poniedziałek, 10 lutego 2014

Thirty Five 'Liam'

Od lat kochałam śpiewać. W wieku 6 lat potrafiłam grać na perkusji, a w późniejszych latach wyszkoliłam grę na fortepianie, gitarze. Wszyscy w rodzine uważali, że mam do tego dar. Ja sama nie wierzyłam w siebie, aż tak bardzo. Wiedziałam, że umiem dobrze grać na instrumentach, ładnie śpiewam, ale darem tego nie nazywałam.
Razem z rodzicami często się przeprowadziliśmy. Jest Polką, ale tam mieszkałam do 13 roku życia. Potem w Niemczech, Szkocji, Holandii, Francji, a miesiąc temu przeprowadziliśmy się do Anglii. Mieszkamy w Liverpoorze w apartamentowcu. Kiedy wracałam ze szkoły (tak niestety jeszcze męczę się ten ostatni rok) zauważyłam ogłoszenie o przesłuchaniach w mieście do XFactor. Planowałam się tam udać od dawna, ale nigdy nie było okazji. Zadzwoniłam do swojej koleżanki Loli i umówiłyśmy się na zakupy do galerii. Najpierw się przebralam w domu w bordowy sweterek z długimi rękawami, włożyłam go w szarą spódniczkę do połowy uda lekko rozkloszowaną, bordowe lity, szarą torebkę. Pomalowałam się i wyszłam z domu. Myślałam o tym, żeby wziąć auto, ale daleko nie mam więc mogę się przejść. Doszłam do galerii, a tam czekała już na mnie Lola.
- Znowu się spóźniłaś - powiedziała. 
- No wiem, ale - weszłyśmy do galerii - muszę ci coś powiedzieć. 
- Powiedz, że się nie wyprowadzasz - spojrzała się na mnie.
- Spokojnie. Chcę zgłosić się do XFactor! - powiedzialam. 
- Tak! Idę z tobą na przesłuchanie ok? - zapytała.
- No jasne - uśmiechnęłam się. - Zobacz jaka ładna - wskazałem na sukienkę.
Po udanych zakupach wróciłam do domu. Zrobiłam sobie kolacje i przebrałam się w piżamę. Kiedy oglądałam jakiś film, wrócili rodzice. Usiedli przy stole i zaczęli jeść. Podeszłam do nich. Usiadłam przy stole i zaczęłam mowić.
- Chcę zgłosić się do XFactor - powiedziałam.
- No nareszcie, ile można było czekać - powiedział tata.
- Kiedy przesłuchanie?
- Za dwa tygodnie. To ja pójdę wyślę formularz zgłoszeniowy - powiedziałam i tak zrobiłam.
Kiedy go wysłałam, zastanawiałam się nad wybraniem piosenki. Jest ich tyle, ale żadna nie jest tak piękna. W końcu już wymyśliłam. Alleluja po polsku! A co? Trzeba rozsławić Polskę.
Minęły dwa tygodnie, a ja razem z Lolą i rodzicami stoimi w wielkiej kolejce na przesłuchania. Cały ten czas ćwiczyłam piosenkę. W końcu zostałam wywołana.
- Stresujesz się? - zapytał prezenter czy jak tam on ma, przed wejściem na scenę.
- Troszkę - odpowiedziałam. 
- Trzymam kciuki - uśmiechnął się i wyszłam na scenę.
Stanęłam na X-ie. 
- Dzień Dobry - powiedziałam.
- Dzień Dobry, jak się nazywasz, skąd jesteś, ile masz lat? - zapytał Louis.
- Nazywam się [T.I i T.N.], mam 18 lat, pochodzę z Polski, a od miesiąca mieszkam w Liverpoorze - powiedziałam.
- Hmm... Polska - powiedział Cowell. - Czym się zajmujesz? - zapytał się.
- Obecnie nauką - powiedziałam.
- No dobrze, co nam przedstawisz? - zapytał Louis.
- Alleluja w wersji Polskiej - powiedziałam.
- To będzie ciekawe - powiedział Louis. - Zaczynaj!
I zaczęłam. Kiedy skończyłam usłyszałam masę oklasków. I... sam Simon i Nicole wstali u zaczęli klaskać. Byłam szczęśliwa.
Opina jury była pozytywna i dostałam, aż 4 tak! 
Minęło sporo czasu, a ja obecnie jestem w domu juroroskim i zostałam ostatnią dziewczyną. Właśnie siedzi ze mną Nicole, która jest moim mentorem. 
- To co byś chciała zaśpiewać? - zapytała.
- Coś szybkiego, znanego i fajnego, a no i, żeby ten ktoś co ma te piosenkę mógł ze mną zaśpiewać. 
- Może coś z One Direction? - zapytała. 
Spojrzałam się na nią z wielkimi oczami.
- Kocham ich! No jasne, że z nimi zaśpiewam. A piosenka to Midnight Memories! 
- Sądzę, że to dobra piosenka na finał. A wiesz, że z Aleksem (drugi i ostatni finalista) zaśpiewa Bieber? - zapytała. - Ale spokojnie! Damy radę. To ja dzwonię do Simona. Jutro o 10 próba w salce. 
Postanowiłam wziąć porządną kąpiel. Na drugi dzień wstałam o 9.45. W szybkim tempie założyłam na siebie szare dresy ściągane na dole, zwykłą czarną bokserke i Jordany. Włosy związała w kitkę i zbiegała na dół. Wyszłam na dwór, gdzie musiałam przebiec z 200 metrów. Weszłam do budynku, wbiegłam na 4 piętro do salki. Spojrzałam na zegarek. Równo 10.
- Zdąrzyłam - krzyknęłam i usłyszałam jakieś śmiechy. 
Spojrzałam na kanapę, a tam całe One Direction. 
- Ummm... Hej, gdzie Nicole? - zapytałam. 
- Ty jestem - powiedziała i wyszła zza szafy. - Następnym razem ustaw sobie budzik - powiedziała. - Jeszcze nigdy nie miałam, aż takiego śpiocha! - zasmuciła się. 
- Chłopcy, poznjcie [T.I.]. Ty już ich znasz... No dobra. Macie tekst - podała wszystkim, a ja usiadłam na fotelu na przeciwko nich. 
- Cała pierwsza zwrotka i refren jest twoja - powiedziała do mnie, a wy śpiewajcie kolejne i refren razem z [T.I.]. Cziaicie? - zapytała.
Wszyscy pokiwali głowami. 
- Przygraj na pianinie rozgrzewkę - zwróciła się do mnie. - Ja będę za godzinę.
Wyszła, a ja z nimi zostałam. Podeszłam do pianina i usiadłam, a oni stanęli przy. 
- To jakbyście rozgrzewacie? - zapytałam. 
- Ha-ha-harry jest seksi - zaśpiewał Harry.
Zaczęli się wydurniać, a Liam usiadł obok mnie. 
- Zamknąć ryje! - krzyknął do nich. 
Zaczął grać na pianinie. Oni głośno się rozgrzewali, ale ja się wstydziłam wiec śpiewałam cicho. 
- Wcale cię nie słyszę - powiedział siedzący obok mnie Liam. - Zaśpiewaj nam coś - powiedział. 
- Wstydzę się - odpowiedziałam. 
- Louis włączają w YT jej występ to posłuchamy - powiedział Niall.
I nagle usłyszałam piosenkę z tamtego tygodnia "I wanna dance with somebody".
- I ty się wstydzisz? Malik sra w gacie tak mu się podobało - zaśmiał się Liam.
- To ćwiczymy piosenkę. Zaczynaj - powiedział do mnie Louis. 
- A może wy zaspiewajcie? Ja się dokształce - powiedziałam. 
- To zagraj na pianinie ok? - zapytał Zayn. 
- Jasne - zaczęłam grać.
Zaczęli śpiewać i powiem wam, że mają niesamowite głosy. 
- No to teraz ty - powiedział Liam.
Zaczęłam grać, a następnie dołączyłam do tego spiew. Kiedy miała być ich kolej nie usłyszałam żadnego głosu. Przestałam grać i spojrzałam na nich. Harry mnie nagrywał, a reszta patrzyła się.
- Teraz wy mieliście śpiewać - stwierdziłam.
- Jak się nazywasz na instagramie? - zapytał Harry.
- @Sweet_Lovely57, a po co ci? - zapytałam.
- Dodaje filmik jak śpiewasz - powiedział, a ja sie zarumieniłam. 
Po chwili wróciła Nicole. W ciagu tego tygodnia zbliżyłam się do Liama. Często rozmawialiśmy. 
Nadszedł dzień finału. Włosy miałam wyprostowane rzęsy wytuszowane i kredke na około oka. Ubrana byłam w kremowe (trochę skejterskie) spodnie, czarne vansy, czarną bokserke i dżinsową katanę z ćwiekami. Zaczęłam się bardzo stresować. Najpierw Aleks śpiewał 'As Long As You Love Me'. Trudno będzie go pokonać. Lubimy się, ale tutaj jest rywalizacja. 
Skończył i teraz ja. Liam pocałował mnie w policzek, a ja jak na skrzydłach wyszłam na scenę. Zaczęłam śpiewać, a kiedy przyszedł czas na chłopaków....
- Panie i panowie, One Direction. 
Chłopacy dokończyli ze mną śpiewać. 
Nadszedł czas na wyniki. Stałam przy Nicole i trzymałam ją za ręke, a Aleks stał z Simonem. To było straszne. To czekanie.
- A pierwsze miejsce zajmuje - Nicole ścisnęła mnie mocniej - Aleks!!!!
I bum! Przegrałam. W oczach miałam łzy. Podeszłam do Aleksa i go przytuliłam. 
- Gratuluje - powiedziałam, a on otarł mi łzy. 
- Tobie się to należało - powiedział.
- Nie mów tak - uśmiechnęłam się do niego. - Zasłużyłeś. 
Aleks wykonywał teraz finałowy występ, a ja... Ja cała zapłakana zeszłam ze sceny. Rodzice do mnie podeszli, moja przyjaciółka. Przytulali mnie i pocieszali. 1D nie było, bo mają koncert. Wróciłam do pokoju swojego. Zaczęłam pakować ciuchy i dalej płakać. Dodałam wpis na tt "Gratuluje Aleks! Zasłużyłeś na to! Pamiętaj, że będziesz na zawsze moim idolem :)"
Dostałam masę tweetów, ale nie odpowiadałam na nie. Byłam załamana. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. 
- Nie mam ochoty i czasu na rozmowę z nikim - powiedziałam i się rozłączyłam. 
Usiadłam i znowu zaczęłam płakać. Nagle weszła Nicole i mnie przytuliła.
- Nie załamuj się. To nie koniec twojej kariery. 
- To koniec. Muszę nadrobić szkołę. Potem pójdę na studia medyczne...
- Chcesz tego? - zapytała. 
- Nie chcę. Chcę dalej śpiewać, ale to nie na sensu. 
- Nie mów tak. 
Siedziała chwile ze mną, a potem poszła. Spakowałam się i wyszłam. Po drodze zaczepiało mnie pełno dziennikarzy. Pojechałam do swojego domu. Rodzice kupili mi go jak byłam w X Factorze. Weszłam do środka. Ładny, nowoczesny. Ehhh... Zaczęłam szukać czegoś w barku. Znalazłam. Postanowiłam się upić i tak też zrobiłam. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Podeszłam i otworzyłam stał tam Liam. 
- Co ty? Skąd....
- Twoi rodzice powiedzieli. Mogę wejść? - zapytał.
- Pewnie - otworzyłam szerzej drzwi i prawie upadłam.
Zamknął drzwi i szedł ze mną do salonu.
- Sławni ludzie nie powinni się upijać - zwrócił się do mnie.
- Jaka ja sławna? Chyba żałosna.
Usiadłam na kanapie i chwyciłam butelkę i chciałam ją wypić. 
- Nie - zabrał ode mnie butelkę.
Wziął mnie i położył. Siedział obok mnie. W końcu zasnęłam.
Obudziłam się i nie pamiętałam jak i kiedy zasnęłam. Usiadłam i ujrzałam na fotelu Liama. Robił coś w telefonie. 
- Ummm... Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Przyszedłem wczoraj, byłaś pijana więc położyłem cię spać. 
- Aaa pamiętam. Przegrałam - stwierdziłam.
- [T.I.], przestań się użalać - usiadł obok mnie. 
- Łatwo ci mówić - powiedziałam.
- My zajęliśmy 3 miejsce.
- Ale wy jesteście mężczyznami na mężczyzn się dziewczyny rzucają. Na dziewczyny... Raczej nie - stwierdziłam i wstałam.
Poszłam do kuchni, gdzie wypiłam ponad  3 szklanki wody. Byłam też głodna, ale nie miałam nic w lodówce. 
- Liam - spojrzał na mnie. - Bo ja nie mam nic do jedzenia, a mam ochotę jechać do McDonald's, jedziesz ze mną? - zapytałam.
- Jasne, tylko się ubierz. 
Ubrana zeszłam na dół. Chwyciłam kluczyki, ale zaraz je odłożyłam.
- Piłam - powiedziałam. - Nie mogę prowadzić - stwierdziłam.
- Pojedziemy moim. 
Pojechaliśmy, ale wzięliśmy w McDrive. Pan sławny musiał zapłacić za mnie. Eh, co za człowiek. Pojechaliśmy do niego do domu. Tam dużo rozmawialiśmy. Polepszył mi się nieco humor.
*Miesiąc pózniej*
Z Liamem się dobrze dogaduje. Właśnie siedziałam sama w domu i oglądałam telewizje. Zadzwonił mój telefon.
- Halo?
- Dzień Dobry. Czy rozmawiam z [T.I. i T.N.]?
- Tak - odezwalam się nie pewnie. 
- Z tej strony David Moris - kto? - jestem menadżerem muzycznym. Chciałbym z tobą porozmawiać. Moglibyśmy się spotkać? 
- Dzisiaj?
- Skoro ma pani czas.
- Tak! - krzyknęłam. - Przepraszam. Tak, to o której?
I udało się menadżer zaproponował mi kontrakt na płytę. Zgodziłam się.
Pojechałam po spotkaniu o razu do Liama. Otworzył drzwi, a ja się na niego rzuciłam. 
- Mam kontrakt ba płytę - pisknęłam. 
Pocałowałam go. Co dziwne odwzajemnił to. 
I w końcu zostaliśmy parą.

