Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2014

Thirty Nine 'Harry'

Imagin dedykuję Marceli♥ 
20.08.2013r. 
W pokoju panował półmrok. Jedynym źródłem światła był telewizor, w który się wpatrywałam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Powoli podniosłam się z siedzenia, by wyjrzeć przez judasza. Za drzwiami stała zakapturzona postać. Przestraszyłam się. Nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pisało: Louis. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
 - Halo? 
- Cześć Victoria, stoję właśnie przed twoimi drzwiami. Jesteś w domu? - zapytał głosem pełnym nadziei. Ja tylko odetchnęłam ulgą i otworzyłam drzwi. 
- Wejdź. Co cię tu sprowadza? - zapytałam. 
- Pomyślałem, że wpadnę. Elenour... rozstaliśmy się. 
 - Poczekaj, wyciągnę wino i porozmawiamy o tym.
                                                                                   ***
 - Haha! Louis! - zaśmiałam się. Na chwiejących nogach szłam do swojej sypialni. Wsłuchiwałam się jak śpiewał piosenki z bajek. Opadłam na łóżko, a on obok mnie. Alkohol buzował we krwi. Pod wpływem impulsu pocałowałam go. Całkiem zapomniałam o istnieniu Harrego - mojego chłopaka. I tak właśnie się zaczęło regularne zdradzanie Harrego. 
11.10.2013r. 
- Harry! Widziałeś gdzieś moją torebkę? 
- Nie! Gdzie idziesz? - spojrzał na mnie podejrzliwie. 
 - Idę do koleżanki z pracy. Taki babski wieczór.
 - Yhym.. - mruknął. Spojrzał na mnie podejrzliwie i wstał z fotela. Złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. - Kocham cię. - powiedział. Dwa słowa, dziewięć liter sprawiły, że czuje się rozdarta. Czuje coś do Harrego, ale też do Louisa. To takie niesprawiedliwe. Wybiorę jednego, zranię drugiego. Oni są najlepszymi przyjaciółmi... mam to zniszczyć? 
 - Ja.. też cię kocham. - odparłam z westchnieniem. - Wrócę późno, nie czekaj na mnie. Pa. - pocałowałam go w usta i wyszłam z mieszkania. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu Louisa. Zadzwoniłam do drzwi i czekałam aż otworzy. 
 - Cześć piękna. - mruknął seksownie przygryzając wargę. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Później już tylko lepiej. 
                                                                              *** 
Leżałam wykończona w ramionach Louisa. 
- Jesteś taka piękna. - wyszeptał mi do ucha kreśląc na moim udzie różne wzory. - Szkoda, że nie tylko moja.
 - Louis... przecież wiesz jak jest. 
- No właśnie nie wiem. Mówiłaś mi, że mnie kochasz, a jesteś z nim. Powiedz mi, czemu?
 - Kocham cię, ale też jego. - powiedziałam płaczliwym tonem. Wstałam i zaczęłam zbierać swoje ubrania .
 - Nie można kochać dwóch osób na raz.
                                                                             ***
 - Będzie dobrze... nie płacz już. - uspakajała mnie Maia. 
 - Nie! Kocham ich obu... pomóż..
 - Wiesz mówią, że gdy kocha się dwie osoby trzeba wybrać tę drugą, bo gdybyśmy tą pierwszą kochali nigdy byśmy nie pokochali tej drugiej… 
- Nie potrafię... to za trudne. Kocham Harrego, nie zostawię go. Louis... dlaczego to jest takie trudne!? - spojrzałam na nią błagalnie. 
- Nie wiem... nie odpowiem ci na nie... - powiedziała, a ja po raz kolejny wybuchłam płaczem.
                                                                            *** 
Co się dzieje w moim życiu? Już dawno straciłam nad nim kontrolę. To wszystko jest takie skomplikowane, gdybym tylko wtedy nie piła... "ludzie mają wrodzony talent do wybierania właśnie tego, co dla nich najgorsze." Usłyszałam jak ktoś próbuje otworzyć drzwi. Do sypialni wszedł pijany Harry. 
- Fajnie było z moim najlepszym przyjacielem? Co tak cicho siedzisz? Opowiadaj. - zaśmiał się ponuro. Nie wiedziałam co powiedzieć. Z bezradności po raz kolejny dzisiaj zaczęłam płakać. Ukryłam twarz w dłoniach. Było mi tak wstyd.
 - Ale nie martw się, ja też zabawiłem się pod twoją nieobecność. - cios prosto w serce. - Było mi tak dobrze z nimi. - auć, boli. - Przykre, nieprawdaż? Wiesz jak ja się czuję? Byłem przez tyle czasu okłamywany! Ufałem ci, a ty to wykorzystałaś. - syknął przez zaciśnięte zęby. - Ty zakłamana szmato, zmarnowałam przy tobie prawie dwa lata mojego życia! - krzyknął i trzaskając drzwiami wybiegł z mieszkania. Czułam się jak bezwartościowa lalka. Płacz przerodził się w wycie, a łzy w wodospad łez. Ja nie chcę żyć bez niego, nie umiem. On był moim tlenem. Wychodząc stąd wyrwał mi serce. Jest jeszcze Louis... ale czy ja się nie pomyliłam sądząc, że coś do niego czuję? Pogubiłam się we własnych uczuciach, chociaż wiem, że kocham Harrego. "Wiesz mówią, że gdy kocha się dwie osoby trzeba wybrać tę drugą, bo gdybyśmy tą pierwszą kochali nigdy byśmy nie pokochali tej drugiej…" słowa Mai. Ale czy to prawda? Może ja tylko się zauroczyłam Louisem, myślałam że moje życie jest nudne i chcę coś zmienić, zabawić się. Miałam wszystko... teraz nie mam nic. Nie kocham Louisa... zepsułam po całej linii... 
                                                                            *** 
Już drugi tydzień leżę w łóżku. Mało jem, już nie płaczę. Nie mam czym. Louis dzwonił wielokrotnie do mnie, dobijał się do moich drzwi. Tym razem też. Tylko teraz nie pukał. Otworzył kluczem drzwi... zaraz, ale on nie ma kluczy. Harry, tylko on ma klucze. Zmieszana przykryłam się kołdrą i udawałam, że śpię. Wyciągnął z szafy walizkę i zaczął pakować wszystkie swoje rzeczy. Spakowane bagaże zaniósł do holu i ostatni raz spojrzał na nasz dom. Zostawił klucze na komodzie i wyszedł zostawiając mnie samą. Załamana wyjęłam z szafki tabletki i wódkę. Nie mam ochoty żyć. Nie mam po co żyć. Wzięłam kartkę i długopis, po czym drżącymi rękami zaczęłam pisać: 
Przepraszam, że to robię. Nie mam po co żyć. Nikt nie zatęskni za mną. Mamo, tato kocham Was... Maia byłaś zawsze przy mnie, dziękuje za to, byłaś, jesteś i będziesz zawsze moją przyjaciółką. Louis, nie powinno nigdy mieć miejsca to co zaszło między na mi, pomyliłam się... I Ty Harry, chcę powiedzieć jak bardzo mi przykro i jak bardzo Cię kocham. Byłeś najlepszym co mnie w życiu spotkało... wiem, że nigdy mi nie wybaczysz... Żegnajcie 
Położyłam kartkę na blat i usiadłam na ziemi. Rozpłakałam się jak dziecko, myślałam że już nie mogę płakać. Najpierw napiłam się trunku i połknęłam jedną tabletke, drugą, trzecią... ktoś wszedł do mieszkania. Widok mi się rozmazał, czułam jak ktoś krzyczy moje imię i ciemność...
 *** 
*Harry* 
Wszedłem do naszego domu Victorii, bo zapomniałem zabrać swoich płyt. Usłyszałem czyjś szloch w kuchni. Nie czyjś tylko Victorii. To co zobaczyłem zmroziło mi krew w żyłach. Dziewczyna cała zapłakana połykała tabletki i popijała je alkoholem. Dopiero teraz dotarło do mnie jak ja ją kocham i nie chcę jej stracić. Jestem w stanie jej wybaczyć wszystko. Przerażony zacząłem nią potrząsać i krzyczeć: 
- Nie zostawiaj mnie! Victoria nie! Proszę. - łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Wybrałem numer na pogotowie. 
*** 
*narrator* 
Kędzierzawy chłopak czekał na werdykt lekarzy. Bał się, że ją stracił. Jego ukochaną Victorie. Po dwóch godzinach niepewności z sali wyszedł lekarz. - Żyje, zrobiliśmy płukanie żołądka. Może pan wejść do niej. - westchnął. Harry odetchnął ulgą i wszedł do sali. Usiadł na krześle i złapał rękę bladej jak kartka papieru dziewczyny. - Kocham cię - wyszeptał. - Ja też cię kocham... - otworzyła oczy i wychrypiała. Ta historia dobiegła końca. Chłopcy się pogodzili i uznali, że nic takiego nie miało miejsca, Louis znalazł dziewczynę, a Harry i Victoria? Są znów razem, potrwało to trochę, aż Harry ponownie zaufał Victorii, ale ich miłość jest za silna by wygrało z nią zauroczenie, śmierć i zdrada.

