Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zayn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zayn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Thirty Eight 'Zayn'

To było coś cudownego. Jak bajka. Znalazłam swojego księcia. Był kochany, pomocny, romantyczny i ufałam jemu. Z dnia na dzień co raz bardziej mnie zaskakiwał. Parę dni temu oświadczył mi się. Wiem, że najpierw spytał się mojego taty. To był cudowny dzień.
Leżeliśmy w łóżku. Przytuliłam się mocno do niego, a on pocałował mnie w głowę.
- Myślałaś o ślubie? - zapytał.
- Chciałabym ślub z klasą. Taki cudowny ale klasyczny, ale z klasą. Rozumiesz? - zapytałam.
- Nie - odpowiedział.
- Wszędzie biało z dodatkiem błękitu. Takie szykowne, ale bez przesady. Sala i zespół - powiedziałam. 
- W Anglii robimy prawda? - zapytał.
- Tak, ale musimy wynająć taką sale weselną z pokojami, bo moja rodzina jest wielka. 
- Będzie co zechcesz - powiedział.
- A jak z kościołem? - zapytałam.
- Rozmawiałem z pastorami ze Stanów Zjednoczonych. Dadzą nam ślub. Tylko ty w swoim kościele musisz potem dostarczyć, że wzięłaś ślub i takie tam - powiedział.
- Kocham cię - powiedziałam. 
- Ja ciebie też.
Pare miesięcy później Zayn się zmienił. Chciałam zacząć już planować ślub, ale on jeszcze 'nie miał czasu'. Było mi smutno. Właśnie wrócił ze studia.
- Hej kochanie - powiedziałam.
Nie odpowiedział. Poszedł do góry. Nie wiedziałam co się dzieje. Poszłam za nim. Siedział przy biurku i coś pisał. Podeszłam i usiadłam mi na kolanach. 
- Kochanie, co się dzieje? - zapytałam dotykając jego twarzy.
- Nic. [T.I.], nie mam teraz czasu - powiedział. 
Zeszłam na dół i zastanawiałam co się dzieje. 
Zaczęłam się co raz gorzej czuć. Wymiotowałam, zmieniał mi się nastrój. Poszłam do apteki po test ciążowy. Zrobiłam w domu i wyszedł negatywny. Cieszyłam się. Chociaż postanowiłam się upewnić na 100% u lekarza. A więc zapisałam się do ginekologa. Zayn nic nie podejrzewał, trochę mnie to smuciło.
Niestety, u ginekologa dowiedziałam się, że jestem w 2 miesiącu ciąży. Przecież brałam tabletki. Fakt, może pare razy zapomniałam, ale wtedy nie robiliśmy tego.
Wróciłam do domu. Zayn siedział i jadł obiad. Usiadłam na przeciwko jego. Podał mi talerz z obiadem. Nie miałam ochoty na jedzenie. Co ja teraz zrobię? Ze względu na jego humor nie powiedziałam jemu. Rano obudziłam się i prawie zabiłam potykając się o Zayn'a biegnąc przez łóżko. Wbiegłam do łazienki i zwymiotowałam. Zayn dobiegł do mnie i przytrzymał mi włosy. Skończyłam i wstałam. Podeszlamdo umywalki i chwyciłam szczoteczkę.
- Co się dzieje? - zapytał. - Nie pierwszy raz wymiotujesz - powiedział.
Nie odpowiedziałam nic. Zaczęłam myć zęby. Umyłam, ale on nadal stał i patrzył się na mnie.
- Kochanie - zaczął.
- Teraz kochanie? A co przez ostatnie 2/3 tygodnie się działo? - zapytał. 
- Przepraszam. Miałem wielki stres w pracy. Na szczęście nie mamy trasy - powiedział.
Przytulił się do mnie.
- Zayn - zaczęłam, a on spojrzał się na mnie. - Jestem w ciąży - powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- C-co?! - odsunął się ode mnie. - Nie żartuj sobie ze mnie - powiedział poważnie.
- Ja nie żartuje - szepnęłam.
Już wiedziałam, że nie jest za wesoło.
- To twoja wina! - wrzasknął. - Nie umiesz brać tych durnych tabletek?! - zapytał się.
- Przepraszam - powiedziałam. - Nie czekaj. Moja wina?! A czyli sama siebie zapłodniłam?! - zapytałam. - Trzeba było samemu się zabezpieczać, a nie teraz zrzucać winę na mnie!
- A na kogo?! To twoja wina! - krzyknął.
- Super - powiedziałam ściągając pierścionek z ręki. - Proszę bardzo - oddałam jemu i zeszłam na dół do kuchni. 
Byłam wściekła! Zdałam sobie sprawę, że zerwałam zaręczyny. Z oczu zaczęły wydobywać się łzy. Usłyszałam jak Zayn wychodzi z domu. No i dobrze! Niech sobie idzie!!! 
Poszłam do góry i przebrałam się. Ubrałam zwykłe dżinsy i bluzę. Wytuszowałam rzęsy i uczesałam się. No spoko, a co teraz mam robić? 
Włączyłam muzykę i wzięłam się za robienie obiadu. Zajęło mi to ponad godzinę. Zjadłam, a następnie zadzwoniłam do mamy. Opowiedziałam jej wszystko, ale ona broniła Zayn'a! Zawsze tak jest! Usiadłam przed telewizorem. Byłam wykończona więc zasnęłam.
Ktoś mnie podniósł i zaczął nieść. 
- Zayn? - zapytałam.
- Shh... Śpij - powiedział i poczułam, że leżę na łóżku. 
Po chwili położył się obok mnie.
- Gdzie byłeś? - zapytałam.
- Śpij - powiedział, a ja usiadłam szybko.
- Gdzie?! - ponowilam pytanie.
- U Liam'a - powiedział. 
- Oh, dziwie się, że wróciłeś - powiedziałam. - A potem co robiłeś?
- Byłem i Niall'a.
- Oczywiście, urządziliście sobie spotkanie singli? - zapytałam.
- Przepraszam cię! - krzyknął. - To był szok no! Mam tylko 21 lat, a już mam zostać ojcem! Mam karierę, fanów, nie mamy jeszcze ślubu w dodatku. Dziwisz się mi? - zapytał.
- Tak! Nagle jaki ty biedny. A co ja mam powiedzieć? - zapytałam. - Mam 19 lat i jestem w ciąży. Mój chłopak zrzuca całą winę na mnie. To ja będę musiała nosić przez 9 miesięcy to dziecko. To ja będę musiała je urodzić! I to ja będę musiała wychowywać je sama, bo ty jeździsz w trasy!!! Rzeczywiście! To ty masz przechlapane - powiedziałam i zaczęłam płakać.
- Ej, kochanie - objął mnie ramieniem. 
- Przepraszam. Ja nie chciałem. 
Podał mi pierścionek. Nałożył go na palca.
- Będzie trzeba przyspieszyć ślub - powiedzieliśmy razem.