-----------

Taki staroć znalazłam w kopii roboczej! 
Postanowiłam dodać! A teraz czekajcie na imagina z Louisem, który jest już gotowy.

Zapraszam na mojego bloga:

Your-sooong.blogspot.com

Niedawno urodziła mi się siostrzyczka! Yeah! Moje pierwsze rodzeństwo, a mam Prawie 18 lat.

Do następnego!

Pozdrawiam, Marcela <3

sobota, 8 lutego 2014

Thirty Four 'Niall'

Od niedawna zamieszkuje w Londynie. Cztery miesiące temu dostałam właśnie tu prace. Jako teksciarka dla zespołu 1D. Byłam szczęśliwa, ale kiedy ich poznałam, od razu mnie znienawidzili. To było straszne. Pisałam teksty, kiedy ich w domu nie było. Unikałam ich. Po miesiącu zaczął rozmawiać ze mną Niall. Ale tylko, żeby chłopacy nie wiedzieli. Po 2/3 tygodniach stworzyliśmy związek. Ale nikt o nim nie wiedział. Niall wieczorem przychodził do mnie i rozmawialiśmy albo gdy nie było chłopaków. Było naprawdę cudownie. Kocham jego i wiem dobrze o tym.
Chłopaków nie ma. Mają jakiś wywiad. Ja piszę nową piosenkę. Eh, ale ta nie jest dla chłopaków. Muszę pisać jedną piosenkę na tydzień. Mam już ich pełno więc mogę zrobić sobie przerwę. Zeszłam na dół i wyjęłam z lodówki swój jogurt. Wróciłam do pokoju. Włączyłam laptop i zaczęłam przeglądać rożne strony. 
Usłyszałam, że chłopacy przyszli. Sprawdziłam godzinę. 21.45. Zaraz pójdą spać. Mam nadzieję, że Niall przyjdzie. 
Po około godzinie nie słyszałam żadnych odgłosów. Po kilkunastu minutach wszedł do mnie Niall. Usiadł obok mnie.
- Hej skarbie - pocałował mnie.
- Hej - uśmiechnęłam się. 
- Co dzisiaj robiłaś? - zapytał.
- Nic nowego, a ty? 
- Jakiś głupi wywiad, a potem pojechaliśmy na mecz - powiedział.
- Zawsze chciałam iść na mecz Chealse - stwierdziłam.
- Kiedyś pójdziemy razem - chciał mnie pocałować. 
- No właśnie, kiedyś - odsunęłam się od niego. 
- [T.I.] o co ci chodzi? - spojrzał na mnie.
- Od dwóch miesięcy jesteśmy parą i nie mogę wyjść z tobą nawet do tej cholernej kuchni! - wrzasnęłam.

*Narracja 3 osobowa*

Krzyki z pokoju dziewczyny obudziły chłopaków. Wściekli wstali z łóżek i udaliśmy pod drzwi. Gdzie usłyszeli też Niall'a.
-Ale kochanie - zdziwili się gdy usłyszeli głos Niall'a.
- No co?! Wstydzisz się ujawnić tego, że jesteśmy razem? - to ich bardziej zszokowało. 
Słuchali jeszcze ich kłótni, ale para poszła spać. Liam obliczył to, że gdy oni przeważnie wstają o 11, to Niall wstaje pewnie przed 9, w razie gdyby któryś wstał wcześniej i idzie do swojego pokoju. Przy tym wszystkim nie było Zayn'a najlepszego przyjaciela Niall'a. Przespał całą awanturę i plany...
Rano Niall i [T.I.] leżeli i rozmawiali.
- Kocham cię - powiedziała dziewczyna do chłopaka wtulając się w niego mocniej. 
- Ja ciebie też, kochanie - pocałował ją w czoło.
W tym momencie weszła trójka chłopaków. Zaczęli wrzeszczeć na chłopaka i przy okazji wyzywać jego ukochaną. Dziewczyna przykryła się kołdrą i zaczęła płakać. Niall wyszedł z jej pokoju wraz z chłopakami. 
Dziewczyna była załamana.
*[T.I.]*
Tak załamał się mój świat. Chłopacy nienawidzą jeszcze Niall'a. Co ja narobiłam? Usłyszałam, że krzyki umilkły. Obejrzałam się do okoła i wzięłam telefon. Zadzwoniłam do Paul'a. 
- [T.I.], coś się stało? - zapytał. 
- Tak jakby. Zanim odbędą się próby w studiu, możemy się spotkać? - zapytałam.
- Tak oczywiście. To bądź tak za 1,5 godziny - powiedział i się rozłączył.
Wyjęłam z szafy ciuchy i je ubrałam. A dokładniej, miętową spódnice z wysokim stanem, rozkloszowaną do połowy uda, czarne cienkie rajstopy, białą bokserke i kremowy długi sweterek. Włosy rozczesałam i wyprostowałam. Pomalowałam się delikatnie. Schowaliśmy do torebki telefon i portfel. Jeżeli odchodzę to z gustem. Nałożyłam jeszcze kremowe vansy i zeszłam na dół. Niall'a nie było. Byli tylko chłopacy. Spojrzeli się na mnie krzywo, a ja się po prostu uśmiechnęłam i wyszłam. Dojechałam autobusem na miejsce. Weszłam do budynku i udałam się na 7 piętro. Weszłam do gabinetu Paul'a. 
- Hej - powiedziałam.
- O, już jesteś - zamknął laptop. - A więc o co chodzi? - zapytał.
- Ummm... No bo... Chcę zerwać kontrakt. Oddam wam piosenki, które do tej pory napisałam, ale dłużej nie pociągnę - powiedziałam.
- Co się stało? - zapytał.
- Nic - składałam. - Po prostu nie mogę
- Wiesz, że kara wynosi na przeliczenie polskich pieniędzy 500 tysięcy? - zapytał.
- Do kiedy muszę je wpłacić? - zapytałam.
- Dla ciebie 4 miesiące - uśmiechnął się. - Jesteś pewna? - zapytał. - Daję ci dwa miesiące, jak się nie przekonasz to wrócisz i rozwiążemy kontrakt jasne? - zapytał.
- Tak, do widzenia - powiedziałam. 
- Dzisiaj wyjeżdzasz? - zapytał.
- Chyba jutro - odpowiedziałam i wyszłam.
Dojechałam do domu,  chłopaków już nie było. Weszłam do siebie i zaczęłam się pakować. Po dwóch godzinach wszystkie ciuchy zmieściłam w dwóch walizkach. 
Wieczorem przyjechali chłopacy. Po chwili ujrzałam Niall'a w moim pokoju.
- Dlaczego? - zapytał szeptem.
- Niall ja nie chcę was skłócać - stwierdziłam. 
- Nie zostawiaj mnie - wtulił się we mnie, a ja zaczęłam płakać. 
Nie odezwałam się ani słowem. Przytulał mnie mocno,  ja płakałam. 
W końcu Niall nie wytrzymał i wyszedł powstrzymując łzy. 
Poszłam się wykąpać, a następnie ubrałam bokserki i bokserke. Nagle wszedł Niall.
- Kochasz mnie? - zapytał.
- Nie utrudniaj tego - powiedziałam.
- Dlaczego? - zapytał znowu. 
- Niall błagam - powiedziałam.
On tylko położył się obok mnie i mocno przytulił. 
Na drugi dzień chłopacy mieli wywiad. Zadzwoniłam po taksówkę i wyszłam z walizkami. 
* Narracja 3 osobowa*
Chłopacy wrócili do domu. Niall od razu poszedł do pokoju swojej ukochanej. Nie zastał tam nic oprócz bransoletki, którą jej kupił. Oczy mu się zaszkliły. Zbiegł na dół i zaczął szukać nerwowo kluczyków.
- Co się dzieje? - zapytał Harry.
- [T.I.] wyjechała. Jadę na lotnisko może zdążę - powiedział nerwowo.
- Stary, daj spo...
- Zamknij ryj, Harry! To wasza wina - wrzasknął i wybiegł z domu. Wszedł do samochodu i pojechał. 
Niestety kiedy dojechał było napisana ze wystartował 30 minut temu. Załamany piosenkarz udał się do knajpy, żeby zatopić smutki w alkoholu. 

