie za ręke. Wyszliśmy z domu i poszliśmy do parku. Udawaliśmy rozmowę. W końcu usiedliśmy na ławce, a on mnie objął.
- Przepraszam - szepnął. - Wiem, że cie to boli, ale...
- Zachowuj się jakby nic nie było.

- 3 miesiące później -

Te miesiące wyglądały tak, że pokazywaliśmy się razem, a potem się nie odzywaliśmy się do siebie.
A wiecie co dzisiaj jest? Tak właśnie! Wyprowadzam się i to koniec naszego 'zwiazku'. Za tydzień Louis na ogłosić na wywiadzie, że to koniec i coś tam. Już się spakowałam. Sprawdziłam czy wszystko. Tak, wszystko. 
Louisa nie było w domu. Jego szofer odwiózł mnie do apartamentowca. Kupiłam w nim apartament, gdyż moja siostra z chłopakiem wyprowadziła się do Walii. Weszłam do środka. Pięć pomieszczenia. W jednym wanna, toaleta, w drugim łóżko jedno osobowe, w trzecim był niby salon, kolejne kuchnia i ostatnie wielki pokój z dużym łóżkiem. Eh, będę musiała go urządzić. 
Po tygodniu urządziłam tylko łazienkę. Jasno-fioletowe kolory w łazience. To mi się podobało. Duża wanna, umywalka, toaleta i kabina prysznicowa oraz wielkie lustro, a na szafce pełno perfum. Dzisiaj zaczęłam malować na biało salon. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. W fioletowym kombinezonie i cała ubrodzona poszłam otworzyć drzwi. Przed nimi stał Louis.
- Hej - powiedział patrząc na mój strój.
- Hej - odpowiedziałam powoli nie wiedząc o co chodzi.
- Mogę wejść? - zapytał.
- Właśnie maluje...
- Dwie minuty - wpuściłam go. - Wczoraj na wywiadzie miałem powiedzieć, że zrywamy, a ja powiedziałem, że cie kocham - powiedział.
- I co w związku z tym? - zapytałam.
- Kocham cię - powiedział.
- Hahahahaha, dobre. Ale żartów sobie ze mnie nie rób - powiedziałam poważnie.
- Nie żartuje - powiedział i mnie pocałował. 
To był inny pocałunek. On nigdy tak nie całował.
- Oh, skoro tak to pomóż mi pomalować - stwierdziłam, a on zaczął się śmiać. - Ponoć chłopacy pomagają swoim dziewczynom. Więc mógłbyś pomalować  mi mój salon?
- Myślałem, że zamieszkamy razem u mnie. Znowu. 
Zdezorientowałam się.
- Jak pomożesz to mieszkasz tu ze mną - powiedziałam.
- Liczyłem na tę odpowiedź - powiedział i poszedł malować!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Twenty Nine 'Harry'

Zanim przeczytasz!

Imagin nie ma na celu obrażanie żadnego członka zespołu oraz pokazanie go w takiej postacie.
Imagin jest jedno partowy! Kolejnej części nie będzie!

Mogą pojawić sie wulgaryzmy.

A teraz zapraszam do czytania!


Ja i Harry tworzymy szczęśliwy związek juz od roku. Może i zdarzały sie nam kłótnie, ale zawsze trwały góra jeden dzień. Mieszkamy razem juz od około 5 miesięcy. Ja mam 19 lat, on 20. Dogadujemy sie bardzo dobrze.
Dzisiaj Harry był z chłopakami w studiu omówić plany na płytę. Ja za to posprzatalam w apartamencie i zrobiłam porządek w szafie. Położyłam się potem w łóżku i zaczęłam czytać książkę. Około 19 do domu wparował zdenerwowany Harry. Nie wiedziałam co sie stało, dlatego wstałam i poszłam do kuchni, skąd dobiegały odgłosy jego kroków. Harry stał ze szklanką whisky i szybko sączył napój. Podeszłam do niego, a kiedy odłożył szklankę stanęłam na przeciwko i założyłam ręce na jego szyi. 
- Coś się stało? - zapytałam spoglądając mu w oczy, w których z resztą nie było widać żadnych uczuć.
- Nie interesuj się! - krzyknął i mnie odepchnął.
Po chwili dopiero uświadomiłam sobie co on zrobił. 
- No przepraszam, ale chyba mam prawo wiedzieć skoro jestem twoją dziewczyną! - powiedziałam dosyć głośno.
- Nie podnoś na mnie głosu! - wrzasknął.
- No chyba ciebie coś popieprzyło! - powiedziałam głośno przy czym szturchnęłam go w ramie. 
Spojrzał na mnie wściekły i po chwili poczułam jak jego ręka mocno uderza mój policzek. Złapałam obolałe miejsce i spojrzałam na niego z łzami w oczach. Co on przed chwilą zrobił? Odeszłam od niego i poszłam do naszej sypialni. Położyłam się b łóżku i zaczęłam płakać. Zastanawiałam się co ja zrobiłam i co ktoś zrobił jemu, że się tak wkurzył. Leżałam tak sporo czasu. Harry wszedł do pokoju, a potem położył się obok mnie. Jak nigdy nic mnie przytulił, a po chwili zasnął. Ja tak nie mogłam. Nie mogłam znieść tego, że tak mnie potraktował.
Z dnia na dzień było coraz gorzej. Zmuszał mnie do... Tak właśnie do seksu. Nie chciałam, ale go kocham i nie chce go zostawić. Siedziałam obolała na kanapie i plakalam. Harrego nie było juz 8 godzin. Jest 3 w nocy, a jego nadal nie ma. Nagle usłyszałam przekręcane klucze w drzwiach. Zaczęłam sie trząść ze strachu. Bałam sie jego. Tak strasznie sie bałam. Usłyszałam jak wchodzi, a potem mnie szuka. W końcu mnie znalazł  i podszedł do mnie. Zaczął mnie całować, a potem stało sie to czego sie najbardziej bałam.
Obudziłam się w sypialni ubrana w majtki i dużą koszulkę. Bolało mnie wszystko. A w głowie myśli rozsadzały mnie. Poczułam jak Harry wstaje, dlatego udałam, że nadal śpię. Wyszedł z pokoju, a ja zaczęłam płakać. Ręce miałam posiniaczone od sznurków, brzuch bolał mnie koszmarnie, a najgorsze było to, że gdy spojrzałam pod kołdrę krew była na całych moich nogach. Wydostawała sie ona z najbardziej obolalego miejsca - pochwy. Mój płacz był tak głośny, że nagle Harry z kubkiem herbaty wszedł  do sypialni. Spojrzał się na mnie i nie wiedział co się dzieje. Podszedł do mnie i spojrzał mi w twarz.
- Co jest? - zapytał.
Nie odpowiedziałam. Tak cholernie to bolało, że pojedyncze jęki było słychać z bólu.
- Co cię boli? - zapytał. 
Kolejny raz milczałem. Nagle wziął moją rękę, a po chwili spojrzał na nią. Otworzył szerzej oczy.
- Boże, co ci się stało? - zapytał, a ja spojrzałam mu prosto w oczy. Po chwili stracił równowagę i upadł. 
Wziął moją kolejną rękę i oparł twarz o nią. 
- Powiedz, że to nie ja - szepnął, a ja spojrzałam mu w oczy. - Jasna cholera! Co ja zrobiłem? Ja nie pamiętam - powiedział. 
- Harry - wydałam z siebie cichy dźwięk, a on na mnie spojrzał. - B-boli brzuch - jęknęłam 
Odkrył kołdrę i jego oczy sie poszerzyły. 
- Kurwa - wrzasknął. - Napuszcze ci wody do wanny - i wyszedł.
Nie miałam siły nawet myśleć. Po chwili Harry podszedł i delikatnie mnie podniósł, co wywołało głośny jęk u mnie. Pocałował mnie w czoło. Po chwili włożył mnie w tych ciuchach do wanny. Bolała mnie tez pupa. Nie mogłam wytrzymać, a on siedział obok i gładził ręką mój obojczyk. Ból w dolnej części ciała zaczął ustępować. W końcu Harry przyniósł mi bluzę, majtki, stanik i dresy i wyszedł. Powoli wyszłam wycierając swoje ciało. Ubrałam ciuchy i podeszłam powoli do lustra. Przeraziłam się na swój widok. Upadłam na ziemie i zaczęłam płakać. Harry wbiegł do łazienki i podszedł do mnie. Dotknął mojego policzka, ale go odepchnęłam. 
 - Nie dotykaj mnie! - powiedziałam błagalnie. - Proszę, Harry. Zostaw mnie - jęknęłam.
Wyszedł powoli z łazienki. Po około godzinie wstałam z ziemi i poszłam do salonu u usiadłam na kanapie. Harry robił coś w kuchni. Nagle usłyszałam jak sie zbliża. Zaczęłam sie trząść. Postawił na stole kubek z herbatą. Chyba była dla mnie. Spojrzałam na niego. Usiadł na fotelu. I patrzył się cały czas na mnie. 
- Porozmawiamy? - zapytał.
Kiwnęłam delikatnie głową.
- Co ja ci zrobiłem? Powiedz mi. Nie pamiętam nic.
- To nie istotne. Harry juz wszystko jest do...
- Nie jest! Nie wybaczę sobie tego. Czy ja, czy ja cię zmusiłem...? 
Kiwnęłam głową.
- Przepraszam, Boże kochanie, ja nie chciałem...
- Chciałeś. Mówiłeś, ż-że jestem na twoje zachcianki - powiedziałam i zaczęłam płakać. - Nie mogłeś ze mną zerwać zamiast co noc dokonywać gwałtu? - ostatnie słowa ledwo przeszły mi przez buzie. 
- Ja cię kocham. Kochanie... - powiedział i podszedł do mnie. Usiadł blisko, za blisko.
- Ja ciebie tez, ale boje sie - mówiłam. 
Nagle poczułam jak mnie przytula. Brakowało mi tego... Wybaczyłam mu kolejny raz. 
Przez tydzień był spokój, a potem znowu sie zaczęło, ale na szczęście wyjechał w trasę. 
Dwa miesiące bez niego okazały sie rajem dla mnie. No może nie. Dowiedziałam sie, że jestem w ciąży. Z oczu lały mi się łzy. A w dodatku przyjeżdżał dzisiaj Harry. Stałam w kuchni robiąc sobie sałatkę, gdy usłyszałam jego jak wchodzi. Wszedł do kuchni i usiadł na krześle. 
- Zrobisz mi coś? Jestem bardzo głodny - powiedział.
- Jasne - odpowiedziałam szybko i moją sałatkę podałam jemu.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Podczas, gdy je nalewałam Harry zaczął: 
- Przytyłaś? - zapytał. 
- C-co? - szepnęłam, a oczy zaszły mi łzami. 
Nie odwracałam się do niego. Stałam cały czas tyłem. Nagle podszedł do mnie i zaczął całować po szyi. Po chwili chciał podnieść mi bluzkę.
- Nie, Harry, proszę - szepnęłam. Ale on złapał mnie za nadgarstki. - Błagam, Harry! - jęknęłam. Nie dawał za wygraną i mocniej ścisnął moje nadgarstki i zaczął podnosić bluzkę. - Zostaw! - krzyknęłam, ale nadal nic. - JESTEM W CIĄŻY! - wrzasnęłam, a on mnie puścił.
- Że co? - krzyknął.
- Będziemy mieli dziecko! Nie chce rozumiesz? Ono nie jest owocem naszej miłości lecz twojej głupiej zachcianki! Do jasnej cholery, rujnujesz mi życie! Ja już psychicznie nie wytrzymuje to nie dla mnie! Znęcasz sie nade mną i nie liczysz sie z moimi uczuciami!!! Wrzeszczysz, krzyczysz, bijesz.... G-g-gwałcisz - ostatnie szepnęłam. 
- Ale - zaczął, ale jemu przerwałam.
- Żadne ale! Możesz spać na kanapie albo w pokoju gościnnym, do mnie nie zbliżaj się nigdy! - powiedziałam i poszłam do pokoju. 
Było mi z tym wszystkim źle. Harrego unikałam tak, że przez tydzień minęłam go 5 razy. Dzisiaj byłam na badaniu. Z dzieckiem jest dobrze. Tylko, że za lekarza wydałam ostatnie moje pieniądze. A kolejne badanie za tydzień. Będę musiała poprosić, wybłagać Harrego. Weszłam do domu, a on akurat siedział przy stole i coś jadł. Nalałam sobie soku i usiadłam na przeciwko niego. Spojrzał się na mnie, a potem spuścił wzrok.
- Pożyczysz mi pieniądze na lekarza? - zapytałam. - Dzisiaj wydałam ostatnie. Oddam ci je, tylko znajdę jakąś prace, obiecuje, że oddam codo grosza.
- W porządku, ile? - zapytał. 
Podałam jemu kwotę, a po chwili otrzymałam banknoty od niego.
- Obiecuje, że ci oddam - powiedziałam i poszłam do pokoju.
Rozmawiałam z przyjaciółką i powiedziałam jej, że muszę sprzedać mój zegarek i kolczyki, które dostałam od rodziców. Powiedziała, że ona mi pożyczy, ale ja nie chciałam. Kiedy skończyłam z nią rozmawiać usłyszałam jak ktoś wchodzi do naszego domu. Tylko kto? Po chwili już wiedziałam. To Louise z Lux. Siedzieli w salonie i rozmawiali. Ja leżałam i oglądałam film. Nagle wszedł do mnie Harry.
- Lux chce się z tobą pobawić - powiedział.
Wstałam i poszłam do salonu. Przywitałam się z Louise. Dużo z nią rozmawiałam, aż w końcu dowiedziała się, że jestem w ciąży. Cieszyła się, ale zauważyła, że ja nie. Pytała, ale nie odpowiadałam. Po godzinie musiała juz iść. Akurat siedziałam w salonie, kiedy wszedł tam Harry. Wstałam i skierowalam się do sypialni, ale poczułam jak Harry łapie mnie za nadgarstek. 
- Proszę - szepnęłam.
- Nic ci nie zrobię - powiedział i spojrzał się na mnie. - Chcę wiedzieć czy, czy... który to miesiąc, czy to dziewczynka czy chłopiec. 
- Co za różnica? Nie dotkniesz nigdy jego! - powiedziałam.
- Przepraszam - powiedział.
- Jedno przepraszam tego nie zmieni. 
Wyrwałam się jemu i poszłam do sypialni, gdzie przepłakałam całą noc.
Minął tydzień. Wychodzę z gabinetu i od razu zaczynam płakać. Okazało się, że to bliźniaki. On mnie zabije! Weszłam do domu. Wytarłam łzy z oczu. Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody. Szybko ją wypiłam i podtrzymałam się stołu. Zrobiło mi się słabo. Usłyszałam kroki Harrego i zamarła bez ruchu. 
- Wszystko ok z dzieckiem z tobą? - zapytał.
- Tak - szepnęłam. - Ale... - zaczęłam i odwróciłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. 
- Co się dzieje? - zapytał.
- Tylko nie bij dobrze? - zapytałam trzęsąć się.
- Spokojnie - dotknął mojej ręki, a ja podskoczyłam. Od razu ją cofną. 
- Bo, bo ja się dowiedziałam, ż-że to bliźniaki - powiedziałam i zaczęłam osuwać się od Harrego.
- Bliźniaki? - zapytał, a jak na mnie spojrzał to ze strachu zasłabłam, ale na szczęście za mną było krzesło. 
- Proszę, Harry! - szepnęłam nie patrząc na niego. - Daj mi sie chociaż spakować, ale nie bij mnie. Nie zniosę tego - mówiłam. 
Poczułam jego ręce na moich kolanach. Spojrzałam mu w oczy, a on się delikatnie uśmiechnął, ale wiem, że to było wymuszone.
- Nic ci nie zrobię. Zaufaj mi, błagam - powiedział. - Kocham cię. Nie wybaczę sobie tego, że cię tak skrzywdziłem - mówił, a ja patrzyłem mu w oczy. 
Wstał i delikatnie dotknął mojej twarzy. 
- Chodź. Kupimy coś dla dzieci, pójdziemy na gorącą czekoladę - złapał mnie za rękę.
Podniosłam się i spojrzałam mu w oczy. 
- Obiecaj - powiedziałam.
- Obiecuje. 
Poszliśmy do galerii, gdzie kupiliśmy pare rzeczy dla mnie. A kiedy byliśmy w dziecięcym to Harry zapytał o płeć.
- Dwie dziewczynki - powiedziałam.
Jego uśmiech był wielki. Przytulił mnie, a potem pocałował w czoło.
Kupiliśmy ciuszki. Wróciliśmy do domu. Odłożyłam zakupy i poszłam się wykąpać. Ubrana w piżamę weszłam do sypialni. Leżałam przez dobre 2 godziny. W koncu udałam się do pokoju, gdzie spał Harry. Usiadłam na łóżku i odgarnęłam mu włosy z grzywki. Mruknął coś pod nosem, a potem otworzył oczy.
- Coś się stało? - zapytał.
- Tak - szepnęłam, a on szybko usiadł. - Nie ma ciebie w sypialni - uśmiechnęłam się. - Brakuje mi ciebie, Harry. 
Łzy zaczęły wydobywać się z moich oczu. Nagle Harry wziął mnie na ręce i szedł w kierunku naszej sypialni. Położył mnie, a potem sam ułożył się obok mnie. Wtuliłam się w niego. A on pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię - szepnęłam. 
- Kocham was - powiedział. 