wtorek, 11 lutego 2014

Thirty six 'Zayn cz.1'

- Nie no! Żartujesz! - Krzyknęłam podekscytowana do słuchawki.
- Ha, nie! Mówiłam ci, że pojedziemy tam. A ty "Nie nie uda się nam" wisisz mi nową torebkę od Chanel - powiedziała piskliwym głosem.
- Kochana o to już się nie martw! Zobaczymy się na lotnisku, buźki - odparłam i rozłączyłam się. Nie wierzę, że pojadę na pokaz mody w Paryżu. Po prostu cudownie. Uradowana rzuciłam się biegiem do garderoby, wyciągnęłam z niej walizkę i zaczęłam pakować do niej swoje ubrania. Shannon jest boska, załatwiła nam te bilety! Różowe szpilki, czarne, fioletowe, granatowe....
Spakowana udałam się do gabinetu ojca.
- Nie, mówiłem już wam. Nasza firma musi mieć ekologiczne.... Przepraszam zaraz oddzwonię - powiedział
- Tato, bo ja mam sprawę do ciebie
- Słucham córciu
- Bo wyjeżdżam na tydzień do Paryża, a moje konto świeci pustkami
- Aha, potrzebujesz pieniędzy, dobrze przeleje ci więcej na konto
- Dzięki - powiedziałam i poszłam do kosmetyczki, a później do fryzjera.
Gotowa pojechałam moją porsche po Shannon.
- Cześć kochana! To nie ma na co czekać, jedźmy! Paryż czeka! - pisnęła.
                                                                  ***
Na lotnisku było zamieszanie. Pełno ludzi się śpieszyło na samolot. Shann poszła już na swoje miejsce, a ja jeszcze poszłam poprawić makijaż. Wychodząc z łazienki wpadł na mnie jakiś chłopak. Jego bluzka zaczepiła się o moją bransoletkę i ją zerwała! To jedyna pamiątka po mojej mamie. Ona przynosiła mi szczęście. Nosiłam ją, tylko w wyjątkowych sytuacjach. Tylko ta bransoletka mi została po niej. Wszystkie inne rzeczy ojciec sprzedał na aukcji. Teraz panował mną gniew.
- TY IDIOTO! Moja bransoletka! Ty! Zniszczyłeś moją bransoletkę!
- Uspokój się. Odkupię ci ją.
- Nie! Nie odkupisz! - wrzasnęłam i pobiegłam do samolotu.