No to przychodzę z imaginem. Ostatnio poparzyłam się w rękę i nie mogłam za dużo napisać. Następna część Zayna niebawem. ♥ Liczę na komentarze. xx
 Ps. zapraszam na: zaszyfrowana-fanfiction.blogspot.com i na nowego bloga: stracona-fanfiction.blogspot.com oraz na tłumaczenie: http://forced-into-love-tlumaczenie.blogspot.com/ 

wtorek, 21 stycznia 2014

Thirty One 'Harry'

Nareszcie skończyłam prace! Nienawidzę jej, ale to jedyny sposób, aby zarobić na siebie i młodszą siostrę Lole. Lola ma 6 lat. Trzy lata temu rodzice zginęli w wypadku samochodowym wraz z moim starszym bratem. Teraz chodzę do szkoły (na szczęście to ostatni rok), po szkole pracuje na zmywaku w jakieś taniej knajpie. Lolą zajmuje się moja przyjaciółka. Znaczy się mała chodzi do przedszkola (które ledwo opłacam), ale potem [I.T.P.] się nią opiekuje. Jak jej nie kochać? Poszłam odebrać od niej Lolę. Mała płakała całą drogę o tym, że chce nową lalkę. Oh, Lola, gdyby było mnie stać... Doszłyśmy do domu. Znaczy się mamy jeden pokój z małą kuchnią i łazienką w obskurnym hotelu w Londynie. Umyłam Lole, a potem położyłam ją spać. Odrobiłam lekcje, przejrzałam listy i w końcu poszłam spać.
W szkole jak w szkole. Żadna nowość, ani nic. Dyrektorka wezwała mnie do swojego gabinetu. Usiadłam na krześle. 
- Mam dla ciebie świetną wiadomość. Szkoła muzyczna z resztą najlepsza w kraju, zaprosiła cię do siebie. Mogłabyś chodzić tam na studia od września, czy to nie cudo...
- Mogłabym wiedzieć ile kosztuje miesięcznie? - zapytałam.
- Poszli na ugodę i musiałabyś płacić tylko 100 funtów miesięcznie! - powiedziała zachwycona. 
- Nie skorzystam. Po za tym wiem, że szkoła trwa czasami do wieczora, a ja muszę pracować. Jestem zadowolona z tej propozycji i chociaż bardzo bym chciała to nie mogę - powiedziałam. 
- No cóż. Mi też jest przykro, ale jakby coś...
- Nie, ktoś musi się Lolą zajmować - pożegnałam się i wyszłam z gabinetu. 
Potem praca i dom. W końcu nadeszła sobota. Knajpa dzisiaj zamknięta więc jestem wolna. Rano obudziła mnie Lola. Mówiła, że ktoś dzwoni do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to listonosz. Odebrałam od niego list. Otworzyłam go. Propozycja pracy jako kelnerka w restauracji w hotelu jakimś tam. Biorę to!!!
Po dwóch miesiącach pracy było coraz lepiej. Dostałam podwyżkę. Mogłam kupić Loli jej wymarzoną lalkę. Było cudownie lecz jeden dzień zepsuł wszystko. 
W kieliszkach czerwone wino, jedzenie na tacy i idę obsłużyć klientów. I to nie byle jakich. Wszystko idzie ok. Ładnie z gracją idę do stolika. Wow, nieźle mi idzie. I bum. Potknęłam się i wylałam na jednego z nich czerwone wino. Położyłam szybko tacę. Facet, który siedział przy stole zaczął na mnie wrzeszczeć. Ja próbowałam zetrzeć plamę. Aż nie wybiegł kierownik. Wydarł się na mnie. 
- Wynoś się z tąd! Obiecuję ci, że nigdzie cię nie przyjmą.
- Przepraszam ja odkupię tę koszulę, ale niech mnie pan nie zwalnia, błagam! - mówiłam jakby to był wyrok na smierć... W sumie...
- Powiedziałem coś - wrzasknął i zerwał ze mnie fartuszek.
Wybiegam cała zapłakana i przebiegłam przez ulicę. Idąc prosto chwilę później usiadłam na mokrej trawie i oparłam się o drzewo. Spojrzałam na swoje szpilki. W wyniku wkurzenie zdjęłam je i rzuciłam w krzaki. 
Płakałam jak jakaś głupia. Nagle ktoś podszedł i podał mi chusteczkę. Spojrzałam w górę i ujrzałam tego chłopaka na, którego wylałam wino. Zarumieniona wzięłam chusteczkę. Chłopak usiadł obok mnie.
- Przyszedłeś dać mi rachunek za koszule i wylane wino? - zapytałam.
- Haha, nie. Szkoda mi się ciebie zrobiło - powiedział.
- Mnie? Niby czemu? - zapytałam.
- Wylali cię z pracy za coś takiego. W ogóle nie wiem czemu płaczesz. Na pewno ci tam grosze płacili. 
- Dla kogo grosze dlatego grosze. Dla mnie była to najlepiej płatna praca. I w dodatku nie musiałam siedzieć do nocy na zmywaku - powiedziałam.
- Oj przestań. Znajdziesz lepszą. 
- Jeszcze się uczę pracę mogę wykonywać od 14 do góra 22. Nikt nie chcę kogoś takiego - powiedziałam.
- Czemu do 22? - zapytał.
- Muszę zajmować się młodszą siostrą, która jest teraz u przyjaciółki mojej więc powinnam ją stamtąd wziąć. 
Wstałam i otrzepałam się lekko. 
- Mogę się przejść z tobą? - zapytał.
- Harry Styles, chcę iść ze mną? Wow! 
- Fanka? - zapytał.
- Nie za bardzo, ale tak - uśmiechnęłam się do niego. 
- A wiec ja jestem Harry, a ty? - zapytał i zaczęliśmy kierować się w stronę domu [I.T.P.]. 
- [T.I.] - powiedziałam. 
- Ładne imię. 
- Dzięki. 
W drodze rozmawialiśmy o jego karierze. Opowiadał mi jak to było w XFactorze, a potem jako sławni ludzie. Mówił co plotka, a co nie. W końcu doszliśmy do domu [I.T.P.]. Dała mi Lolę i obiecałam, że jutro porozmawiamy. 
- Kto to? - zapytała mała wskazując na Harrego. 
- To Harry skarbie - powiedziałam.
- Twój chłopak? - zapytała.
- Nie, to moja koleżanka - powiedział Harry.  - Ile masz ślicznotko lat? - zapytał jej.
- Seś - odpowiedziała se pleniąc. 
Wzięłam ją na ręce, bo była bardzo zmęczona. W końcu tak zasnęła. Kiedy byliśmy pod hotelem stanęłam.
- Dziękuje, że mnie odprowadziłeś - powiedziałam. - Chcesz może wejść na herbatę? - zapytał.
- Nie dzięki. To do zobaczenia - powiedział. 
Minął tydzień, a ja na marne szukam pracy. Zalegam z tym czynszem za miesiąc. Nie wiem co mam zrobić. Gdzie mogę uzyskać pieniądze bądź prace. Zaprowadziłam Lolę do przedszkola, a sama poszłam szukać pracy. Nagle wpadłam na kogoś. To Harry. Uśmiechnął  się pogodnie do mnie. 
- Chyba to przeznaczenie - powiedział.
- Albo zwykły przypadek - odparłam. 
- Może dasz się zaprosić na kawę? - zapytał.
Tak! Chce! 
- Nie mogę - powiedziałam. 
- A co robisz jutro o tej godzinie? - zapytał.
- W sumie to powinnam być w szkole - stwierdziłam.
- A po szkole? - zapytał.
- Muszę się zająć Lolą. Na prawdę nie mam czasu. 
- A może twoja przyjaciółka z nią zostanie? Poszlibyśmy do kina co? - zapytał.
- Nie, naprawdę nie mogę. 
- A co teraz będziesz robić? - zapytał.
- Szukać pracy - odpowiedziałam.
Podał mi jakąś krateczkę. 
- Napisz dzisiaj wieczorem, proszę - powiedział.
- Zgoda. 
Jak można się spodziewać nie znalazłam pracy! Wieczorem siedziałam i odrabiałam lekcję. Przypomniała ni się karteczka. Wystukałam numer w klawiaturze i napisałam.
'Hej, kazałeś napisać....'
'Hej. Nadal chcę się z tobą umówić.'
'Oh, co, jak, kiedy, gdzie?'
'W sobotę do kina, przyjadę po ciebie o 18.'
'W porządku. Do zobaczenia!'
Postarałam się i dostałam pracę w obskurnym barze na zmywaku. Ale co ja będę narzekać. Dzisiaj spotykam się z Harrym. Napisał SMS-a, że już jest. Ubrana w czarne leginsy, kremowy sweterek i zwykłe białe trampki zbiegłam na dół. Stał przed cudownym Audi. Podszedł do mnie i przytulił mnie. 
- Hej - powiedziałam. 
- Wchodź - otworzył mi drzwi. 
Staliśmy w kolejce po bilety. W końcu wybraliśmy film. Wyciągam portfel i chcę płacić swoją część. 
- O nie! Ja płacę - powiedział.
- Ale....
- Nie!
Na filmie było świetnie. W pewnym momencie Harry złapał mnie za rękę. Nie zabrałam jej. Delikatnie ścisnęłam i dalej oglądałam film. Po filmie Harry chciał mnie zaprosić do restauracji, ale się nie zgodziłam. 
Poszliśmy się kawałek przejść. On trzymał mnie cały czas za rękę. 
- Chyba się w tobie zakochałem - powiedział. 
Stanęłam nagle i spojrzałam się na niego.
- Powiedziałem to na głos? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. - W takim razie - przysunął się i mnie pocałował. 
Spokojnie oddałam mu ten pocałunek. Odsunął się. 
- Cholernie się w tobie zakochałem - uśmiechnął się. 
- Ja w tobie też. 
I tak minęły trzy miesiące. Było dużo wyzwisk i obraz w moją stronę, ale dawałam sobie radę. 
Harry siedział u mnie. Lola bawiła się lalkami w kuchni. Zaczął mnie całować. 
- Kocham cię, wiesz? - zapytał.
- Wiem, ja ciebie też - uśmiechnęłam się.
- Zanieszkaj ze mną. Proszę - powiedział patrząc mi w oczy. 
- Ale Harry...
- Moja mama nawet to zaproponowała - stwierdził.
- Nie chodzi o to... Po prostu ja jestem z tobą dlatego, że cię kocham. Nie dla tych wszystkich luksusów.
- Wiem. Ale chcę mieszkać z tobą i Lolą. Proszę!
Zgodziłam się. I nie cały tydzień pózniej zamieszkałyśmy u niego. Znalazł mi pracę jako stylistka nowego brytyjskiego girls band-u. Lola chodziła do przedszkola, a ja przeważnie do pracy. Układało nam się dobrze... Choć w pewnym momencie Harry stał się wredny. 
- Zrób mi kanapkę.
- Czekaj, Loli pomogę w układance i ci zrobię - powiedziałam. 
- Nie wydziwiaj kurwa już - powiedział.
- Nie przeklinaj przy niej! - wrzasknęłam. 
- Bo co? To mój dom, ja go opłacam nie ty! - otworzyłam szerzej oczy.
- Chodź Lola - wzięłam ją na ręce i zaczęłam się kierować w stronę drzwi.
- Gdzie ty idziesz? - zapytał.
- Jak najdalej od ciebie!
Nagle Harry podbiegł. Zdjął z moich rąk Lole i kazał iść jej się bawić. Spojrzał na mnie.
- Przepraszam - szepnął. 
- Nie! Zawsze jest to durne przepraszam! Jesteś okropny! Dobrze wiesz, że nie jestem z tobą dla kasy - szepnęłam. 
- Wiem. Przepraszam. Kochanie...
- Harry... 
- Kocham cię - powiedział i mnie pocałował.
Wybaczyłam jemu. Było warto!!!


