Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodki. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lutego 2014

Thirty Seven 'Louis'

To wszystko było takie szybkie i nagłe. Nie wiedziałam kiedy ja się na to zgodziłam i dlaczego... Ah, dla kasy. No, ale powiedzmy sobie szczerze. Mam 18 lat, za 2 miesiące 19. Potrzebuje pieniędzy na auto, małe mieszkanko, ciuchy. Halo! Dziwicie się?
A o co dokładniej chodzi?
Zgodziłam się zostać 'udawaną dziewczyną'. Jeszcze nie wiem kogo.
Dlatego też właśnie szłam do jakieś - bóg wie jakiej - firmy. Ubrałam się w miarę ładnie. Czarne cienkie rajstopy, czarna obcisła do połowy uda spódniczka, kremowy sweterek w nią włożony i kremowe vansy. Jest dobrze co nie? 
Zamknęłam parasol i weszłam do środka. Podeszłam do recepcji, powiedziałam jak się nazywam i od razu wysłała mnie na 23 piętro, biuro numer 66. Weszłam do windy i wybrałam numer. Ten czas się dłużył, a ja miałam stresa. W końcu winda się zatrzymała. Wysiadłam z niej i poczęłam szukać tego biura. Udało się i znalazłam. Zapytałam.
- Proszę - usłyszałam i uchylając drzwi weszłam kawałek.
- Dzień dobry - powiedziałam.
- O, [T.I.], wejdź - uśmiechnął się mężczyzna, a ja weszłam.
- Proszę siadaj - wskazał na skórzany fotel. 
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - zapytał.
- Nie, dziękuję - powiedziałam.
- Tak więc przejdziemy do sprawy. Będziesz udawać dziewczynę Louis'a Tomlinson'a. Śpiewa w...
- Wiem kto to - przerwałam mu.
- Dobrze... Fani podejrzewają, że jest gejem. Nie jest - powiedział wyprzedzając moje pytanie.
Wyjaśniał mi pare spraw, ale w pewnym momencie...
- Będziesz u niego mieszkać - powiedział.
- Pan sobie ze mnie żartuje tak? - zapytałam.
- Nie, musi to być jak najbardziej wiarygodne. Omówiliśmy wszystko? Masz jakieś uwagi, pyt....
- Nie zgadzam się na mieszkanie razem! - powiedziałam oburzona.
- Podpisałaś kontrakt. Zgadzasz się na wszystko! - powiedział.
- A skąd mam wiedzieć czy on nie ma jakiś zapędów seksualnych? - zapytałam.
- Ałć, zabolało - odwróciłam się i ujrzałam 'mojego chłopaka'. 
- Nie chodziło mi o to - chciałam się chociaż uratować. 
- Nie na gadania. Jesteście ze sobą już trzy miesiące jakby dziennikarze pytali, a dzisiaj masz mieć już swoje rzeczy u Louis'a - powiedział.
Zmierzyłam go wzrokiem i wstałam.
- Dowidzenia - powiedziałam i wstałam.
Minęłam 'mojego chłopaka' i wyszłam z gabinetu. Weszłam do windy, a on w ostatnim momencie wszedł. 
- Jestem Louis, a ty? - zapytał.
- [T.I.] - odpowiedziałam niechętnie. 
- To o której będziesz spakowana? - zapytał.
- Ugh - westchnęłam. Spojrzałam na zegarek : 12.34. - Do 17 chyba się wyrobię.
- Podasz adres? - zapytał. - Przyjadę po ciebie - powiedział.
Podałam jemu adres i wyszliśmy na dwór. On poszedł w stronę samochodu, a ja otworzyłam parasolke i udałam się w stronę swojego domu. Eh, co za deszcz. 
- Podwieźć? - o mój Boże, prawie zawału dostałam. Czarne audi, a w nim Louis.
- Nie trzeba - powiedziałam.
- No to nie - odjechał.
W domu jak najszybciej się spakowałam. Wyjaśniłam siostrze wszystko więc bez problemu mnie puściła. Nawet się cieszyła, że ona i jej chłopak będą mieli cały dom dla siebie. Spakowałam chyba wszystko. Ciuchy, kosmetyczka, zdjęcia, albumu, buty, gitara itp. Dobra jest wszystko. Nie żartuje, ale miałam ze sobą 5 wielkich walizek i trzy kartony. Ciekawe jak on w tym swoim audi to pomieści? Haha, wali mnie to tak szczerze! 
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam, a tam Louis.
- Nie wiem jak się zmieści to w twoim Audi, ale...
- Wziąłem większy samochód - powiedział. 
- Ok. To pomożesz mi zanieść to wszystko do twojego samochodu? - wskazałam na stertę walizek i pudeł.
I pomógł mi. Pożegnałam się z siostrą i weszłam do jego samochodu. Zapięłam pasy. Po chwili i on wszedł. Usiadł i odpalił samochód i ruszył.
Zapanowała niezręczna cisza.
- Ile ty w ogóle masz lat? - zapytałam.
- 22 skończyłem w grudniu. A ty? - zapytał.
- Za pare miesięcy 19 - odpowiedziałam i całą drogę żadne z nas się nie odezwało.
W końcu dojechaliśmy. Niezła chata tak powiem! Zaczęliśmy wnosić walizki. Kiedy skończyliśmy pokazał mi mój pokój. Cały biały, białe meble, białe łóżko, biała pościel na łóżku i kremowe panele. Usiadłam i chciałam rozpakować swoje rzeczy, ale nie było tutaj szafy. 
Zeszłam na dół.
- Mam pytanie - spojrzał się na mnie. - Jakaś szafa na ciuchy? - zapytałam.
- Masz dodatkowe dwie pary drzwi w pokoju, jedne do twojej łazienki, a drugie do garderoby. 
- Oh, Umm, dziękuję - powiedziałam.
Wypakowałam wszystko i poustawiałam zdjęcia i inne pierdoły. Spojrzałam na zegarek. 23. A ja głodna jestem. Eh, idę się wykąpać. Wykąpana ubrałam czarne bokserki i dużą bluzkę z superman'em. Włosy związałam w kitkę i położyłam się w łóżku. Nie mogłam zasnąć całą noc. Zasnęłam w końcu o 7. 
- Ej - usłyszałam coś, a raczej kogoś. - Wstawaj no! - ten Louis już mnie wkurza. 
Otworzyłam oczy i spojrzałam się na niego.
- Wstawaj musimy iść na miasto - powiedział.
- Ehh - zasmuciłam się, a on wyszedł. 
Ubrałam się podobnie jak wczoraj z tym, że zamiast kremowych kolorów były błękitne. Włosy rozpuściłam i pomalowałam się delikatnie. Wzięłam torebkę i włożyłam do niej telefon i portfel. Zeszłam na dół, a on siedział na kanapie już ubrany.
- Idziemy? - zapytał.
- Mhh - odpowiedziałam i założyłam torebkę na ramię. 
- Mamy iść do galerii, mam ci kupić jakąś biżuterię - powiedział jakby znudzony.
- Ale ja...
- Muszę - powiedział.
- Eh.
Nagle zaburczało mi w brzuchu. 
- Nic nie jadłaś - powiedział.
- Żyje i oddycham, nic mi nie jest - powiedziałam.
- No to idziemy - powiedział.
Wyszłam z domu, a on go jeszcze zamykał. Podszedł do mnie i złapał mnie za ręke. 
- Tylko się uśmiechaj i dobrze graj - powiedział.
- Oczywiście - odpowiedziałam uśmiechając się.
Wyszliśmy z posiadłości i ruszyliśmy w stronę galerii, która była niedaleko.
- To... Jak tam noc? - próbował zacząć temat.
- Zasnęłam o 7. Więc spałam 2 godziny, ale spoko - powiedziałam. 
- Czemu? - zapytał.
- Nie mogłam zasnąć - odpowiedziałam.
- Aha, skąd jesteś zapytał.
- Jak miałam 4 lata to się tutaj przeprowadziłam z ciocią i siostrą. Wcześniej mieszkałam w Polsce, ale często tam jeżdżę. A ty mieszkałeś w Doncaster czy coś takiego prawda? - zapytałam.
- Tsssa, musiałem się przeprowadzić zaraz po programie - powiedział. 
Doszliśmy do galerii i ludzie zaczęli się na nas gapić. Weszliśmy do sklepu z biżuterią i w dodatku drogiego. 
- Chciałabyś kolczyki, bransoletkę, naszyjnik - zaczął wymieniać.
- Weź coś najtańszego - powiedziałam.
- Żeby mój menadżer mnie zabił? - spojrzał się na mnie. - To co wolisz? - zapytał znowu.
- Bransoletkę - powiedziałam.
- To ja wybiorę - uśmiechnął się do mnie. 
Wybrał coś, a kobieta za ladą zaczęła pakować. Zapłacił i wyszliśmy. Podał mi.
- Dziękuję - powiedziałam i pocałowałam w policzek.
- Nie na za co - uśmiechnął się do mnie. 
Poszliśmy do kawiarni, a potem do parku. 
Siedzieliśmy na ławce i rozmawialiśmy.
- Obok nas jest dziennikarz, mam prośbę nie wystrasz się - powiedział.
- Ale czeg... - pocałował mnie.
Oddałam ten pocałunek. Dotknęłam delikatnie jego szyji. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. 
- Jesteś świetną aktorką - powiedział.
- Wiem - uśmiechnęłam się.