 Usiadłam na swoim miejscu i schowałam twarz w dłoniach. Zauważyłam jak starsza pani się do mnie przysiadła.
- Co cię trapi dziecino - zapytała.
- Nic takiego... tylko straciłam bliską mi osobę, a teraz jedyna rzecz po niej została zniszczona...
- Kochanie, to nie jest tak, że jeśli masz jakąś rzecz po tej osobie, ta osoba zawsze pozostanie w twoim sercu, nie w jakieś rzeczy. Rzeczy nie są warte twoich łez. - rzekła kobieta. Ja uśmiechnęłam się i podziękowałam jej, po czym wyciągnęłam z torebki chusteczkę.
                                                                ***
Poszłam odebrać swój bagaż. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Zobaczyłam napis: "LONDON". O cholera! Pomyliłam samolot! Zaklęłam pod nosem i wyciągnęłam telefon. Wybrałam numer Shannon.
- Połączenia wychodzące zostały zablokowane. - CO! Jak to.. Poszłam do kawiarenki na lotnisku i poszłam złożyć zamówienie. Zamówiłam kawę i podałam kelnerce kartę.
- Przepraszam, ale na tej karcie nie ma pani środków. Muszę zatrzymać tę kartę.
- Ale jak to?! Dam tę kartę. - podałam drugą.
- Na tej również nie ma środków.
Poszłam usiąść na ławkę i zobaczyć co mam w portfelu. 1 euro. We Włoszech bym coś za to kupiła, ale tutaj są funty jak dobrze pamiętam. Bez pieniędzy w obcym kraju. Po prostu świetnie. Buty zaczęły mnie uciskać i je ściągnęłam. Co się dzieje, dla czego nie mam pieniędzy na koncie? Z moich myśli wyrwał mnie męski głos.
- Hej, chciałem jeszcze raz przeprosić za tę bransoletkę. Ja naprawdę nie chciałem. Odkupie ci ją. - powiedział. Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem i powiedziałam:
- To nie twoja wina - mruknęłam.
- Ale masz mi to za złe, a tak w ogóle to Zayn jestem
- Nie mam ci nic za złe. Jestem Hope.
- Co robisz w Londynie? Bez bagaży...
- Wsiadłam w zły samolot, a moje konta zostały zablokowana - westchnęłam.
- Och, to może w ramach rekompensaty zostaniesz u mnie na jakiś czas?
- Nie! Nie mogę. Nawet mnie nie znasz, a proponujesz mi, żebym została u ciebie na noc?
- To poznam. Idziemy do mnie i koniec.
- Ugh! Nie mam wyboru. Ale tylko jedna noc i mnie nie ma.
                                                                         ***

Przepraszam za długą nieobecność. Obiecuję się poprawić. Wgl to często nie mam dostępu do komputera ugh.. Zapraszam na: http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/   i  http://zaszyfrowana-fanfiction.blogspot.com/   mam takie piękne szablony. Jestem bardzo skromna. Wybaczcie mi tę nieobecność ;-*. Liczę na komentarze ♥ Love you <33

sobota, 28 grudnia 2013

Twenty Six 'Zayn'