___________

Kolejny imagin z Harrym. Wlasnie planuje następny, ale tym razem z Liamem. 
Pozdrawiam, Marcela!!!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Twenty Nine 'Harry'

Zanim przeczytasz!

Imagin nie ma na celu obrażanie żadnego członka zespołu oraz pokazanie go w takiej postacie.
Imagin jest jedno partowy! Kolejnej części nie będzie!

Mogą pojawić sie wulgaryzmy.

A teraz zapraszam do czytania!


Ja i Harry tworzymy szczęśliwy związek juz od roku. Może i zdarzały sie nam kłótnie, ale zawsze trwały góra jeden dzień. Mieszkamy razem juz od około 5 miesięcy. Ja mam 19 lat, on 20. Dogadujemy sie bardzo dobrze.
Dzisiaj Harry był z chłopakami w studiu omówić plany na płytę. Ja za to posprzatalam w apartamencie i zrobiłam porządek w szafie. Położyłam się potem w łóżku i zaczęłam czytać książkę. Około 19 do domu wparował zdenerwowany Harry. Nie wiedziałam co sie stało, dlatego wstałam i poszłam do kuchni, skąd dobiegały odgłosy jego kroków. Harry stał ze szklanką whisky i szybko sączył napój. Podeszłam do niego, a kiedy odłożył szklankę stanęłam na przeciwko i założyłam ręce na jego szyi. 
- Coś się stało? - zapytałam spoglądając mu w oczy, w których z resztą nie było widać żadnych uczuć.
- Nie interesuj się! - krzyknął i mnie odepchnął.
Po chwili dopiero uświadomiłam sobie co on zrobił. 
- No przepraszam, ale chyba mam prawo wiedzieć skoro jestem twoją dziewczyną! - powiedziałam dosyć głośno.
- Nie podnoś na mnie głosu! - wrzasknął.
- No chyba ciebie coś popieprzyło! - powiedziałam głośno przy czym szturchnęłam go w ramie. 
Spojrzał na mnie wściekły i po chwili poczułam jak jego ręka mocno uderza mój policzek. Złapałam obolałe miejsce i spojrzałam na niego z łzami w oczach. Co on przed chwilą zrobił? Odeszłam od niego i poszłam do naszej sypialni. Położyłam się b łóżku i zaczęłam płakać. Zastanawiałam się co ja zrobiłam i co ktoś zrobił jemu, że się tak wkurzył. Leżałam tak sporo czasu. Harry wszedł do pokoju, a potem położył się obok mnie. Jak nigdy nic mnie przytulił, a po chwili zasnął. Ja tak nie mogłam. Nie mogłam znieść tego, że tak mnie potraktował.
Z dnia na dzień było coraz gorzej. Zmuszał mnie do... Tak właśnie do seksu. Nie chciałam, ale go kocham i nie chce go zostawić. Siedziałam obolała na kanapie i plakalam. Harrego nie było juz 8 godzin. Jest 3 w nocy, a jego nadal nie ma. Nagle usłyszałam przekręcane klucze w drzwiach. Zaczęłam sie trząść ze strachu. Bałam sie jego. Tak strasznie sie bałam. Usłyszałam jak wchodzi, a potem mnie szuka. W końcu mnie znalazł  i podszedł do mnie. Zaczął mnie całować, a potem stało sie to czego sie najbardziej bałam.
Obudziłam się w sypialni ubrana w majtki i dużą koszulkę. Bolało mnie wszystko. A w głowie myśli rozsadzały mnie. Poczułam jak Harry wstaje, dlatego udałam, że nadal śpię. Wyszedł z pokoju, a ja zaczęłam płakać. Ręce miałam posiniaczone od sznurków, brzuch bolał mnie koszmarnie, a najgorsze było to, że gdy spojrzałam pod kołdrę krew była na całych moich nogach. Wydostawała sie ona z najbardziej obolalego miejsca - pochwy. Mój płacz był tak głośny, że nagle Harry z kubkiem herbaty wszedł  do sypialni. Spojrzał się na mnie i nie wiedział co się dzieje. Podszedł do mnie i spojrzał mi w twarz.
- Co jest? - zapytał.
Nie odpowiedziałam. Tak cholernie to bolało, że pojedyncze jęki było słychać z bólu.
- Co cię boli? - zapytał. 
Kolejny raz milczałem. Nagle wziął moją rękę, a po chwili spojrzał na nią. Otworzył szerzej oczy.
- Boże, co ci się stało? - zapytał, a ja spojrzałam mu prosto w oczy. Po chwili stracił równowagę i upadł. 
Wziął moją kolejną rękę i oparł twarz o nią. 
- Powiedz, że to nie ja - szepnął, a ja spojrzałam mu w oczy. - Jasna cholera! Co ja zrobiłem? Ja nie pamiętam - powiedział. 
- Harry - wydałam z siebie cichy dźwięk, a on na mnie spojrzał. - B-boli brzuch - jęknęłam 
Odkrył kołdrę i jego oczy sie poszerzyły. 
- Kurwa - wrzasknął. - Napuszcze ci wody do wanny - i wyszedł.
Nie miałam siły nawet myśleć. Po chwili Harry podszedł i delikatnie mnie podniósł, co wywołało głośny jęk u mnie. Pocałował mnie w czoło. Po chwili włożył mnie w tych ciuchach do wanny. Bolała mnie tez pupa. Nie mogłam wytrzymać, a on siedział obok i gładził ręką mój obojczyk. Ból w dolnej części ciała zaczął ustępować. W końcu Harry przyniósł mi bluzę, majtki, stanik i dresy i wyszedł. Powoli wyszłam wycierając swoje ciało. Ubrałam ciuchy i podeszłam powoli do lustra. Przeraziłam się na swój widok. Upadłam na ziemie i zaczęłam płakać. Harry wbiegł do łazienki i podszedł do mnie. Dotknął mojego policzka, ale go odepchnęłam. 
 - Nie dotykaj mnie! - powiedziałam błagalnie. - Proszę, Harry. Zostaw mnie - jęknęłam.
Wyszedł powoli z łazienki. Po około godzinie wstałam z ziemi i poszłam do salonu u usiadłam na kanapie. Harry robił coś w kuchni. Nagle usłyszałam jak sie zbliża. Zaczęłam sie trząść. Postawił na stole kubek z herbatą. Chyba była dla mnie. Spojrzałam na niego. Usiadł na fotelu. I patrzył się cały czas na mnie. 
- Porozmawiamy? - zapytał.
Kiwnęłam delikatnie głową.
- Co ja ci zrobiłem? Powiedz mi. Nie pamiętam nic.
- To nie istotne. Harry juz wszystko jest do...
- Nie jest! Nie wybaczę sobie tego. Czy ja, czy ja cię zmusiłem...? 
Kiwnęłam głową.
- Przepraszam, Boże kochanie, ja nie chciałem...
- Chciałeś. Mówiłeś, ż-że jestem na twoje zachcianki - powiedziałam i zaczęłam płakać. - Nie mogłeś ze mną zerwać zamiast co noc dokonywać gwałtu? - ostatnie słowa ledwo przeszły mi przez buzie. 
- Ja cię kocham. Kochanie... - powiedział i podszedł do mnie. Usiadł blisko, za blisko.
- Ja ciebie tez, ale boje sie - mówiłam. 
Nagle poczułam jak mnie przytula. Brakowało mi tego... Wybaczyłam mu kolejny raz. 
Przez tydzień był spokój, a potem znowu sie zaczęło, ale na szczęście wyjechał w trasę. 
Dwa miesiące bez niego okazały sie rajem dla mnie. No może nie. Dowiedziałam sie, że jestem w ciąży. Z oczu lały mi się łzy. A w dodatku przyjeżdżał dzisiaj Harry. Stałam w kuchni robiąc sobie sałatkę, gdy usłyszałam jego jak wchodzi. Wszedł do kuchni i usiadł na krześle. 
- Zrobisz mi coś? Jestem bardzo głodny - powiedział.
- Jasne - odpowiedziałam szybko i moją sałatkę podałam jemu.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Podczas, gdy je nalewałam Harry zaczął: 
- Przytyłaś? - zapytał. 
- C-co? - szepnęłam, a oczy zaszły mi łzami. 
Nie odwracałam się do niego. Stałam cały czas tyłem. Nagle podszedł do mnie i zaczął całować po szyi. Po chwili chciał podnieść mi bluzkę.
- Nie, Harry, proszę - szepnęłam. Ale on złapał mnie za nadgarstki. - Błagam, Harry! - jęknęłam. Nie dawał za wygraną i mocniej ścisnął moje nadgarstki i zaczął podnosić bluzkę. - Zostaw! - krzyknęłam, ale nadal nic. - JESTEM W CIĄŻY! - wrzasnęłam, a on mnie puścił.
- Że co? - krzyknął.
- Będziemy mieli dziecko! Nie chce rozumiesz? Ono nie jest owocem naszej miłości lecz twojej głupiej zachcianki! Do jasnej cholery, rujnujesz mi życie! Ja już psychicznie nie wytrzymuje to nie dla mnie! Znęcasz sie nade mną i nie liczysz sie z moimi uczuciami!!! Wrzeszczysz, krzyczysz, bijesz.... G-g-gwałcisz - ostatnie szepnęłam. 
- Ale - zaczął, ale jemu przerwałam.
- Żadne ale! Możesz spać na kanapie albo w pokoju gościnnym, do mnie nie zbliżaj się nigdy! - powiedziałam i poszłam do pokoju. 
Było mi z tym wszystkim źle. Harrego unikałam tak, że przez tydzień minęłam go 5 razy. Dzisiaj byłam na badaniu. Z dzieckiem jest dobrze. Tylko, że za lekarza wydałam ostatnie moje pieniądze. A kolejne badanie za tydzień. Będę musiała poprosić, wybłagać Harrego. Weszłam do domu, a on akurat siedział przy stole i coś jadł. Nalałam sobie soku i usiadłam na przeciwko niego. Spojrzał się na mnie, a potem spuścił wzrok.
- Pożyczysz mi pieniądze na lekarza? - zapytałam. - Dzisiaj wydałam ostatnie. Oddam ci je, tylko znajdę jakąś prace, obiecuje, że oddam codo grosza.
- W porządku, ile? - zapytał. 
Podałam jemu kwotę, a po chwili otrzymałam banknoty od niego.
- Obiecuje, że ci oddam - powiedziałam i poszłam do pokoju.
Rozmawiałam z przyjaciółką i powiedziałam jej, że muszę sprzedać mój zegarek i kolczyki, które dostałam od rodziców. Powiedziała, że ona mi pożyczy, ale ja nie chciałam. Kiedy skończyłam z nią rozmawiać usłyszałam jak ktoś wchodzi do naszego domu. Tylko kto? Po chwili już wiedziałam. To Louise z Lux. Siedzieli w salonie i rozmawiali. Ja leżałam i oglądałam film. Nagle wszedł do mnie Harry.
- Lux chce się z tobą pobawić - powiedział.
Wstałam i poszłam do salonu. Przywitałam się z Louise. Dużo z nią rozmawiałam, aż w końcu dowiedziała się, że jestem w ciąży. Cieszyła się, ale zauważyła, że ja nie. Pytała, ale nie odpowiadałam. Po godzinie musiała juz iść. Akurat siedziałam w salonie, kiedy wszedł tam Harry. Wstałam i skierowalam się do sypialni, ale poczułam jak Harry łapie mnie za nadgarstek. 
- Proszę - szepnęłam.
- Nic ci nie zrobię - powiedział i spojrzał się na mnie. - Chcę wiedzieć czy, czy... który to miesiąc, czy to dziewczynka czy chłopiec. 
- Co za różnica? Nie dotkniesz nigdy jego! - powiedziałam.
- Przepraszam - powiedział.
- Jedno przepraszam tego nie zmieni. 
Wyrwałam się jemu i poszłam do sypialni, gdzie przepłakałam całą noc.
Minął tydzień. Wychodzę z gabinetu i od razu zaczynam płakać. Okazało się, że to bliźniaki. On mnie zabije! Weszłam do domu. Wytarłam łzy z oczu. Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody. Szybko ją wypiłam i podtrzymałam się stołu. Zrobiło mi się słabo. Usłyszałam kroki Harrego i zamarła bez ruchu. 
- Wszystko ok z dzieckiem z tobą? - zapytał.
- Tak - szepnęłam. - Ale... - zaczęłam i odwróciłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. 
- Co się dzieje? - zapytał.
- Tylko nie bij dobrze? - zapytałam trzęsąć się.
- Spokojnie - dotknął mojej ręki, a ja podskoczyłam. Od razu ją cofną. 
- Bo, bo ja się dowiedziałam, ż-że to bliźniaki - powiedziałam i zaczęłam osuwać się od Harrego.
- Bliźniaki? - zapytał, a jak na mnie spojrzał to ze strachu zasłabłam, ale na szczęście za mną było krzesło. 
- Proszę, Harry! - szepnęłam nie patrząc na niego. - Daj mi sie chociaż spakować, ale nie bij mnie. Nie zniosę tego - mówiłam. 
Poczułam jego ręce na moich kolanach. Spojrzałam mu w oczy, a on się delikatnie uśmiechnął, ale wiem, że to było wymuszone.
- Nic ci nie zrobię. Zaufaj mi, błagam - powiedział. - Kocham cię. Nie wybaczę sobie tego, że cię tak skrzywdziłem - mówił, a ja patrzyłem mu w oczy. 
Wstał i delikatnie dotknął mojej twarzy. 
- Chodź. Kupimy coś dla dzieci, pójdziemy na gorącą czekoladę - złapał mnie za rękę.
Podniosłam się i spojrzałam mu w oczy. 
- Obiecaj - powiedziałam.
- Obiecuje. 
Poszliśmy do galerii, gdzie kupiliśmy pare rzeczy dla mnie. A kiedy byliśmy w dziecięcym to Harry zapytał o płeć.
- Dwie dziewczynki - powiedziałam.
Jego uśmiech był wielki. Przytulił mnie, a potem pocałował w czoło.
Kupiliśmy ciuszki. Wróciliśmy do domu. Odłożyłam zakupy i poszłam się wykąpać. Ubrana w piżamę weszłam do sypialni. Leżałam przez dobre 2 godziny. W koncu udałam się do pokoju, gdzie spał Harry. Usiadłam na łóżku i odgarnęłam mu włosy z grzywki. Mruknął coś pod nosem, a potem otworzył oczy.
- Coś się stało? - zapytał.
- Tak - szepnęłam, a on szybko usiadł. - Nie ma ciebie w sypialni - uśmiechnęłam się. - Brakuje mi ciebie, Harry. 
Łzy zaczęły wydobywać się z moich oczu. Nagle Harry wziął mnie na ręce i szedł w kierunku naszej sypialni. Położył mnie, a potem sam ułożył się obok mnie. Wtuliłam się w niego. A on pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię - szepnęłam. 
- Kocham was - powiedział. 