- 5 miesięcy później -

Nadal jestem jego 'dziewczyną'. Powiem szczerze, dogadujemy się nieźle, ale w swoim towarzystwie spędzamy mało czasu. Najgorsze jest to, że poczułam coś do niego. 
Dzisiaj wraca z trasy. Jak mam go przywitać? Po prostu pójdę spać, żeby nie było żadnych niekonfortowych sytuacji. Wykąpałam się, ubrałam czarne bokserki i fioletową bokserkę. Położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu, ale nie jedna osoba. Pewnie przyszedł z kolegą. Usłyszałam ich śmiechy. Po dwóch godzinach zaczęło mnie to denerwować. Na prawdę chciałam zasnąć, a oni tam pewnie pili. No, ale nie zwrócę jemu uwagi, bi to w końcu jego dom. Nawet jeśli mieszkam tutaj 5 miesięcy. Przewracałam się z boku na bok. Postanowiłam iść po coś do picia. Wyszłam i zaczęłam schodzić na dół, ale zatrzymałam się w połowie schodów, bo usłyszałam swoje imię.
- No coś ty! - to był Louis.
- Ale jak się tak liżecie i chodzicie za rękę to nic nie czujesz? Zero? - nie! Ja nie chciałam tego słyszeć!
- Stary no przestań. Jak się skończy udawanie związku to koniec. Może pogadamy sobie od czasu do czasu...
- Ale musisz coś do niej czuć! Przyznaj się.
- Tylko i wyłącznie dobra znajoma.
- Ja i tak wiem swoje.
Z oczu zaczęły się lać łzy. Wbiegłam do góry i zatrzasnęłam drzwi, następnie zamykając je na klucz. Skuliłam się w rogu i zaczęłam płakać. To bolało! Nie odwzajemniona miłość. Ja już nie dam rady być....
Ktoś zaczął pukać.
- [T.I.], jesteś? - to Louis.
- Tak - odpowiedziałam próbując zatuszować drżenie w wymowie.
- Mogę wejść? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałam.
- Co się stało, że drzwi trzasnęły?
- Ummm... Bo ten, no wiesz przeciąg! - odpowiedziałam.
- Jutro o 8 jedziemy na jakąś randkę - powiedział.
- Musimy?
- Tak - odpowiedział.
- Ale ja się źle czuje. Chyba chora jestem - powiedziałam.
- To jutro zadzwonię po lekarza...
- Nie! Dwa dni poleżę i będzie dobrze - dobra ze mnie aktorka?
- To jutro przyjde do ciebie. Dobranoc - powiedział.
- Dobranoc - odpowiedziałam.
Nie spałam całą noc. Płakałam jak najciszej. Dlaczego musiałam się w nim zakochać?! Przecież jest milion innych przystojnych mężczyzn. Dlaczego on?! Już po pierwszym pocałunku się zakochałam. To mnie bolało i to bardzo. Ale cieszyłam się jak wychodziliśmy jako 'para'. Teraz? Teraz będę musiała być jeszcze lepszą aktorką. Nie wiem jak to teraz będzie? Teraz kiedy już wiem, że nie nam szans. 
Nad ranem udało mi się zasnąć. 
- Hej, wstawaj - już wiem, że to Louis.
- Zostaw mnie - ziewnęłam.
- Jesteś dobrą aktorką. Menadżer się nabrał na to, że jesteś chora, a tak serio czemu nie chcesz iść? - zapytał. 
- Która godzina? - zapytałam.
- Po jedenastej - powiedział. - Ale nie zmieni....
- Daj mi spać - szepnęłam i nakryłam się kołdrą.
- Czemu wczoraj płakałaś? - zapytał.
- Nie płaka...
- Wcale - powiedział. - A więc?
- Nie ważne - odpowiedziałam. - Nie interesuj się i daj ni spokój! - krzyknęłam.
- Chciałem tylko pomóc - powiedział i wyszedł.
- A spieprzyłeś wszystko - szepnęłam do siebie i poszłam spać.
Obudziłam się po 20. Eh, nigdy tak długo nie śpię. Chyba nikogo w domu nie ma. Zeszłam po cichu i poszłam się napić wody. Wypiłam ją i chciałam wejść do góry, ale Louis przede mną stanął.
- Powiesz mi? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałam.
- Powiedz - i zaczęliśmy się kłócić. 
Kłótnia trwała ponad godzinę. Nie wytrzymałam.
- Bo się w tobie zakochałam! Chciałeś to wiedzieć? Chciałeś? Bo ja dobrze wiem, że jestem dla ciebie nikim i to się nie zmieni. Więc zostaw mnie w spokoju - krzyknęłam i wbiegłam na górę.
Przez 3 dni miałam spokój, ale musiałam wyjść z Louisem gdzieś na miasto.
Ubrałam czarne rurki, biała koszule, dżinsową katanę i szare vansy. Włosy rozpuściłam i pomalowałam się. Ćwiczyłam uśmiech. Ok, wyglądam na szczęśliwą dziewczynę. Zeszłam na dół. Spojrzałam się na niego.
- Idziemy? - zapytałam.
Podszedł i złapał mnie za ręke. Wyszliśmy z domu i poszliśmy do parku. Udawaliśmy rozmowę. W końcu usiedliśmy na ławce, a on mnie objął.
- Przepraszam - szepnął. - Wiem, że cie to boli, ale...
- Zachowuj się jakby nic nie było.

- 3 miesiące później -

Te miesiące wyglądały tak, że pokazywaliśmy się razem, a potem się nie odzywaliśmy się do siebie.
A wiecie co dzisiaj jest? Tak właśnie! Wyprowadzam się i to koniec naszego 'zwiazku'. Za tydzień Louis na ogłosić na wywiadzie, że to koniec i coś tam. Już się spakowałam. Sprawdziłam czy wszystko. Tak, wszystko. 
Louisa nie było w domu. Jego szofer odwiózł mnie do apartamentowca. Kupiłam w nim apartament, gdyż moja siostra z chłopakiem wyprowadziła się do Walii. Weszłam do środka. Pięć pomieszczenia. W jednym wanna, toaleta, w drugim łóżko jedno osobowe, w trzecim był niby salon, kolejne kuchnia i ostatnie wielki pokój z dużym łóżkiem. Eh, będę musiała go urządzić. 
Po tygodniu urządziłam tylko łazienkę. Jasno-fioletowe kolory w łazience. To mi się podobało. Duża wanna, umywalka, toaleta i kabina prysznicowa oraz wielkie lustro, a na szafce pełno perfum. Dzisiaj zaczęłam malować na biało salon. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. W fioletowym kombinezonie i cała ubrodzona poszłam otworzyć drzwi. Przed nimi stał Louis.
- Hej - powiedział patrząc na mój strój.
- Hej - odpowiedziałam powoli nie wiedząc o co chodzi.
- Mogę wejść? - zapytał.
- Właśnie maluje...
- Dwie minuty - wpuściłam go. - Wczoraj na wywiadzie miałem powiedzieć, że zrywamy, a ja powiedziałem, że cie kocham - powiedział.
- I co w związku z tym? - zapytałam.
- Kocham cię - powiedział.
- Hahahahaha, dobre. Ale żartów sobie ze mnie nie rób - powiedziałam poważnie.
- Nie żartuje - powiedział i mnie pocałował. 
To był inny pocałunek. On nigdy tak nie całował.
- Oh, skoro tak to pomóż mi pomalować - stwierdziłam, a on zaczął się śmiać. - Ponoć chłopacy pomagają swoim dziewczynom. Więc mógłbyś pomalować  mi mój salon?
- Myślałem, że zamieszkamy razem u mnie. Znowu. 
Zdezorientowałam się.
- Jak pomożesz to mieszkasz tu ze mną - powiedziałam.
- Liczyłem na tę odpowiedź - powiedział i poszedł malować!

sobota, 8 lutego 2014

Thirty Four 'Niall'

Od niedawna zamieszkuje w Londynie. Cztery miesiące temu dostałam właśnie tu prace. Jako teksciarka dla zespołu 1D. Byłam szczęśliwa, ale kiedy ich poznałam, od razu mnie znienawidzili. To było straszne. Pisałam teksty, kiedy ich w domu nie było. Unikałam ich. Po miesiącu zaczął rozmawiać ze mną Niall. Ale tylko, żeby chłopacy nie wiedzieli. Po 2/3 tygodniach stworzyliśmy związek. Ale nikt o nim nie wiedział. Niall wieczorem przychodził do mnie i rozmawialiśmy albo gdy nie było chłopaków. Było naprawdę cudownie. Kocham jego i wiem dobrze o tym.
Chłopaków nie ma. Mają jakiś wywiad. Ja piszę nową piosenkę. Eh, ale ta nie jest dla chłopaków. Muszę pisać jedną piosenkę na tydzień. Mam już ich pełno więc mogę zrobić sobie przerwę. Zeszłam na dół i wyjęłam z lodówki swój jogurt. Wróciłam do pokoju. Włączyłam laptop i zaczęłam przeglądać rożne strony. 
Usłyszałam, że chłopacy przyszli. Sprawdziłam godzinę. 21.45. Zaraz pójdą spać. Mam nadzieję, że Niall przyjdzie. 
Po około godzinie nie słyszałam żadnych odgłosów. Po kilkunastu minutach wszedł do mnie Niall. Usiadł obok mnie.
- Hej skarbie - pocałował mnie.
- Hej - uśmiechnęłam się. 
- Co dzisiaj robiłaś? - zapytał.
- Nic nowego, a ty? 
- Jakiś głupi wywiad, a potem pojechaliśmy na mecz - powiedział.
- Zawsze chciałam iść na mecz Chealse - stwierdziłam.
- Kiedyś pójdziemy razem - chciał mnie pocałować. 
- No właśnie, kiedyś - odsunęłam się od niego. 
- [T.I.] o co ci chodzi? - spojrzał na mnie.
- Od dwóch miesięcy jesteśmy parą i nie mogę wyjść z tobą nawet do tej cholernej kuchni! - wrzasnęłam.