Do szpitala przychodziłam niemal codziennie ale nie ze względu na mnie. Nie byłam chora. Odwiedzałam znudzone dzieciaki i urządzałam im jakąś rozrywkę aby przesiadywanie w tym miejscu było bardziej znośne. Jako osiemnastolatka mogłabym zupełnie inaczej spędzać wolny czas ale ja wybrałam tę opcję. Przekroczyłam próg i od razu przywitało mnie wiele uśmiechów przesłanych od personelu. Przyzwyczaili się do mojej obecności. Wjechałam windą na drugie piętro czyli oddział dziecięcy.
-Cześć [T.I.]
-Cześć Katie. Co u ciebie nowego ? - zatrzymałam się przy recepcji.
-Brad mi się oświadczył - wciągnęła smukłą dłoń ukazując przepiękny pierścionek.
-No w końcu - zaśmiałam się.
-Co dziś planujesz ?
-Hm ... sama nie wiem. Chyba zajdę do każdego z osobna. Jak się czuję Saffa ?
-Sama sprawdź. A czekaj. Dzisiaj ma gościa.
-Tak ? Kogo ?
-Jej brat wpadł.
-To do niej zajdę na końcu - przesłałam jej uśmiech i ruszyłam do sal.
Aby obejść cały oddział i u każdego posiedzieć chwilę potrzebowałam koło trzech godzin. Doszłam właśnie do sali z numerem 163, gdzie leżała moja ulubienica, Saffa. Znałam tylko jej mamę, Trishię, która czasami wpadała i zamieniła ze mną kilka zdań. Drzwi do pomieszczenia były białe a szybki szronione, więc nie widziałam co lub kto się znajduje wewnątrz. Zapukałam delikatnie w prostokąt i kiedy słyszałam ciche "Proszę" nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Zobaczyłam prześliczną dziewczynkę leżącą na łóżku. Koło niej na stołku , tyłem do mnie, siedział chłopak, strzelam, że jej brat.
-Hej młoda. Widzę, że masz towarzystwo. Wpadnę później - zaczęłam się wycofywać.
-Nie. Czekaj - zatrzymała mnie. - Chodź. Poznaj mojego brata.
Chłopak odwrócił się a kiedy nasze oczy się spotkały, jego źrenice wypełniły prawie całe tęczówki w kolorze mlecznej czekolady. Wstał i ruszył w moją stronę. Moje mięśnie najpierw stężały a następnie zmieniły się w ... watę. Zmiękły mi kolana ale nie ugięłam się pod ciężarem własnego ciała. Wyciągnął do mnie rękę.
-Jestem Zayn - przywitał się.
-A ja [T.I.] - uśmiechnęłam się.
-Miło cię poznać.
-Ciebie również - wpatrywałam się w jego cudowne oczy hipnotyzujące z każdym jego mrugnięciem.
-Dużo o tobie słyszałem - mruknął niskim, uwodzicielskim tonem.
-Ja o tobie niewiele - zachichotałam.
-No wiesz siostrzyczko ? Nie chwalić się tak utalentowanym i cudownym rodzeństwem ?
-No i skromnym oczywiście - dodała.
-Dobrze. Ja pójdę jeszcze do Jess'a poczytać mu bajkę - oparłam wycofując się.
-Ale wróć - rzuciła dziewczynka a w oczach jej brata widziałam coś w rodzaju potwierdzenia prośby.
-Postaram się - odpowiedziałam zamykając drzwi.
Wzięłam głęboki wdech i zdałam sobie sprawę, że podczas pobytu w sali nie oddychałam. Aż tak na mnie działał Zayn ? Niemożliwe. Przecież dopiero go poznałam. Próbując odgonić od siebie myśli o intrygującym chłopaku ruszyłam do sali przeuroczego blondynka. Minęłam czworo drzwi i weszłam do sali. Siedział tam pięcioletni chłopiec bawiący się żołnierzykami.
-Hej Jess ! - przywitałam się zamykając drzwi.
-Cześć ! Co mi dziś przeczytasz ?
-A na co masz ochotę ?
-Śpiąca Królewna.
-Masz odpowiedź - podeszłam do regału i wyjęłam odpowiednią książkę.
Usadowiłam się koło chłopca na łóżku i zaczęłam czytać bajkę. Mimo, iż nie pomyliłam się ani razu byłam bardzo rozkojarzona. Kiedy bajka się skończyła zauważyłam, że dzieciak wtulony był w mój bok. Delikatnie odsunęłam go od siebie aby nie zbudzić śpiącego blondyna. Poprawiłam poduszkę, nakryłam go kołdrą i odłożyłam książkę na miejsce a następnie wyszłam po cichu z pokoju. Wróciłam do drzwi z numerem 163. Zapukałam ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Wślizgnęłam się do sali i zastałam śpiące rodzeństwo Malików, jeżeli wierzyć karcie pacjenta. Wyglądali tak słodko. Podeszłam do łóżka i lekko trąciłam Zayna w ramię. Poruszył się ale nie obudził. Powtórzyłam czynność ale tym razem szepnęłam mu do ucha ciche "Wstawaj". Powili otworzył jedno oko, potem drugie.
-Co się stało ?
-Zasnąłeś. Zaraz kończy się pora odwiedzin. Pomyślałam, że ja cię obudzę żeby później pielęgniarki na obchodzie nie musiały zrywać Saffy.
-Dziękuję - uśmiechnął się chłopięco ukazując rządek białych zębów.
Pocałował siostrę w czubek głowy, przykrył kołdrą i wstał starając się jej nie wyciągać z objęć Morfeusza.
Przeciągnął się napinając mięśnie a ja byłam pod ogromnym wrażeniem. Jeszcze nie widziałam tak dobrze zbudowanego chłopaka. Na biały T-shirt zarzucił skórzaną kurtkę. Kiwną głową w stronę drzwi i wyszliśmy.
-Odwiedzasz kogoś specjalnego ? - zagadnął.
-Można tak powiedzieć.
-Tan Jess tak ? T twój brat ?
-Nie - odparłam. - Jestem jedynaczką. Przychodzę tu do wszystkich dzieciaków, pobawić się z nimi, pograć w coś, czasem po prostu pogadać.
-A moja siostra ? Jest grzeczna ?
-Tak. Jest kochana. Uwielbia grać w Scrabble.
-Naprawdę ? Nie wiedziałem.
Kiedy dochodziliśmy do wind chłopak zaczął wypytywać mnie o zainteresowania. Okazało się, że mamy podobny gust. Zjechaliśmy na parter, pożegnaliśmy się z recepcjonistką i wyszliśmy przed szpital.
-Ciemno już. Może cię odwiozę ?
-Nie mieszkam daleko.
-No proszę. Tak dobrze mi się z tobą rozmawia.
-Przekonałeś mnie - posłałam mu najpiękniejszy z moich uśmiechów.
Wsiedliśmy do jego auta i znów rozmawialiśmy. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom chłopak zatrzymał mnie abym nie wysiadała.
-Jestem w tym słaby ... - zaczął.
-Ale ? - zachęciłam go.
-Ale umówiłabyś się ze mną ? - wymruczał pod nosem.
-Oczywiście.
-Naprawdę ?
-No tak.
-Cieszę się. To przyjadę po ciebie jutro o siódmej.
-Kurcze. Wtedy nie odwiedzę dzieciaków.
-To może zobaczymy się w szpitalu a potem cię gdzieś zabiorę ?
-Dobrze. Do jutra - cmoknęłam go w policzek i uradowana wyszłam z pojazdu. Kiedy już stałam przed drzwiami odwróciłam się i zobaczyłam Zayna, który wyjeżdżał z podjazdu. Pomachałam mu na pożegnanie. Jednak przebywanie w szpitalu ma swoje dobra strony.