_________

Trochę trwało napisanie imagina. Najpierw pisałam n laptopie, potem znowu na telefonie, ale usunęło mi się coś, więc znowu inaczej. Potem koniec mi się nie podobał, ale w końcu jest! 


piątek, 20 grudnia 2013

Twenty Four 'Harry'

Siedziałam w domu pijąc kawę. Mój spokój zakłócił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć i ujrzałam Harry’ego.
- Hej – powiedziałam do niego, a on odpowiedział mi.
Wszedł do środka i zdjął kurtkę.
- Napijesz się czegoś? – zapytałam.
- Nie dzięki. Wezmę małą i jadę – powiedział.
- Jeszcze śpi. Poszła późno spać, bo bawiła się z Mindy – powiedziałam i usiadłam przy stole.
- To skoro śpi, to poproszę herbatę.
Pięć lat temu ja i Harry byliśmy parą. Zaszłam w ciąże i się to zmieniło. Teraz jest tak, że Harry po prostu odwiedza albo zabiera gdzieś Emily. A my rozmawiamy ze sobą normalnie jak znajomi.
Zrobiłam jemu herbatę i podałam.
- Jak tam u ciebie? – zapytał.
- Może być, a co? – spytałam.
- Tak tylko pytam. Nie jest cos potrzebne wam? – kolejny raz zapytał.
- Nie. Dajemy radę – skłamałam.
Tak naprawdę wczoraj zostałam zwolniona z pracy, bo zawsze wychodziłam 10 minut wcześniej odebrać Emily. I na oddatek nie mam opłaconego czynszu za ten miesiąc więc jest zajebiście.
- A potrzebne jakieś ciuchy Emilly, albo buty czy coś? – zapytał.
- Spokojnie, wszystko mam – uśmiechnęłam się do niego.
- Na pewno? – zapytał kolejny raz dzisiaj.
- Tak, Harry na pewno – powiedziałam.
Usłyszeliśmy małe kroczki. W końcu Emily pojawiła się w kuchni.
- TATA! – krzyknęła i podbiegła do Harry’ego.
- No cześć kruszynko – zaśmiał się i wziął ją na ręce. – Idziemy dzisiaj do wesołego miasteczka. Co ty na to? – zapytał.
- TA! – krzyknęła mała.
Zrobiłam jej płatki, które z pomocą Harry’ego zjadła. Następnie ubrałam jej kremowe rurki, czarną bluzkę, białe converse (tak Harry jej kupił) i kremowy sweterek. Uczesałam ją w kitkę i dałam całusa.
Nareszcie sama. Znaczy się, od niedawna ta samotność mnie dobija. Chciałabym w końcu znaleźć sobie kogoś… Ah, nie ważne. Zaczęłam szukać jakieś pracy. Ale nic ciekawego nie było. Trudno znaleźć prace komuś z takim wykształceniem jak moje. W wieku 18 lat zaszłam w ciąże i nie ukończyłam szkoły średniej.
Minęło kilka godzin i zaczęło się robić ciemno, a ich nadal nie było. Zaniepokojona zadzwoniłam do Harry’ego. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Harry? Gdzie jesteście? – zapytałam.
- Już wracamy, bo byłem z małą u Louisa i Eleanor – powiedział. – Będziemy za 15 minut.
Rozłączyłam się i położyłam na chwilę na kanapie. Po chwili usłyszałam śmiech Emily, a potem poczułam jak mi wskakuję na kolana.
- I jak się bawiłaś? – zapytałam.
- Mama, a tam był takie duze koło i byłam z tata na tym! I było baldzo fajnie. Pats co tata wygrał dla mnie – pokazała mi misia.
- Uuu… Ale super misio! – powiedziałam i spojrzałam się na Harry’ego.
- Dziękuję – powiedziałam. – Jesteś głodny? Chcesz coś zjeść? – zapytałam.
- Wielkie dzięki, ale wracam, bo jutro rano do studia musze jechać – powiedział.
- Em, pożegnaj się z tatą – powiedziałam, a mała rzuciła się na niego.
Widziałam jak za sobą tęsknią. Em za Harrym, a Harry za nią. No, ale co mam zrobić? No co?