*Narracja 3 osobowa*

Krzyki z pokoju dziewczyny obudziły chłopaków. Wściekli wstali z łóżek i udaliśmy pod drzwi. Gdzie usłyszeli też Niall'a.
-Ale kochanie - zdziwili się gdy usłyszeli głos Niall'a.
- No co?! Wstydzisz się ujawnić tego, że jesteśmy razem? - to ich bardziej zszokowało. 
Słuchali jeszcze ich kłótni, ale para poszła spać. Liam obliczył to, że gdy oni przeważnie wstają o 11, to Niall wstaje pewnie przed 9, w razie gdyby któryś wstał wcześniej i idzie do swojego pokoju. Przy tym wszystkim nie było Zayn'a najlepszego przyjaciela Niall'a. Przespał całą awanturę i plany...
Rano Niall i [T.I.] leżeli i rozmawiali.
- Kocham cię - powiedziała dziewczyna do chłopaka wtulając się w niego mocniej. 
- Ja ciebie też, kochanie - pocałował ją w czoło.
W tym momencie weszła trójka chłopaków. Zaczęli wrzeszczeć na chłopaka i przy okazji wyzywać jego ukochaną. Dziewczyna przykryła się kołdrą i zaczęła płakać. Niall wyszedł z jej pokoju wraz z chłopakami. 
Dziewczyna była załamana.
*[T.I.]*
Tak załamał się mój świat. Chłopacy nienawidzą jeszcze Niall'a. Co ja narobiłam? Usłyszałam, że krzyki umilkły. Obejrzałam się do okoła i wzięłam telefon. Zadzwoniłam do Paul'a. 
- [T.I.], coś się stało? - zapytał. 
- Tak jakby. Zanim odbędą się próby w studiu, możemy się spotkać? - zapytałam.
- Tak oczywiście. To bądź tak za 1,5 godziny - powiedział i się rozłączył.
Wyjęłam z szafy ciuchy i je ubrałam. A dokładniej, miętową spódnice z wysokim stanem, rozkloszowaną do połowy uda, czarne cienkie rajstopy, białą bokserke i kremowy długi sweterek. Włosy rozczesałam i wyprostowałam. Pomalowałam się delikatnie. Schowaliśmy do torebki telefon i portfel. Jeżeli odchodzę to z gustem. Nałożyłam jeszcze kremowe vansy i zeszłam na dół. Niall'a nie było. Byli tylko chłopacy. Spojrzeli się na mnie krzywo, a ja się po prostu uśmiechnęłam i wyszłam. Dojechałam autobusem na miejsce. Weszłam do budynku i udałam się na 7 piętro. Weszłam do gabinetu Paul'a. 
- Hej - powiedziałam.
- O, już jesteś - zamknął laptop. - A więc o co chodzi? - zapytał.
- Ummm... No bo... Chcę zerwać kontrakt. Oddam wam piosenki, które do tej pory napisałam, ale dłużej nie pociągnę - powiedziałam.
- Co się stało? - zapytał.
- Nic - składałam. - Po prostu nie mogę
- Wiesz, że kara wynosi na przeliczenie polskich pieniędzy 500 tysięcy? - zapytał.
- Do kiedy muszę je wpłacić? - zapytałam.
- Dla ciebie 4 miesiące - uśmiechnął się. - Jesteś pewna? - zapytał. - Daję ci dwa miesiące, jak się nie przekonasz to wrócisz i rozwiążemy kontrakt jasne? - zapytał.
- Tak, do widzenia - powiedziałam. 
- Dzisiaj wyjeżdzasz? - zapytał.
- Chyba jutro - odpowiedziałam i wyszłam.
Dojechałam do domu,  chłopaków już nie było. Weszłam do siebie i zaczęłam się pakować. Po dwóch godzinach wszystkie ciuchy zmieściłam w dwóch walizkach. 
Wieczorem przyjechali chłopacy. Po chwili ujrzałam Niall'a w moim pokoju.
- Dlaczego? - zapytał szeptem.
- Niall ja nie chcę was skłócać - stwierdziłam. 
- Nie zostawiaj mnie - wtulił się we mnie, a ja zaczęłam płakać. 
Nie odezwałam się ani słowem. Przytulał mnie mocno,  ja płakałam. 
W końcu Niall nie wytrzymał i wyszedł powstrzymując łzy. 
Poszłam się wykąpać, a następnie ubrałam bokserki i bokserke. Nagle wszedł Niall.
- Kochasz mnie? - zapytał.
- Nie utrudniaj tego - powiedziałam.
- Dlaczego? - zapytał znowu. 
- Niall błagam - powiedziałam.
On tylko położył się obok mnie i mocno przytulił. 
Na drugi dzień chłopacy mieli wywiad. Zadzwoniłam po taksówkę i wyszłam z walizkami. 
* Narracja 3 osobowa*
Chłopacy wrócili do domu. Niall od razu poszedł do pokoju swojej ukochanej. Nie zastał tam nic oprócz bransoletki, którą jej kupił. Oczy mu się zaszkliły. Zbiegł na dół i zaczął szukać nerwowo kluczyków.
- Co się dzieje? - zapytał Harry.
- [T.I.] wyjechała. Jadę na lotnisko może zdążę - powiedział nerwowo.
- Stary, daj spo...
- Zamknij ryj, Harry! To wasza wina - wrzasknął i wybiegł z domu. Wszedł do samochodu i pojechał. 
Niestety kiedy dojechał było napisana ze wystartował 30 minut temu. Załamany piosenkarz udał się do knajpy, żeby zatopić smutki w alkoholu. 

*[T.I.] *

Jasna cholera nie zdążyłam na samolot. Spóźniłam się 5 minut. Eh... Zaczęłam włóczyć się po Londynie. Dobra, może pozwolą mi wejść do domu.
Zanim udałam się do willi chłopaków poszłam zjeść coś ciepłego. Kiedy doszłam do ich domu ostrożnie zadzwoniłam dzwonkiem. O dziwo otworzyła mi Perrie. 
- Hej, słuchaj mogę wejść? No, bo spóźniłam się na samolot i...
- Jasne, nie ma chłopaków, ale Zayn zaraz będzie, bo pojechał do sklepu.
Weszłam do środka i zostawiłam walizki w holu. 
- Mam nadzieje, że nie będą się darli, że tu jestem - powiedziałam i usiadłam na kanapie.
- A właściwie to co się stało? - zapytała.
Opowiedziałam jej wszystko od początku do końca. Była zdziwiona. Nagle wszedł Zayn.
- Co to za wal.... - spojrzał się na mnie. - Uuu [T.I.]?
- Spóźniłam się na samolot - szepnęłam.
- Niall po ciebie pojechał - powiedział. - Eh, pewnie w klubie siedzi - usiadł obok mnie. - Przepraszam - powiedział.
Przepraszam, ale czy Zayn Malik mnie przeprosił?!
- Ummm... Ok. Mogę zostać tu do jutra? - zapytałam.
- Zostań ile chcesz - powiedział.
- Do jutra - uśmiechnęłam się.
Wzięłam walizki i poszłam z nimi do mojego byłego pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam, gdyż była już późna godzina. Nagle usłyszałam trzask drzwi i upadek ze schodów. Wystraszona wyskoczyłam z pokoju i zobaczyłam kto leży na samym dole. Niall...
- Niall, słyszysz mnie? - zapytałam klękając przy nim. 
- Czy ja jestem w niebie? - zapytał.
- Niall, schlałeś się w cztery dupy! Wstawaj!
- Eh, jednak piekło - powiedział.
- No ruszaj się! - powiedziałam.
Powoli z nim weszłam po shodach. Kierowałam się do jego pokoju. Położyłam go na łóżku, a on po chwili już spał. Wyszłam z pokoju i nagle zaczepił mnie Louis.
- Dziękuje i przepraszam - powiedział.
- Co wam się stało, że nagle mnie cytuje debilke, brzydotę, beztalencie i dziwke przepraszacie? - zapytałam.
- Popełniliśmy błąd. To jak wybaczysz? - zapytał otwierając ramiona.
- Jasne - uśmiechnęłam się i przytulił mnie do siebie.
Na drugi dzień wstałam i szybko się ubrałam. Wzięłam walizki i zbiegłam na dół. Przy stole siedzieli chłopacy plus Perrie minus Niall.
- Gdzie idziesz? - zapytał Zayn.
- Na samolot, tylko nie mówcie Niall'owi, że byłam tu na noc ok? - zapytałam nakładając szybko trampki.
- Zostań - powiedział Zayn. - On cie potrzebuje.
Stanęłam z otwartą buzią i na nich patrzyłam. 
- Ummm... - zatkało mnie. - Ja ja, ja Ummm... Samolot - przypomniałam sobie i wzięłam walizkę do ręki.
- Zostań - krzyknął Louis.
Chwili tak stałam i w końcu się odwróciłam. Zdjęłam buty i już chciałam wnosić walizki.
- Chodź, zjesz z nami - powiedział Liam.
Dosiadłam się do nich i zjadłam z nimi normalnie rozmawiając, znaczy się ha siedziałam cicho. 
Zjadłam i poszłam do pokoju Niall'a. Rzuciłam się na łóżko i wtulilam w niego. 
- Jeżeli to ty Louis to nie żyjesz - powiedział.
- A jak ja? - zapytałam.
Nagle odsunął się i spojrzał na mnie. Rzucił się na mnie i zaczął całować. Wtulilam się w jego mocno. 
- Kocham cie - krzyknął.
Znowu zaczął mnie całować, a z dołu było słychać śmiechy chłopaków. 

-------------

Czyli co? Nikt nie chce pisac z nami imaginow? Przykre, ale na prawde bo myślałam ze jakaś osoba się zgłosi, a tu nadal nic!