Jak po Świętach ? No ja muszę się pochwalić, bo pod choinką znalazłam This Is Us i Siłę Marzeń !! A wy ?
Co dostałyście ?

czwartek, 19 grudnia 2013

Twenty Three 'Zayn '

Życzę miłego czytania♥
          Codziennie obwiniam się o śmierć mojej mamy. Robię to przez ojca, który ciągle mówił, że to moja wina. Teraz już nawet ojca nie mam, miałam JEGO, ale mnie zostawił.
        Pamiętam jak moja mama opowiadała mi w dzieciństwie, że każdy ma swojego anioła stróża, który zawsze będzie przy nas i nie pozwoli, aby stało się nam coś złego. Myślałam, że mam owego. A tu taka niespodzianka. Minęły już dwa lata, dwa lata GO nie ma. Obiecał, że będzie dzwonił i pisał SMS-y. Kłamał. Po cholerę namawiałam go do wzięcia udziału w tym programie. Wiedział o mojej sytuacji w domu, ale odszedł. Jestem ciekawa, co by było gdyby moja mama przeżyła 7 lat temu. Może ta trzynastolatka miała normalną rodzinę? Teraz mam 19 lat. Mój tata zmarł dwa lata temu, upił się do śmierci. Zawsze pił i nie raz zdarzyło się mu mnie uderzyć. Ale tym razem przesadził. Zostałam sama. Całkiem sama.
Sława zniszczyła Zayna. Tak samo jak on zniszczył mnie i nie wybaczę mu tego.

Dwa dni do świąt

     Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam do pobliskiego centrum handlowego.  Nie znoszę świąt. Nikt, by ich nie kochał, gdyby był w mojej sytuacji. Samotne święta.
W galerii było stado ludzi, którzy zapomnieli o całej magii świąt. W tych czasach jak zapytasz kogoś z czym kojarzą mu się święta odpowie: " Z pustym portfelem". I to jest okropne. Marzę o świętach z kochającą rodziną. Przez samotność nie pałam do nich z entuzjazmem, nawet nie mam w domu choinki. Przez ten czas mam, tylko przyjaciółkę, ale ona nie zastąpi mi Zayna. Kiedyś, rodzice nie chcieli pozwolić nam zostać u siebie na noc, a my skleiliśmy sobie ręce. Ludzie zawsze mówili, że będziemy razem, najwidoczniej miało być inaczej.
     Ruszyłam w stronę sklepu odzieżowego. Potrzebowałam kilku rzeczy. Pracuję w kawiarni. Mam pieniądze ze spadku po babci, ale nie chcę spędzać całych dni w domu.
Po kupieniu wybranych ubrań ruszyłam w kierunku miejsca mojej pracy.
     Droga zajęła mi pięć minut. Weszłam do kawiarni i przywitałam się ze znajomymi. Zostawiłam rzeczy na zapleczu i ubrałam swój fartuszek. Stanęłam za ladą i podawałam zamówienia.
Podeszła do mnie koleżanka z pracy i powiedziała, żebym zbierała zamówienia. Podchodziłam do różnych stolików ze sztucznym uśmiechem.
- Dzień dobry! Co podać? - mruknęłam.
- Poproszę... - znałam ten głos. Zayn. Spojrzałam na chłopaka, dziewczynę i jego rodziców. Nie poznał mnie. Nie zmieniłam się aż tak. Zmieniłam kolor włosów z blondu na czerwono-pomarańczowy. Mam kolczyk w wardze, ostry makijaż.....
- Poproszę kawę i ciastko czekoladowe z posypką. A co ty chcesz słońce? Mamo, tato? - SŁOŃCE. Już wiem czemu  o mnie zapomniał. Jego rodzice spojrzeli na mnie. Nie widzieli mnie już półtorej roku. Ale chyba nie spostrzegli, że to ja.
Patrzył, ale nie widział. Wbił mi kolejny sztylet w serce.
     Z bezsilności rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać z bólu jaki mi zadał.
Życie to nie bajka, ale muszę się wziąć się w garść. Spojrzałam na zegarek obok łóżka. 16:45.
Idę go ogródka. Ubrałam się i wyszłam na taras i usiadłam na schodach. Usłyszałam śmiech i krzyk z domu obok. Z domu Malików. Ja już tak nie chcę. Nie chcę go kochać.
Spojrzałam w tamtym kierunku. Zayn, ta dziewczyna i jego rodzeństwo lepili bałwana. Kolejny cios prosto w serce i masa wspomnień.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i je delikatnie uchyliłam.
- Clary...- zapytał.
- Przepraszam. Czego pan chce? - zapytałam z ironią w głosie.
- Clary. Nie wygłupiaj się.
- JA się wygłupiam!? Nie bądź śmieszny. To ty chyba przez DWA LATA udawałeś, że mnie nie znasz. I do tego w tej kawiarni! Wynoś się stąd! - krzyknęłam.
- Ale... - w połowie zdania mu urwałam.
- Nie ma ale. Wyjdź z mojego domu!
- Porozmawiajmy.
- Nie rozmawiam z nieznajomymi. Spieprzaj stąd - powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.