Kilka dni później…

Właśnie przyszedł Harry, bo musiałam z nim porozmawiać.
- Coś się stało Em? – zapytałam wyraźnie wystraszony.
- Nie. Spokojnie – odpowiedziałam.
- To co się dzieję? – zapytał.
- Chodzi o to, że… Muszę wyprowadzić się do Polski – powiedziałam. – Nie chcę ci ograniczać czasu z Em, bo widzę jak ona za tobą tęskni i cały czas o tobie mówi, ale ja nie mogę zostać. Wywalili mnie z pracy i nie mam kasy na czynsz więc mam 5 dni na wyprowadzenie się. Harry, ja po prostu nie mam wyjścia – szepnęłam i spojrzałam na niego.
Widziałam ból w jego oczach. Wiedziałam, że nie będzie łatwo jemu się rozstać z Emily, ale ja nie mam wyjścia! Westchnął głęboko i oparł się o kanapę. Ręce zacisnął na oczach.
- I jak ja będę się z nią widywać? Teraz widuję ją co 3 dni, a teraz co? Co dwa, trzy miesiące?! – krzyknął.
- Do jasnej cholery! To co mam zrobić? – tym razem to ja krzyknęłam.
- Zamieszkacie u mnie. Mam duże mieszkanie, znajdziesz sobie pracę i będzie dobrze – powiedział z uśmiechem.
- Tak, zabawne! Harry, ale ja z tobą w jednym domu? – zapytałam. – Nie, ja się nie zgadzam! – powiedziałam.
- To lepiej, żeby Emily nie miała ojca?! – wrzasnął.
- Daj mi spokój! – powiedziałam.
- Nie jest mi łatwo z tym, że ją tak rzadko widuję! – powiedział.
- A myślisz, że mi jest łatwiej? Nie potrafię jej zapewnić wszystkiego co jej potrzebne, nie mogę znaleźć pracy, bo nie mam wykształcenia i w dodatku jestem w tym sama. Myślisz, że mi łatwo, kiedy Emily płacze w nocy, bo chciałaby, żebyś jej pośpiewał kołysankę, żebyś ją przytulił. I co ja mam jej wtedy powiedzieć? – powiedziałam i zaczęłam płakać. – Wiedziałam, że będę straszną matką – szepnęłam.
- Ej no, [T.I.] nie płacz – powiedział i mnie objął. – Zamieszkajcie u mnie, a jak nie będzie ci pasowało coś to wtedy dam ci pieniądze na czynsz…
- Nie, Harry ja nie mogę. Muszę sama sobie poradzić – powiedziałam odsuwając się od niego.
- Ale to moja wina, że nie masz pracy to przeze mnie, bo zrobiłem ci dziecko – powiedział, a ja się zaśmiałam. – To jak? – zapytał.
- Ale jak mi się nie spodoba życie z tobą pod wspólnym dachem to wyprowadzam się z Em do Polski – powiedziałam, a on przytaknął.

Dwa dni później…

- Dzie jedziemy? – zapytała sepleniąc Emily.
- Oj, zobaczysz – powiedziałam, aż w końcu dojechaliśmy do domu Harry’ego.
- Psyjechaliśmy do tatusia? – zapytała.
- Tak – uśmiechnęłam się do niej.
Harry czekał na nas przed drzwiami. Otworzył nam drzwi i weszliśmy do środka. Ma nowocześnie urządzony dom, co mi się bardzo podoba.
- Chodź Emily z tatą – powiedział Harry i wziął ją na ręce.
Poszłam za nimi i Harry otworzył drzwi do jakiegoś pokoju.
- To twój nowy pokoik, od dzisiaj będziesz tu mieszkać – powiedział.
- A mama? – zapytała.
- Mama ma pokój obok ciebie – powiedział.
- A mama i tata nie powinni spać lazem? – zapytała, a my się zaśmialiśmy.
Harry pomógł mi w rozpakowaniu rzeczy. Harry poszedł usypiać Em, a ja wzięłam album ze zdjęciami. Końcówka związku z Harrym. Ja w ciąży, ja po urodzeniu Em razem z Harrym, a potem masa zdjęć Emily. Nagle poczułam jak Harry usiadł obok mnie.
- Ale ona jest do ciebie podobna – powiedział Harry.
- Do ciebie też, ma po tobie oczy i dołeczki w policzkach – powiedziałam.
- Ale włosy ma po tobie i nos i usta i cerę – przewrócił na następną kartkę co nie było dobre w tej sytuacji. Ja, Harry, Emily 2 dni po urodzeniu. Przytuleni do siebie, trzymając ją na rękach.
- Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi – powiedział Harry.
- A co teraz nie jesteś? – zapytałam.
- Nie – odpowiedział i spojrzał się na mnie.
- Ja pójdę już spać. Dobranoc i dziękuję – powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
W nocy obudził mnie płacz Emily. Pobiegłam do jej pokoju. Zaczęłam ja głaskać po główce, a po chwili i Harry się znalazł w pokoju.
- Co się dzieje? – zapytał.
- Ma gorączkę. Przyniesiesz ten różowy syrop? – zapytałam.
- Jasne – odpowiedział, a po chwili wrócił z syropem.
Podałam małej i Harry wziął ją na ręce do swojego pokoju. Chciałam już iść do swojego, ale Em mnie zawołała. Chciała, abym położyła się obok niej. Spojrzałam się na Harry’ego, a on przytaknął. Położyłam się i tak zasnęłam.
Obudziła mnie Emily, która skakała mi po głowie. Dosłownie!
- A tata i mama się kochają – śmiała się mała, a ja z Harrym w dość niekomfortowej sytuacji się nie odezwaliśmy. – Ide bawić – powiedziała i zniknęła.
Nagle poczułam rękę Harry’ego na mojej.
- A może spróbujemy zacząć od nowa? – zapytał i nagle mnie pocałował. Przez 4 lata nikt mnie nie całował, przez cztery lata nie czułam się tak blisko przy kimś.

- Kocham cię Harry – powiedziałam.


______________________


Na razie chwilowy brak weny chociaż w końcu napisałam rozdział na: 
W dodatku zaczęłam pisać nowe opowiadanie :
W szkole jak w szkole mam już jej dosyć więc cieszę się bardzo, że już mamy wolne i za niedługo święta...

Pozdrawiam, Marcela <3

sobota, 2 listopada 2013

eleven 'Harry' cz.2'