*[T.I.] *

Jasna cholera nie zdążyłam na samolot. Spóźniłam się 5 minut. Eh... Zaczęłam włóczyć się po Londynie. Dobra, może pozwolą mi wejść do domu.
Zanim udałam się do willi chłopaków poszłam zjeść coś ciepłego. Kiedy doszłam do ich domu ostrożnie zadzwoniłam dzwonkiem. O dziwo otworzyła mi Perrie. 
- Hej, słuchaj mogę wejść? No, bo spóźniłam się na samolot i...
- Jasne, nie ma chłopaków, ale Zayn zaraz będzie, bo pojechał do sklepu.
Weszłam do środka i zostawiłam walizki w holu. 
- Mam nadzieje, że nie będą się darli, że tu jestem - powiedziałam i usiadłam na kanapie.
- A właściwie to co się stało? - zapytała.
Opowiedziałam jej wszystko od początku do końca. Była zdziwiona. Nagle wszedł Zayn.
- Co to za wal.... - spojrzał się na mnie. - Uuu [T.I.]?
- Spóźniłam się na samolot - szepnęłam.
- Niall po ciebie pojechał - powiedział. - Eh, pewnie w klubie siedzi - usiadł obok mnie. - Przepraszam - powiedział.
Przepraszam, ale czy Zayn Malik mnie przeprosił?!
- Ummm... Ok. Mogę zostać tu do jutra? - zapytałam.
- Zostań ile chcesz - powiedział.
- Do jutra - uśmiechnęłam się.
Wzięłam walizki i poszłam z nimi do mojego byłego pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam, gdyż była już późna godzina. Nagle usłyszałam trzask drzwi i upadek ze schodów. Wystraszona wyskoczyłam z pokoju i zobaczyłam kto leży na samym dole. Niall...
- Niall, słyszysz mnie? - zapytałam klękając przy nim. 
- Czy ja jestem w niebie? - zapytał.
- Niall, schlałeś się w cztery dupy! Wstawaj!
- Eh, jednak piekło - powiedział.
- No ruszaj się! - powiedziałam.
Powoli z nim weszłam po shodach. Kierowałam się do jego pokoju. Położyłam go na łóżku, a on po chwili już spał. Wyszłam z pokoju i nagle zaczepił mnie Louis.
- Dziękuje i przepraszam - powiedział.
- Co wam się stało, że nagle mnie cytuje debilke, brzydotę, beztalencie i dziwke przepraszacie? - zapytałam.
- Popełniliśmy błąd. To jak wybaczysz? - zapytał otwierając ramiona.
- Jasne - uśmiechnęłam się i przytulił mnie do siebie.
Na drugi dzień wstałam i szybko się ubrałam. Wzięłam walizki i zbiegłam na dół. Przy stole siedzieli chłopacy plus Perrie minus Niall.
- Gdzie idziesz? - zapytał Zayn.
- Na samolot, tylko nie mówcie Niall'owi, że byłam tu na noc ok? - zapytałam nakładając szybko trampki.
- Zostań - powiedział Zayn. - On cie potrzebuje.
Stanęłam z otwartą buzią i na nich patrzyłam. 
- Ummm... - zatkało mnie. - Ja ja, ja Ummm... Samolot - przypomniałam sobie i wzięłam walizkę do ręki.
- Zostań - krzyknął Louis.
Chwili tak stałam i w końcu się odwróciłam. Zdjęłam buty i już chciałam wnosić walizki.
- Chodź, zjesz z nami - powiedział Liam.
Dosiadłam się do nich i zjadłam z nimi normalnie rozmawiając, znaczy się ha siedziałam cicho. 
Zjadłam i poszłam do pokoju Niall'a. Rzuciłam się na łóżko i wtulilam w niego. 
- Jeżeli to ty Louis to nie żyjesz - powiedział.
- A jak ja? - zapytałam.
Nagle odsunął się i spojrzał na mnie. Rzucił się na mnie i zaczął całować. Wtulilam się w jego mocno. 
- Kocham cie - krzyknął.
Znowu zaczął mnie całować, a z dołu było słychać śmiechy chłopaków. 

-------------

Czyli co? Nikt nie chce pisac z nami imaginow? Przykre, ale na prawde bo myślałam ze jakaś osoba się zgłosi, a tu nadal nic!

Jak imagin? 

czwartek, 6 lutego 2014

Thirty Three 'Liam'

Wszystko jest takie cudowne. Mam 20 lat, mój chłopak 23. Upsss... narzyczony. Te wszystkie przygotowania do ślubu już mnie męczął. Moja mama cały czas płacze jak nienormalna, a tata udaje, że ją pociesza, ale się z niej śmieje.
Liam - tak ten Liam z One Direction - oświadczył mi się rok temu. 
Nasza świadkowa - Ruth, siostra Liama - właśnie przyszła. Świadkiem jest mój starszy brat, który prawdopodobnie jest już u Liama. 
Siedzę na krześle i jem sałatkę. Nagle słyszę kolejny dzwonek do drzwi - to Louise. Jak dobrze, że nie musze latać po fryzjerach i kosmetyczkach. 
Moja młodsza siostra wzięła ze sobą Lux. 
Skończyłam jeść i usiadłam na krześle w łazience. Louise umyła mi włosy. Potem je wysuszyła, wyprostowała i pokręciła końcówki. Potem mnie zaczęła malować. Delikatny podkład, jasno kremowy cień do powiek, wytuszowane rzęsy, lekko zaróżowione policzki i trochę błyszczyka. Moja mama znowu zaczęła płakać, a tata śmiać się z niej. Louise razem z Ruth pomogły ubrać mi sukienkę.

Włożyłam szpilki, naszyjnik od Liama i kolczyki od Ruth. Bransoletkę z niebieskim dodatkiem, która była po mojej babci. Jest cos nowego - suknia, starego - bransoletka, pożyczonego -  kolczyki, niebieskiego - bransoletka.
- Masz podwiązke? - zapytała Nicole - siostra Liama.
- Tak. Chyba jestem gotowa? - spojrzałam na nie.
- Już wiem czemu Liam cię wybrał - stwierdziła Louise.
Moi rodzice są starych obyczajów więc Liam nie może mnie zobaczyć. Pojechaliśmy samochodem pod kościół. Było tam pełno mediów i fanek. Ehh... Chociaż dzisiaj mogli dać sobie spokój. Wyszłam z samochodu. Lux sypała kwiatki więc szła pierwsza. Reszta weszła do środka i tylko ja z tatą zostaliśmy za drzwiami. 
- Nie pozwól mi upaść - powiedziałam do niego.
- Obiecuje - spojrzałam się na niego, a on miał łzy w oczach. 
- Tato - zaczęłam.
- Musimy w wchodzić. 
I otworzyli drzwi. Złapał mnie mocny skurcz w brzuchu ze stresu. Uśmiechnęłam się. Weszliśmy do środka. I zobaczyłam jego. Był śliczny, przystojny i cudowny jak zwykle. Uśmiechnął się szeroko, gdy na mnie spojrzał. Sama zaczęłam przestać się bać. Doszliśmy do ołtarza i mój tata podał moją rękę Liamowi. Ujął mnie za nią i szepnął na ucho.
- Wyglądasz cudownie - uśmiechnęłam się szeroko.
Ceremonia dobiegła końca i pojechaliśmy na sale. W samochodzi Liam cały cały czas prawil mi komplementy. W końcu dojechaliśmy! 
Pierwszy taniec... Harry zadeklarował się i powiedział, że jak on nie zaśpiewa to się obrazi na nas. A wiec zaśpiewał "If You Don't Know Me By Now". Przytulona w Liama zaczęłam płakać ze szczęścia. 
- Kocham cię - powiedział.
- Ja ciebie też - szepnęłam zapłakana.
- Jesteś najpiękniejszą kobietą pod słońcem. 
- A ty najprzystojniejszym mężczyzną. 
Wszystko szło dobrze. Nagle zaczęli składać życzenia na scenie do mikrofonu. Zayn przebił wszystko wypominając Liamowi, że chciał go wyrzucić z zespołu,  popsuł mu samochód, że najlepiej bekał i dużo jeszcze tego. Ale moja najlepsza przyjaciółka :
- Od małego miałaś bzika na punkcie zespołów. A jak zostałaś Directionerką... Ahhh ten Liam, jakie ciasteczko. Ciekawe czy ma dużego? Ummm jak go kocham jego głos, uhhh... W końcu wzięłaś mnie na ten koncert, gdzie wbiegłaś na scenę i go pocałowałaś. Gdybym wiedziała, że to ma, aż takie skutki to zrobiłbym to samo z Harrym - tak są razem - i było by to o wiele szybsze. 
Gadala jak najęta. W końcu podeszłam do mikrofonu z Liamem.
- Chcieliśmy coś ogłosić - zaczął Liam.
- Mój mąż i ja spodziewamy się dziecka - powiedziałam, a wszyscy uśmiechnęli się szerzej. 
- Znaczy się to bliźniaki - powiedział.

________

Kolejny imagin ode mnie. Tym razem Liam. A następny? Nie mam pojęcia z kin.

piątek, 31 stycznia 2014

Nabór

Uwaga! 
Otwieram nabór na bloga. 
Proszę o nadsyłanie imaginow o dowolnej treści na adres: aleksandra.olaaa@op.pl
Czas wam daje do 10 lutego. 
W wiadomości dopiszcie adres bloga waszego, chyba ze nie posiadacie. Wiek i imię. To mi wystarczy. 
Dziękuje i pozdrawiam, Marcela <3

wtorek, 28 stycznia 2014

Thirty Two 'Louis cz"5"'

Zaczęłam się zastanawiać nad sensem mojego życia. Bez miłości, rodziny, przyjaciół... jest takie nijakie. I do tego wszystkiego Louis. Nie chce wyjść z mojej głowy. Jak nie on w niej jest to ON. Mój koszmar.
Popadam w paranoję. Och, niech mój marny żywot się już skończy... nie mam dla kogo żyć, chłopcy nie tęskniliby, fanów mam mało, rodzice... mają mnie w dupie, więc im to tak wisi. Na co czekać? Aż rycerz w złotej zbroi przyjedzie po mnie na białym koniu... przyjechał, ale go odrzuciłam.