   Zayn ciągle mnie nachodził. Raz wpuściłam go.
- Proszę, daj mi wyjaśnić. - mówił jakby miał zaraz się rozpłakać.
- Co. Co chcesz wyjaśnić? - próbowałam mówić spokojnie.
- Ja chciałem zadzwonić. Nie mogłem, modest kazał mi zerwać kontakty ze starymi znajomymi.
- I ty to zrobiłeś. Nie obchodziły cię moje uczucia?! Zostałam sama! Zostawiłeś mnie, nie mam nawet rodziny! A teraz książę wraca i co?! Na co liczyłeś teraz! Że rzucę ci się w ramiona?! Że powiem jak ja cię kocham?! Że będziemy żyli długo i szczęśliwie?! Jak tak to się przeliczyłeś! - teraz już wydzierałam się na niego.
- Przepraszam....
- Wsadź sobie te przeprosiny w dupę. - odparłam i poszłam usiąść na sofę.
- Clary.... - mówił, a ja udawałam, że go tu nie ma. - Cholera Clary porozmawiaj ze mną!
- Porozmawiałam z tobą. Nie mam już nic do powiedzenia. A teraz łaskawie wyjdź z mojego domu.
- Ale ja mam! - uniósł głos. Podszedł do mnie, złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do kanapy.
- Chcesz poznać prawdę?! Prawda jest taka, że się w tobie zakochałem! Próbowałem zdusić to uczucie i nie komunikować się z tobą. Nie chciałem niszczyć naszej przyjaźni. Ale oczywiście wszystko musiałem zepsuć! Nigdy nikogo tak nie pokochałem jak ciebie! Kocham cię Clary.... Kocham. - skończył mówić. Z jego oczu zaczęły wypływać łzy, z moich też. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- A ta dziewczyna..?
- To moja kuzynka. - szepnął. Przez dobre pół godziny siedzieliśmy w ciszy. Nagle odezwałam się:
- Jaa, ja kocham cię Zayn. - ten nic nie odpowiedział, tylko mnie pocałował. Oddałam pocałunek.

       Te święta spędziłam z rodziną Zayna. Moje marzenie się spełniło. Teraz mieszkam z nim w Londynie. Jeżdżę z nim i jego zespołem w trasy koncertowe. Zayn mi się oświadczył i już nigdy nie zostawił. Wróciłam do poprzedniego wyglądu. Na razie jest pięknie.
**********************************************************************************

Dzisiaj imagin tak na umilenie dnia. Otóż jestem chora i miałam czas. Takie oderwanie od imagina z Louisem. Z kim ma być kolejny imagin?
KA BU JA! Zaskoczyłam was nim??
Nie, ja wcale nie naoglądałam się Niekrytego.... Kocham was♥ Komentujcie♥ xx

niedziela, 1 grudnia 2013

Twenty 'Zayn'

Zanim przeczytasz.....

Hybryda - pół wampir- pół wilkołak
Pierwotny - pierwsze wampiry na świecie
Zauroczyć kogoś - np. wampir spogląda komuś w oczy i wydaje polecenie, a ta osoba to robi.