Jak imagin? 

czwartek, 6 lutego 2014

Thirty Three 'Liam'

Wszystko jest takie cudowne. Mam 20 lat, mój chłopak 23. Upsss... narzyczony. Te wszystkie przygotowania do ślubu już mnie męczął. Moja mama cały czas płacze jak nienormalna, a tata udaje, że ją pociesza, ale się z niej śmieje.
Liam - tak ten Liam z One Direction - oświadczył mi się rok temu. 
Nasza świadkowa - Ruth, siostra Liama - właśnie przyszła. Świadkiem jest mój starszy brat, który prawdopodobnie jest już u Liama. 
Siedzę na krześle i jem sałatkę. Nagle słyszę kolejny dzwonek do drzwi - to Louise. Jak dobrze, że nie musze latać po fryzjerach i kosmetyczkach. 
Moja młodsza siostra wzięła ze sobą Lux. 
Skończyłam jeść i usiadłam na krześle w łazience. Louise umyła mi włosy. Potem je wysuszyła, wyprostowała i pokręciła końcówki. Potem mnie zaczęła malować. Delikatny podkład, jasno kremowy cień do powiek, wytuszowane rzęsy, lekko zaróżowione policzki i trochę błyszczyka. Moja mama znowu zaczęła płakać, a tata śmiać się z niej. Louise razem z Ruth pomogły ubrać mi sukienkę.

Włożyłam szpilki, naszyjnik od Liama i kolczyki od Ruth. Bransoletkę z niebieskim dodatkiem, która była po mojej babci. Jest cos nowego - suknia, starego - bransoletka, pożyczonego -  kolczyki, niebieskiego - bransoletka.
- Masz podwiązke? - zapytała Nicole - siostra Liama.
- Tak. Chyba jestem gotowa? - spojrzałam na nie.
- Już wiem czemu Liam cię wybrał - stwierdziła Louise.
Moi rodzice są starych obyczajów więc Liam nie może mnie zobaczyć. Pojechaliśmy samochodem pod kościół. Było tam pełno mediów i fanek. Ehh... Chociaż dzisiaj mogli dać sobie spokój. Wyszłam z samochodu. Lux sypała kwiatki więc szła pierwsza. Reszta weszła do środka i tylko ja z tatą zostaliśmy za drzwiami. 
- Nie pozwól mi upaść - powiedziałam do niego.
- Obiecuje - spojrzałam się na niego, a on miał łzy w oczach. 
- Tato - zaczęłam.
- Musimy w wchodzić. 
I otworzyli drzwi. Złapał mnie mocny skurcz w brzuchu ze stresu. Uśmiechnęłam się. Weszliśmy do środka. I zobaczyłam jego. Był śliczny, przystojny i cudowny jak zwykle. Uśmiechnął się szeroko, gdy na mnie spojrzał. Sama zaczęłam przestać się bać. Doszliśmy do ołtarza i mój tata podał moją rękę Liamowi. Ujął mnie za nią i szepnął na ucho.
- Wyglądasz cudownie - uśmiechnęłam się szeroko.
Ceremonia dobiegła końca i pojechaliśmy na sale. W samochodzi Liam cały cały czas prawil mi komplementy. W końcu dojechaliśmy! 
Pierwszy taniec... Harry zadeklarował się i powiedział, że jak on nie zaśpiewa to się obrazi na nas. A wiec zaśpiewał "If You Don't Know Me By Now". Przytulona w Liama zaczęłam płakać ze szczęścia. 
- Kocham cię - powiedział.
- Ja ciebie też - szepnęłam zapłakana.
- Jesteś najpiękniejszą kobietą pod słońcem. 
- A ty najprzystojniejszym mężczyzną. 
Wszystko szło dobrze. Nagle zaczęli składać życzenia na scenie do mikrofonu. Zayn przebił wszystko wypominając Liamowi, że chciał go wyrzucić z zespołu,  popsuł mu samochód, że najlepiej bekał i dużo jeszcze tego. Ale moja najlepsza przyjaciółka :
- Od małego miałaś bzika na punkcie zespołów. A jak zostałaś Directionerką... Ahhh ten Liam, jakie ciasteczko. Ciekawe czy ma dużego? Ummm jak go kocham jego głos, uhhh... W końcu wzięłaś mnie na ten koncert, gdzie wbiegłaś na scenę i go pocałowałaś. Gdybym wiedziała, że to ma, aż takie skutki to zrobiłbym to samo z Harrym - tak są razem - i było by to o wiele szybsze. 
Gadala jak najęta. W końcu podeszłam do mikrofonu z Liamem.
- Chcieliśmy coś ogłosić - zaczął Liam.
- Mój mąż i ja spodziewamy się dziecka - powiedziałam, a wszyscy uśmiechnęli się szerzej. 
- Znaczy się to bliźniaki - powiedział.

________

Kolejny imagin ode mnie. Tym razem Liam. A następny? Nie mam pojęcia z kin.

czwartek, 2 stycznia 2014

Twenty Eight 'Niall'

Dzwonek zaszumiał mi w głowie. Dzięki Bogu pomyślałam. Długo wyczekiwana dwudziesto-minutowa przerwa nadeszła. Razem z przyjaciółką wyszłyśmy na boisko szkolne 'poszukać jakichś ciach' cytując Lolę. Ale ja nie widziałam nikogo oprócz Niall'a. Ten blondwłosy anioł w którym byłam zadurzona od prawie roku migną mi przed oczami i ruszył na boisko za przyjaciółmi.
-Słuchasz mnie - przyjaciółka zwróciła na mnie swoją uwagę.
-Co? Tak. Och, przepraszam.
-Niall? - domyśliła się.
-Tak - westchnęłam.
-Czego po prostu do niego nie podejdziesz i nie zgadłaś ?
-Wiesz co to jest godność osobista ? - spytałam a ona kiwnęła głową - No. I ja właśnie tego nie mam. A nie chcę się pogrążać.
-Czym się pogrążysz? Odwagą?
-Tak. Przecież ci właśnie tłumacze - udawałam nadąsaną.
-Kochanie przesadzasz. A teraz muszę ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym.
-No dawaj.
-Przegrałaś nasz zakład.
-Co? Jaki zakład?
-Uuu tyle ich było.  Po pierwsze i najważniejsze. Miałaś nie gadać o nim - spojrzała w stronę blondyna podbijającego piłkę - przez tydzień. Byłaś tak bliska. Zważając na to, iż dzisiaj jest piątek a założyłyśmy się w poniedziałek.
-Psia kość - zaklęłam pod nosem.
-Po drugie. Engie i Andres byli ze sobą trzy miesiące a nie dwa. Co oznacza, że wygrałam. Kolejny zakład ...
-No dobrze, dobrze. Rozumiem. Nie mam szczęścia do zakładów.
-No właśnie. I to jest kara.
-Co? Co jest karą?
-Podejdź do Niall'a i zagadaj. Albo nie. Będę wredna. Pocałuj go.
Poczułam jak krew zaczęła szumieć mi w głowie. Nie, nie mogę. On jest idealny a ja ? Szara myszka. Przyjaciółka szturchnęła mnie w ramię ściągając na ziemię. Spojrzałam na nią.
-Co? - pisnęłam.
-Odleciałaś - wyjaśniła.
-Och, boże przepraszam. Nie mogę. Boję się.
-Do odważnych świat należy.
Spojrzałam w stronę Irlandczyka, który miał przyjechać na dwa miesiące na wymianę ale przekonał mamę i przeprowadził się aby chodzić do naszej szkoły na stałe. Chłopak patrzył w naszą stronę, szybko odwróciłam wzrok dopiero po chwili zdając sobie sprawę z własnego zachowania. Przecież teraz to na pewno się domyśli, że mi się podoba.
-A teraz idź - pchnęła mnie w jego stronę.
-Pożałujesz tego - rzuciłam ruszając w stronę grupki chłopaków.
Blondyn stał na środku i żonglował piłką. Był taki zwinny. Raz piłka była na lewej stopie za chwilę na głowie. Potem podbił ją prawą stopą i podbił główką podając do kumpla. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Miał na sobie biały T-shirt, jeansową kamizelkę, granatowe rurki i niebieskie Nike. JA go widziałam jako ... anioła. Tak, anioła. Z jego pleców nagle wyrosły dwa białe skrzydła. Przymknęłam oczy i pokręciłam głową aby odgonić od siebie te wyimaginowane obrazy. Kiedy otworzyłam oczy dwa, piękne, białe skrzydła zniknęły. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niego.
-Niall? - mruknęłam. - Mam do ciebie sprawę.
-Czekajcie chłopaki. Zaraz przyjdę - odparł i podszedł do mnie. - Hej [T.I.]
O boże on zna moje imię krzyczały moje myśli.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Za co? - zdziwił się.
-Za to - podeszłam i go pocałowałam.
Zacisnęłam oczy żeby nie patrzeć na upokorzenia w jakim zaraz będę. Ale się pomyliłam. Blondyn oddał pocałunek i mocniej naparł na moje usta. Jego obie ręce przeniosły się na moje biodra i przysuną się bliżej.
-Nie mogłaś wcześniej? - zapytał szepcząc.
Zaśmiałam się.
-Co robisz dziś po szkole? - spytał nie puszczając mnie.
-Tak właściwie to nic - westchnęłam.
-To będę czekał przy wejściu. Zabiorę cię gdzieś - puścił mi perskie oko i wrócił uradowany do grupki kolegów, którzy nam się przyglądali.
Stałam w miejscu jeszcze koło kilku minut następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę przyjaciółki, która zdziwiona moją odwagą siedziała z otartymi ustami.
-Czy ty właśnie ...? - zacięła się
-Pocałowałam Niall'a Horan'a? Chyba tak. I nawet mnie dziś zaprosił. Nie wiem jeszcze gdzie ale gdzieś mnie zabiera. To chyba tylko sen.
-Twój anioł stróż nad tobą czuwa - odparła przyjaciółka.
-O tak - uśmiechnęłam się.
Mój anioł jest tuż obok mnie. I raczej zostanie na zawsze ;)


Imagin inspirowany moim snem z zeszłego roku. Może u mnie nie występował Niall ale tak bardzo mi się spodobał, że pomyślałam, że to dobry pomysł. Jak wam się podoba ?