_________

Trochę trwało napisanie imagina. Najpierw pisałam n laptopie, potem znowu na telefonie, ale usunęło mi się coś, więc znowu inaczej. Potem koniec mi się nie podobał, ale w końcu jest! 


czwartek, 19 grudnia 2013

Twenty Three 'Zayn '

Życzę miłego czytania♥
          Codziennie obwiniam się o śmierć mojej mamy. Robię to przez ojca, który ciągle mówił, że to moja wina. Teraz już nawet ojca nie mam, miałam JEGO, ale mnie zostawił.
        Pamiętam jak moja mama opowiadała mi w dzieciństwie, że każdy ma swojego anioła stróża, który zawsze będzie przy nas i nie pozwoli, aby stało się nam coś złego. Myślałam, że mam owego. A tu taka niespodzianka. Minęły już dwa lata, dwa lata GO nie ma. Obiecał, że będzie dzwonił i pisał SMS-y. Kłamał. Po cholerę namawiałam go do wzięcia udziału w tym programie. Wiedział o mojej sytuacji w domu, ale odszedł. Jestem ciekawa, co by było gdyby moja mama przeżyła 7 lat temu. Może ta trzynastolatka miała normalną rodzinę? Teraz mam 19 lat. Mój tata zmarł dwa lata temu, upił się do śmierci. Zawsze pił i nie raz zdarzyło się mu mnie uderzyć. Ale tym razem przesadził. Zostałam sama. Całkiem sama.
Sława zniszczyła Zayna. Tak samo jak on zniszczył mnie i nie wybaczę mu tego.

Dwa dni do świąt

     Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do pobliskiego centrum handlowego.  Nie znoszę świąt. Nikt, by ich nie kochał, gdyby był w mojej sytuacji. Samotne święta.
W galerii było stado ludzi, którzy zapomnieli o całej magii świąt. W tych czasach jak zapytasz kogoś z czym kojarzą mu się święta odpowie: " Z pustym portfelem". I to jest okropne. Marzę o świętach z kochającą rodziną. Przez samotność nie pałam do nich z entuzjazmem, nawet nie mam w domu choinki. Przez ten czas mam, tylko przyjaciółkę, ale ona nie zastąpi mi Zayna. Kiedyś, rodzice nie chcieli pozwolić nam zostać u siebie na noc, a my skleiliśmy sobie ręce. Ludzie zawsze mówili, że będziemy razem, najwidoczniej miało być inaczej.
     Ruszyłam w stronę sklepu odzieżowego. Potrzebowałam kilku rzeczy. Pracuję w kawiarni. Mam pieniądze ze spadku po babci, ale nie chcę spędzać całych dni w domu.
Po kupieniu wybranych ubrań ruszyłam w kierunku miejsca mojej pracy.
     Droga zajęła mi pięć minut. Weszłam do kawiarni i przywitałam się ze znajomymi. Zostawiłam rzeczy na zapleczu i ubrałam swój fartuszek. Stanęłam za ladą i podawałam zamówienia.
Podeszła do mnie koleżanka z pracy i powiedziała, żebym zbierała zamówienia. Podchodziłam do różnych stolików ze sztucznym uśmiechem.
- Dzień dobry! Co podać? - mruknęłam.
- Poproszę... - znałam ten głos. Zayn. Spojrzałam na chłopaka, dziewczynę i jego rodziców. Nie poznał mnie. Nie zmieniłam się aż tak. Zmieniłam kolor włosów z blondu na czerwono-pomarańczowy. Mam kolczyk w wardze, ostry makijaż.....
- Poproszę kawę i ciastko czekoladowe z posypką. A co ty chcesz słońce? Mamo, tato? - SŁOŃCE. Już wiem czemu  o mnie zapomniał. Jego rodzice spojrzeli na mnie. Nie widzieli mnie już półtorej roku. Ale chyba nie spostrzegli, że to ja.
Patrzył, ale nie widział. Wbił mi kolejny sztylet w serce.
     Z bezsilności rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać z bólu jaki mi zadał.
Życie to nie bajka, ale muszę się wziąć się w garść. Spojrzałam na zegarek obok łóżka. 16:45.
Idę go ogródka. Ubrałam się i wyszłam na taras i usiadłam na schodach. Usłyszałam śmiech i krzyk z domu obok. Z domu Malików. Ja już tak nie chcę. Nie chcę go kochać.
Spojrzałam w tamtym kierunku. Zayn, ta dziewczyna i jego rodzeństwo lepili bałwana. Kolejny cios prosto w serce i masa wspomnień.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i je delikatnie uchyliłam.
- Clary...- zapytał.
- Przepraszam. Czego pan chce? - zapytałam z ironią w głosie.
- Clary. Nie wygłupiaj się.
- JA się wygłupiam!? Nie bądź śmieszny. To ty chyba przez DWA LATA udawałeś, że mnie nie znasz. I do tego w tej kawiarni! Wynoś się stąd! - krzyknęłam.
- Ale... - w połowie zdania mu urwałam.
- Nie ma ale. Wyjdź z mojego domu!
- Porozmawiajmy.
- Nie rozmawiam z nieznajomymi. Spieprzaj stąd - powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.