Kolejny dzień siedziałam w Londynie. Pokłóciłam się z moim braćmi, dlatego uciekłam z Nowego Orleanu, aż tutaj. Co mnie skłoniło? Nie wiem. Po prostu weszłam w pierwszy lepszy samolot. Siedziałam właśnie w samotności w jakimś apartamentowcu. Nic, ani się rozerwać ani gdzieś wyjść. Nie chcę mi się. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam i otworzyłam.
- Dzień Dobry, ja mieszkam obok i chciałem się zapytać, czy masz może kostki do gitary przy sobie? - zapytał.
- A nawet jeśli... - i nagle do mnie podszedł i spojrzał mi w oczy.
- Daj te kostki do gitary - już wiem! To jest wampir.
Wzięłam go za fraki i wrzuciłam do salonu.
- Naprawdę? Chciałeś mnie zauroczyć? - zakpiłam.
- Jesteś wampirem? - zapytał.
- Nie, po prostu skądś wiem o zauroczeniu - spojrzałam na niego jak na debila.
- Zayn, znaczy się kiedyś inaczej się nazywałem, ale teraz Zayn.
- A jak się nazywałeś?
- Zain Wilhelmson - powiedział.

Rok 1738

Siedziałam w białej sukni i czekałam na moich braci. Kiedy nagle ktoś stanął przede mną. 
- Czy mogę prosić do tańca? - zapytał.
Jak na damę przystało chwyciłam jego rękę i udałam się na środek sali balowej. Te czekoladowe tęczówki.
- Jak się śmiesz nazywasz? - zapytałam.
- Zain Wilhelmson - odpowiedział wyraźnie rozbawiony.

- A ty jak się nazywasz? - zapytał.
- [T.I. i T.N.] - spojrzał się na mnie.
- Dlaczego nie mogłem cię zauroczyć? Przecież to się udaję w większości przypadków. Nawet na wampirach...
- Jestem pierwotnym - kiedy to powiedziałam on odskoczył wystraszony.
- O mój boże... Przepraszam - jęknął.
- Przecież cię nie zabiję. Nie po to cię stworzyłam.

Rok 1739

Ja i Zain. Zakochałam się. Ale to nierealne zakochać się w człowieku prawda? Żeby ten świat był sprawiedliwy.
- [T.I.] - usłyszałam głos mego brata i wstałam. - Idziemy dzisiaj na bal. 
- A Zain będzie? - zapytałam z nutką nadziei.
- Zakochałaś się w nim siostro? - zapytał. - Nie jest ciebie wart to tylko człowiek. Nie pozwalam ci się z nim spotykać.
- Ale...
- Nie [T.I.], zbyt często się zakochujesz i nie wychodzi z tego nic dobrego.

- Stworzyłaś mnie? - zapytał się.
- Tak, robiłam wtedy mojemu bratu na złość - odpowiedziałam. - Nie pamiętasz mnie?
- Ale miałaś wtedy takie mocno kręcone długie blond włosy, a teraz są nieco inne - zaśmiał się.
- Zmieniam się wraz z modą - odpowiedziałam.
- Może oprowadzę cię po nowym Londynie?
- Z wielką chęcią.

Rok 1756

Will (twój brat) nadal nie wie, że spotykam się z Zainem. Niech tak pozostanie. Nie przepada za nim, a kiedy dowiedział się, że go przemieniłam myślałam, że mnie zabije. A co do Zaina. Do... Kocham Go!
- Siostro - usłyszałam wrzask Willa. Po chwili pojawił się w moim pomieszczeniu. - Co ja mówiłem na temat Zaina. Nie i koniec! Pożegnaj się z nim albo ja to załatwię. - zaśmiał się.
- Will, dlaczego nie pozwalasz mi na spotykanie się z nim?
- On nie jest ciebie wart - powiedział wychodząc.
- Sądząc po twoim myśleniu, nikt nie jest mnie wart - krzyknęłam.

Minęły 2 tygodnie od spotkania z Zaynem. Cały czas gdzieś razem wychodzimy, a od niedawna jesteśmy razem. Spałam sobie z Zaynem, aż nie usłyszałam pukania do drzwi. Podniosłam się i poszłam otworzyć. Zayn szedł za mną, gdy otworzyłam ujrzałam Willa.
- Siostrzyczko - spojrzał uśmiechnięty na mnie. Nagle spojrzał na Zayna i uśmiech zniknął. - Czy ja się nie wyraziłem kilkaset lat temu niewyraźnie? - zapytał wkurzony.
- Will, ja go kocham - powiedziałam.
- Jesteś naiwna, on nie jest ciebie wart - powiedział.
- Nie wiesz tego i zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam.
- Wpuść mnie - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Nie! Ile razy ci mam powtarzać, że to moje życie? - krzyknęłam.
- Dobrze, ale pamiętaj! Zemszczę się - i odwrócił się.
- Powodzenia - zamknęłam drzwi i pocałowałam Zayna.