Z okazji Nowego Roku życzę wam zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń, spotkana waszych idoli i wszystkiego najlepszego ;)

piątek, 20 grudnia 2013

Twenty Four 'Harry'

Siedziałam w domu pijąc kawę. Mój spokój zakłócił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć i ujrzałam Harry’ego.
- Hej – powiedziałam do niego, a on odpowiedział mi.
Wszedł do środka i zdjął kurtkę.
- Napijesz się czegoś? – zapytałam.
- Nie dzięki. Wezmę małą i jadę – powiedział.
- Jeszcze śpi. Poszła późno spać, bo bawiła się z Mindy – powiedziałam i usiadłam przy stole.
- To skoro śpi, to poproszę herbatę.
Pięć lat temu ja i Harry byliśmy parą. Zaszłam w ciąże i się to zmieniło. Teraz jest tak, że Harry po prostu odwiedza albo zabiera gdzieś Emily. A my rozmawiamy ze sobą normalnie jak znajomi.
Zrobiłam jemu herbatę i podałam.
- Jak tam u ciebie? – zapytał.
- Może być, a co? – spytałam.
- Tak tylko pytam. Nie jest cos potrzebne wam? – kolejny raz zapytał.
- Nie. Dajemy radę – skłamałam.
Tak naprawdę wczoraj zostałam zwolniona z pracy, bo zawsze wychodziłam 10 minut wcześniej odebrać Emily. I na oddatek nie mam opłaconego czynszu za ten miesiąc więc jest zajebiście.
- A potrzebne jakieś ciuchy Emilly, albo buty czy coś? – zapytał.
- Spokojnie, wszystko mam – uśmiechnęłam się do niego.
- Na pewno? – zapytał kolejny raz dzisiaj.
- Tak, Harry na pewno – powiedziałam.
Usłyszeliśmy małe kroczki. W końcu Emily pojawiła się w kuchni.
- TATA! – krzyknęła i podbiegła do Harry’ego.
- No cześć kruszynko – zaśmiał się i wziął ją na ręce. – Idziemy dzisiaj do wesołego miasteczka. Co ty na to? – zapytał.
- TA! – krzyknęła mała.
Zrobiłam jej płatki, które z pomocą Harry’ego zjadła. Następnie ubrałam jej kremowe rurki, czarną bluzkę, białe converse (tak Harry jej kupił) i kremowy sweterek. Uczesałam ją w kitkę i dałam całusa.
Nareszcie sama. Znaczy się, od niedawna ta samotność mnie dobija. Chciałabym w końcu znaleźć sobie kogoś… Ah, nie ważne. Zaczęłam szukać jakieś pracy. Ale nic ciekawego nie było. Trudno znaleźć prace komuś z takim wykształceniem jak moje. W wieku 18 lat zaszłam w ciąże i nie ukończyłam szkoły średniej.
Minęło kilka godzin i zaczęło się robić ciemno, a ich nadal nie było. Zaniepokojona zadzwoniłam do Harry’ego. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Harry? Gdzie jesteście? – zapytałam.
- Już wracamy, bo byłem z małą u Louisa i Eleanor – powiedział. – Będziemy za 15 minut.
Rozłączyłam się i położyłam na chwilę na kanapie. Po chwili usłyszałam śmiech Emily, a potem poczułam jak mi wskakuję na kolana.
- I jak się bawiłaś? – zapytałam.
- Mama, a tam był takie duze koło i byłam z tata na tym! I było baldzo fajnie. Pats co tata wygrał dla mnie – pokazała mi misia.
- Uuu… Ale super misio! – powiedziałam i spojrzałam się na Harry’ego.
- Dziękuję – powiedziałam. – Jesteś głodny? Chcesz coś zjeść? – zapytałam.
- Wielkie dzięki, ale wracam, bo jutro rano do studia musze jechać – powiedział.
- Em, pożegnaj się z tatą – powiedziałam, a mała rzuciła się na niego.
Widziałam jak za sobą tęsknią. Em za Harrym, a Harry za nią. No, ale co mam zrobić? No co?

Kilka dni później…

Właśnie przyszedł Harry, bo musiałam z nim porozmawiać.
- Coś się stało Em? – zapytałam wyraźnie wystraszony.
- Nie. Spokojnie – odpowiedziałam.
- To co się dzieję? – zapytał.
- Chodzi o to, że… Muszę wyprowadzić się do Polski – powiedziałam. – Nie chcę ci ograniczać czasu z Em, bo widzę jak ona za tobą tęskni i cały czas o tobie mówi, ale ja nie mogę zostać. Wywalili mnie z pracy i nie mam kasy na czynsz więc mam 5 dni na wyprowadzenie się. Harry, ja po prostu nie mam wyjścia – szepnęłam i spojrzałam na niego.
Widziałam ból w jego oczach. Wiedziałam, że nie będzie łatwo jemu się rozstać z Emily, ale ja nie mam wyjścia! Westchnął głęboko i oparł się o kanapę. Ręce zacisnął na oczach.
- I jak ja będę się z nią widywać? Teraz widuję ją co 3 dni, a teraz co? Co dwa, trzy miesiące?! – krzyknął.
- Do jasnej cholery! To co mam zrobić? – tym razem to ja krzyknęłam.
- Zamieszkacie u mnie. Mam duże mieszkanie, znajdziesz sobie pracę i będzie dobrze – powiedział z uśmiechem.
- Tak, zabawne! Harry, ale ja z tobą w jednym domu? – zapytałam. – Nie, ja się nie zgadzam! – powiedziałam.
- To lepiej, żeby Emily nie miała ojca?! – wrzasnął.
- Daj mi spokój! – powiedziałam.
- Nie jest mi łatwo z tym, że ją tak rzadko widuję! – powiedział.
- A myślisz, że mi jest łatwiej? Nie potrafię jej zapewnić wszystkiego co jej potrzebne, nie mogę znaleźć pracy, bo nie mam wykształcenia i w dodatku jestem w tym sama. Myślisz, że mi łatwo, kiedy Emily płacze w nocy, bo chciałaby, żebyś jej pośpiewał kołysankę, żebyś ją przytulił. I co ja mam jej wtedy powiedzieć? – powiedziałam i zaczęłam płakać. – Wiedziałam, że będę straszną matką – szepnęłam.
- Ej no, [T.I.] nie płacz – powiedział i mnie objął. – Zamieszkajcie u mnie, a jak nie będzie ci pasowało coś to wtedy dam ci pieniądze na czynsz…
- Nie, Harry ja nie mogę. Muszę sama sobie poradzić – powiedziałam odsuwając się od niego.
- Ale to moja wina, że nie masz pracy to przeze mnie, bo zrobiłem ci dziecko – powiedział, a ja się zaśmiałam. – To jak? – zapytał.
- Ale jak mi się nie spodoba życie z tobą pod wspólnym dachem to wyprowadzam się z Em do Polski – powiedziałam, a on przytaknął.

Dwa dni później…

- Dzie jedziemy? – zapytała sepleniąc Emily.
- Oj, zobaczysz – powiedziałam, aż w końcu dojechaliśmy do domu Harry’ego.
- Psyjechaliśmy do tatusia? – zapytała.
- Tak – uśmiechnęłam się do niej.
Harry czekał na nas przed drzwiami. Otworzył nam drzwi i weszliśmy do środka. Ma nowocześnie urządzony dom, co mi się bardzo podoba.
- Chodź Emily z tatą – powiedział Harry i wziął ją na ręce.
Poszłam za nimi i Harry otworzył drzwi do jakiegoś pokoju.
- To twój nowy pokoik, od dzisiaj będziesz tu mieszkać – powiedział.
- A mama? – zapytała.
- Mama ma pokój obok ciebie – powiedział.
- A mama i tata nie powinni spać lazem? – zapytała, a my się zaśmialiśmy.
Harry pomógł mi w rozpakowaniu rzeczy. Harry poszedł usypiać Em, a ja wzięłam album ze zdjęciami. Końcówka związku z Harrym. Ja w ciąży, ja po urodzeniu Em razem z Harrym, a potem masa zdjęć Emily. Nagle poczułam jak Harry usiadł obok mnie.
- Ale ona jest do ciebie podobna – powiedział Harry.
- Do ciebie też, ma po tobie oczy i dołeczki w policzkach – powiedziałam.
- Ale włosy ma po tobie i nos i usta i cerę – przewrócił na następną kartkę co nie było dobre w tej sytuacji. Ja, Harry, Emily 2 dni po urodzeniu. Przytuleni do siebie, trzymając ją na rękach.
- Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi – powiedział Harry.
- A co teraz nie jesteś? – zapytałam.
- Nie – odpowiedział i spojrzał się na mnie.
- Ja pójdę już spać. Dobranoc i dziękuję – powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
W nocy obudził mnie płacz Emily. Pobiegłam do jej pokoju. Zaczęłam ja głaskać po główce, a po chwili i Harry się znalazł w pokoju.
- Co się dzieje? – zapytał.
- Ma gorączkę. Przyniesiesz ten różowy syrop? – zapytałam.
- Jasne – odpowiedział, a po chwili wrócił z syropem.
Podałam małej i Harry wziął ją na ręce do swojego pokoju. Chciałam już iść do swojego, ale Em mnie zawołała. Chciała, abym położyła się obok niej. Spojrzałam się na Harry’ego, a on przytaknął. Położyłam się i tak zasnęłam.
Obudziła mnie Emily, która skakała mi po głowie. Dosłownie!
- A tata i mama się kochają – śmiała się mała, a ja z Harrym w dość niekomfortowej sytuacji się nie odezwaliśmy. – Ide bawić – powiedziała i zniknęła.
Nagle poczułam rękę Harry’ego na mojej.
- A może spróbujemy zacząć od nowa? – zapytał i nagle mnie pocałował. Przez 4 lata nikt mnie nie całował, przez cztery lata nie czułam się tak blisko przy kimś.