*LOUIS*
Siedzieliśmy w pokoju gier z puszką piwa w ręku i rozmawialiśmy. Znaczy się oni rozmawiali, ja byłem myślami daleko stąd. Nie okłamuj się Tomlinson, myślałeś o niej. - odezwał się mini Louis w mojej głowie.
- Lou , co tam u Elenour - spytał Harry.
- U jakiej Elenour... A tak, chyba dobrze - mruknąłem.
- Pokłóciliście się? Co jest stary, od kilku dni chodzisz jak na jakichś prochach
- Nie. Wszystko ok. Pójdę się przejść - rzuciłem na odchodne.
Nie wiedziałem gdzie pójść. Było już ciemno, ulicę oświetlały jedynie latarnie. Zdecydowałem udać się do jakiegoś klubu. Dzisiaj miałem zamiar zapić smutki w alkoholu.

*ANASTASIA*
Chodziłam po Londynie bez celu. Mijali mnie różni zabiegani ludzie. Śpieszyli się do domów, do pracy, bez znaczenia gdzie, ale mieli jakiś cel. Ja nie - zaśmiałam się duchu i szłam dalej.
Mijały godziny, słońce chowało się za horyzontem. Z nieba zaczęły spadać duże krople wody. Jak pada deszcz mówi się, że anioły płaczą. Zresztą różne rzeczy się mówi. Mój telefon zaczął dzwonić. Przeczytałam napis: " Paul" i wyłączyłam telefon.
Moja włóczęga dobiegła końca. Dotarłam do jakiegoś klubu. Weszłam do środka i usiadłam przy barze. Zamówiłam drinka i jednym ruchem go wypiłam. Zrobiłam tak jeszcze kilka razy i poszłam na parkiet. W oczy rzucił mi się Louis z jakąś dziewczyną. Całował ją. Coś zakuło mnie w sercu.

Zaczęłam płakać jak dziecko. Wybiegłam z klubu. Biegłam przed siebie, a łzy zamazywały mi widoczność. Zauważyłam pędzące w moją stronę światło. Miałam szansę uciec, jednak wolałam śmierć. Spokojna czekałam aż rozpędzony samochód uderzy we mnie.

********
Przygnębiony menadżer zespołu siedział na szpitalnym korytarzu i czekał na werdykt. Operacja Anastasi dłużyła się niemiłosiernie. W głowie Paula kumulowało się mnóstwo pytań, na które nie potrafił odpowiedzieć. Zastanawiał się co było powodem wypadku, dlaczego chłopcy tak bardzo nie lubili nastolatki. Powinni choć w kilku procentach się akceptować. Przecież są teraz jedną rodziną.
Na korytarz wyszedł lekarz prowadzący. Powiedział chrapliwym głosem:
- Jest silna, przeżyje.
*ANASTASIA*
Wszystko jest tu białe. Meble, kolor ścian, drzwi... Wszyscy ubrani są tu na biało, tylko ja na szaro. Usłyszałam jak ktoś woła moje imię, a zza ściany wyłania się... anioł. Czy ja jestem w niebie?
- Choć ze mną - rzekł anioł i podał mi rękę, którą złapałam. Jego dotyk był kojący, nigdy nie dotykałam czegoś tak delikatnego.
Weszłam do kolejnego jasnego pomieszczenia. 
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Jestem twoim aniołem stróżem.
- Czy ja jestem w niebie?
- Oj nie kochana, daleko Ci jeszcze do nieba. Czemu chciałaś odebrać sobie to co najcenniejsze?
- Ja... nie wiem
- Gdybyś poprosiła o pomoc, ktoś pomógł, by Ci.
- Krzyczałam, nieustannie. A wy u góry mieliście ze mnie niezły ubaw.
- Najwidoczniej, krzyczałaś za cicho.
- Co ze mną teraz będzie?
- To już zależy, tylko i wyłącznie od Ciebie.

Z całych sił próbowałam otworzyć oczy. Na reszcie mi się udało. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i uznałam, że wolałabym jeszcze spać. W sali było pełno balonów, pluszowych misiów i kartek z napisem: " Wracaj do zdrowia ", a do tego na krzesłach, koło mojego łóżka szpitalnego siedzieli: Zayn, Harry, Niall, Paul i ... Louis. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w każdego z nich. Najpierw głos zabrał Zayn.
- Anastasio... tak mi przykro, przepraszam, przepraszam za wszystko. Przez ten czas nie chciałem otworzyć oczu, ta sytuacja dopiero pokazała mi wszystko. Zrozumiem jeśli mi nie wybaczysz - powiedział ze skruchą w głosie. Zamurowało mnie.
- Wybaczysz nam? Proszę... - zapytał Niall. Ja tylko spojrzałam w inną stronę, bo nie umiałam nic powiedzieć. Zaczęłam kaszleć.
- Pójdę po lekarza - powiedział Paul.

*************************
Był już środek nocy. Anastasia postanowiła już, że wyjedzie. Wzięła dwie kartki na jednej napisała do Louisa, a na drugiej dla wszystkich.
Kochany Louisie!
Chcę Ci powiedzieć, że bardzo Cię kocham. 
Muszę zniknąć z waszego, twojego życia.
Tak będzie lepiej. Ja jestem tylko kulą u nogi. Jestem jak piąte koło u wozu.
Z dnia na dzień umieram. Boli mnie, to że nie mogę poczuć Twoich ust,
nie słyszę twojego melodyjnego śmiechu. A wiesz co najbardziej boli?
To że Cie kocham. Ta miłość mnie zabija. Wypala we mnie wielką dziurę. 
Zapamiętaj: "Kocham cię i będę kochała aż do śmierci, a jeśli jest potem jakieś życie, wtedy też będę cię kochała." ( cytat z Darów anioła)
Na zawsze twoja Anastasia

Drodzy chłopcy!
Już dawno Wam wybaczyłam. Muszę odejść.
Mam już dość wszystkiego. Może kiedyś się jeszcze spotkamy.
Kto wie? Niech szczęście Was nie opuszcza. 
Życie jest jedno, nie zmarnujcie go.
To najcenniejszy dar jaki było nam otrzymać. 
Żegnajcie. 
Anastasia

Zostawiła listy na łóżku. Odłączyła aparaturę i różne kabelki, po czym poszła w świat.
Od tego czasu słuch o Anastasi zaginął. To musiało się tak skończyć, to bajka bez happy endu.
Może kiedyś jeszcze Louis i Anastasia znajdą szczęście? Najwidoczniej nie mogli być razem nie było to im pisane.


 Miłość ko­biety uczy­ni z mężczyz­ny anioła, miłość zaś mężczyz­ny - uczy­ni z niej męczennicę. - Oscar Wilde

HEJ kochane! Przepraszam za długą nieobecność. Nie wiem czy są jakieś błędy, bo ich nie sprawdzałam. Proszę o komentarze. Zapraszam do mnie:  http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
Z kim następny imagin?
♥ *-;
xx



wtorek, 21 stycznia 2014

Thirty One 'Harry'