   Zayn ciągle mnie nachodził. Raz wpuściłam go.
- Proszę, daj mi wyjaśnić. - mówił jakby miał zaraz się rozpłakać.
- Co. Co chcesz wyjaśnić? - próbowałam mówić spokojnie.
- Ja chciałem zadzwonić. Nie mogłem, modest kazał mi zerwać kontakty ze starymi znajomymi.
- I ty to zrobiłeś. Nie obchodziły cię moje uczucia?! Zostałam sama! Zostawiłeś mnie, nie mam nawet rodziny! A teraz książę wraca i co?! Na co liczyłeś teraz! Że rzucę ci się w ramiona?! Że powiem jak ja cię kocham?! Że będziemy żyli długo i szczęśliwie?! Jak tak to się przeliczyłeś! - teraz już wydzierałam się na niego.
- Przepraszam....
- Wsadź sobie te przeprosiny w dupę. - odparłam i poszłam usiąść na sofę.
- Clary.... - mówił, a ja udawałam, że go tu nie ma. - Cholera Clary porozmawiaj ze mną!
- Porozmawiałam z tobą. Nie mam już nic do powiedzenia. A teraz łaskawie wyjdź z mojego domu.
- Ale ja mam! - uniósł głos. Podszedł do mnie, złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do kanapy.
- Chcesz poznać prawdę?! Prawda jest taka, że się w tobie zakochałem! Próbowałem zdusić to uczucie i nie komunikować się z tobą. Nie chciałem niszczyć naszej przyjaźni. Ale oczywiście wszystko musiałem zepsuć! Nigdy nikogo tak nie pokochałem jak ciebie! Kocham cię Clary.... Kocham. - skończył mówić. Z jego oczu zaczęły wypływać łzy, z moich też. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- A ta dziewczyna..?
- To moja kuzynka. - szepnął. Przez dobre pół godziny siedzieliśmy w ciszy. Nagle odezwałam się:
- Jaa, ja kocham cię Zayn. - ten nic nie odpowiedział, tylko mnie pocałował. Oddałam pocałunek.

       Te święta spędziłam z rodziną Zayna. Moje marzenie się spełniło. Teraz mieszkam z nim w Londynie. Jeżdżę z nim i jego zespołem w trasy koncertowe. Zayn mi się oświadczył i już nigdy nie zostawił. Wróciłam do poprzedniego wyglądu. Na razie jest pięknie.
**********************************************************************************

Dzisiaj imagin tak na umilenie dnia. Otóż jestem chora i miałam czas. Takie oderwanie od imagina z Louisem. Z kim ma być kolejny imagin?
KA BU JA! Zaskoczyłam was nim??
Nie, ja wcale nie naoglądałam się Niekrytego.... Kocham was♥ Komentujcie♥ xx

środa, 18 grudnia 2013

Twenty Two 'Louis cz.4'

** Pisane przy tym
- Jestem tu... Nie masz się czego bać. - próbował uspokoić dziewczynę. W głowie Louisa panował chaos. Nie umiał wyjaśnić swojego zachowania. Siedział w pokoju wroga i do tego trzymał go w swoich ramionach jak najcenniejszy skarb. Anastasia powoli zamykała zmęczone powieki płaczem. Już po chwili spali w swoich ramionach.
 *********************************************************************************
Godzina; 08:20
Obudziłam się wtulona w Louisa. Louisa.... Chłopak spoglądał na mnie spod wachlarza rzęs. Jego wzrok wypalał we mnie dziurę. Przez chwilę nasz wzrok się spotkał. Poczułam coś dziwnego w brzuchu.
- Hejjj... - powiedział przeciągając literkę "j".
- Cześć... - odpowiedziałam.
- Co ci się wczoraj śniło? - niepewnie zapytał. Zacisnęłam powieki, żeby łzy nie mogły ujrzeć światła dziennego i odpowiedziałam.
- Nie pamiętam... - skłamałam. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy, jeszcze powiedziałby to reszcie.
- Aha. Ja już, no wiesz pójdę. Tak pójdę... - wymamrotał i wstał z mojego łózka. - To.. Do zobaczenia.
- Ta... Do zobaczenia.... - podreptałam do łazienki. Powoli zmywałam wczorajszy makijaż. Nie mogłam bez niego gdzieś się pokazać. Delikatnie mówiąc moja twarz była lekko oszpecona.
 **********************************************************************************
10.05.2013r.
Pokój Anastasi,
Godzina: 22:00
Od tamtego czasu zbliżyliśmy się do siebie z Louisem. Nadal udawał, że mnie nienawidzi albo nie udawał.... Tylko tak było na prawdę. Spotykaliśmy się u mnie w pokoju wieczorem. Ten chłopak bardzo mi się spodobał. Próbowałam zapomnieć o tamtym okropnym dniu. Nie znosiłam czyjegoś dotyku.
 Boje się, że on może boleć tak jak wtedy. Rany już prawie się zagoiły. Zostały małe blizny, takie na pamiątkę. Paulowi powiedziałam, że moja ciocia zachorowała i musiałam wyjechać.
Tego wieczoru także miałam spotkać się z Louisem. Po chwili drzwi do mojego pokoju się uchyliły, a do pomieszczenia wparował szczęśliwy Louis.
- To co robimy? - zapytał.
- Film? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Okej. - poszedł włączyć film. W połowie filmu objął mnie ramieniem. Wzdrygnęłam. Kiedy film dobiegł końca Tomlinson przybliżył się do mnie i złączył nasze usta w pocałunek, który oddałam.
Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się co się dzieję i odepchnęłam od siebie chłopaka.
- Przepraszam, myślałem że czujesz to samo. Dawałaś mi sygnały, które źle odebrałem. - mówił jak najęty i wyszedł z pokoju. Zrozpaczona rzuciłam się na łóżko. To nie miało być tak! Ja... Ja go kocham. Po prostu spanikowałam. Spiepszyłam po całej linii.
 **********************************************************************************
31.05.2013r.
Godzina; 16:17
Hala koncertowa w Londynie
To już dzisiaj. Dzisiaj świat miał się dowiedzieć o nowym członku One Direction.
Boje się cholernie. Zwłaszcza, że Louis bardziej mi uprzykrza życie. Do występu zostały dwie minuty.
Światła, scena, piski.
Zaczęliśmy od nowej piosenki. Później przedstawili mnie fanom i udawali, że kochają mnie bardzo.
Koncert dobiegł końca. Wszyscy zaczęli nam gratulować. Teraz jeszcze rozdanie autografów.
- Hej. Dasz mi swój autograf? - zapytała jakaś dziewczyna.
- Jasne. - podpisałam jej kartkę. W tym całym wydarzeniu jedna dziewczyna bardzo mnie zaintrygowała. Powiedziała: " Dołączyłaś do zespołu, co było dla fanów wielkim zaskoczeniem. Ale muszę przyznać, że masz piękny głos." później jeszcze dodała: " Widzę jak na siebie patrzycie, mam nadzieję, że będziecie razem"
                                                                               ~*~

Przepraszam! Rozdział napisałam dopiero teraz, bo miałam małe problemu w swoim życiu. Ale przysięgam, kolejny imagin dodam szybciej. Tego kilku częściowego imagina jeszcze jedna część. Nie myślałam, że on będzie miał 5 części. Zapraszam do mnie: http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
Liczę na komentarze♥
 A i Vicky. Za objaśnienie Miasta Kości.♥


poniedziałek, 25 listopada 2013

Seventeen 'Niall cz.2'