- Kocham cię Harry – powiedziałam.


______________________


Na razie chwilowy brak weny chociaż w końcu napisałam rozdział na: 
W dodatku zaczęłam pisać nowe opowiadanie :
W szkole jak w szkole mam już jej dosyć więc cieszę się bardzo, że już mamy wolne i za niedługo święta...

Pozdrawiam, Marcela <3

środa, 27 listopada 2013

Nineteen 'Niall cz.3'

Hej wam!
Jak nowy wyglad bloga?
Dodaje ostatnią część Niallera, a teraz szykuje już nowego o Zaynie, który być może w weekend.


12.06.2013r.

Właśnie wczoraj skończyłam szkołe. Jestem w połowie 5 miesiąca ciąży.To dziewczynka! A Niall? Nadal nie wie, że to jego dziecko. Dzisiaj się przeprowadzam do niego do Londynu. Właśnie jestem spakowana i czekam, aż po mnie przyjedzie. Jestem wdzięczna rodzicom [I.T.P.] i jej samej. A moi rodzice? Nie odzywją się do mnie. Nawet rodzeństwo. Ale teraz właśnie widać na kim można polegać.
- [T.I.], Niall przyjechał - usłyszałam mamę [I.T.P.].
Wyszłam z pokoju. Podeszłam do Nialla i go mocna przytuliłam.
- Wskakuj mała do auta - zaśmiał się.
Młodsza od niego jestem tylko o dwa lata i od razu 'mała'. Pożegnałam się ze wszystkimi i weszłam do samochodu. Po chwili i Niall usiadł. Jechaliśmy w ciszy. Aż w końcu Niall ją przerwał.
- Jak się czujesz? - zapytał.
- Dobrze, a ty? - uśmiechnęłam się do niego.
- Dobrze - zaśmiał się.
Rozmawialiśmy całą drogę samochodem. Weszliśmyndo prywatnego samolotu. W pewnym moencie, gdy już lecieliśmy, Niall zaczął.
- Znajdziemy ojca dziecka. Mam dobrych ludzi od tego. Tylko musisz podać jego stare imię i nazwisko - powiedział. Wystraszyłam się.
- Ale, ale nie trzeba. Ja nie chce go znać - stwierdziłam.
- Ojciec musi wiedzieć, że ma dziecko! Jak nie chcesz to dam rade sam go znaleźć - powiedział wkurzony.
- Nie pozwalam ci! - powiedziałam głośniej.
- I tak to zrobie - stwierdził.
- Ale on nie jest ojcem dziecka! - krzyknęłam i zaczęłam płakać.
- To kto nim jest? - zapytał wkurzony.
- Ty - szepnęłam.
Zakryłam twarz rękoma i zaczęłam płakać.
- C-co?! - wrzasnął.
Nie odpowiedziałam.
- Będe miał dziecko - stwierdził. - Ja nie mogę - powiedział wkurzony. - Co ja narobiłem. Czemu nie powiedziałaś prawdy? - zapytał.
- Masa koncertów, wywiady, fani... Nie chciałam ci tego niszczyć... i się bałam.
- Ty jesteś nienormalna! - wrzasnął. - Jak się z tobą dogadać?! Co j teraz zrobie...
- Nic. Zamieszkam w domu samotnej matki - powiedziałam.
- Ty na serio jesteś głupia! Zostajesz u mnie. Tylko sobie nie myśl, że ci to kiedykolwiek wybacze!
Nie odzywał się do mnie przez reszte drogi. Wychodząc z samolotu powiedział, że mam nigdzie nie iść i czekać na ochronę. W końcu przyszli. Tyle wrzasków... Wsiadłam do jego samochodu, ale usiadłam z tyłu. Napisałam wszystko [I.T.P.]. Ale nie odpisała. No tak... Wyjechali dzisiaj na wioske, gdzie nie ma zasięgu. Dojechaliśmy jak mniemam do jego domu. Wyszłam i chwyciłam walizki, ale Niall mi je zabrał i poszedł przed siebie.
- Zajebiście - szepnęłam pod nosem.
Wszedł do środka, a ja za nim. Ściągnęłam buty i poszłam za nim. Był to pokoju zaraz obok salonu. Położył w nim moje walizki. Ściany jasno-fioletowe, jasne panele, duże łóżko z baldachimem, całe łóżko białe, łącznie z pościelą, duża szafa biała, białą szafkę nocną i białe biurko. Odwrócił się do mnie.
- To twój pokój - powiedział i wyszedł.
Był już wieczór, a on dalej się nie odzywa. Przebrałam się w pidżamę. Czyli bluzke na krotki rękw i krótkie spodenki.  Włosy związałam w kitkę. Położyłam się spać.
Obudziłam sie z mdłościami. Wybiegłam szybko z pokoju. Ale gdzie jest łazienka?
-Łazienka - powiedziałam, gdy zobaczyłam Nialla.
Wskazał mi, a ja szybko do niej wbiegłam. Zwymiotowałam. Fuj, jak ja tego nienawidze. Wstałam i obmyłam twarz. Wyszłam z łazienki. Niall siedział w salonie na kanapie. Podeszłam do niego i usiadłam obok.
- Porozmawiajmy jak cywilizowani ludzi, a nie się obrażasz! - powiedziałam.
- Nie mamy o czym! To ty mnie oszukałaś! - wrzasnął na mnie.
- Oddam dziecko do adopcji. Jeśli ja nie dam sobie rady, a ty go nie chcesz,..
- Kto powiedział, że nie chce?! - wysyczał mi prosto w twarz.
To nie był Niall, którego znałam.
- To co mam zrobić? - szepnęłam załamana.
- Urodzisz to dziecko - powiedział. - Wychowamy je. Jakoś damy radę - w tym momencie poczułam, że stary Niall wraca. - Ale nadal ci nie wybacze.
Pokiwałam głową i poszłam do pokoju. Siedziałam i patrzyłam się w sufit.

19.09.2013r.

Końcówka 8 miesiąca. Coraz bardziej się boję i coraz gorzej się czuję. Niall nadal ze mną nie rozmawia. Właśnie siedziałam w pokoju, a Niall chyba oglądał TV. Poczułam skurcz. Zignorowałam to, ale po kilku następnych zaczęłam panikować. Poczułam mocny ból.
- NIALL! - wrzasnęłam.
- Co się dzieje? - zapytał wyraźnie wystraszony.
- To chyba już - ledwo powiedziałam.
- O boże - wziął mnie na ręce, a następnie torbe.
Posadził mnie w samochodzi i ruszył.
- Spokojnie - mówił do mnie.
- Jak mam być spokojna?! - wrzasnęłam na niego zirytowana.
Dojechaliśmy do szpitala, a po chwili jechałam na sale.
- Mogę wejść? - zapytał.
Pokiwałam przecząco głową.

Niall

Siedziałem przed drzwiami i słyszałem płacz i krzyki [T.I.]. Byłem przerażony, a co dopiero ona. Bałem się. Przecież teraz trzeba będzie dziecko wychować.

[T.I.]

Po 7 godzinach urodziłam śliczną dziewczynkę. Kiedy dostałam ją na ręce, rozpłakałam się. Była taka śliczna i drobniutka. Była podobna do Nialla. Właśnie on wszedł o sali. Podszedł do mnie. Spojrzałam się na niego, a on szeroko się uśmiechał.
- Chcesz ją potrzymać? - zapytałam.
Pokiwał głową i podałam mu ją.
- Jaka śliczna - powiedział. - Jak ją nazwiemy? - zapytał.
- Hope - powiedziałam.
- Hope Horan - zaśmiał się.
- Żartujesz sobie? - zapytałam. - Będzie miała moje nazwisko! - powiedziałam oburzona.
- [T.I.], noo weź przestań. Noech ma moje nazwisko! - powiedział.
- Nie zgadzam się - spojrzał się na mnie.
Po długich kłótniach nadal, nie ustaliliśmy tego. Nagle drzwi się otworzyły i pojawiła się rodzina Nialla.
- O jeju - zatkała buzię mama Nialla. - Chlopczyk czy..
- Dziewczynka, Hope - powiedział Niall.
Jego rodzina też namawiała do ich nazwiska. Ja nie odpuszcze! W końcu byłam zmęczona i zasnęłam.

22.09.2013r.

Wychodzimy dzisiaj do domu. W końcu córeczka nazywa sie Hope Marcelina Horan. Ubrałam się w jasno-różową sukienkę. Hope ubrałam w różowe śpioszki w serduszka i włożyłam do nosidełka. Po chwili Niall pojawił się obok mnie. Wyszliśmy z budynku, a wszędzie pełno paparazzi i fanów. Z pomocą kilku ochroniarzy udało nam się dostać do auta.
Kiedy zobaczyłam małynpokoik Hope popłakałam się. Nadeszła noc. Przebrałam małą, nakarmiłam ją. Położyłam ją na moim łóżku i ułożyłam się obok niej.Westchnęłam kiedy mała zasnęła. Zadzwoniłam do [I.T.P.]. Rozmawiałam z nią dobre 2 godziny, ale musiałam skończyć, bo Hope zaczęła płakać. Wzięłam ją na ręce i zaczęłam kołysać. Nawet nuciłam jej kołysankę. Po chwili przestała płakać, ale cały czas ją kołysałam. Jest taka słodka. Nagle w moim pokoju pojawił sie Niall.
- Daj, zajme się nią, a ty idź spać - powoedział.
- Nie, już jest ok. Nie płaczę - uśmiechnęłam się w jej stronę.
- Jestem jej ojcem też mam prawo - powiedział wkurzony.
- Czemu ty mnie tak nienawidzisz? - zapytałam patrząc jemu w oczy.
- Oszukałaś mnie - powiedział.
- A ty co byś zrobił? Wiedziałam, że kiedy ci powiem to byśmy przestali się przyjaźnić inie miałabym u ciebie żadnych szans! - po wypowiedzeniu tych słów zrozumiałam, że powiedziałam za wiele. - Po prostu wyjdź - powiedziałam.
Wyszedł trzaskając drzwiami, a Hope zaczęła płakać.