_________________

Tak wiem do dupy, ale nie miałam weny, a chciałam coś napisać...
Ja się nie rozpisuję. Miłego dnia/wieczoru/nocy....

poniedziałek, 21 października 2013

Three 'Zayn'

Rześkie powietrze przenikało mi przez płuca za każdym oddechem. Czekałam na niego już piętnaście minut. Nigdy nie był zbyt punktualny ale nie spóźniał się aż tak. Zaczęłam dreptać w miejscu. Nagle ktoś zakrył mi od tyłu oczy. Ale gdy się obróciłam strach znikną. Wpatrywałam się w piękne czekoladowe oczy.
-Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję. Czego się spóźniłeś ?
-Szukałem czegoś.
-Zegarka ? Nie udało się - zażartowałam.
-Nie. Tego - wręczył mi małe pudełeczko w kształcie serca.
-Zayn ... nie musiałeś.
-Musiałem. Otwórz.
Zrobiłam jak kazał. Moim oczom ukazał się cudowny naszyjnik w kształcie połówki serca w kolorze czerwonym. 
-A gdzie reszta ?
Wyciągnął z kieszeni klucze i zamachał mi przed oczami. Do kółka przyczepiona była druga, biała połowa naszyjnika. Tylko, że u niego to był breloczek. Rzuciłam mu się na szyję i cmoknęłam go w usta. Zaczął pogłębiać pocałunek. Nie mogłam oprzeć się smakowi jego ust. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Przeszliśmy się po parku. Rozmawialiśmy o jego trasie.
-Czyli zostały nam tylko dwa tygodnie ? - posmutniała,.
-Nie martw się, królewno. Damy radę - ujął mój podbródek.
-Musimy - uśmiechnęłam się.
-Chyba, że ... - zaczął.
-Chyba, że co ?
-Jedź ze mną. Będziesz mi pomagała, zaprzyjaźnisz się z chłopakami i zwiedzisz Europę.
-Sama nie wiem - zamyśliłam się.
-[T.I.] proszę - spojrzał oczami zbitego psiaka.
-Muszę pomyśleć. Poważnie się zastanowić.
-Chyba wiem jak cię przekonać - przysunął się do mnie i namiętnie pocałował.
-Może pojadę - zaczęłam a chłopak nie przestawał cię całować.
-Do mnie czy do ciebie ? - spytał.
-Możemy do ciebie. A jaki film chcesz obejrzeć ?
-No wiesz co [T.I.] ?
-Tak się z tobą droczę.
-Chociaż moglibyśmy coś obejrzeć - seksownie przygryzł wargę.
-A co ?
-Ja bym obejrzał ciebie, kotku.
-Spadaj zboczuchu.
-Możemy obejrzeć horror.
-Ale ja się boję horrów.
-Ale obejrzysz go ze mną. Więc nie masz się co bać.
Doszliśmy do domu Malika. Ja zrobiłam popcorn a on ustawił film.
-Jesteś pewien ?
-Pytasz mnie jakbyśmy szli poznać twoich rodziców.
-Nie są tacy źli. Ja kochanie o film pytam. Bo ja później w nocy mogę mieć w nocy koszmary. A jak będę sama w domu to w ogóle.
-Ale dziś śpisz u mnie, więc nie masz się co bać.
-Jak to śpię u ciebie ?
-No normalnie w łóżku, pod kołdrą, lub bez. W piżamie lub bez - mrugnął. - Obok mnie, na mnie pode mną. Jak wolisz - uśmiechnął się zawadiacko
-Oj ty wariacie - zaśmiałam się.
-Czekaj zmienię koszulkę - wstał i ruszył w stronę pokoju.
Nie zauważył, że szłam za nim. Zajrzałam przez szparę w drzwiach. Ujrzałam tam przystojniaka ściągającego koszulkę. Nałożył inną i zaczął iść do drzwi. Gdy mnię zauważył zaczął się śmiać. Otworzył drzwi.
-Oj kochanie. Było powiedzieć to bym chodził bez koszulki.
-Ja .. ja tylko ... - zaczęłam się jąkać i zaczerwieniłam się.
-Przecież żartowałem - pocałował mnię.
Wróciliśmy do salonu. Położyliśmy si na kanapie i zaczęliśmy oglądać film.
-Jesteś całkiem przystojny, masz niezłe ciało - mruknęłam.
-Naprawdę ? - zaśmiał się i oblizał wargę
-Co się ślinisz ?
-Wyobraziłem sobie ciebie.
-Nie wierzę w to co mówię, ale oglądajmy.
Westchnął zrezygnowany. Z każdym strasznym momentem chowałam się w Mulata. Bałam się. Nie lubiłam horrorów. W końcu byłam tak zmęczona skakaniem ze strachu, że zasnęłam w ramionach Malika.


Hejka, jestem Wiki. I tak jak reszta będę pisać tu imaginy. Ponieważ są już 2 z Hazzą, ja witam się z wami Zaynem. Jego lubię najbardziej. Mam nadzieję, że spodoba wam się moja twórczość i zostanę z wami na dłużej. 
Love, Vicky <3