Obudziłam się z porannymi mdłościami. Wleciałam szybko do toalety i zwymiotowałam. Stanęłam na nogi. W stroju chearlederki zasnęłam. W sumie też w nim idę dzisiaj do szkoły. Wyszłam z łazienki i weszłam do pokoju, gdzie spałam. Siedziała tam [I.T.P.].
- Dziękuje, że mnie przenocowałaś. Nie wiem jak ci się odwdzięcze - uśmiechnęłam się do niej. - Spokojnie, dzisiaj po lekcjach znajdę sobie kogoś, kto mnie przenocuję, więc nie będę robiła kłopotu - powiedziałam.
- Przestań, rozmawiałam z rodzicami. Możesz tu zamieszkać - powiedziała.
Popłakałam się ze szczęścia i przytuliłam ją mocno.
- Dziękuje, bardzo ci dziękuje - szepnęłam zapłakana.
- Nie ma za co - powiedziała. - A co z drużyną? - zaptała wskazując na mój strój.
- Nie wiem. Pewnie jak trenerka McHouse się dowie to mnie wywali - powiedziałam. - Nic mi wtedy nie zostanie - załamał mi się głos.
- Masz mnie - powiedziała. - A co z ojcem dziecka? - zapytała.
- Przyjeżdża dzisiaj, ale my jesteśmy przyjaciółmi. Wtedy byliśmy pijani. Ja nawet tego nie pamiętam - zaczęłam na nowo płakać. - Powiem mu, że to mojego byłego - powiedziałam.
- A jak powie, że powinnaś jakieś alimenty czy coś? - zapytała.
- To, to powiem, że wyjechał gdzieś do europy, bo zamieszkał u ojca. Nie pamiętam jego numeru telefonu, a nazwisko zmienił, bo miał matki - powiedziałam.
- Jednak jesteś inteligentna - zwróciła się do mnie.
- A co tam u ciebie? - zapytałam.
- Jestem przwodniczącą kółka chemicznego i wolontariuszką - uśmiechnęła się. - Chodź zrobię śniadanie, a potem pójdziemy do szkoły - powiedziała.
Poszłyśmy do kuchni. Zrobiła nam śniadanie. Potem pomalowałam się i uczesałam. Ruszyłyśmy do szkoły. Przed wejściem na teren [I.T.P.] zaczęła :
- Wejdę pierwsza, żeby nie wyszło, że weszłyśmy razem - powiedziała.
- Nie! - zaprzeczyłam. Idziemy razem. Od dzisiaj koniec z przynależnościami! - powiedziałam i poszłam z nią do szkoły.
Weszłyśmy do środka.
- Hej - zaczęli wszyscy po kokei mi mówić.
- Idę do koleżanki - powiedziała.
- Idę z tobą - uśmiechnęłam się.
- Idź do swoich. Uwierz mi, nie obraże się o to - powiedziała i odeszła.
Poszłam do szafki. Wypakowałam z niej książki, a przy mnie pojawiła się Jordan. Blomdynka, wysoka i głupia.
- Tay zerwał z Madison - powiedziała. - A w ogóle to czemu nie odbierasz telefonu? - zapytała.
- Byłam zajęta - stwierdziłam.
- Aha. Idziemy na...
- Historie - dokończyłam za nią.
Po drodze do sali dołączył do nas Tom, kapitan drużyny footbalowej.
Lekcje minęły dosyć szybko. Na treningu też źle nie było, ale podczas salta zasłabłam i upadłam. Ale żyje. [I.T.P.] czekała na mnie za terenem szkoły.
- Moja mama po nas przyjechała - powiedziała.
Poszłyśmy razem. Usiadłyśmy we dwie z tyłu.
- Dzień Dobry - powiedziałam.
- Cześć. [T.I.] umówiłam cię na zaraz do ginekologa. Podwiozę ciebie i [I.T.P.], a wy wrócicie same.
- Bardzo pani dziękuje. Znajdę pracę i oddam pani te pieniądze - powiedziałam.
- Nie ma mowy. Jesteś teraz pod moją opieką - powiedziała. - A teraz wysiadać. Jesteście pod kliniką.
Poszłyśmy do lekarza. Wyszłam z niego i niestety potwierdziły się moje przypuszczenia. Jestem w 3 tygodniu ciąży. Postanowiłam pójść z [I.T.P.] do ciastkarni. Kiedy tam siedziałyśmy dostałaqm sms-a od Niall'a.
'Jestem już w hotelu. Gdzie się spotykamy? '
'Za 30 minut w parku, gdzie się spotkaliśmy.'
- Przepraszam, że cię zostawiam, ale idę spotkać się z Niall'em - powiedziałam biorącą bejsbolówke i nałożyłam ją na siebie.
[I.T.P.] poszła do domu, a ja udałam się do parku. Co maam mu powiedzieć? Dobra, powiem tak jak mówiłam [I.T.P.]. Tak będzie dobrze. Doszłam do parku, a tam jego nie było. Spóźni się. Znam jego i to dobrze. Wyjęłam ze szkolnego plecaka batona, bo zgłodniałam. Po chwili dosiadł się Niall.
- Daj gryza - powiedział.
- A może: O hej, co tam u ciebie słychać?
- Ale jestem głodny - powiedział.
- O patrz, ja też - uśmiechnęłam się.
- Mówiłem ci już, że ładnie wyglądasz w stroju chealrederki? - zapytał.
- TAK! Ze sto razy, ale lubię to słyszeć - zaśmiałam się.
- Wolę jak masz rozpuszczone włosy, ale już nie będę się czepiać do tej kitki - powiedział.
-No niestety - uśmiechnęłam się do niego. - To co robimy? - zapytałam.
- Kino?
- Nie mam kasy - stwierdziłam.
- Zapłacę - powiedział.
- Nie - odpowiedziałam.
- Impreza? - spytał.
- Nie piję - stwierdziłam.
-Czemu?
- Bo nie, Niall nie wtrącaj się!
- O wszystkim mi mówiłaś - szepnął. - To chodźmy do ciebie.
- Mieszkam u koleżanki, rodzice wywalili mnie z domu - szepnęłam.
- O boże, [T.I.] czemu mi nie powiedziałaś?! - zapytał oburzony. - Dlaczego cię wywalili?
- Nie ważne - szepnęłam.
- Ja widzę, że coś się dzieje, powiedz mi! - powiedział.
- Ale nie tu.
- Chodźmy do mojego hotelu - powiedział,
- Będą plotki - stwierdziłam.
- Chrzanić plotki! Do hotelu - zaśmiał się.
Przez całą drogę układałam całą wypowiedź, ale kiedy weszliśmy do wynajętego przez noego aprtamemtu to zapomniałam.
-A więc... - zapyał.
- Przespałam się z moim byłym, kiedy byliśmy razem. On wyjechał gdzieś do europy i zmienił nazwisko, a ja zaszłam z nim w ciążę - powiedziałam szybko.
- C-co? - zapytał z otwartymi szeroko oczyma.
Spojrzałam się na niego i zaczęłam płakać. Poczułam jak mnie przytula.
- Za to cię wywalili z domu? - zapytał, a ja pokiwałam głową. - Wprowadź się do mnie do Londynu. Pomogę ci - powiedział.
- Muszę dobrnąć do zakończenia szkoły, a potem zamieszkam w domu samotnej matki - stwierdziłam.
- Nie pozwole ci na to. Do szkoły będziesz chodziła, aż brzuch nie będzie duży. A potem... a potem zamieszkasz u mnie - powiedział.


__________________


Hej miśki!\
Pozmieniała mi się data zgrupowania i już od 3 dni na nim jestem.
Nie wiem jak z dalszymi częściami i kiedy będą, ale spróbuję je dodać za 2/3 dni.

Całuję, Marcela <3


niedziela, 3 listopada 2013

Twelve 'Niall cz.1'

30.11.2012r.

Nienawidze tej szkoły! Każdy ma swoją przynależność! Jestem cherladeka i nie jest to swietne. Tu w Nowym Jorku oceniają cię po twoim stopniu popularności. Tak też z jakieś 99% mojej szkoły uważa, że jestem głupia. Zawsze spoko! Jutro moje urodziny. Idę na koncert 'One Direction'. Jetem ich fanką, ale wie o tym tyłko moja rodzina.

1.12.2012r.

Koncert był świetny! Miałam bilety na M&G. Zdjęcie jest cudowne. Nawet udało mi się z nimi chwile porozmawiać. Na koncercie poznałam wiele fanek. Czułam się jak ja, a nie ktoś kogo udaję w szkole.

6.12.2012r.

Możecie nie wierzyć, ale spotkałam Niall'a! Tak jego! Mają tu jeszcze koncerty! Umówiłam się z nim na kawę. Jestem szczęśliwa!

27.01.2013r.

Można powiedzieć, że jesteśmy z Niall'em przyjaciółmi. Dzwoni do mnie cały czas i rozmwiamy. Niestety on mieszka w Londynie. Troche daleko.

14.02.2013r. (rzeczywistość)

Nie wierze! Nie! Ja nie mogę, nie teraz!
Właśnie siedziałam w łazience i płakałam. Przespałam się z Niallem pod koniec stycznia i... jestem w ciąży! A on jutro przyjeżdża! Ja tak nie chcę. Zeszłam na dól do salonu, gdzie wszyscy oglądali TV. Czyli moje siostry młodsze: Rebeka (5), Louise (12), starsze: Diana (20), Miranda (24), bracia młodsi Luke (2), starsi Jake (21). Stanęłam tak i zastanawiałam się co mam powiedzieć im. Nie wiedziałam. Jak gdyby nigdy nic, siedziałam i oglądałam z nimi.
- Kochanie co się stało? - zapytała mama.
- Jestem w ciąży - wydusiłam z siebie.
Spojrzałam na nich, a tat wstał.
- Masz 30 minut na spakowanie się i wyprowadzenie - powiedział stanowczo.
- Ale tato - wstałam zapłakana.
- Kończy ci się czas - powiedział.
Zryczana wbiegłam do pokoju. Wzięłam walizkę i wrzuciłm tam jak najwięcej ciuchów.Zabrałam telefon i zeszłam na dół. Wszyscy tak stali i się gapili.
- Nikt z was nie potrafi się postawić! Nikt - krzyknęłam i wybiegłam.
Nie wiedziałam, gdzie miałam się podziać. Nie mam prawdziwej przyjaciółki, przyjaciela. Chociaż... Jak byłm młodsza przyjaźniłam się z [I.T.P.], ale kiedy wstąpiłam do drużyny olałam ją. Dobra, nie zaszkodzi spróbować, jeśli zatrzaśnie mi drzwi przed nosem nie zdziwie się.
Udałam się do jej domu. Droga zajęła mi okolo 2 godzin. Zadzwoniłam dzwonkiem cała zalana łzami. Otworzyła mi [I.T.P.].
- Hej, bo ja... znaczy się... chciałam... ja... ja... - jąkałam się jak nigdy. - Już nic, przepraszam, że zajęłam ci czas - odwróciłam się i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia z podwórka.
- Stój - usłyszałam z sobą.
Odwrociłam się, a [I.T.P.] mnie przytuliła. Objęłam ją. Zaczęłam głośniej płakać.
- Chodź - poszłam za nią wioząc za sobą walizkę.
Weszłam do domu.
- Moich rodziców nie ma. Będą dopiero jutro - powiedziała. - Herbaty, kawy, ciasta?
- Nie, dziękuje - powiedziałam stojąc w salonie.
Spojrzała się na mnie na mój strój. No tak, dzisiaj piątek, a w szkole nosze spódniczkę i buzke cherleaderek.
- Chodź do mojego pokoju. Powiesz mi wszystko.
Udałam się tam z nią. Usiadł na łóżku, a ja usiadłam na krześle.
- Bo.. bo ja - miałam łzy w oczach. - Ja jestem... jestem w.. w c-ciąży - powiedziałam zapłakana.
- O mój boże! - prawie krzyknęła. - Chodź tu - podeszłam do niej i się w nią wtuliłam.
- Powiedziałam rodzicom, a tata dał mi 30 minut na wyprowadzenie się - załmałam głos nanostatnich słowach.
- Ci.. - uspakajała mnie. - Możesz u mnie zamieszkać. A kto jest ojcem? - zapytała.
- Niall Horan, mój przyjaciel.
Spojrzała na mnie wielkimi oczyma. Po chwili znowu mnie przytuliła, a ja zasnęłam.

___________________

Hej wam!
Oto pierwsza część! A może ich być z 4. Jeszcze zobaczę.
Jak wam się podoba teledysk 'Story Of My Life'? Ja go kocham!
Najcudowniejsza jest scena Lou z dziadkami. Popłakałam się przy tym.

Ah ta szkoła. Daje popalić.
Codzienne kartkówki z polskiego i co lekcyjny z historii i chemii mnie dobijają. Do tego muszę poprawić sprawdzian z fizyki, bo dostałam 3. Mam nadzieję, że napisze na 5!!!