24.12.2013r.

Super wigilia! Niall chyba jedzie do rodziny, a ja zostaje tutaj sama z Hope. Usłyszałam, że Niall wychodzi. Dlatego wyszłam z pokoju i poszłam do salonu. Było mi przykro. Zadzwoniłam do Zayna. Jako jedyny nie onchodzi świąt. Poprosiłam, aby kupił mi choinkę. Nie czekałam na niego długo. Przyszedł ze średnią choinką.
- Jestem ci wdzięczna - powiedziałam. - Ile kosztowała? - zapytałam.
- Nie chcę od ciebie pieniędzy. A Nialler gdzie? - zapytał.
- Nie wiem, chyba do rodziny pojechał - powiedziałam.
- Pozdrów go. To pa - powiedział i wyszedł.
Położyłam małą w kojcu. Kupiłam pare bombek, pare dostałam. Ubrałam choinkę. Skromnie, ale chociaż czuć tę magię świąt. Dobra, kogo ja chcę oszukać. Nie czuje jej wcale. Nie mam nikogo oprócz Hope. Mój telefon zaczął dzwonić szybko odebrałam.
- Dzień Dobry, [T.I.] tu mama Nialla. Miał wypadek, a ja nie mam jak tam się dostać. Proszę pojedź do szpitala - mówiła roztrzęsiona.
- Już jadę - powiedziałam.
Ubrałam małą i siebie. Dwa domy dalej mieszkał Liam z Sophią. Zadzwoniłam dzwonkiem do ich drzwi. Otworzyła mi Sophia.
- Mogę zostawić ją u was? Niall jest w szpitalu, jego mama prosiła, abym tam poszła...
- Jasne - powiedziała i wzięła ją. - Zadzwoń później.
- Ok, tam masz pampersy, mleko...
- W porządku, wiem - powiedziała.
Zaczęłam biec w stronę szpitala. Po 30 minutach cała mokra weszłam do budynku.
- Gdzie znajduję się Niall Horan, jestem jego narzyczoną. Jak mi pani nie wierzy może pani wpisac w internet...
- Wierzę pani - to zawsze działa. - Sala numer 142 4 piętro.
Weszłam do windy i poszłam do sali. Przed salą stał lekarz. Niall wpadł w poślozg. Przez co ma lekki uraz biodra i kostki. Jest bardzo słaby i trzeba będzie się nim opiekować. Weszłam do sali. Leżał na łóżku blady jak ściana Niall. Podeszłam do niego, a on obkręcił głowę.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Co ty tutaj robisz? - spytał.
- Przyszłam po ciebie. Napisałam do Zayna, zaraz będzie i zawiezie cię do domi - powiedziałam.
- Gdzie Hope? - spytał.
- U Liama i Sophie.
Więcej z nim nie rozmawiałam. Okazało się, że auto Zayna ma dwa miejsca więc szłam z buta. Po drodze poszłam po Hope. Podziękowałam im. Weszłam do domu i się rozebrałam. Zrobiłam to samo z Hopie (czasami tak na nią mówię). Włożyłam ją do łóżeczka. Weszłam do pokoju Nialla.
- Jak się czujesz? - zapytałam stojąc w progu.
- Wszystkie kości mnie bolą - powiedział.
Poszłam do kuchni. Zrobiłam mi cherbatę oraz odgrzałam barszcz, który miał być dla mnie. Zaniosłam mu na tacce. Ale on spał. Wyszłam z jego pokoju. Poszłam się przebrać. Potem usypiałam Hope. Ostatecznie zasnęłam na kanapie.
Usłyszałam jęki Nialla. Przebudziłam się i weszłam do jego pokoju.
- Co się dzieje? - zapytałam.
- To biodro tak cholernie boli - powiedział.
Podałam mu maść.
- Tylko ostrożnie - spojrzałam się na niego.
- Ucałuj Hope - uśmiechnął się.
Nie spałam całą noc. Albo Nialla coś bolało, albo Hope zgłodniała. Opiekunka na pełen etat? Ran zrobiłam Niallowi jajecznicę. Zaniosłam mu na tacce,
- Mało świąteczne, ale w tym roku ich nie spędzam więc nie ma jedzenia w lodówce - powiedziałam.
- Myślałem, że [I.T.P.] przyjeżdża.
- Nie, ona je spędza w rodzinie - szepnęłam, a z moich oczu zaczęły wydobywać się łzy. - A moją rodziną jest jedynie Hope.
Wyszłam z jego pokoju i położyłam się u siebie obok Hope.
- Nigdy cię samej nie zostawie, pamiętaj, zawsze będę przy tobie. Masz mnie, tate, będziesz miała rodzinę, nie tak jak ja - powiedziałam i rozpłakałam się jak małe dziecko.
Ogarnęłam się i poszłam zrobić małej picie. Wyjęłam również szklankę dla siebie na cherbatę. Niall siedział w kuchnii jadł jakieś słodycze. Kubek wyleciał mi z ręki i się potłukł.
- O mój boże, przepraszam cię. Odkupie ci ten kubek - powiedziałam i zaczęłam zbierać szkło.
Wyrzuciłam wszystko. Niall poszedł do siebie. Kiedy nalewałam mleko do butelki, wyleciała mi z rąk i się stłukła. Osunęłam się po meblach i zaczęłam płakać. Nic mi nie wychodzi.
- Co się stało? - zapytał Niall.
- Wszystko mi się wali! - wrzasnęłam. - Nie potrafię sobie z tym wszystkim radzić... - mówiłam załamana. - Jakim ja będę przykładem dla Hope, jak na matkę się nie nadaje? - wstałam. - Najlepiej będzie jak się usunę z jej życia. A ty razem ze swoją dziewczyną będziecie ją wychowywać...
- Co? - zapytał Niall. - Nie zostawiaj mnie samego - powoedział.
- Jak samego? Masz rodzinę, przyjaciół, fanów, a ja nie mam nic - zaczęły mi łzy lecieć. - Nawet świąt nie obchodzę, nie mam z kim.
Nie wiem czemu, ale nagle go przytuliłam. Wtuliłam się w niego zanosząc się płaczem. Odsunęłam się.
- Przepraszam - powiedziałam i się odwróciłam.
Złapał mnie za ręke, a po chwili poczułam jego wargi.
- Nie jesteś sama - powieział. - Kocham cię - szepnął.
- Ja ciebie też.

piątek, 1 listopada 2013

Ten 'Liam'