Nareszcie skończyłam prace! Nienawidzę jej, ale to jedyny sposób, aby zarobić na siebie i młodszą siostrę Lole. Lola ma 6 lat. Trzy lata temu rodzice zginęli w wypadku samochodowym wraz z moim starszym bratem. Teraz chodzę do szkoły (na szczęście to ostatni rok), po szkole pracuje na zmywaku w jakieś taniej knajpie. Lolą zajmuje się moja przyjaciółka. Znaczy się mała chodzi do przedszkola (które ledwo opłacam), ale potem [I.T.P.] się nią opiekuje. Jak jej nie kochać? Poszłam odebrać od niej Lolę. Mała płakała całą drogę o tym, że chce nową lalkę. Oh, Lola, gdyby było mnie stać... Doszłyśmy do domu. Znaczy się mamy jeden pokój z małą kuchnią i łazienką w obskurnym hotelu w Londynie. Umyłam Lole, a potem położyłam ją spać. Odrobiłam lekcje, przejrzałam listy i w końcu poszłam spać.
W szkole jak w szkole. Żadna nowość, ani nic. Dyrektorka wezwała mnie do swojego gabinetu. Usiadłam na krześle. 
- Mam dla ciebie świetną wiadomość. Szkoła muzyczna z resztą najlepsza w kraju, zaprosiła cię do siebie. Mogłabyś chodzić tam na studia od września, czy to nie cudo...
- Mogłabym wiedzieć ile kosztuje miesięcznie? - zapytałam.
- Poszli na ugodę i musiałabyś płacić tylko 100 funtów miesięcznie! - powiedziała zachwycona. 
- Nie skorzystam. Po za tym wiem, że szkoła trwa czasami do wieczora, a ja muszę pracować. Jestem zadowolona z tej propozycji i chociaż bardzo bym chciała to nie mogę - powiedziałam. 
- No cóż. Mi też jest przykro, ale jakby coś...
- Nie, ktoś musi się Lolą zajmować - pożegnałam się i wyszłam z gabinetu. 
Potem praca i dom. W końcu nadeszła sobota. Knajpa dzisiaj zamknięta więc jestem wolna. Rano obudziła mnie Lola. Mówiła, że ktoś dzwoni do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to listonosz. Odebrałam od niego list. Otworzyłam go. Propozycja pracy jako kelnerka w restauracji w hotelu jakimś tam. Biorę to!!!
Po dwóch miesiącach pracy było coraz lepiej. Dostałam podwyżkę. Mogłam kupić Loli jej wymarzoną lalkę. Było cudownie lecz jeden dzień zepsuł wszystko. 
W kieliszkach czerwone wino, jedzenie na tacy i idę obsłużyć klientów. I to nie byle jakich. Wszystko idzie ok. Ładnie z gracją idę do stolika. Wow, nieźle mi idzie. I bum. Potknęłam się i wylałam na jednego z nich czerwone wino. Położyłam szybko tacę. Facet, który siedział przy stole zaczął na mnie wrzeszczeć. Ja próbowałam zetrzeć plamę. Aż nie wybiegł kierownik. Wydarł się na mnie. 
- Wynoś się z tąd! Obiecuję ci, że nigdzie cię nie przyjmą.
- Przepraszam ja odkupię tę koszulę, ale niech mnie pan nie zwalnia, błagam! - mówiłam jakby to był wyrok na smierć... W sumie...
- Powiedziałem coś - wrzasknął i zerwał ze mnie fartuszek.
Wybiegam cała zapłakana i przebiegłam przez ulicę. Idąc prosto chwilę później usiadłam na mokrej trawie i oparłam się o drzewo. Spojrzałam na swoje szpilki. W wyniku wkurzenie zdjęłam je i rzuciłam w krzaki. 
Płakałam jak jakaś głupia. Nagle ktoś podszedł i podał mi chusteczkę. Spojrzałam w górę i ujrzałam tego chłopaka na, którego wylałam wino. Zarumieniona wzięłam chusteczkę. Chłopak usiadł obok mnie.
- Przyszedłeś dać mi rachunek za koszule i wylane wino? - zapytałam.
- Haha, nie. Szkoda mi się ciebie zrobiło - powiedział.
- Mnie? Niby czemu? - zapytałam.
- Wylali cię z pracy za coś takiego. W ogóle nie wiem czemu płaczesz. Na pewno ci tam grosze płacili. 
- Dla kogo grosze dlatego grosze. Dla mnie była to najlepiej płatna praca. I w dodatku nie musiałam siedzieć do nocy na zmywaku - powiedziałam.
- Oj przestań. Znajdziesz lepszą. 
- Jeszcze się uczę pracę mogę wykonywać od 14 do góra 22. Nikt nie chcę kogoś takiego - powiedziałam.
- Czemu do 22? - zapytał.
- Muszę zajmować się młodszą siostrą, która jest teraz u przyjaciółki mojej więc powinnam ją stamtąd wziąć. 
Wstałam i otrzepałam się lekko. 
- Mogę się przejść z tobą? - zapytał.
- Harry Styles, chcę iść ze mną? Wow! 
- Fanka? - zapytał.
- Nie za bardzo, ale tak - uśmiechnęłam się do niego. 
- A wiec ja jestem Harry, a ty? - zapytał i zaczęliśmy kierować się w stronę domu [I.T.P.]. 
- [T.I.] - powiedziałam. 
- Ładne imię. 
- Dzięki. 
W drodze rozmawialiśmy o jego karierze. Opowiadał mi jak to było w XFactorze, a potem jako sławni ludzie. Mówił co plotka, a co nie. W końcu doszliśmy do domu [I.T.P.]. Dała mi Lolę i obiecałam, że jutro porozmawiamy. 
- Kto to? - zapytała mała wskazując na Harrego. 
- To Harry skarbie - powiedziałam.
- Twój chłopak? - zapytała.
- Nie, to moja koleżanka - powiedział Harry.  - Ile masz ślicznotko lat? - zapytał jej.
- Seś - odpowiedziała se pleniąc. 
Wzięłam ją na ręce, bo była bardzo zmęczona. W końcu tak zasnęła. Kiedy byliśmy pod hotelem stanęłam.
- Dziękuje, że mnie odprowadziłeś - powiedziałam. - Chcesz może wejść na herbatę? - zapytał.
- Nie dzięki. To do zobaczenia - powiedział. 
Minął tydzień, a ja na marne szukam pracy. Zalegam z tym czynszem za miesiąc. Nie wiem co mam zrobić. Gdzie mogę uzyskać pieniądze bądź prace. Zaprowadziłam Lolę do przedszkola, a sama poszłam szukać pracy. Nagle wpadłam na kogoś. To Harry. Uśmiechnął  się pogodnie do mnie. 
- Chyba to przeznaczenie - powiedział.
- Albo zwykły przypadek - odparłam. 
- Może dasz się zaprosić na kawę? - zapytał.
Tak! Chce! 
- Nie mogę - powiedziałam. 
- A co robisz jutro o tej godzinie? - zapytał.
- W sumie to powinnam być w szkole - stwierdziłam.
- A po szkole? - zapytał.
- Muszę się zająć Lolą. Na prawdę nie mam czasu. 
- A może twoja przyjaciółka z nią zostanie? Poszlibyśmy do kina co? - zapytał.
- Nie, naprawdę nie mogę. 
- A co teraz będziesz robić? - zapytał.
- Szukać pracy - odpowiedziałam.
Podał mi jakąś krateczkę. 
- Napisz dzisiaj wieczorem, proszę - powiedział.
- Zgoda. 
Jak można się spodziewać nie znalazłam pracy! Wieczorem siedziałam i odrabiałam lekcję. Przypomniała ni się karteczka. Wystukałam numer w klawiaturze i napisałam.
'Hej, kazałeś napisać....'
'Hej. Nadal chcę się z tobą umówić.'
'Oh, co, jak, kiedy, gdzie?'
'W sobotę do kina, przyjadę po ciebie o 18.'
'W porządku. Do zobaczenia!'
Postarałam się i dostałam pracę w obskurnym barze na zmywaku. Ale co ja będę narzekać. Dzisiaj spotykam się z Harrym. Napisał SMS-a, że już jest. Ubrana w czarne leginsy, kremowy sweterek i zwykłe białe trampki zbiegłam na dół. Stał przed cudownym Audi. Podszedł do mnie i przytulił mnie. 
- Hej - powiedziałam. 
- Wchodź - otworzył mi drzwi. 
Staliśmy w kolejce po bilety. W końcu wybraliśmy film. Wyciągam portfel i chcę płacić swoją część. 
- O nie! Ja płacę - powiedział.
- Ale....
- Nie!
Na filmie było świetnie. W pewnym momencie Harry złapał mnie za rękę. Nie zabrałam jej. Delikatnie ścisnęłam i dalej oglądałam film. Po filmie Harry chciał mnie zaprosić do restauracji, ale się nie zgodziłam. 
Poszliśmy się kawałek przejść. On trzymał mnie cały czas za rękę. 
- Chyba się w tobie zakochałem - powiedział. 
Stanęłam nagle i spojrzałam się na niego.
- Powiedziałem to na głos? - zapytał, a ja kiwnęłam głową. - W takim razie - przysunął się i mnie pocałował. 
Spokojnie oddałam mu ten pocałunek. Odsunął się. 
- Cholernie się w tobie zakochałem - uśmiechnął się. 
- Ja w tobie też. 
I tak minęły trzy miesiące. Było dużo wyzwisk i obraz w moją stronę, ale dawałam sobie radę. 
Harry siedział u mnie. Lola bawiła się lalkami w kuchni. Zaczął mnie całować. 
- Kocham cię, wiesz? - zapytał.
- Wiem, ja ciebie też - uśmiechnęłam się.
- Zanieszkaj ze mną. Proszę - powiedział patrząc mi w oczy. 
- Ale Harry...
- Moja mama nawet to zaproponowała - stwierdził.
- Nie chodzi o to... Po prostu ja jestem z tobą dlatego, że cię kocham. Nie dla tych wszystkich luksusów.
- Wiem. Ale chcę mieszkać z tobą i Lolą. Proszę!
Zgodziłam się. I nie cały tydzień pózniej zamieszkałyśmy u niego. Znalazł mi pracę jako stylistka nowego brytyjskiego girls band-u. Lola chodziła do przedszkola, a ja przeważnie do pracy. Układało nam się dobrze... Choć w pewnym momencie Harry stał się wredny. 
- Zrób mi kanapkę.
- Czekaj, Loli pomogę w układance i ci zrobię - powiedziałam. 
- Nie wydziwiaj kurwa już - powiedział.
- Nie przeklinaj przy niej! - wrzasknęłam. 
- Bo co? To mój dom, ja go opłacam nie ty! - otworzyłam szerzej oczy.
- Chodź Lola - wzięłam ją na ręce i zaczęłam się kierować w stronę drzwi.
- Gdzie ty idziesz? - zapytał.
- Jak najdalej od ciebie!
Nagle Harry podbiegł. Zdjął z moich rąk Lole i kazał iść jej się bawić. Spojrzał na mnie.
- Przepraszam - szepnął. 
- Nie! Zawsze jest to durne przepraszam! Jesteś okropny! Dobrze wiesz, że nie jestem z tobą dla kasy - szepnęłam. 
- Wiem. Przepraszam. Kochanie...
- Harry... 
- Kocham cię - powiedział i mnie pocałował.
Wybaczyłam jemu. Było warto!!!


___________

Kolejny imagin z Harrym. Wlasnie planuje następny, ale tym razem z Liamem. 
Pozdrawiam, Marcela!!!