Zapraszam na:

your-sooong.blogspot.com

Liczę, że zajrzycie i pozostawicie komentarze!!!

sobota, 2 listopada 2013

eleven 'Harry' cz.2'

  Jestem na oddziale śmierci
Wpatrywałam się w swoje odbicie. Nie potrafiłam w nim dostrzec już tej uśmiechniętej dziewczyny Widziałam w nim bladą dziewczynę, która była zmuszona nosić chustkę z powodu braku włosów. Jestem w trakcie leczenia, w prywatnej klinice, w Londynie. Jak leki zadziałają, to będzie możliwy przeszczep szpiku, a jeśli nie... to odejdę, odejdę z tego świata. Najwyraźniej Bóg będzie chciał mnie tam do góry.
 A co do Harrego, no właśnie... nie widziałam go już rok. Z gazet wyczytałam, że miał depresję, teraz podobno jest już lepiej. Męczył moich rodziców pół roku, a oni wmawiali mu, że nie wiedzą gdzie jestem.
  Z moich myśli wyrwało mnie stukanie w drzwi. Powoli wyszłam z szpitalnej toalety i udałam się do mojej sali, którą dzielę z bardzo tajemniczą dziewczyną. Ona też jest w trakcie leczenia. Ona umie przyjąć do wiadomości, że nic jej nie uratuje, ale ja nie... ciągle się łudzę, że będę żyła normalnie. Że wrócę do tamtych czasów, za których byłam z Harrym. Ale to nie prawda. Nic nie może wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić. I ja straciłam. Jestem wyprana z uczuć. Rodzice i i.t.p przychodzą codziennie, to już się robi nudne. Pocieszają mnie. Ale ja tego nie chcę. ,, Nie martw się, wyzdrowiejesz, wszystko będzie dobrze" 
Znam ten tekst na pamięć. Zanim się obejrzałam byłam w ,, moim pokoju". Moja towarzyszka siedziała na łóżku i coś szkicowała.- Mogę zobaczyć? - zapytałam niepewnie. - Yyyy.. tak... - odparła.
Na rysunku były dwie osoby. Jedna stała naprzeciwko drugiej. Dziwne...
- Ładnie rysujesz. - powiedziałam zmieszana na co ona prychnęła. Alice jest strasznie tajemniczą dziewczyną. Praktycznie nic o niej nie wiem. Po chili do sali weszła pani doktor.
- Dzień dobry. T.i za pół godziny masz badania, a ty Alice teraz. - powiedziała. - Yhym..- mruknęła ponuro.
Wyciągnęłam z mojej szafki album ze zdjęciami. Przeczytałam wielki napis "memories" (wspomnienia). Przewróciłam kartki na pierwszą stronę. Na zdjęciu byłam ja i Harry przy barze plażowym. Zdjęcie zostało zrobione przy naszym pierwszym spotkaniu. Obróciłam pamiątkę na drugą stronę i przeczytałam napis " I love you forever Harry xx". Moje oczy się zaszkliły. Przewróciłam na następną stronę i tak ciągle. Z moich oczu zaczęła wypływać rzeka łez, której nie umiałam zatrzymać. Przytuliłam album do siebie. Nie zauważyłam, że ktoś stanął w drzwiach. - T.i... Nie płacz... Musisz być silna. - Na te słowa płacz przerodził się w szloch. - Nie chcę! Wyjdź stąd... Mam dość tego, że ktoś ciągle mnie pociesza! - krzyknęłam. Nie usłyszałam odpowiedzi na moje słowa, tylko i.t.p przytuliła mnie. Tym jednym gestem moje samopoczucie znacznie wzrosło.
Korytarz szpitalny
godzinia; 23.46
Chodziłam smętnie po korytarzach szpitalnych. Wpatrywałam się w okna i gwiazdy. Zazdrościłam tym co mają życie jak z bajki. Miłość, zdrowie i rodzinę. To wystarczyłoby mi. Nie potrzebuję bogactw jak to ujęli przyjaciele Harrego. Nie t.i to zamknięty temat. Trzeba żyć dalej. Nie można patrzeć w tył, bo całe życie nam przed oczami przemknie. Wczoraj to historia, a jutro to tajemnica. Czyli ja żyję historią. 
- Pani t.i. Co pani tutaj robi o tak późnej porze? - zapytała oburzona pielęgniarka. - Nie umiem spać. - mruknęłam zmieszana. - Niech pani wraca do łóżka. - powiedziała siostra na odchodne i poszła dalej. Ona poszła, a ja zostałam.
Następny dzień
godzina; 12.34 
 - Mam dobre wiadomości t.i! - powiedziała wesoła doktor. - Z badań wynika, że lek się sprawdza i już za niedługo będziesz miała przeszczep. - dodała. - O... naprawdę? - zapytałam z niedowierzaniem. - Tak t.i! Powiadomić rodziców? - zapytała. - Jeśli to nie problem... - Lekarka, tylko przytaknęła i wyszła z sali. To było dla mnie zaskoczenie. Pierwszy raz od dawna się uśmiechnęłam. 
Tydzień później
godziny poranne
Narracja 3 osobowa
Na sali operacyjnej panował nieład. Ciągle pracownicy szpitala wchodzili i wychodzili z sali. Pojawiały się komplikacje. - Co ty robisz?! Nie tak nie można, to byłoby niebezpieczne. - mówił podniesionym tonem lekarz prowadzący. - Szybko, potrzeba więcej krwi! - dodał po chwili. 
Rodzina nie umiała się doczekać końca operacji. Tata chodził w kółko na korytarzu, zaś rodzicielka siedziała na krześle z twarzą schowaną w dłoniach. Czas leciał, a operacja nie dobiegała końca.
Po chwili z sali wyszedł przygnębiony lekarz, można było się spodziewać najgorszego. - T.i jest w śpiączce. Nie wiadomo czy się wybudzi, trzeba mieć nadzieję. - Powiedziała pani Wangraff. - Ale jak to?! Operacja miała odbyć się bez żadnych kąplikacji! - Krzyknął zrozpaczony t.n. - i.t uspokój się! - Krzyknęła jej mama. - Zrobiliśmy co w naszej mocy. Pozostaje wierzyć, że z tego wyjdzie. 
 tydzień później
t.i
Obudziłam się w białej sali. Przy moim łóżku siedziała moja mama. - T.i!! Zawołam lekarza! - Powiedziała piskliwym głosikiem. 
Rok później
Powoli odrastały mi włosy. Nadal nie powróciły do poprzedniego stanu, ale było już lepiej. Teraz mieszkam w L.A i mam tam przyjaciela, który jest gejem. Właśnie szłam brzegiem plaży. Miałam przymknięte oczy więc nic nie widziałam. Poczułam jak upadam. - Ojej!! Przepraszam! Nie zauważyłem cie! - powiedział chłopak i chciał już kontynuować kiedy zaniemówił. - t.i.. To naprawdę ty... czemu odeszłaś? 
- Harry... Chodźmy do mnie to ci wszystko opowiem. 
Poszliśmy do mnie, a ja opowiedziałam mu wszystko. Stwierdziłam, że należą mu się wyjaśnienia. 
- Nie wiem co powiedzieć. Ja cię dalej kocham. Tego jestem pewien. Przez cały ten czas byłem w kropce. Nie wiedziałem czemu mnie zostawiłaś. - Powiedział. - Kocham Cię Harry!



KONIEC!
Zakończenie miało być inne. Ale wolałam happy end. Drugiej części Liama nie będzie. Wole coś innego napisać. Liczę na komentarze, nie koniecznie pozytywne. W tekście mogą być błędy.






piątek, 1 listopada 2013

Ten 'Liam'

Zadowolona wyszłam z wanny. Podeszłam do półki na, której leżał mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Dostałam wiadomość. Przebrałam się w ciuchy wybrane na randkę i sprawdziłam skrzynkę. Od [Imię chłopaka.]. Ucieszyłam się. Pewnie chce zmienić miejsce randki na romantyczniejsze. Odblokowałam telefon i kliknęłam na obrazek koperty.
"Nie chcę już z tobą być. Wiem, że mnie zdradziłaś. Z moim własnym przyjacielem. Nie wiem jak mogliście mi to zrobić. Myślałem, że mnie kochasz. Z nami koniec."
Po przeczytaniu tego telefon wypadł mi z ręki. Jak to ? Przecież go nie zdradziłam. Nigdy się nad sobą nie użalałam, więc wzięłam torebkę pod rękę i kłapnęłam drzwiami. Biegłam przez ulicę. Kilka razy prawie mnie potrąciła samochód. Gdy dotarłam do jego domu zaczęłam walić w drzwi. Nikt nie otwierał. Przebiegłam na tył domu, tam były drzwi, których nigdy nie zamykał. Wpadłam przez nie do środka, wbiegłam po schodach i z hukiem otworzyłam drzwi do jego sypialni. W środku zastałam chłopaka ze swoją przyjaciółką ... w łóżku. Nie mogłam w to uwierzyć.
-I to niby ja ciebie zdradziłam ? - krzyknęłam i wybiegłam z domu. 
Chodziłam po okolicy dobrą godzinę gdy zaszłam do kiosku. Nigdy nie paliłam i nie miałam zamiaru zacząć, kupiłam ... żyletkę. Wróciłam do domu i napuściłam wody do wanny. Nie ściągając ciuchów położyłam się w niej. Nigdy nie cięłam się ale niejedna osoba mówiła, że to pomaga. Nie chciałam podciąć sobie żył tylko poczuć ból, który zagłuszy ten w sercu. Pierwsze cięcia trochę mnie piekły ale następne były już lepsze. Gdy skończyłam obie ręce były w czerwonych kreskach. Żałowałam tego ale przynajmniej osiągnęłam cel. Wysuszyłam się i ubrałam w piżamę. Zauważyłam, że jest już dobrze po północy. Zasnęłam z bandażami na rękach. Minęły dwa tygodnie. Nie cięłam się więcej ale blizny zostały. Pewnego popołudnia zadzwoniła do mnie przyjaciółka, która wiedziała o wszystkim.
-Hej [T.I.] !
-No cześć [I.T.P.]
-Słuchaj mam wolny bilet na dziś na 20 na One Direction. Idziesz ?
-Jasne !
-Dobra, to przyjadę po ciebie o 19. Pa !
-Pa - pożegnałam się.
Zajrzałam do szafy. Musiałam ubrać coś przewiewnego ale żeby zakrywało mi ręce. Nałożyłam jensową koszulę i krótkie jensowe shorty. Na rękę założyłam bransoletkę. Gdy zrobiłam makijarz przyjechała [I.T.P.].
-I jak ? Gotowa na koncert ? - powitała mnie.
-Jasne.
Dojechałyśmy pół godziny przed koncertem ale ledwo co się dopchałyśmy. Rozpychałyśmy się ramionami i w taki sposób dotarłyśmy aż do barierek. Za nimi było jeszcze ze dwa metry od sceny gdyby chłopakom zachciało się podchodzić do fanek i psychofanek. Koncert trwał 2 i pół godziny, na chwilę podszedł do mnie Payn. Nigdy nie byłyśmy z [I.P.] directionerkami ale bardzo podobały nam się ich głosy, a ja byłam wniebowzięta w tamtym momencie. Po koncercie, gdy chłopcy dziękowali za przybycie itp. Liam wbiegł za scenę i wrócił z dwiema kartkami papieru i długopisem, nabazgrał coś na obu. Jedną, podniósł do góry i krzyknął "We love you", czyli to co było na niej napisane. Później złożył kartkę w samolocik i rzucił w tłum. Osobą, która złapała ten prezencik była moja przyjaciółka. Szybko schowała ją do torebki żeby żadna powalona fanka jej nie zabrała. Chłopcy zeszli ze sceny i rozdawali autografy. Znów Daddy do mnie podszedł. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Nie zauważyłam, że rękaw ci się podwinął ale on to zobaczył. Szybko zasłoniłam nadgarstek, a Liam ukradkiem włożył mi drugą kartkę do kieszeni. Gdy wróciłyśmy do domu [I.P.] została u mnie. Wieczorem gdy ty oglądałam "Jak poznałem waszą matkę"  tmoja przyjaciółka przeglądała Twittera.
-[T.I.] !!
-Co chcesz ?
-Chodź .
-Ale co chcesz ?
-Ktoś coś twittną.
Niechętnie podniosłam się z wygodnego łóżka i podeszłam do laptopa przyjaciółki. Spojrzałam na ekran.
Liam Payne ;
"Chciałbym poprosić pewną śliczną dziewczynę, która była dzisiaj na naszym koncercie, ubrana w jeansową koszulę. Nie tnij się, kochanie. Nie wiem o co chodziło ale nie rób tego. Twój Liam <3"
-Kiedy on to napisał ? - chciałam wiedzieć.
-Ze dwie minuty temu.
Kolejne ćwirknięcie, kolejny post.
"Jeżeli to przeczytałaś, zajrzyj do kieszeni spodenek".
Pobiegłam szybko do łazienki gdzie zostawiłam ciuchy. Z szortów wyciągnęłam lekko zmiętą kartkę.
-Usunął ostatni post. [T.I.] ? O co chodzi ?
-Już o nic.
Na kartce napisane było ; "Nie rób sobie krzywdy. Nawet nie wiesz jak to boli twoich najbliższych. Nigdy tego nie robiłem ale wiem ile przykrości to sprawia. Jesteś zbyt piękna żeby to robić. Zadzwoń xoxo Liam"
Nie mogłam w to uwierzyć. Wybrałam szybko numer zapisany na kartce. Odebrał po pierwszym sygnale.
-Hej !
-Cześć - przywitałam się.
-Ty jesteś tą dziewczyną ?
-Nooo tak.
-Słuchaj daleko mieszkasz od parku St. James ?
-Nie.
-To przyjdź tam za dwadzieścia minut.
-Dobrze.
-I ... albo nie. Do zobaczenia.
Wyszłam z łazienki, rzuciłam się na szafę i wybrałam ciuchy. Nie chciałam się stroić ale wyglądać ładnie. Pobiegłam na wyznaczone miejsce. Liam czekał tam na mnie.
-Hej - przywitałam się. - Jestem [T.I.]
-Masz śliczne imię. Dlaczego się pocięłaś ?
Opowiedziałam mu historię byłego chłopaka, który zerwał ze mną przez SMS-a i zdradził z koleżanką.
-Ale to nie jest powód. Obiecaj mi, że nigdy tego nie zrobisz.
-Obiecuję.
-Ale ja muszę mieć inne zapieczętowanie umowy - przysunął się do mnie i pocałował.