  Jestem na oddziale śmierci
Wpatrywałam się w swoje odbicie. Nie potrafiłam w nim dostrzec już tej uśmiechniętej dziewczyny Widziałam w nim bladą dziewczynę, która była zmuszona nosić chustkę z powodu braku włosów. Jestem w trakcie leczenia, w prywatnej klinice, w Londynie. Jak leki zadziałają, to będzie możliwy przeszczep szpiku, a jeśli nie... to odejdę, odejdę z tego świata. Najwyraźniej Bóg będzie chciał mnie tam do góry.
 A co do Harrego, no właśnie... nie widziałam go już rok. Z gazet wyczytałam, że miał depresję, teraz podobno jest już lepiej. Męczył moich rodziców pół roku, a oni wmawiali mu, że nie wiedzą gdzie jestem.
  Z moich myśli wyrwało mnie stukanie w drzwi. Powoli wyszłam z szpitalnej toalety i udałam się do mojej sali, którą dzielę z bardzo tajemniczą dziewczyną. Ona też jest w trakcie leczenia. Ona umie przyjąć do wiadomości, że nic jej nie uratuje, ale ja nie... ciągle się łudzę, że będę żyła normalnie. Że wrócę do tamtych czasów, za których byłam z Harrym. Ale to nie prawda. Nic nie może wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić. I ja straciłam. Jestem wyprana z uczuć. Rodzice i i.t.p przychodzą codziennie, to już się robi nudne. Pocieszają mnie. Ale ja tego nie chcę. ,, Nie martw się, wyzdrowiejesz, wszystko będzie dobrze" 
Znam ten tekst na pamięć. Zanim się obejrzałam byłam w ,, moim pokoju". Moja towarzyszka siedziała na łóżku i coś szkicowała.- Mogę zobaczyć? - zapytałam niepewnie. - Yyyy.. tak... - odparła.
Na rysunku były dwie osoby. Jedna stała naprzeciwko drugiej. Dziwne...
- Ładnie rysujesz. - powiedziałam zmieszana na co ona prychnęła. Alice jest strasznie tajemniczą dziewczyną. Praktycznie nic o niej nie wiem. Po chili do sali weszła pani doktor.
- Dzień dobry. T.i za pół godziny masz badania, a ty Alice teraz. - powiedziała. - Yhym..- mruknęła ponuro.
Wyciągnęłam z mojej szafki album ze zdjęciami. Przeczytałam wielki napis "memories" (wspomnienia). Przewróciłam kartki na pierwszą stronę. Na zdjęciu byłam ja i Harry przy barze plażowym. Zdjęcie zostało zrobione przy naszym pierwszym spotkaniu. Obróciłam pamiątkę na drugą stronę i przeczytałam napis " I love you forever Harry xx". Moje oczy się zaszkliły. Przewróciłam na następną stronę i tak ciągle. Z moich oczu zaczęła wypływać rzeka łez, której nie umiałam zatrzymać. Przytuliłam album do siebie. Nie zauważyłam, że ktoś stanął w drzwiach. - T.i... Nie płacz... Musisz być silna. - Na te słowa płacz przerodził się w szloch. - Nie chcę! Wyjdź stąd... Mam dość tego, że ktoś ciągle mnie pociesza! - krzyknęłam. Nie usłyszałam odpowiedzi na moje słowa, tylko i.t.p przytuliła mnie. Tym jednym gestem moje samopoczucie znacznie wzrosło.
Korytarz szpitalny
godzinia; 23.46
Chodziłam smętnie po korytarzach szpitalnych. Wpatrywałam się w okna i gwiazdy. Zazdrościłam tym co mają życie jak z bajki. Miłość, zdrowie i rodzinę. To wystarczyłoby mi. Nie potrzebuję bogactw jak to ujęli przyjaciele Harrego. Nie t.i to zamknięty temat. Trzeba żyć dalej. Nie można patrzeć w tył, bo całe życie nam przed oczami przemknie. Wczoraj to historia, a jutro to tajemnica. Czyli ja żyję historią. 
- Pani t.i. Co pani tutaj robi o tak późnej porze? - zapytała oburzona pielęgniarka. - Nie umiem spać. - mruknęłam zmieszana. - Niech pani wraca do łóżka. - powiedziała siostra na odchodne i poszła dalej. Ona poszła, a ja zostałam.
Następny dzień
godzina; 12.34 
 - Mam dobre wiadomości t.i! - powiedziała wesoła doktor. - Z badań wynika, że lek się sprawdza i już za niedługo będziesz miała przeszczep. - dodała. - O... naprawdę? - zapytałam z niedowierzaniem. - Tak t.i! Powiadomić rodziców? - zapytała. - Jeśli to nie problem... - Lekarka, tylko przytaknęła i wyszła z sali. To było dla mnie zaskoczenie. Pierwszy raz od dawna się uśmiechnęłam. 
Tydzień później
godziny poranne
Narracja 3 osobowa
Na sali operacyjnej panował nieład. Ciągle pracownicy szpitala wchodzili i wychodzili z sali. Pojawiały się komplikacje. - Co ty robisz?! Nie tak nie można, to byłoby niebezpieczne. - mówił podniesionym tonem lekarz prowadzący. - Szybko, potrzeba więcej krwi! - dodał po chwili. 
Rodzina nie umiała się doczekać końca operacji. Tata chodził w kółko na korytarzu, zaś rodzicielka siedziała na krześle z twarzą schowaną w dłoniach. Czas leciał, a operacja nie dobiegała końca.
Po chwili z sali wyszedł przygnębiony lekarz, można było się spodziewać najgorszego. - T.i jest w śpiączce. Nie wiadomo czy się wybudzi, trzeba mieć nadzieję. - Powiedziała pani Wangraff. - Ale jak to?! Operacja miała odbyć się bez żadnych kąplikacji! - Krzyknął zrozpaczony t.n. - i.t uspokój się! - Krzyknęła jej mama. - Zrobiliśmy co w naszej mocy. Pozostaje wierzyć, że z tego wyjdzie. 
 tydzień później
t.i
Obudziłam się w białej sali. Przy moim łóżku siedziała moja mama. - T.i!! Zawołam lekarza! - Powiedziała piskliwym głosikiem. 
Rok później
Powoli odrastały mi włosy. Nadal nie powróciły do poprzedniego stanu, ale było już lepiej. Teraz mieszkam w L.A i mam tam przyjaciela, który jest gejem. Właśnie szłam brzegiem plaży. Miałam przymknięte oczy więc nic nie widziałam. Poczułam jak upadam. - Ojej!! Przepraszam! Nie zauważyłem cie! - powiedział chłopak i chciał już kontynuować kiedy zaniemówił. - t.i.. To naprawdę ty... czemu odeszłaś? 
- Harry... Chodźmy do mnie to ci wszystko opowiem. 
Poszliśmy do mnie, a ja opowiedziałam mu wszystko. Stwierdziłam, że należą mu się wyjaśnienia. 
- Nie wiem co powiedzieć. Ja cię dalej kocham. Tego jestem pewien. Przez cały ten czas byłem w kropce. Nie wiedziałem czemu mnie zostawiłaś. - Powiedział. - Kocham Cię Harry!



KONIEC!
Zakończenie miało być inne. Ale wolałam happy end. Drugiej części Liama nie będzie. Wole coś innego napisać. Liczę na komentarze, nie koniecznie pozytywne. W tekście mogą być błędy.






wtorek, 29 października 2013

Eight 'Harry'

Moglyscie juz kiedys czytac, bo pojawil sie na moim blogu...
NIE SKOPIOWALAM GO!!!


Dlaczego bycie doroslym jest takie trudne i beznadziejne? Jak bylam mala chcialam byc nastolatka, a kiedy nia zostalam chcialam byc pelnoletnia, a potem zalozyc rodzine. No, ale nie wyszlo tak cudownie. Teraz mam 26 lat i problemy.

2012

Siedzialam nad morzem. Wpatrywalam sie w nie i myslalam nad wszystkim. Mam 17 lat i same problemy. Rodzicow nie mam. Zgineli koedy mialam 6 lat. Wychowywala mnie babcia, ale zmarla rok temu, dokladnie rok. Nie mam juz niekogo bliskiego. Za sprawa sadu moge mieszkac sama. Nie jest to latwe. W dodtku kiedy zmieniasz miejsce zamieszkania i w dodatku na nieznane ci miejsce. A dokladniej Anglia. Nienawidze tego kraju. Pada caly rok. Wiekszosc ludzi jest falszywa - o czym sie przekonalam. Ja jestem samotnikiem. Trudno mi nabrc zaufanie do drugiej osoby. Niektorzy probowali - polegli. 
Moje nogi delikatnie pokrywaja co chwile nadchodzace lekkie fale. A mianowicie jestem na Majorce. Zfundowalam sobie wakacje. A jak mialam na to pieniadze? Powiedzmy tak : nie jestem rozrzutna i kiedy dostalam spadek po rodzicach i babci nadal mi on zostal. 
No wiec siedze sobie o 3 w nocy nad morzem. Ubrana w  zwykle szre szort i koszulke. Wlosy rozpuszczone wialy czasami pod wplywem delikatnego wiatru.
- Co taka ladna dziewczyna w taka cudowna noc robi tutaj sama - uslyszalam, a wiec sie odwrocilam.
Nade mna stal wysoki szatyn. Loki opadaly mu na czolo. Ubrany w krotkie spodnie i niebieski T-shirt. Spojrzal na mnie z usmiechem. Usiadl obok mnie i wpatrywal sie w morze. Ja lustrowalam kazdy element jego ciala.
- Cudownie tu prawda? - zapytal kladac sie na piasku i spogladajac w gwiazdy. - Zeby tak cieplo bylo w Londynie - westchnal.
Usiadlam po turecko i nadal spogladalam na niego. Po dluzszej ciszy spojrzal sie na mnie i usiadl. Swoje oczy wlepil wprost w moje. 
- Jestem Harry - wycignal do mnie dlon.
Nie pewnie, ale ja ujelam i uscisnelam dodajac delikatny usmiech.
- [T.I.] - powiedzialam niepewnie.
- Skad jestes? - zadal kolejne pytanie.
- Z Londynu - powiedzialam.
- Miesz inny akcent - zauwazyl, a ja sie usmiechnelam.
- Tak, bo jestem z Polski. W Anglii mieszkam nie caly rok - wytlumaczylam mu.

Pamietam to jakby bylo wczoraj. Te niesmiale rozmowy. Wspolny powrot do Londynu i poczatki znajomosci. Takiej cudownej przyjazni damsko-meskiej. No, ale ponoc taka nie istnieje. Tak, tez bylo w moim przypadku.