sobota, 18 stycznia 2014

Thirty "Happily" cz.1

Piosenka pisana przy Happily. Polecam włączyć przy czytaniu ;)
Zawsze miałam problemy z dogadywaniem się z rówieśnikami. Biłam się, kłóciłam. Oceny miałam dość dobre. Mają najlepszą przyjaciółką była moja mama. Ona we mnie wierzyła najmocniej. Oczywiście wspierały mnie też bliskie koleżanki mamy, Christina i Ellie. Chris była spokojną, uśmiechniętą i optymistycznie podchodzącą do życia. Za to Ellie. Ellie to istny wulkan energii. Zawsze pomagał mi w doborze stroju. Nigdy nie dawały mi się poddać. Nie ważne jak blisko dna byłam. Była jeszcze moja prababcia. Ona czasami była bliżej niż mama.
-Jak miałaś trzy lata uderzyłaś ją pilotem w głowę - zaśmiała się rodzicielka.
-Serio? Nie pamiętam. I co było dalej? - pytałam zaciekawiona.
-Dalej cię kochała. Nigdy nie miała ci tego za złe. Zawsze w ciebie wierzyła. Potem dodawała flegmatycznym tonem : Wnusiu tak robić nie można.
-Naprawdę?
-Nie ważne co byś robiła zawsze była dumna, że ma taką prawnuczkę.
Umarła gdy miałam sześć lat. Zawsze o niej pamiętałam. Codziennie uśmiechała się do mnie ze zdjęcia na tablicy korkowej. Mijały kolejne lata podczas których wiele się nauczyłam. Było dużo załamań i popełniłam kilka głupot. W wieku piętnastu lat zgłosiłam się do agencji castingowej. Jednak nikt się nie odzywał i zaczynałam tracić nadzieję. Ostatecznie zapomniałam o zgłoszeniu. Nagle przyjechali do nas rodzice mojej mamy i musieli się wprowadzić ze względu na chorobę babci. Drażniło mnie takie życie ale musiałam wytrwać. Z rana musiałam być bardzo cicho aby nikogo nie obudzić. W końcu przywykłam i żyłam w miarę normalnym życiem. W szkole się sypało. Oczywiście nie z ocenami. "Przyjaciółki" się odwróciły. Zostałam prawie sama. Wzięłam się za siebie. Chłopcy zaczęli na mnie zwracać uwagę i chyba ... stałam się dla nich atrakcyjna. Postanowiłam spełnić swoje marzenie o byciu aktorką.
-Babcia powtarzała, że zajdziesz daleko - odparła mama. - To, że raz ci się kochanie nie udało nie znaczy, że tak będzie zawsze.
-Dobrych ludzi spotykają dobrze rzeczy - mruknęła Ellie znad miski z lodami.
-A ty masz wielkie serce - dodała Christina.
-Po prostu w siebie uwierz - uśmiechnęła się mama.
I tak zrobiłam. Byłam wytrwała. Zapisałam się do miejskiego teatru i dostałam kilka małych drugoplanowych ról. Jednak nie traciłam nadziei. Co chwilę ktoś, zazwyczaj mama, Ellie i Chris powtarzały, że mam potencjał. Oceny nie spadały. Minęły cztery lata. Dostałam propozycję castingu do nowego serialu. Cieszyłam się jak dziecko. Po raz pierwszy będę na ekranie. Z rana wstałam umyłam, wysuszyłam i wyprostowałam włosy. Założyłam moją szczęśliwą koszulę w kratę. Spakowałam wygodne ciuchy i zrobiłam kawę dla mamy, po czym poszłam ją obudzić. Musiała zawieźć mnie na przesłuchanie. Godzina dziesiąta zero, zero. Byłyśmy już w krótkiej kolejce. Podpisałam zgłoszenie i oddałam je starszej pani za kontuarem. Dostałam scenariusz jednego z pierwszych odcinków z podkreślonym tekstem mojej postaci.
-Mamo, jedź do dziadków. Ja muszę sama się z tym zmierzyć.
-Jesteś pewna?
-Tak - posłałam jej przekonujący uśmiech.
Godzinę później stałam w kolejce wywoływanych osób. Kiedy usłyszałam swoje nazwisko moje mięśnie stężały. Bałam się ale wiedziałam, że musze stawić temu czoła. Weszłam na scenę. Przede mną stał stolik przy którym siedziało czterech jurorów. Przedstawiłam się i zaczęłam grać. Wczuwałam się. W udawaniu byłam najlepsza. Uczyłam się podczas lat w koszmarze mojego życia, kiedy dziewczyny w szkole mnie zostawiły. Skończyłam i byłam zadowolona.
-Ile masz lat? - spytała jedna z oceniających mnie osób.
-Osiemnaście, prawie dziewiętnaście.
-I czyją rolę wybrałaś?
-Maddie. Dziewczyny, która pomaga Angelo nad panowaniem nad niesfornymi podopiecznymi studia.
-Ale nie dostaniesz tej roli.
Czułam się załamana. Tak się starałam. Ale chyba przyzwyczaiłam się do pecha, który mnie prześladuje. Mantra mojego życia brzmi : Jak coś jest to nie ciesz się za długo, bo zaraz coś się spierdzieli. Moje oczy się zaszkliły i ruszyłam w stronę wyjścia.
-A ty gdzie? Przesłuchanie jeszcze nie jest skończone.
W głowie zapaliło się światełko nadziei.
-No wracaj tu. Nie lubię jak ktoś mnie ignoruje. Chcemy jeszcze usłyszeć jak śpiewasz.
Wróciłam na miejsce, przeprosiłam za moje zachowanie i zaczęłam śpiewać.
-No nie jest tak źle. Popracujesz nad tym. Ale nie pasujesz mi do Maddie  - odparła młoda kobieta w koku.
-Tak, też jej w tym nie widzę - potwierdził słowa koleżanki. - Bardziej bym cię widział w roli Victorii. Widać że jesteś żywa, charakterna i cwana. Zaimprowizuj.
Wzięłam głęboki oddech i zagrałam cokolwiek. Teraz czułam się sobą. Po scence usłyszałam głęboki wdech jednego z jurorów. Zagryzłam wargę w geście zdenerwowania.
-To co proszę państwa? - zaczął David, jak odczytałam z tabliczki leżącej przed nim. - Mamy nową Vicky - uśmiechnął się a reszta kiwała głowami. - Gratulacje.
Podbiegłam do nich, podziękowałam, uścisnęłam każdego i odebrałam scenariusz. Okazało się, że gram główną bohaterkę. Była zupełnie taka jak ja. Wróciłam do domu autobusem. Weszłam do mieszkania gdzie wszyscy na mnie czekali. 
-I jak? - dopytywała Christina
-Nie dostałaś się? - spytała Ellie.
Wywnioskowała to z mojej miny, którą oczywiście udawałam.
-Właściwie ... to ... - wyciągnęłam zza siebie scenariusz. - Dostałam główną role.
Wszyscy cieszyli się jak dzieci. Następnego dnia miałam stawić się następnego dnia w studio numer 3. Mama mnie zawiozła a ja weszłam do budynku. Odnalazłam reżysera, którym okazał się pan David, który przesłuchiwał mnie dzień wcześniej.
-Och, witam. Widzę, że jest pani punktualna?
-Tak.
Opowiedział mi ogólnie o naszej współpracy. Podał mi kontrakt. Miałam mieć własną garderobę. Wystarczyło podpisać. Przeczytałam ją dokładnie dwa razy i złożyłam parafkę. Weszłam do głównej sali gdzie miał być kręcony serial. Było tam mnóstwo ludzi. David przywołał mnie ruchem ręki. Przeszłam przez tłum i zobaczyłam główne gwiazdy. Mianowicie One Direciton.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście ;) Robię wielki powrót i zaczynam go kilku-partowcem. Na razie zdaje mi się, że pierwsza część nie wyszła najgorzej. Postaram się go dodawać co trzy dni ale głównie zależy to od was i ilości komentarzy. Opowiadanie ma etykietę Happily, bo tak będzie się nazywać. Pisząc go ciągle i w kółko słuchałam tej cudownej piosenki, która zdaje się moją ulubioną z nowej płyty MM. U mnie zaczęły się ferie więc możliwie będzie, że będę pisać więcej imaginów. Mam jeszcze jeden blog do opanowania ;)
A co do blogów. Mój blog "Are we friends or are we more" jest tymczasowo zawieszony ale mimo wszystko zapraszam -->LINK.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Twenty Nine 'Harry'

Zanim przeczytasz!

Imagin nie ma na celu obrażanie żadnego członka zespołu oraz pokazanie go w takiej postacie.
Imagin jest jedno partowy! Kolejnej części nie będzie!

Mogą pojawić sie wulgaryzmy.

A teraz zapraszam do czytania!