Spotkaliśmy się jeszcze wiele razy aż w końcu Liam poprosił mnie o zostanie jego dziewczyną. Tamtą kartkę oprawiłam w ramkę i postawiłam przy łóżku. Nigdy więcej już się nie cięłam. Nie chciałam sprawiać przykrości moim bliskim. A zwłaszcza jednej. Najważniejszej.


Wiem, że jest smutny ale mam nadzieję, że podoba wam się zakończenie. Pewnie myślicie skąd mam takie dziwne niektóre pomysły na imaginy. Jeżeli macie pytania to śmiało ;)

wtorek, 29 października 2013

Eight 'Harry'

Moglyscie juz kiedys czytac, bo pojawil sie na moim blogu...
NIE SKOPIOWALAM GO!!!


Dlaczego bycie doroslym jest takie trudne i beznadziejne? Jak bylam mala chcialam byc nastolatka, a kiedy nia zostalam chcialam byc pelnoletnia, a potem zalozyc rodzine. No, ale nie wyszlo tak cudownie. Teraz mam 26 lat i problemy.

2012

Siedzialam nad morzem. Wpatrywalam sie w nie i myslalam nad wszystkim. Mam 17 lat i same problemy. Rodzicow nie mam. Zgineli koedy mialam 6 lat. Wychowywala mnie babcia, ale zmarla rok temu, dokladnie rok. Nie mam juz niekogo bliskiego. Za sprawa sadu moge mieszkac sama. Nie jest to latwe. W dodtku kiedy zmieniasz miejsce zamieszkania i w dodatku na nieznane ci miejsce. A dokladniej Anglia. Nienawidze tego kraju. Pada caly rok. Wiekszosc ludzi jest falszywa - o czym sie przekonalam. Ja jestem samotnikiem. Trudno mi nabrc zaufanie do drugiej osoby. Niektorzy probowali - polegli. 
Moje nogi delikatnie pokrywaja co chwile nadchodzace lekkie fale. A mianowicie jestem na Majorce. Zfundowalam sobie wakacje. A jak mialam na to pieniadze? Powiedzmy tak : nie jestem rozrzutna i kiedy dostalam spadek po rodzicach i babci nadal mi on zostal. 
No wiec siedze sobie o 3 w nocy nad morzem. Ubrana w  zwykle szre szort i koszulke. Wlosy rozpuszczone wialy czasami pod wplywem delikatnego wiatru.
- Co taka ladna dziewczyna w taka cudowna noc robi tutaj sama - uslyszalam, a wiec sie odwrocilam.
Nade mna stal wysoki szatyn. Loki opadaly mu na czolo. Ubrany w krotkie spodnie i niebieski T-shirt. Spojrzal na mnie z usmiechem. Usiadl obok mnie i wpatrywal sie w morze. Ja lustrowalam kazdy element jego ciala.
- Cudownie tu prawda? - zapytal kladac sie na piasku i spogladajac w gwiazdy. - Zeby tak cieplo bylo w Londynie - westchnal.
Usiadlam po turecko i nadal spogladalam na niego. Po dluzszej ciszy spojrzal sie na mnie i usiadl. Swoje oczy wlepil wprost w moje. 
- Jestem Harry - wycignal do mnie dlon.
Nie pewnie, ale ja ujelam i uscisnelam dodajac delikatny usmiech.
- [T.I.] - powiedzialam niepewnie.
- Skad jestes? - zadal kolejne pytanie.
- Z Londynu - powiedzialam.
- Miesz inny akcent - zauwazyl, a ja sie usmiechnelam.
- Tak, bo jestem z Polski. W Anglii mieszkam nie caly rok - wytlumaczylam mu.

Pamietam to jakby bylo wczoraj. Te niesmiale rozmowy. Wspolny powrot do Londynu i poczatki znajomosci. Takiej cudownej przyjazni damsko-meskiej. No, ale ponoc taka nie istnieje. Tak, tez bylo w moim przypadku.

2013

Siedzialam w domu pilac kakao. Zegarek wskazywal 22.30. Siedzialam na parapeci i spogladalam na panujaca ulewe na dworze. W ten rok pojelam, ze deszcz to cos cudownego. Nie jest mi podczas niego smutn, lecz jestem wesola. Le nie dzisiaj. Dlaczego? Harry dowiedzial sie, ze nie jest dla mnie tylko przyjacielem, ale czuje cos do niego. A jak sie dowiedzial? Przeczytal przez 'przypadek' moj pamietnik. Spytal sie czy to prawda, a ja pokiwalam tylko glowa. Wyszedl - zostawiajac mnie sama.
Ja jednak nigdy nie doznam szczescia. Kiedy sie pojawilo nagle zniknelo. To nie fair. Ale kto powiedzial, ze zycie jest sprawiedliwe? No wlasnie. Chociaz powinnismy doceniac to...
Uslyszalam pukanie do drzwi. Zdziwiona i z lekka wystraszona wyszlam z pokoju i udalam sie w kierunku drzwi. Powoli je otworzylam i ujrzalam Harrego. To ja chyba poprsze, zeby zamiast niego stal tu seryjny morderca.
- Moge wejsc? - zapytal i spojrzal sie na mnie i troche sie wystraszyl.
Wiem, ze zle wygladam, ale bez przesady. No nie wazne. Wpuscilam go. Wszedl i zdjal kurtke oraz buty. Co za maniery - nigdy tego nie robil. Stanal przede mna i spojrzal mi w oczy. W doslownie sekundzie poczulam jego usta na swoich. Bylam zszokowna, ale kiedyoprzytomnialam i zrozumialam co sie dzieje objelam go i oddalam mu ten pocalunek.

To bylo cudowne przezycie, ale.... pierwsza milosc sie skonczyla, tak szybko jak sie zczela, a dokladniej w rok.

2014

- To koniec - powiedzialam.
- Co? Dlczego?! - zaczal krzyczec.
- Dlatego, ze nie mam sily rozumiesz? Nie mamy dla siebie czasu. Milego zycia - powiedzialam i wyszlam z domu wraz z wlizkami.
Jedyne moejsce gdzie chcialam sie wtedy udac to... L.A. i tk sie stalo. Wylecialam tam tego samego dnia.