2013

Siedzialam w domu pilac kakao. Zegarek wskazywal 22.30. Siedzialam na parapeci i spogladalam na panujaca ulewe na dworze. W ten rok pojelam, ze deszcz to cos cudownego. Nie jest mi podczas niego smutn, lecz jestem wesola. Le nie dzisiaj. Dlaczego? Harry dowiedzial sie, ze nie jest dla mnie tylko przyjacielem, ale czuje cos do niego. A jak sie dowiedzial? Przeczytal przez 'przypadek' moj pamietnik. Spytal sie czy to prawda, a ja pokiwalam tylko glowa. Wyszedl - zostawiajac mnie sama.
Ja jednak nigdy nie doznam szczescia. Kiedy sie pojawilo nagle zniknelo. To nie fair. Ale kto powiedzial, ze zycie jest sprawiedliwe? No wlasnie. Chociaz powinnismy doceniac to...
Uslyszalam pukanie do drzwi. Zdziwiona i z lekka wystraszona wyszlam z pokoju i udalam sie w kierunku drzwi. Powoli je otworzylam i ujrzalam Harrego. To ja chyba poprsze, zeby zamiast niego stal tu seryjny morderca.
- Moge wejsc? - zapytal i spojrzal sie na mnie i troche sie wystraszyl.
Wiem, ze zle wygladam, ale bez przesady. No nie wazne. Wpuscilam go. Wszedl i zdjal kurtke oraz buty. Co za maniery - nigdy tego nie robil. Stanal przede mna i spojrzal mi w oczy. W doslownie sekundzie poczulam jego usta na swoich. Bylam zszokowna, ale kiedyoprzytomnialam i zrozumialam co sie dzieje objelam go i oddalam mu ten pocalunek.

To bylo cudowne przezycie, ale.... pierwsza milosc sie skonczyla, tak szybko jak sie zczela, a dokladniej w rok.

2014

- To koniec - powiedzialam.
- Co? Dlczego?! - zaczal krzyczec.
- Dlatego, ze nie mam sily rozumiesz? Nie mamy dla siebie czasu. Milego zycia - powiedzialam i wyszlam z domu wraz z wlizkami.
Jedyne moejsce gdzie chcialam sie wtedy udac to... L.A. i tk sie stalo. Wylecialam tam tego samego dnia.

Czasami wspomnienia wracaja, a chyba powinnam sie juz opamietac. Minelo 7 lat. To duzo prawda? Mozna ulozyc sobie zycie, isc na studia, pracowac, miec rodzine i ZAPOMNIEC! Ale ja noe moge zapomniec, bo jest blisko, bardzo blisko mnie. Znaczy sie jego czesc.
Tak wlasnie mowie o Megan - mojej 6 letniej corce. Jak i corce Harrego. Co tu duzo mowic. Wpadka. Chyba wystarczy. Meg jes wysoka jak na swoj wiek. Ma brazowe wlosy, krecone, siegajace jej do pasa. Oczy ma koloru zielonego. Doleczki w policzkach,a cienkie malinowe usta i jasna cere po mnie. Jak na swoj wiek jest bardzo madra dziewczunka. Wie, dlaczego nie zna swojego taty. Po co mam to przed nia ukrywac.Mieszkamy caly czas w slonecznym Los Angeles. Meg nie chodzi jeszcze do szkoly, ale umie juz czytac, pisac i malowac. Ale gdybyscie uslyszeli jak spiewa jest to po prostu aniol. Nikt nie rowna sie jej.
- Mamooo - uslyszalam jej glos.
Zamknelam album ze zdjeciami s pojrzalam sie na nia.
- Co tym razem? - spytalam sie smiejac.
- Pojdziemy na spacer? - zapytala.
- Kochanie jest godzina 9 wieczorem - zauwazylam.
- Ale jest jasno. Chodzmy - chwycila mnie za reke.
Megan byla ubrana w czarne rurki, biale conversy i biala koszulke. Mala, a zna sie na modzie. Przeklenstwo! Skad biore na to pieniadze? Pisze rozne wypracowania, listy itp. roznym waznym ludziom. Jest za ro niezla kasa.
Wyszlysmy z domu i poszlysmy w strone parku. Mala caly czas spiewala mi piosenki, krecila ie w kolko i wydurniala. Az czlowiek sie usmiecha, gdy patrzy na nia. Wkoncu grzecznie stanela obok mnie i szlysmy w rownym tempie.
- Mamooo
- Slucham cie - powiedzialam.
- Dlaczego mieszkamy tutaj, a nie gdzie indziej? - zapytala.
- Tak wypadlo, a cos sie stalo? - spytalam.
- Nie. Chcialam wiedziec - usmiechnela sie i szlysmy dalej.
- Mamooo...
- Dasz rade byc cicho? - spytalam.
- Nie - odpowiedziala i sie zaczela smiac.
- Ja cie dorwe - powiedzialam, a ona zaczela uciekac.
Zlapalam ja i usiadlysmy na lawce obok jakiego mezczyzny. Megan siedzila blizej niego.
- Mamooo...
- To sie zle zapowiada, ale mow - stwierdzilam.
- Pojedziemy gdzies? Gdzies daleko na kilka dni - poprosila.
- Co? Megan, ale gdzie? - zapytalam.
- Ja nie wiem. Dalam tylko pomysl - powiedziala.
- Gdybys nie byla taka urocza - westchnelam.
- Mamooo...
- Slusze to dzisiaj po raz setny, co tym razem - zapytalam.
- A nic - powiedziala. - A moze jednak?
- Boze, daj mi zdrowia - powiedzialam, a ten mezczyzna zaczal sie smiac.
Spojrzalam na niego, ale nie byl za bardzo widoczny.
- Mamo masz chusteczke? - zapytala.
- Nie mam - powiedzialam.
Mezczyzna wyjal z kieszeni paczke i podal chusteczke Megan.
- Bardzo panu dziekuje - powiedziala.
- Nie ma za co. Ile masz lat? - zapytal sie jej.
- 6 - odpowiedziala.
Siedzialam tak i kojarzylam ten glos, tylko skad?
- Jak ma pan na imie? - zapytala.
- Harry - powiedzial.
I wtedy wszystko znowu wrocilo tylko ze zdwojona sila.
- Megan, idziemy do domu. Jutro pojedziemy gdzies na wycieczke - powiedzialam.
- Yeah!!! Do widzenia - zwrocila sie do niego, a my szlysmy w strone domu.

Megan usiadla przed telewizorem, a ja usiadlam w kuchni. Nie na dlugo. Uslyszalam dzwonek do drzwi. Poszlam otworzyc, ale widok, ktory ujrzalam mnie zamurowal.
- Jednak cie znalazlem - powiedzial usmiechajac sie.
- Czego ty chcesz?! - zapytalam.
- Glupi nie jestem tak? Wiem, ze to moje dziecko - powiedzial.
- Skad pewnosc? - zapytalam.
- Serio? Serio [T.I.]. Uwazasz mnie za idiote? - spytal.
- Wejdz, ale badz cicho, bo oglada bajki - powiedzialam.
Zaprowadzilam go do kuchni. Zrobilam szybko herbate i usiadlam na przeciwko niego.
- A wiec co chcesz? - zapytalam.
- Wrocic do ciebie i wuchowywac wlasne dziecko - powiedzial.
- Uwzasz, ze to takie latwe? Czowieku minelo 7 lat! Jak ty sobie to wyobrazasz? - zapytalam.
- Ja - zacial sie. - Masz racje. Nawet nie nadaje sie na ojca, bo przec...
- Tata? - usyszalam glos Megan. Stanela blizej stolu i spojrzala na nasz dwojke.
Podczas ciszy wdrapala sie na krzeslo i oparla rece na stole.
- Czekam na wyjasnienia - powiedziala i jednoczesnie sie zasmiala.
- Mala i wredna, ale tez inteligentna - powiedzialam.
- Moge? - zapytal mnie Harrt wskazujac na Megan.
Kiwnelam glowa, a w ulamku sekundu Megan przytulala Harrego.

A moze zycie chcialo mnie nauczyc tylko odpowiedzialnosci i .... nie wiem, ale stalam sie silniejsza. A w dodatku jednak moje zycie skonczylo sie Happy Endem w szczesliwej rodzinie.

wtorek, 22 października 2013

Four 'Harry'