Ja i Harry tworzymy szczęśliwy związek juz od roku. Może i zdarzały sie nam kłótnie, ale zawsze trwały góra jeden dzień. Mieszkamy razem juz od około 5 miesięcy. Ja mam 19 lat, on 20. Dogadujemy sie bardzo dobrze.
Dzisiaj Harry był z chłopakami w studiu omówić plany na płytę. Ja za to posprzatalam w apartamencie i zrobiłam porządek w szafie. Położyłam się potem w łóżku i zaczęłam czytać książkę. Około 19 do domu wparował zdenerwowany Harry. Nie wiedziałam co sie stało, dlatego wstałam i poszłam do kuchni, skąd dobiegały odgłosy jego kroków. Harry stał ze szklanką whisky i szybko sączył napój. Podeszłam do niego, a kiedy odłożył szklankę stanęłam na przeciwko i założyłam ręce na jego szyi. 
- Coś się stało? - zapytałam spoglądając mu w oczy, w których z resztą nie było widać żadnych uczuć.
- Nie interesuj się! - krzyknął i mnie odepchnął.
Po chwili dopiero uświadomiłam sobie co on zrobił. 
- No przepraszam, ale chyba mam prawo wiedzieć skoro jestem twoją dziewczyną! - powiedziałam dosyć głośno.
- Nie podnoś na mnie głosu! - wrzasknął.
- No chyba ciebie coś popieprzyło! - powiedziałam głośno przy czym szturchnęłam go w ramie. 
Spojrzał na mnie wściekły i po chwili poczułam jak jego ręka mocno uderza mój policzek. Złapałam obolałe miejsce i spojrzałam na niego z łzami w oczach. Co on przed chwilą zrobił? Odeszłam od niego i poszłam do naszej sypialni. Położyłam się b łóżku i zaczęłam płakać. Zastanawiałam się co ja zrobiłam i co ktoś zrobił jemu, że się tak wkurzył. Leżałam tak sporo czasu. Harry wszedł do pokoju, a potem położył się obok mnie. Jak nigdy nic mnie przytulił, a po chwili zasnął. Ja tak nie mogłam. Nie mogłam znieść tego, że tak mnie potraktował.
Z dnia na dzień było coraz gorzej. Zmuszał mnie do... Tak właśnie do seksu. Nie chciałam, ale go kocham i nie chce go zostawić. Siedziałam obolała na kanapie i plakalam. Harrego nie było juz 8 godzin. Jest 3 w nocy, a jego nadal nie ma. Nagle usłyszałam przekręcane klucze w drzwiach. Zaczęłam sie trząść ze strachu. Bałam sie jego. Tak strasznie sie bałam. Usłyszałam jak wchodzi, a potem mnie szuka. W końcu mnie znalazł  i podszedł do mnie. Zaczął mnie całować, a potem stało sie to czego sie najbardziej bałam.
Obudziłam się w sypialni ubrana w majtki i dużą koszulkę. Bolało mnie wszystko. A w głowie myśli rozsadzały mnie. Poczułam jak Harry wstaje, dlatego udałam, że nadal śpię. Wyszedł z pokoju, a ja zaczęłam płakać. Ręce miałam posiniaczone od sznurków, brzuch bolał mnie koszmarnie, a najgorsze było to, że gdy spojrzałam pod kołdrę krew była na całych moich nogach. Wydostawała sie ona z najbardziej obolalego miejsca - pochwy. Mój płacz był tak głośny, że nagle Harry z kubkiem herbaty wszedł  do sypialni. Spojrzał się na mnie i nie wiedział co się dzieje. Podszedł do mnie i spojrzał mi w twarz.
- Co jest? - zapytał.
Nie odpowiedziałam. Tak cholernie to bolało, że pojedyncze jęki było słychać z bólu.
- Co cię boli? - zapytał. 
Kolejny raz milczałem. Nagle wziął moją rękę, a po chwili spojrzał na nią. Otworzył szerzej oczy.
- Boże, co ci się stało? - zapytał, a ja spojrzałam mu prosto w oczy. Po chwili stracił równowagę i upadł. 
Wziął moją kolejną rękę i oparł twarz o nią. 
- Powiedz, że to nie ja - szepnął, a ja spojrzałam mu w oczy. - Jasna cholera! Co ja zrobiłem? Ja nie pamiętam - powiedział. 
- Harry - wydałam z siebie cichy dźwięk, a on na mnie spojrzał. - B-boli brzuch - jęknęłam 
Odkrył kołdrę i jego oczy sie poszerzyły. 
- Kurwa - wrzasknął. - Napuszcze ci wody do wanny - i wyszedł.
Nie miałam siły nawet myśleć. Po chwili Harry podszedł i delikatnie mnie podniósł, co wywołało głośny jęk u mnie. Pocałował mnie w czoło. Po chwili włożył mnie w tych ciuchach do wanny. Bolała mnie tez pupa. Nie mogłam wytrzymać, a on siedział obok i gładził ręką mój obojczyk. Ból w dolnej części ciała zaczął ustępować. W końcu Harry przyniósł mi bluzę, majtki, stanik i dresy i wyszedł. Powoli wyszłam wycierając swoje ciało. Ubrałam ciuchy i podeszłam powoli do lustra. Przeraziłam się na swój widok. Upadłam na ziemie i zaczęłam płakać. Harry wbiegł do łazienki i podszedł do mnie. Dotknął mojego policzka, ale go odepchnęłam. 
 - Nie dotykaj mnie! - powiedziałam błagalnie. - Proszę, Harry. Zostaw mnie - jęknęłam.
Wyszedł powoli z łazienki. Po około godzinie wstałam z ziemi i poszłam do salonu u usiadłam na kanapie. Harry robił coś w kuchni. Nagle usłyszałam jak sie zbliża. Zaczęłam sie trząść. Postawił na stole kubek z herbatą. Chyba była dla mnie. Spojrzałam na niego. Usiadł na fotelu. I patrzył się cały czas na mnie. 
- Porozmawiamy? - zapytał.
Kiwnęłam delikatnie głową.
- Co ja ci zrobiłem? Powiedz mi. Nie pamiętam nic.
- To nie istotne. Harry juz wszystko jest do...
- Nie jest! Nie wybaczę sobie tego. Czy ja, czy ja cię zmusiłem...? 
Kiwnęłam głową.
- Przepraszam, Boże kochanie, ja nie chciałem...
- Chciałeś. Mówiłeś, ż-że jestem na twoje zachcianki - powiedziałam i zaczęłam płakać. - Nie mogłeś ze mną zerwać zamiast co noc dokonywać gwałtu? - ostatnie słowa ledwo przeszły mi przez buzie. 
- Ja cię kocham. Kochanie... - powiedział i podszedł do mnie. Usiadł blisko, za blisko.
- Ja ciebie tez, ale boje sie - mówiłam. 
Nagle poczułam jak mnie przytula. Brakowało mi tego... Wybaczyłam mu kolejny raz. 
Przez tydzień był spokój, a potem znowu sie zaczęło, ale na szczęście wyjechał w trasę. 
Dwa miesiące bez niego okazały sie rajem dla mnie. No może nie. Dowiedziałam sie, że jestem w ciąży. Z oczu lały mi się łzy. A w dodatku przyjeżdżał dzisiaj Harry. Stałam w kuchni robiąc sobie sałatkę, gdy usłyszałam jego jak wchodzi. Wszedł do kuchni i usiadł na krześle. 
- Zrobisz mi coś? Jestem bardzo głodny - powiedział.
- Jasne - odpowiedziałam szybko i moją sałatkę podałam jemu.
Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej mleko. Podczas, gdy je nalewałam Harry zaczął: 
- Przytyłaś? - zapytał. 
- C-co? - szepnęłam, a oczy zaszły mi łzami. 
Nie odwracałam się do niego. Stałam cały czas tyłem. Nagle podszedł do mnie i zaczął całować po szyi. Po chwili chciał podnieść mi bluzkę.
- Nie, Harry, proszę - szepnęłam. Ale on złapał mnie za nadgarstki. - Błagam, Harry! - jęknęłam. Nie dawał za wygraną i mocniej ścisnął moje nadgarstki i zaczął podnosić bluzkę. - Zostaw! - krzyknęłam, ale nadal nic. - JESTEM W CIĄŻY! - wrzasnęłam, a on mnie puścił.
- Że co? - krzyknął.
- Będziemy mieli dziecko! Nie chce rozumiesz? Ono nie jest owocem naszej miłości lecz twojej głupiej zachcianki! Do jasnej cholery, rujnujesz mi życie! Ja już psychicznie nie wytrzymuje to nie dla mnie! Znęcasz sie nade mną i nie liczysz sie z moimi uczuciami!!! Wrzeszczysz, krzyczysz, bijesz.... G-g-gwałcisz - ostatnie szepnęłam. 
- Ale - zaczął, ale jemu przerwałam.
- Żadne ale! Możesz spać na kanapie albo w pokoju gościnnym, do mnie nie zbliżaj się nigdy! - powiedziałam i poszłam do pokoju. 
Było mi z tym wszystkim źle. Harrego unikałam tak, że przez tydzień minęłam go 5 razy. Dzisiaj byłam na badaniu. Z dzieckiem jest dobrze. Tylko, że za lekarza wydałam ostatnie moje pieniądze. A kolejne badanie za tydzień. Będę musiała poprosić, wybłagać Harrego. Weszłam do domu, a on akurat siedział przy stole i coś jadł. Nalałam sobie soku i usiadłam na przeciwko niego. Spojrzał się na mnie, a potem spuścił wzrok.
- Pożyczysz mi pieniądze na lekarza? - zapytałam. - Dzisiaj wydałam ostatnie. Oddam ci je, tylko znajdę jakąś prace, obiecuje, że oddam codo grosza.
- W porządku, ile? - zapytał. 
Podałam jemu kwotę, a po chwili otrzymałam banknoty od niego.
- Obiecuje, że ci oddam - powiedziałam i poszłam do pokoju.
Rozmawiałam z przyjaciółką i powiedziałam jej, że muszę sprzedać mój zegarek i kolczyki, które dostałam od rodziców. Powiedziała, że ona mi pożyczy, ale ja nie chciałam. Kiedy skończyłam z nią rozmawiać usłyszałam jak ktoś wchodzi do naszego domu. Tylko kto? Po chwili już wiedziałam. To Louise z Lux. Siedzieli w salonie i rozmawiali. Ja leżałam i oglądałam film. Nagle wszedł do mnie Harry.
- Lux chce się z tobą pobawić - powiedział.
Wstałam i poszłam do salonu. Przywitałam się z Louise. Dużo z nią rozmawiałam, aż w końcu dowiedziała się, że jestem w ciąży. Cieszyła się, ale zauważyła, że ja nie. Pytała, ale nie odpowiadałam. Po godzinie musiała juz iść. Akurat siedziałam w salonie, kiedy wszedł tam Harry. Wstałam i skierowalam się do sypialni, ale poczułam jak Harry łapie mnie za nadgarstek. 
- Proszę - szepnęłam.
- Nic ci nie zrobię - powiedział i spojrzał się na mnie. - Chcę wiedzieć czy, czy... który to miesiąc, czy to dziewczynka czy chłopiec. 
- Co za różnica? Nie dotkniesz nigdy jego! - powiedziałam.
- Przepraszam - powiedział.
- Jedno przepraszam tego nie zmieni. 
Wyrwałam się jemu i poszłam do sypialni, gdzie przepłakałam całą noc.
Minął tydzień. Wychodzę z gabinetu i od razu zaczynam płakać. Okazało się, że to bliźniaki. On mnie zabije! Weszłam do domu. Wytarłam łzy z oczu. Weszłam do kuchni i nalałam sobie wody. Szybko ją wypiłam i podtrzymałam się stołu. Zrobiło mi się słabo. Usłyszałam kroki Harrego i zamarła bez ruchu. 
- Wszystko ok z dzieckiem z tobą? - zapytał.
- Tak - szepnęłam. - Ale... - zaczęłam i odwróciłam się do niego i spojrzałam mu w oczy. 
- Co się dzieje? - zapytał.
- Tylko nie bij dobrze? - zapytałam trzęsąć się.
- Spokojnie - dotknął mojej ręki, a ja podskoczyłam. Od razu ją cofną. 
- Bo, bo ja się dowiedziałam, ż-że to bliźniaki - powiedziałam i zaczęłam osuwać się od Harrego.
- Bliźniaki? - zapytał, a jak na mnie spojrzał to ze strachu zasłabłam, ale na szczęście za mną było krzesło. 
- Proszę, Harry! - szepnęłam nie patrząc na niego. - Daj mi sie chociaż spakować, ale nie bij mnie. Nie zniosę tego - mówiłam. 
Poczułam jego ręce na moich kolanach. Spojrzałam mu w oczy, a on się delikatnie uśmiechnął, ale wiem, że to było wymuszone.
- Nic ci nie zrobię. Zaufaj mi, błagam - powiedział. - Kocham cię. Nie wybaczę sobie tego, że cię tak skrzywdziłem - mówił, a ja patrzyłem mu w oczy. 
Wstał i delikatnie dotknął mojej twarzy. 
- Chodź. Kupimy coś dla dzieci, pójdziemy na gorącą czekoladę - złapał mnie za rękę.
Podniosłam się i spojrzałam mu w oczy. 
- Obiecaj - powiedziałam.
- Obiecuje. 
Poszliśmy do galerii, gdzie kupiliśmy pare rzeczy dla mnie. A kiedy byliśmy w dziecięcym to Harry zapytał o płeć.
- Dwie dziewczynki - powiedziałam.
Jego uśmiech był wielki. Przytulił mnie, a potem pocałował w czoło.
Kupiliśmy ciuszki. Wróciliśmy do domu. Odłożyłam zakupy i poszłam się wykąpać. Ubrana w piżamę weszłam do sypialni. Leżałam przez dobre 2 godziny. W koncu udałam się do pokoju, gdzie spał Harry. Usiadłam na łóżku i odgarnęłam mu włosy z grzywki. Mruknął coś pod nosem, a potem otworzył oczy.
- Coś się stało? - zapytał.
- Tak - szepnęłam, a on szybko usiadł. - Nie ma ciebie w sypialni - uśmiechnęłam się. - Brakuje mi ciebie, Harry. 
Łzy zaczęły wydobywać się z moich oczu. Nagle Harry wziął mnie na ręce i szedł w kierunku naszej sypialni. Położył mnie, a potem sam ułożył się obok mnie. Wtuliłam się w niego. A on pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię - szepnęłam. 
- Kocham was - powiedział. 