Zadowolona wyszłam z wanny. Podeszłam do półki na, której leżał mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Dostałam wiadomość. Przebrałam się w ciuchy wybrane na randkę i sprawdziłam skrzynkę. Od [Imię chłopaka.]. Ucieszyłam się. Pewnie chce zmienić miejsce randki na romantyczniejsze. Odblokowałam telefon i kliknęłam na obrazek koperty.
"Nie chcę już z tobą być. Wiem, że mnie zdradziłaś. Z moim własnym przyjacielem. Nie wiem jak mogliście mi to zrobić. Myślałem, że mnie kochasz. Z nami koniec."
Po przeczytaniu tego telefon wypadł mi z ręki. Jak to ? Przecież go nie zdradziłam. Nigdy się nad sobą nie użalałam, więc wzięłam torebkę pod rękę i kłapnęłam drzwiami. Biegłam przez ulicę. Kilka razy prawie mnie potrąciła samochód. Gdy dotarłam do jego domu zaczęłam walić w drzwi. Nikt nie otwierał. Przebiegłam na tył domu, tam były drzwi, których nigdy nie zamykał. Wpadłam przez nie do środka, wbiegłam po schodach i z hukiem otworzyłam drzwi do jego sypialni. W środku zastałam chłopaka ze swoją przyjaciółką ... w łóżku. Nie mogłam w to uwierzyć.
-I to niby ja ciebie zdradziłam ? - krzyknęłam i wybiegłam z domu. 
Chodziłam po okolicy dobrą godzinę gdy zaszłam do kiosku. Nigdy nie paliłam i nie miałam zamiaru zacząć, kupiłam ... żyletkę. Wróciłam do domu i napuściłam wody do wanny. Nie ściągając ciuchów położyłam się w niej. Nigdy nie cięłam się ale niejedna osoba mówiła, że to pomaga. Nie chciałam podciąć sobie żył tylko poczuć ból, który zagłuszy ten w sercu. Pierwsze cięcia trochę mnie piekły ale następne były już lepsze. Gdy skończyłam obie ręce były w czerwonych kreskach. Żałowałam tego ale przynajmniej osiągnęłam cel. Wysuszyłam się i ubrałam w piżamę. Zauważyłam, że jest już dobrze po północy. Zasnęłam z bandażami na rękach. Minęły dwa tygodnie. Nie cięłam się więcej ale blizny zostały. Pewnego popołudnia zadzwoniła do mnie przyjaciółka, która wiedziała o wszystkim.
-Hej [T.I.] !
-No cześć [I.T.P.]
-Słuchaj mam wolny bilet na dziś na 20 na One Direction. Idziesz ?
-Jasne !
-Dobra, to przyjadę po ciebie o 19. Pa !
-Pa - pożegnałam się.
Zajrzałam do szafy. Musiałam ubrać coś przewiewnego ale żeby zakrywało mi ręce. Nałożyłam jensową koszulę i krótkie jensowe shorty. Na rękę założyłam bransoletkę. Gdy zrobiłam makijarz przyjechała [I.T.P.].
-I jak ? Gotowa na koncert ? - powitała mnie.
-Jasne.
Dojechałyśmy pół godziny przed koncertem ale ledwo co się dopchałyśmy. Rozpychałyśmy się ramionami i w taki sposób dotarłyśmy aż do barierek. Za nimi było jeszcze ze dwa metry od sceny gdyby chłopakom zachciało się podchodzić do fanek i psychofanek. Koncert trwał 2 i pół godziny, na chwilę podszedł do mnie Payn. Nigdy nie byłyśmy z [I.P.] directionerkami ale bardzo podobały nam się ich głosy, a ja byłam wniebowzięta w tamtym momencie. Po koncercie, gdy chłopcy dziękowali za przybycie itp. Liam wbiegł za scenę i wrócił z dwiema kartkami papieru i długopisem, nabazgrał coś na obu. Jedną, podniósł do góry i krzyknął "We love you", czyli to co było na niej napisane. Później złożył kartkę w samolocik i rzucił w tłum. Osobą, która złapała ten prezencik była moja przyjaciółka. Szybko schowała ją do torebki żeby żadna powalona fanka jej nie zabrała. Chłopcy zeszli ze sceny i rozdawali autografy. Znów Daddy do mnie podszedł. Zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Nie zauważyłam, że rękaw ci się podwinął ale on to zobaczył. Szybko zasłoniłam nadgarstek, a Liam ukradkiem włożył mi drugą kartkę do kieszeni. Gdy wróciłyśmy do domu [I.P.] została u mnie. Wieczorem gdy ty oglądałam "Jak poznałem waszą matkę"  tmoja przyjaciółka przeglądała Twittera.
-[T.I.] !!
-Co chcesz ?
-Chodź .
-Ale co chcesz ?
-Ktoś coś twittną.
Niechętnie podniosłam się z wygodnego łóżka i podeszłam do laptopa przyjaciółki. Spojrzałam na ekran.
Liam Payne ;
"Chciałbym poprosić pewną śliczną dziewczynę, która była dzisiaj na naszym koncercie, ubrana w jeansową koszulę. Nie tnij się, kochanie. Nie wiem o co chodziło ale nie rób tego. Twój Liam <3"
-Kiedy on to napisał ? - chciałam wiedzieć.
-Ze dwie minuty temu.
Kolejne ćwirknięcie, kolejny post.
"Jeżeli to przeczytałaś, zajrzyj do kieszeni spodenek".
Pobiegłam szybko do łazienki gdzie zostawiłam ciuchy. Z szortów wyciągnęłam lekko zmiętą kartkę.
-Usunął ostatni post. [T.I.] ? O co chodzi ?
-Już o nic.
Na kartce napisane było ; "Nie rób sobie krzywdy. Nawet nie wiesz jak to boli twoich najbliższych. Nigdy tego nie robiłem ale wiem ile przykrości to sprawia. Jesteś zbyt piękna żeby to robić. Zadzwoń xoxo Liam"
Nie mogłam w to uwierzyć. Wybrałam szybko numer zapisany na kartce. Odebrał po pierwszym sygnale.
-Hej !
-Cześć - przywitałam się.
-Ty jesteś tą dziewczyną ?
-Nooo tak.
-Słuchaj daleko mieszkasz od parku St. James ?
-Nie.
-To przyjdź tam za dwadzieścia minut.
-Dobrze.
-I ... albo nie. Do zobaczenia.
Wyszłam z łazienki, rzuciłam się na szafę i wybrałam ciuchy. Nie chciałam się stroić ale wyglądać ładnie. Pobiegłam na wyznaczone miejsce. Liam czekał tam na mnie.
-Hej - przywitałam się. - Jestem [T.I.]
-Masz śliczne imię. Dlaczego się pocięłaś ?
Opowiedziałam mu historię byłego chłopaka, który zerwał ze mną przez SMS-a i zdradził z koleżanką.
-Ale to nie jest powód. Obiecaj mi, że nigdy tego nie zrobisz.
-Obiecuję.
-Ale ja muszę mieć inne zapieczętowanie umowy - przysunął się do mnie i pocałował.

Spotkaliśmy się jeszcze wiele razy aż w końcu Liam poprosił mnie o zostanie jego dziewczyną. Tamtą kartkę oprawiłam w ramkę i postawiłam przy łóżku. Nigdy więcej już się nie cięłam. Nie chciałam sprawiać przykrości moim bliskim. A zwłaszcza jednej. Najważniejszej.


Wiem, że jest smutny ale mam nadzieję, że podoba wam się zakończenie. Pewnie myślicie skąd mam takie dziwne niektóre pomysły na imaginy. Jeżeli macie pytania to śmiało ;)

poniedziałek, 21 października 2013

Three 'Zayn'

Rześkie powietrze przenikało mi przez płuca za każdym oddechem. Czekałam na niego już piętnaście minut. Nigdy nie był zbyt punktualny ale nie spóźniał się aż tak. Zaczęłam dreptać w miejscu. Nagle ktoś zakrył mi od tyłu oczy. Ale gdy się obróciłam strach znikną. Wpatrywałam się w piękne czekoladowe oczy.
-Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję. Czego się spóźniłeś ?
-Szukałem czegoś.
-Zegarka ? Nie udało się - zażartowałam.
-Nie. Tego - wręczył mi małe pudełeczko w kształcie serca.
-Zayn ... nie musiałeś.
-Musiałem. Otwórz.
Zrobiłam jak kazał. Moim oczom ukazał się cudowny naszyjnik w kształcie połówki serca w kolorze czerwonym. 
-A gdzie reszta ?
Wyciągnął z kieszeni klucze i zamachał mi przed oczami. Do kółka przyczepiona była druga, biała połowa naszyjnika. Tylko, że u niego to był breloczek. Rzuciłam mu się na szyję i cmoknęłam go w usta. Zaczął pogłębiać pocałunek. Nie mogłam oprzeć się smakowi jego ust. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Przeszliśmy się po parku. Rozmawialiśmy o jego trasie.
-Czyli zostały nam tylko dwa tygodnie ? - posmutniała,.
-Nie martw się, królewno. Damy radę - ujął mój podbródek.
-Musimy - uśmiechnęłam się.
-Chyba, że ... - zaczął.
-Chyba, że co ?
-Jedź ze mną. Będziesz mi pomagała, zaprzyjaźnisz się z chłopakami i zwiedzisz Europę.
-Sama nie wiem - zamyśliłam się.
-[T.I.] proszę - spojrzał oczami zbitego psiaka.
-Muszę pomyśleć. Poważnie się zastanowić.
-Chyba wiem jak cię przekonać - przysunął się do mnie i namiętnie pocałował.
-Może pojadę - zaczęłam a chłopak nie przestawał cię całować.
-Do mnie czy do ciebie ? - spytał.
-Możemy do ciebie. A jaki film chcesz obejrzeć ?
-No wiesz co [T.I.] ?
-Tak się z tobą droczę.
-Chociaż moglibyśmy coś obejrzeć - seksownie przygryzł wargę.
-A co ?
-Ja bym obejrzał ciebie, kotku.
-Spadaj zboczuchu.
-Możemy obejrzeć horror.
-Ale ja się boję horrów.
-Ale obejrzysz go ze mną. Więc nie masz się co bać.
Doszliśmy do domu Malika. Ja zrobiłam popcorn a on ustawił film.
-Jesteś pewien ?
-Pytasz mnie jakbyśmy szli poznać twoich rodziców.
-Nie są tacy źli. Ja kochanie o film pytam. Bo ja później w nocy mogę mieć w nocy koszmary. A jak będę sama w domu to w ogóle.
-Ale dziś śpisz u mnie, więc nie masz się co bać.
-Jak to śpię u ciebie ?
-No normalnie w łóżku, pod kołdrą, lub bez. W piżamie lub bez - mrugnął. - Obok mnie, na mnie pode mną. Jak wolisz - uśmiechnął się zawadiacko
-Oj ty wariacie - zaśmiałam się.
-Czekaj zmienię koszulkę - wstał i ruszył w stronę pokoju.
Nie zauważył, że szłam za nim. Zajrzałam przez szparę w drzwiach. Ujrzałam tam przystojniaka ściągającego koszulkę. Nałożył inną i zaczął iść do drzwi. Gdy mnię zauważył zaczął się śmiać. Otworzył drzwi.
-Oj kochanie. Było powiedzieć to bym chodził bez koszulki.
-Ja .. ja tylko ... - zaczęłam się jąkać i zaczerwieniłam się.
-Przecież żartowałem - pocałował mnię.
Wróciliśmy do salonu. Położyliśmy si na kanapie i zaczęliśmy oglądać film.
-Jesteś całkiem przystojny, masz niezłe ciało - mruknęłam.
-Naprawdę ? - zaśmiał się i oblizał wargę
-Co się ślinisz ?
-Wyobraziłem sobie ciebie.
-Nie wierzę w to co mówię, ale oglądajmy.
Westchnął zrezygnowany. Z każdym strasznym momentem chowałam się w Mulata. Bałam się. Nie lubiłam horrorów. W końcu byłam tak zmęczona skakaniem ze strachu, że zasnęłam w ramionach Malika.


Hejka, jestem Wiki. I tak jak reszta będę pisać tu imaginy. Ponieważ są już 2 z Hazzą, ja witam się z wami Zaynem. Jego lubię najbardziej. Mam nadzieję, że spodoba wam się moja twórczość i zostanę z wami na dłużej. 
Love, Vicky <3