Czasami wspomnienia wracaja, a chyba powinnam sie juz opamietac. Minelo 7 lat. To duzo prawda? Mozna ulozyc sobie zycie, isc na studia, pracowac, miec rodzine i ZAPOMNIEC! Ale ja noe moge zapomniec, bo jest blisko, bardzo blisko mnie. Znaczy sie jego czesc.
Tak wlasnie mowie o Megan - mojej 6 letniej corce. Jak i corce Harrego. Co tu duzo mowic. Wpadka. Chyba wystarczy. Meg jes wysoka jak na swoj wiek. Ma brazowe wlosy, krecone, siegajace jej do pasa. Oczy ma koloru zielonego. Doleczki w policzkach,a cienkie malinowe usta i jasna cere po mnie. Jak na swoj wiek jest bardzo madra dziewczunka. Wie, dlaczego nie zna swojego taty. Po co mam to przed nia ukrywac.Mieszkamy caly czas w slonecznym Los Angeles. Meg nie chodzi jeszcze do szkoly, ale umie juz czytac, pisac i malowac. Ale gdybyscie uslyszeli jak spiewa jest to po prostu aniol. Nikt nie rowna sie jej.
- Mamooo - uslyszalam jej glos.
Zamknelam album ze zdjeciami s pojrzalam sie na nia.
- Co tym razem? - spytalam sie smiejac.
- Pojdziemy na spacer? - zapytala.
- Kochanie jest godzina 9 wieczorem - zauwazylam.
- Ale jest jasno. Chodzmy - chwycila mnie za reke.
Megan byla ubrana w czarne rurki, biale conversy i biala koszulke. Mala, a zna sie na modzie. Przeklenstwo! Skad biore na to pieniadze? Pisze rozne wypracowania, listy itp. roznym waznym ludziom. Jest za ro niezla kasa.
Wyszlysmy z domu i poszlysmy w strone parku. Mala caly czas spiewala mi piosenki, krecila ie w kolko i wydurniala. Az czlowiek sie usmiecha, gdy patrzy na nia. Wkoncu grzecznie stanela obok mnie i szlysmy w rownym tempie.
- Mamooo
- Slucham cie - powiedzialam.
- Dlaczego mieszkamy tutaj, a nie gdzie indziej? - zapytala.
- Tak wypadlo, a cos sie stalo? - spytalam.
- Nie. Chcialam wiedziec - usmiechnela sie i szlysmy dalej.
- Mamooo...
- Dasz rade byc cicho? - spytalam.
- Nie - odpowiedziala i sie zaczela smiac.
- Ja cie dorwe - powiedzialam, a ona zaczela uciekac.
Zlapalam ja i usiadlysmy na lawce obok jakiego mezczyzny. Megan siedzila blizej niego.
- Mamooo...
- To sie zle zapowiada, ale mow - stwierdzilam.
- Pojedziemy gdzies? Gdzies daleko na kilka dni - poprosila.
- Co? Megan, ale gdzie? - zapytalam.
- Ja nie wiem. Dalam tylko pomysl - powiedziala.
- Gdybys nie byla taka urocza - westchnelam.
- Mamooo...
- Slusze to dzisiaj po raz setny, co tym razem - zapytalam.
- A nic - powiedziala. - A moze jednak?
- Boze, daj mi zdrowia - powiedzialam, a ten mezczyzna zaczal sie smiac.
Spojrzalam na niego, ale nie byl za bardzo widoczny.
- Mamo masz chusteczke? - zapytala.
- Nie mam - powiedzialam.
Mezczyzna wyjal z kieszeni paczke i podal chusteczke Megan.
- Bardzo panu dziekuje - powiedziala.
- Nie ma za co. Ile masz lat? - zapytal sie jej.
- 6 - odpowiedziala.
Siedzialam tak i kojarzylam ten glos, tylko skad?
- Jak ma pan na imie? - zapytala.
- Harry - powiedzial.
I wtedy wszystko znowu wrocilo tylko ze zdwojona sila.
- Megan, idziemy do domu. Jutro pojedziemy gdzies na wycieczke - powiedzialam.
- Yeah!!! Do widzenia - zwrocila sie do niego, a my szlysmy w strone domu.

Megan usiadla przed telewizorem, a ja usiadlam w kuchni. Nie na dlugo. Uslyszalam dzwonek do drzwi. Poszlam otworzyc, ale widok, ktory ujrzalam mnie zamurowal.
- Jednak cie znalazlem - powiedzial usmiechajac sie.
- Czego ty chcesz?! - zapytalam.
- Glupi nie jestem tak? Wiem, ze to moje dziecko - powiedzial.
- Skad pewnosc? - zapytalam.
- Serio? Serio [T.I.]. Uwazasz mnie za idiote? - spytal.
- Wejdz, ale badz cicho, bo oglada bajki - powiedzialam.
Zaprowadzilam go do kuchni. Zrobilam szybko herbate i usiadlam na przeciwko niego.
- A wiec co chcesz? - zapytalam.
- Wrocic do ciebie i wuchowywac wlasne dziecko - powiedzial.
- Uwzasz, ze to takie latwe? Czowieku minelo 7 lat! Jak ty sobie to wyobrazasz? - zapytalam.
- Ja - zacial sie. - Masz racje. Nawet nie nadaje sie na ojca, bo przec...
- Tata? - usyszalam glos Megan. Stanela blizej stolu i spojrzala na nasz dwojke.
Podczas ciszy wdrapala sie na krzeslo i oparla rece na stole.
- Czekam na wyjasnienia - powiedziala i jednoczesnie sie zasmiala.
- Mala i wredna, ale tez inteligentna - powiedzialam.
- Moge? - zapytal mnie Harrt wskazujac na Megan.
Kiwnelam glowa, a w ulamku sekundu Megan przytulala Harrego.

A moze zycie chcialo mnie nauczyc tylko odpowiedzialnosci i .... nie wiem, ale stalam sie silniejsza. A w dodatku jednak moje zycie skonczylo sie Happy Endem w szczesliwej rodzinie.

piątek, 25 października 2013

Seven 'Liam cz.1'

 Muzyka
1 wrzesień 2012r.  
Kolejny nudny dzień. Wcześniej to się jeszcze spotykałam z rodzicami, i.t.p i ze znajomymi, a teraz? Teraz nie mam nic. Pewnie chcecie wiedzieć czemu. Otóż zachowałam się jak ostatnia dziwka. Przespałam się z nieznajomym. I co z tego wynikło? Dziecko. Mam 19 lat i jestem w ciąży, to 6 miesiąc. Gdybym była bardziej odpowiedzialna nic, by się nie stało. Byłabym modelką i spotykała się ze znajomymi i z siostrą. Ale, nie może to i nawet dobrze. Dopiero teraz dowiedziałam się, że tak naprawdę nie mam na kim polegać i do kogo się uśmiechnąć. No dobra t.i koniec tego użalania, nigdy tego nie robiłaś i nie będziesz tego robić.
Zrobiłam sobie naleśniki i herbatę, po czym przebrałam się i wyszłam na spacer.

  Po drodze spotkałam dużo zakochanych par. Trzymali się za ręce, przytulali. Też bym tak chciała. Ale kto będzie chciał dziewczynę z dzieckiem? Nikt. Jestem skazana na siebie.... pomyślałam i westchnęłam.
Spacerowałam tak jeszcze ok. 30 min. i poszłam do centrum handlowego. Trzeba w końcu coś mu i sobie kupić, bo większość ciuchów jest już za  mała na mnie. Tak to będzie chłopczyk.
W galerii było strasznie tłoczno. Weszłam najpierw do sklepu dla maluchów. W oczy rzucił mi się taki niebieski mały śpioszek. Nie mogłam go nie kupić. Poszłam do kasy i zapłaciłam następnie chciałam iść na lody. Po drodze spotkałam jakąś parę, która trzymała się za ręce. Ta dwójka wydała mi się znajoma.
Po chwili w niej rozpoznałam moją osiemnastoletnią siostrę z jakimś kolesiem... Nie jakimś, tylko z... No właśnie jak go nazwać... Z facetem, który spłodził mi dziecko po pijaku, w jakimś klubie.
Co robić, co robić.... myśl t.i, ti myśl.. Odejść.. Chyba tak.... nic innego mi nie pozostaje. Kurde, weź się w garść. Moje serce bębni jak oszalałe, a w brzuchu takie dziwne uczucie się pojawia. To motyle.
Fajny kawał, zakochałam się w ojcu mojego dziecka, chyba chłopaku mojej siostry. Niezły nie?
Nawet się nie spostrzegłam, że od jakichś trzech minut wpatruje się przed siebie. Nie było już tam osób, na które się wpatrywałam. Miałam iść na lody, ale jakoś straciłam apetyt.
16 grudzień
   Wpatruje się w szpitalny sufit. To już dzisiaj rodzę. Ciągle czuję jak dzidziuś kopie.
Nagle poczułam ostry bul i czułam, że już rodzę. Po chwili na salę wpadła siostra i jakiś lekarz.
7 godzin później...
  Leże na łóżku szpitalnym i trzymam małego Josha na rękach. Jest taki malutki. Pokochałam go strasznie.
20 grudzień
   Pierwszy dzień jestem w domu z Joshem. Mały leży w łóżeczku i smacznie śpi. Usłyszałam pierwsze takty piosenki z telefonu. Sprawdziłam kto to. MAMA. CO? Po co do mnie dzwoni. Nie mamy kontaktu już pół roku.
- Halo - powiedziałam cicho, żeby nie obudzić dziecka.
- T.i?
- Tak..
- Córciu, tu mama. Czy możemy się spotkać...? - po głosie można było wyczytać, że jest zdenerwowana.
- Yyy.. No.. Jak chcesz to przyjedź dzisiaj po ten adres *****.
- Będę na pewno. Do zobaczenia...
Nie wiem czego chcę. Może się pogodzić. Nie mam zielonego pojęcia.
Godzina 17.15
Usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Po cichu podeszłam do drzwi i spojrzałam przez wizjer.
- Mogę wejść?
- Tak. Proszę.
Weszliśmy do salonu. Josh zaczął płakać. Podeszłam do łóżeczka i go wyciągnęłam.
- Ttto.. mój wnuk? - zauważyłam jak mojej mamie się łezka w oku kręci. Pokiwałam głową.
- Chcesz potrzymać Josha?
- Jak mogę..
- Kawy? Herbaty?
- Poproszę kawy.
Poszłam zaparzyć kawy sobie i gościowi.
- Chciałam cię przeprosić. Wiem, że to co zrobiłam z ojcem jest straszne..
- Wybaczam..
- Przyjdziesz z Joshem do nas na wigilię? Poznasz chłopaka twojej siostry.
- Jasne.
Wigilia.
Zapukałam niepewnie w drzwi, poprawiając nosidełko. Po chwili drzwi otworzył mój tata i długo nie czekałam, żeby być w jego objęciach.
- Cześć t.i. Wejdź.
Weszłam do salonu i wszystkich wzrok został skierowany na mnie. Po chwili ON zakrztusił się kompotem.