Rzuciłam szklanką, która chwilę później rozbiła się z drobny mak o podłogę.
-Co ty wyprawiasz ?! - krzyknął.
-Och, jak mi przykro ! - odwarknęłam.
-Jak możesz mi nie ufać ?! - zdziwił się.
-Naprawdę ?! To dlaczego ciągle piszesz sms i do kogo ? - dociekałam.
-Do mojej siostry - wyjaśnił.
-Myślisz, że ci wierzę ?
-Obiecuję. Co mam zrobić żebyś uwierzyła ?
-Przywieź ją. Albo my do niej pojedźmy.
-Co ?! Mamy jechać teraz o tak późnej porze do Chomes Chapel do mojej siostry żeby udowodnić ci, że wymyśliłaś coś sobie ?
-Tak - odparłam spokojniej.
-Przecież to głupota - westchnął.
-Przecież mnie kochasz - przedrzeźniłam go.
-Pojechać nie pojedziemy ale możemy zadzwonić - zasugerował.
-Dobrze. Daj mi telefon.
Sięgnął na stół i wziął moją komórkę. Przejęłam ją i schowałam do kieszeni spodni.
-Miałaś dzwonić do Gemmy.
-I to zrobię - wyciągnęłam rękę i wyjęłam jego telefon z kieszeni. 
Odbiegłam i zabarykadowałam się w łazience. Usłyszałam, że Harry zmierza w tę samą stronę, ale nie biegł.
-Nie wygłupiaj się. Oddaj mi telefon.
-NIE !!!
Odblokowanie komórki było nie lada wyzwaniem, bo miał ustawione hasło. Podjęłam się wielu prób, na marne. 
-Podaj hasło.
-Nie podam.
-Data. Bardzo ważna.
Sprawdzałam : moje urodziny, jego, chłopaków z zespołu. NIC !
-Konkretnie ! - warknęłam.
-Jeżeli mnie wpuścisz to ci ją podam. Ale musisz otworzyć drzwi. Obiecuję, że nie zabiorę ci telefonu.
Zastanowiłam się. To mógł być podstęp. Przecież on jest silniejszy ode mnie. Nigdy mnie nie uderzył ale czego człowiek nie zrobi dla utrzymania sekretu w tajemnicy. Wzięłam szczotkę, która stała obok mnie i wpadłam pod prysznic tym samym zostawiając drzwi bez zabezpieczenia. Wsunęłam kij za metalową klamkę zamykając szklane, przezroczyste drzwi. Byłam pewna, że Harry wpadnie wściekły i mordem w oczach ale ... Pomyliłam się. Do łazienki wkroczył całkowicie spokojny, zielonooki chłopak z burzą brązowych loków na głowie. Oparł się o pralkę z bezczelnym uśmiechem na tych jego cudownych ustach ... -Nie - przeklęłam się w myślach. - On prawdopodobnie cię zdradził, więc jego usta nie są cudowne.
Kiedy zobaczył jak się zabarykadowałam zaczął się śmiać.
-Podaj hasło - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Dla niektórych ludzi musiałabym wyglądać zabawnie. Rozmyty makijaż, oczy czerwone od płaczu i ten zawistny wyraz twarzy. Ale tak się teraz czułam. Byłam załamana ale pewna tego, że chcę znać prawdę.
Podszedł do prysznica i oparł się o drzwi, które były jedyną, w tym momencie, dzielącą nas rzeczą.
-Hasło - powtórzyłam.
-Kocham twoją kreatywność -westchnął ignorując moje warknięcia.
Zgromiłam go wzrokiem.
-Jesteś taka śliczna jak się denerwujesz.
-Przestaniesz ?! Podaj to hasło ! - i znów łamiący się głos.
-Data kiedy się poznaliśmy.
Wpisałam ją. Hasło poprawne. Naprawdę to pamiętał. Ten dzień kiedy złapał mnie na plaży kiedy potknęłam się o jego kumpla próbując łapać fresbee . Uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Teraz mi pewnie nie ufasz, więc podam ci wszystkie hasła. Pliki to twoje imię. Nazwisko to kontakty. Data twoich urodzin otwiera kalendarz. A data naszej pierwszej randki to hasło do wiadomości.
Sprawdzałam wszystko po kolei. Za każdym razem wyświetlał mi się komunikat o poprawnym haśle. W końcu doszłam do wiadomości. Wpisałam datę kiedy pierwszy raz oficjalnie się spotkaliśmy na randce. Było to swa tygodnie po naszym spotkaniu na plaży. I znów niepohamowana fala szczęścia. Pamiętał. Pamiętał o tym wszystkim. Dokładnie, z każdą datą. Moja mina zrzedła na widok ostatnich wiadomości. 
"Proszę ! Skoro jestem ojcem to chyba mogę wybrać imię ?"
"Nie. To mój wybór i chcę go podjąć sama."
"To chociaż niech na drugie będzie miała Darcy."
"Pomyślę. Powiedziałeś już [T.I.] ?"
"Nie. Nie wiem jak zareaguje."
Dalej już nie czytałam.
-To teraz już wiesz jak zareagowałam.
-Może przeczytaj nadawce ?
-Gemma. Ale tak może mieć na imię każda dziewczyna na świecie. I ty się z nią przespałeś i ona urodzi to dziecko.
-Nie. Będę ojcem chrzestnym. Chciałem ci zrobić niespodziankę. Mieliśmy dziś jechać żebyś zobaczyła małą, bo wiem jak lubisz dzieci.
-Nie wierzę ci. 
-To do niej zadzwoń.
Wybrałam numer i czekałam przez chwilę. 
-Hej Harry. Jedak przyjedziecie ?
-To ja. Nie Harry.
-A możesz mi go podać ?
-Tak - odparłam zrezygnowana.
Miał racje. A ja jak głupia idiotka uwierzyłam, ze on mnie zdradza. Wyciągnęłam kij i podałam loczkowi telefon. 
-Tak ? Och to świetnie. Dziś nie. Jutro ? Dobrze będziemy. Dziś chyba mamy inne plany. Pa - rozłączył się.
-Przepraszam - odparłam. - Byłam pewna, że mnie zdradzasz. Ale się pomyliłam.
-I to bardzo - odpowiedział ostrym tonem, był bardzo zły. - Ale wiesz. Możesz mi to wynagrodzić - jego usta rozłożyły się w uśmiechu i już wiedziałam, że udawał.
-Och, ja chyba wiem nawet jak - zaśmiałam się.
Wysunęłam głowę żeby go pocałować w policzek ale w ostatnim momencie przestawił głowę tak, że nasze usta się zetknęły. Zaczął pogłębiać nasz pocałunek a ja cofałam się. Zatrzymałam się dopiero kiedy poczułam na plecach zimną ścianę. Chłopak zamknął za sobą drzwi i przyparł mnie do niej. Włączył wodę, która spływała po naszych rozgrzanych ciałach. Później ... a później można się domyślić.

Ponieważ nikt nie dodał imagina to ja się zgłaszam i prezentuję Hazze. Jak wam się podoba ? Proszę o szczere opinie ;)



niedziela, 20 października 2013

Two 'Harry cz.1'

 Muzyka
 Jestem t.i, t.n mam 19 lat, chłopaka Harrego Stylesa oraz białaczkę. Wszystko byłoby jak z bajki, gdyby przyjaciele i fani zespołu Harrego mnie zaakceptowali i jeszcze ta choroba. Teraz pytanie czy mój chłopak o niej wie. Otóż nie, nie wie. Wiedzą tylko rodzice. Lekarze mówią, że jeśli nie znajdą dawcy szpiku to został mi góra rok życia.

 Z krainy Morfeusza wyrwał mnie głos ukochanego. Mieszkamy razem.
- Kochanie, wstawaj...
- Dzień dobry. Która godzina?
- 9.00
- Aha. Co dzisiaj robimy?
- Idziemy do chłopaków, a wcześniej idę na próbę.
- Harry, ale oni za mną nie przepadają.
- Oj... Kotku przesadzasz... Ja zaraz idę na próbę. Już nie będę przychodził do domu. To przyjdź na 18 do chłopaków. - Harry pocałował mnie namiętnie w usta i wyszedł.

Resztę dnia spędziłam oglądając tv i sprzątając. Zanim się spostrzegłam była już 16.
Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż i poczesałam się. Następnie ubrałam czarny top do tego białą kurtkę, białe rurki i torebkę. Gotowa wyszłam o 17.20 z domu. Nie jechałam autem, bo do chłopaków miałam 20 min.

 Doszłam do nich przed czasem. Zapukałam do drzwi i czekałam ok. 5 min. Chłopcy musieli nie usłyszeć, bo nie otwierali, ale byli w domu. Otworzyłam delikatnie drzwi.
- Harry! Ona cię nie kocha! Zrozum leci, tylko na twoją kasę!
- Co ty możesz wiedzieć o tym co ona czuje?!
- Jesteś zaślepiony! Ona cię wykorzystuje!!
Mam tego dosyć, pomyślałam. Mój makijaż był rozmazany od łez. Złapałam taksówkę i pojechałam do domu. Wyjęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Teraz zrozumiałam, że może to być najlepsze wyjście. Jestem dla niego kulą u nogi. Jestem chora i tak umrę, więc po co ma on cierpieć?
Następnie wzięłam pierwszą lepszą kartkę i zaczęłam pisać.

                                                      Kochany Harry!
     Musimy się rozstać! Tak będzie lepiej dla Ciebie. 
Znajdź sobie dziewczynę, załóż rodzinę i o mnie zapomnij.
Rób, to co kiedyś.
To, że odchodzę nie znaczy, że Cię nie kocham.
Robię to dla twojego dobra.
Przepraszam, że kartka jest mokra, zresztą wyschnie
Dziękuję za wszystkie razem spędzone chwile.
Dziękuje za wszystko.
Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.

Ps. Nie szukaj mnie!
Kocham Cię!
                                                                                       Twoja t.i 
xx
 
   Odłożyłam kartkę na blat kuchenny i spojrzałam ostatni raz na salon, hol, sypialnie i łazienkę.
Z wszystkimi pomieszczeniami wiążą się wspomnienia.
Pozwoliłam ponownie spływać łzą po moich policzkach. Wsiadłam do mojego samochodu i ruszyłam w stronę domu mojej przyjaciółki.

Harry
  Wróciłem wkurzony do domu. Jak oni mogą mówić tak o mojej dziewczynie.
- t.i? Gdzie jesteś? - Wbiegłem po schodach do sypialni. Nie było tam jej, ani jej rzeczy. Wystraszyłem się.
- Kochanie!!! - Krzyknąłem. Zbiegłem do kuchni. Tam też jej nie zostałem. Zauważyłem kartkę na stole.
Zacząłem czytać. CO?! To niemożliwe. Moja t.i odeszła!
- To wasza wina, że t.i odeszła! Ja jakoś waszych dziewczyn nie wyzywałem od najgorszych!
- Harry...
- Co Harry! Wyjdźcie z mojego domu!
- Ale...
- Nie ma, ale Louis! Wynoście się!
 Zrozpaczony zacząłem ponownie wydzwaniać do ukochanej.
- Abonament tymczasowo niedostępny.







-Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu.  

Cześć!! Jestem Martyna i będę tutaj pisała imaginy. Mam nadzieję, że mnie polubicie. Jeśli chcecie coś o mnie wiedzieć to piszcie w komentarzach, a ja postaram się odpowiedzieć przy następnym dodanym moim imaginie. Przepraszam za wszelkie błędy, i że imagin jest taki krótki. Następna część niebawem.♥ xx