Mam prawą rękę w gipsie, a to jest to co znalazłam na kompie. Druga część tego i imagina z Harrym w przyszłym tygodniu. Przepraszam, tylko nie bijcie.. 



czwartek, 24 października 2013

Six 'Niall'

Siedziałam na kanapie oglądając durny seriali jedząc super kaloryczne żarcie. Ale po co mam być chuda, jak mój chłopak jest w trasie i flirtuje sobie z mega seksowną Demi Lovato, której nigdy nie dorównam. Teraz znacie już mój problem. Może i nie mam idealnej figury, nie mam też pięknych włosów, bądź oczu, ale czy tylko to się liczy. Najwidoczniej dla Horana tak!
A może jednak jak schudnę to on będzie mnie bardziej kochał?
I od tamtego momentu dzień w dzień chodziłam na siłownie, fitnes, a późnym wieczorem oraz wczesnym ranem biegałam, a moja dieta ograniczała się do nabiałów. Koedy po dwóch miesiącach spojrzałam na wagę i ujrzałam 48kg pisnęłam z wrażenia. Nie tylko schudłam, ale też przefarbowałam się na jasny blond. Niall powinien dzisiaj wrócić. Chciałam po niego pojechać, ale napisał, ze przyjedzie sam. Specjalnie ubralam biała kremową zwiewną sukienke. Włosy rozpuścilam, byly teraz bardzo krótkie i proste. Chodziłam w domu na boso. Zrobiłam też kolację. Kiedy usłyszałam dźwięk przekręcanych kluczy pobiegłam szybko do holu i rzuciłam się na Nialla. Koedy się odsunęłam chłopak uważnie mi się przyjrzał.
- Wow - wydal z siebie - [T.I.] schudłaś, zmieniłaś fryzurę, wyglądasz ślicznie - powiedział i mnie pocałował.
- Tęskniłam - powiedziałam wtulając się w niego.
- Ja też skarbie - powiedział.
Usiedliśmy przy stole. Zjedliśmy kolację rozmawiając o wszystkim. Potem on poszedł się kąpać, a ja siedziałam w naszej sypialni. Nagle dostał sms-a. Sprawdziłam go :
'Tęsknie kotku! Będę jutro w Londynie, więc możemy powtórzyć noc u mnie, Demi'
Rozpłakałam się i zaczęłam chodzić w te i z powrotem. Weszłam szybko do naszej garderoby. Wyciągnęłam walizkę i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy na pare dni. Kiedy z niej wyszłam Niall się na mnie spojrzał.
- Kochanie, co się stało? - zapytał.
- Gówno! Demi będzie jutro w Londynie, powtórzcie te wspaniałą noc razem! Wiesz co? - zapytalam podchodząc do niego. - Życzę ci, abyś poczuł się kiedyś tak jak ja - powiedziałam.
Nałożyłam na siebie tylko sweterek i trampki. Wybiegłam z walizką i udałam się jak najdalej od tego miejsca. Postanowiłam zadzwonić do Sophie - dziewczyny Liama.
-Halo? - odebrała.
- Hej, tu [T.I.]. Mam prośbę mogę dzisiaj u ciebie zanocować? - spytałam.
- Znaczy się, Liam u mnie nocuje, ale łóżko mam jedno wolne. Coś się stało? - zapytała.
- Zaraz będę to ci powiem - rozłączyłam się.
Może i fanki jej nie tolerują, ale ona jest kochana. Nikt jej nie zna więc noech jej nie oceniają. Jest bardzo dobra dla Liama i widać, że na prawdę się kochają.
Doszłam do jej domu i zadzwoniłam do drzwi. Po chwili ukazała mi się jej sylwetka.
- [T.I.], wow. Świetnie wyglądasz - stwierdziła. - Ale to nie ważne. Wchodź! - zaprosiła mnie do siebie.
Weszłam do środka ściągając buty i kładąc walizkę. Weszłam z nią do salonu.
- Liam już zasnął, więc mów co się dzieję - powiedziała.
- Niall, on mnie zdradził - zaniosłam się płaczem, a ona wtuliła się we mnie. - A ja się tak starałam dla niego! Szmaciarz pierdolony - załamał mi się głos.
- C-co? - otworzyła szerzej oczy.
- No to! - powiedziałam załamana. - 2 lata poszły na marne.
- Ej, kochana spokojnie - przytuliła mnie.
- Ok, jutro znajdę jakiś pokój w hotelu, znajdę pracę...
- Możesz zostać u mnie - powiedziała.
- Nie, bo ty z Liamem tu często i wy ten teges. Nie chcę przeszkadzać - powiedziałam szczerze.
- Daj spokój, a teraz idź się wykąp, a potem idź spać - powiedziała.
Udałam się do łazienki na górze. Wzięłam szybki prysznic, a potem położyłam się w jednym pokoju i zasnęłam.
Obudził mnie dźwięk telefon. Spojrzałam szybko. Kochanie. Odrzuciłam połączenie. Zamknęłam oczy, ale i tak spod powiek wydobywały się gorzkie łzy. Leżałam tak i płakałam, aż nie wszedł Liam i gdy mnie zauważył zrobił zdziwioną minę.
- Co ty tu robisz? - zapytał.
- Nocuje - powiedziałam siadając.
Liam podszedł do mnie.
- Co się stało? - zapytał.
- Niall mnie zdradził. Tylko nie kłam, że nie wiedziałeś - powiedziałam, a on mnie przytulił.
- Fakt, często się spotykał z Demi, ale nie wiedziałem, że aż do tego doszło.
- To teraz wiesz - poklepał mnie po plecach.
- Chodź coś zjez - powiedział, a ja wstałam. - A swoją drogą świetnie wyglądasz - uśmiechnął się do mnie.
Zeszliśmy na dół. Liam zrobił  jajecznicę. Poskubałam troche. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Li poszedł otworzyć. Słyszałam rozmowę.
- Stary, ona nie chcę cię widzieć, a co dopiero rozmawiać - powiedział Liam.
- Daj mi szanse - usłyszałam głos Nialla, a moje oczy na nowo sie zaszkliły, a potem zaczęły szybko spływać łzy.
- [T.I.] - przyszedł do kuchni Liam. - Idź z nim pogadaj - powiedział.
Poszłam do drzwi. Spojrzałam na niego i podeszłam bliżej.
- Co? - zapytalam załamana. - Chcesz mi powiedzieć, że byłeś pijany?! Ja się głodziłam, aby schudnąć. Dla kogo? Dla ciebie idioto! A ty co? Zabawiasz się z Demi Lovato. A tak, zapomniałam jestem nikim - szepnęłam. - Jestem sierotą bez rodziców.  Zmarli 3 lata temu, a ty byłeś jedyną osobą, która mi została. A teraz? Zostaje sama. Nie liczą się dla ciebie uczucia innych co nie? - zapytalam zalana łzami z trzęsącymi się rękoma.
- Nie mam wytłumaczenia. Ale błagam daj mi drugą szanse - powiedział stając blizko mnie.
- Niall, znowu mnie wykorzystasz - powiedziałam i cofnęłam się.
Poczułam jak łapie mnie za ręke. Nie mogłam wytrzymać. Odwróciłam się i przytuliłam się do niego. Objął mnie i zmierzwił moje włosy.
- Przepraszam. Tak bardzo cię przepraszam. Wiem dupek ze mnie. Przepraszam - mówił.
- Kocham cię, ale nie rób mi tak więcej. Ja nie dam rady już. Zostałeś mi tylko ty.
- Zobaczysz jeszcze będziemy mieli gromadke dzieci - zaśmiał się.


_____________


Hej. Tak, zła ja adminka nie dodaję imaginów.
A kto powiedział, że 2 klasa LO jest łatwa. Nie zapominając, że uczę się w prywatnej szkole!
Jak podoba się imagin? Nie jestem z niego za bardzo zadowolona.
Następny chyba powstanie z Liamem. Ale jaki chcecie? Może jakieś pomysły co??

niedziela, 20 października 2013

Two 'Harry cz.1'

 Muzyka
 Jestem t.i, t.n mam 19 lat, chłopaka Harrego Stylesa oraz białaczkę. Wszystko byłoby jak z bajki, gdyby przyjaciele i fani zespołu Harrego mnie zaakceptowali i jeszcze ta choroba. Teraz pytanie czy mój chłopak o niej wie. Otóż nie, nie wie. Wiedzą tylko rodzice. Lekarze mówią, że jeśli nie znajdą dawcy szpiku to został mi góra rok życia.

 Z krainy Morfeusza wyrwał mnie głos ukochanego. Mieszkamy razem.
- Kochanie, wstawaj...
- Dzień dobry. Która godzina?
- 9.00
- Aha. Co dzisiaj robimy?
- Idziemy do chłopaków, a wcześniej idę na próbę.
- Harry, ale oni za mną nie przepadają.
- Oj... Kotku przesadzasz... Ja zaraz idę na próbę. Już nie będę przychodził do domu. To przyjdź na 18 do chłopaków. - Harry pocałował mnie namiętnie w usta i wyszedł.

Resztę dnia spędziłam oglądając tv i sprzątając. Zanim się spostrzegłam była już 16.
Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż i poczesałam się. Następnie ubrałam czarny top do tego białą kurtkę, białe rurki i torebkę. Gotowa wyszłam o 17.20 z domu. Nie jechałam autem, bo do chłopaków miałam 20 min.

 Doszłam do nich przed czasem. Zapukałam do drzwi i czekałam ok. 5 min. Chłopcy musieli nie usłyszeć, bo nie otwierali, ale byli w domu. Otworzyłam delikatnie drzwi.
- Harry! Ona cię nie kocha! Zrozum leci, tylko na twoją kasę!
- Co ty możesz wiedzieć o tym co ona czuje?!
- Jesteś zaślepiony! Ona cię wykorzystuje!!
Mam tego dosyć, pomyślałam. Mój makijaż był rozmazany od łez. Złapałam taksówkę i pojechałam do domu. Wyjęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Teraz zrozumiałam, że może to być najlepsze wyjście. Jestem dla niego kulą u nogi. Jestem chora i tak umrę, więc po co ma on cierpieć?
Następnie wzięłam pierwszą lepszą kartkę i zaczęłam pisać.

                                                      Kochany Harry!
     Musimy się rozstać! Tak będzie lepiej dla Ciebie. 
Znajdź sobie dziewczynę, załóż rodzinę i o mnie zapomnij.
Rób, to co kiedyś.
To, że odchodzę nie znaczy, że Cię nie kocham.
Robię to dla twojego dobra.
Przepraszam, że kartka jest mokra, zresztą wyschnie
Dziękuję za wszystkie razem spędzone chwile.
Dziękuje za wszystko.
Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.

Ps. Nie szukaj mnie!
Kocham Cię!
                                                                                       Twoja t.i 
xx
 
   Odłożyłam kartkę na blat kuchenny i spojrzałam ostatni raz na salon, hol, sypialnie i łazienkę.
Z wszystkimi pomieszczeniami wiążą się wspomnienia.
Pozwoliłam ponownie spływać łzą po moich policzkach. Wsiadłam do mojego samochodu i ruszyłam w stronę domu mojej przyjaciółki.

Harry
  Wróciłem wkurzony do domu. Jak oni mogą mówić tak o mojej dziewczynie.
- t.i? Gdzie jesteś? - Wbiegłem po schodach do sypialni. Nie było tam jej, ani jej rzeczy. Wystraszyłem się.
- Kochanie!!! - Krzyknąłem. Zbiegłem do kuchni. Tam też jej nie zostałem. Zauważyłem kartkę na stole.
Zacząłem czytać. CO?! To niemożliwe. Moja t.i odeszła!
- To wasza wina, że t.i odeszła! Ja jakoś waszych dziewczyn nie wyzywałem od najgorszych!
- Harry...
- Co Harry! Wyjdźcie z mojego domu!
- Ale...
- Nie ma, ale Louis! Wynoście się!
 Zrozpaczony zacząłem ponownie wydzwaniać do ukochanej.
- Abonament tymczasowo niedostępny.







-Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu.  

Cześć!! Jestem Martyna i będę tutaj pisała imaginy. Mam nadzieję, że mnie polubicie. Jeśli chcecie coś o mnie wiedzieć to piszcie w komentarzach, a ja postaram się odpowiedzieć przy następnym dodanym moim imaginie. Przepraszam za wszelkie błędy, i że imagin jest taki krótki. Następna część niebawem.♥ xx