_________

Trochę trwało napisanie imagina. Najpierw pisałam n laptopie, potem znowu na telefonie, ale usunęło mi się coś, więc znowu inaczej. Potem koniec mi się nie podobał, ale w końcu jest! 


czwartek, 2 stycznia 2014

Twenty Eight 'Niall'

Dzwonek zaszumiał mi w głowie. Dzięki Bogu pomyślałam. Długo wyczekiwana dwudziesto-minutowa przerwa nadeszła. Razem z przyjaciółką wyszłyśmy na boisko szkolne 'poszukać jakichś ciach' cytując Lolę. Ale ja nie widziałam nikogo oprócz Niall'a. Ten blondwłosy anioł w którym byłam zadurzona od prawie roku migną mi przed oczami i ruszył na boisko za przyjaciółmi.
-Słuchasz mnie - przyjaciółka zwróciła na mnie swoją uwagę.
-Co? Tak. Och, przepraszam.
-Niall? - domyśliła się.
-Tak - westchnęłam.
-Czego po prostu do niego nie podejdziesz i nie zgadłaś ?
-Wiesz co to jest godność osobista ? - spytałam a ona kiwnęła głową - No. I ja właśnie tego nie mam. A nie chcę się pogrążać.
-Czym się pogrążysz? Odwagą?
-Tak. Przecież ci właśnie tłumacze - udawałam nadąsaną.
-Kochanie przesadzasz. A teraz muszę ci powiedzieć o czymś bardzo ważnym.
-No dawaj.
-Przegrałaś nasz zakład.
-Co? Jaki zakład?
-Uuu tyle ich było.  Po pierwsze i najważniejsze. Miałaś nie gadać o nim - spojrzała w stronę blondyna podbijającego piłkę - przez tydzień. Byłaś tak bliska. Zważając na to, iż dzisiaj jest piątek a założyłyśmy się w poniedziałek.
-Psia kość - zaklęłam pod nosem.
-Po drugie. Engie i Andres byli ze sobą trzy miesiące a nie dwa. Co oznacza, że wygrałam. Kolejny zakład ...
-No dobrze, dobrze. Rozumiem. Nie mam szczęścia do zakładów.
-No właśnie. I to jest kara.
-Co? Co jest karą?
-Podejdź do Niall'a i zagadaj. Albo nie. Będę wredna. Pocałuj go.
Poczułam jak krew zaczęła szumieć mi w głowie. Nie, nie mogę. On jest idealny a ja ? Szara myszka. Przyjaciółka szturchnęła mnie w ramię ściągając na ziemię. Spojrzałam na nią.
-Co? - pisnęłam.
-Odleciałaś - wyjaśniła.
-Och, boże przepraszam. Nie mogę. Boję się.
-Do odważnych świat należy.
Spojrzałam w stronę Irlandczyka, który miał przyjechać na dwa miesiące na wymianę ale przekonał mamę i przeprowadził się aby chodzić do naszej szkoły na stałe. Chłopak patrzył w naszą stronę, szybko odwróciłam wzrok dopiero po chwili zdając sobie sprawę z własnego zachowania. Przecież teraz to na pewno się domyśli, że mi się podoba.
-A teraz idź - pchnęła mnie w jego stronę.
-Pożałujesz tego - rzuciłam ruszając w stronę grupki chłopaków.
Blondyn stał na środku i żonglował piłką. Był taki zwinny. Raz piłka była na lewej stopie za chwilę na głowie. Potem podbił ją prawą stopą i podbił główką podając do kumpla. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Miał na sobie biały T-shirt, jeansową kamizelkę, granatowe rurki i niebieskie Nike. JA go widziałam jako ... anioła. Tak, anioła. Z jego pleców nagle wyrosły dwa białe skrzydła. Przymknęłam oczy i pokręciłam głową aby odgonić od siebie te wyimaginowane obrazy. Kiedy otworzyłam oczy dwa, piękne, białe skrzydła zniknęły. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niego.
-Niall? - mruknęłam. - Mam do ciebie sprawę.
-Czekajcie chłopaki. Zaraz przyjdę - odparł i podszedł do mnie. - Hej [T.I.]
O boże on zna moje imię krzyczały moje myśli.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Za co? - zdziwił się.
-Za to - podeszłam i go pocałowałam.
Zacisnęłam oczy żeby nie patrzeć na upokorzenia w jakim zaraz będę. Ale się pomyliłam. Blondyn oddał pocałunek i mocniej naparł na moje usta. Jego obie ręce przeniosły się na moje biodra i przysuną się bliżej.
-Nie mogłaś wcześniej? - zapytał szepcząc.
Zaśmiałam się.
-Co robisz dziś po szkole? - spytał nie puszczając mnie.
-Tak właściwie to nic - westchnęłam.
-To będę czekał przy wejściu. Zabiorę cię gdzieś - puścił mi perskie oko i wrócił uradowany do grupki kolegów, którzy nam się przyglądali.
Stałam w miejscu jeszcze koło kilku minut następnie odwróciłam się i ruszyłam w stronę przyjaciółki, która zdziwiona moją odwagą siedziała z otartymi ustami.
-Czy ty właśnie ...? - zacięła się
-Pocałowałam Niall'a Horan'a? Chyba tak. I nawet mnie dziś zaprosił. Nie wiem jeszcze gdzie ale gdzieś mnie zabiera. To chyba tylko sen.
-Twój anioł stróż nad tobą czuwa - odparła przyjaciółka.
-O tak - uśmiechnęłam się.
Mój anioł jest tuż obok mnie. I raczej zostanie na zawsze ;)


Imagin inspirowany moim snem z zeszłego roku. Może u mnie nie występował Niall ale tak bardzo mi się spodobał, że pomyślałam, że to dobry pomysł. Jak wam się podoba ?

Z okazji Nowego Roku życzę wam zdrówka, szczęścia, spełnienia marzeń, spotkana waszych idoli i wszystkiego najlepszego ;)

sobota, 28 grudnia 2013

Twenty seven ' Liam'

- Mamo! - jęknęłam zdenerwowana.
- Meg, zrozum mnie. - powiedziała błagalnie moja mama.
- Jasne! Jak zawsze jestem na drugim, a nawet trzecim planie!
- Obiecuję, że zdążymy z ojcem wrócić na wigilię. To wszystko robimy, żebyś mogła żyć jak najlepiej.
- Dobra wymówka, praca jest ważniejsza ode mnie! - krzyknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Kasa i praca się dla nich liczy. A ja to co? Pies? A może zabawka?
  Wyciągnęłam z pod łóżka mój pamiętnik i zaczęłam pisać.
                                                         Drogi pamiętniku!
     Jestem na nich wściekła! Mam ochotę coś rozwalić. Wielcy biznesmeni, liczy się dla nich tylko kasa. Mnie mają w dupie.  Och, przyjacielu jak ja bym chciała, żebyśmy spędzili święta razem. Obiecali, że uda im się przyjechać na wigilię. Kłamcy. Ile razy mi coś obiecywali, myślą że dadzą mi kasę i jakiś gadżet i będą mięli mnie z głowy. Czy ja proszę o tak wiele? To tylko jebane święta z rodziną! Inni nie muszą o tym marzyć. Czy coś ze mną nie tak? Proszę, powiedz mi mój kochany pamiętniczku.
 Rozjaśnij mój umysł, błagam.

  Odetchnęłam i włożyłam pamiętnik na swoje miejsce. Zostały trzy dni do świąt. Do szkoły nie muszę już iść. Może opowiem wam coś o mnie. Jestem Meggan, mam 17 lat i wypchanych po pęczki kasą rodziców. Jestem w szkolnej elicie i mam chłopaka Josha. W liceum, do którego uczęszczam liczy się wygląd i stan konta. Każdy z elity jest fałszywy, ja też. Moja opinia to: wredna suka, z którą nie warto zadzierać. Nikt nie wiem jak jestem naprawdę. Ja też, tego nie wiem.
    Dwa dni do wigilii.
- Kotek, uśmiechnij się. - mruknął do mnie Josh.
- Josh... Oni znowu mnie zlali. Pewnie pojadą do jakiegoś super spa, a ja będę sama jak palec w wigilię.
- O widzisz. Weźmiemy z nich przykład i my też pojedziemy gdzieś.
- Porąbało Cię? - oburzyłam się.
- Moich rodziców też nie będzie. To pojedziemy gdzieś. Nie daj się prosić. - zrobił słodkie oczka.
- Och, no dobrze... - odparłam zrezygnowana.

   Zrealizowaliśmy plan Josha i wybraliśmy się do ekskluzywnego hotelu. Teraz mieliśmy iść na kolację do restauracji. Ubrałam szykowną granatową sukienkę. Spojrzałam na mojego chłopaka, miał na sobie
białą koszulę, a na to narzuconą marynarkę, a do tego ta jego piękna buźka. Był przystojny.
Zeszliśmy razem do lokalu i usiedliśmy do wyznaczonego przez kelnera stolika.
W oczy rzucały się liczne świąteczne ozdoby i obrazy. Beżowe ściany idealnie pasowały do otoczenia.
Zamówiliśmy kilka wigilijnych potraw i zajadaliśmy się nimi w ciszy, komentując czasem ich smak.
Naglę zadzwonił jego telefon.
- Moja mama, wyjdę odebrać. - powiedział i opuścił pomieszczenie. Westchnęłam i udałam się do łazienki.
Poczułam, że w coś lub kogoś uderzyłam. Spojrzałam w górę i zatopiłam się w ciemno brązowych tęczówkach tajemniczego przystojniaka.
- Przepraszam, nie zauważyłam Cię. - mruknęłam zawstydzona.
- Nie, to ja przepraszam. - zdenerwowany spojrzał w górę. Zainteresowana spojrzałam na sufit. Okazało się, że nad nami wisi jemioła.
- Przypadek? Ja nie sądzę. - na jego twarzy zagościł nonszalancki uśmieszek. Pewny siebie, lubię takich - pomyślałam. W moim brzuchu zrodziło się dziwne uczucie.
- Przypadek... Ciekawe...
- Masz mój numer. Zadzwoń. - podał mi świstek papieru i zniknął z mojego pola widzenia. Minęło kilka minut zanim  doszłam do siebie i ruszyłam do naszego stolika.
Nawet nie zauważyłam kiedy wrócił Josh.
- Było pyszne. Wracamy? - jego głos wyrwał mnie z innego świata. Ze świata, w którym jest przystojny nieznajomy.
- Ach, tak oczywiście. -odparłam zmieszana. Mój chłopak zapłacił za posiłek i udaliśmy się do pokoju.
Josh zaczął mnie namiętnie całować i zjeżdżał coraz niżej. Nie miałam w tej chwili ochoty na bliższy stosunek z nim i powiedziałam, mu żeby przestał.
- Oj, kotek.... - mruknął.
- Nie mam ochoty. Jestem zmęczona.
- Ha, dobra wymówka. Wydaje mi się, czy ty mnie naprawdę nie kochasz?
- Kocham cię, ale... - nie dał mi skończyć.
- A więc w czym problem? - naciskał na mnie.
- Powiedziałam już. - podniosłam głos.
- Jak chcesz. - powiedział i wyszedł z pokoju. Nie miałam zamiaru za nim iść i rzuciłam się na łóżko. Wyjęłam z torebki karteczkę z numerem tamtego chłopaka i czytałam co jest na niej napisane: "Liam *** *** *** zadzwoń (:. ". Uśmiechnęłam się do siebie i zastanawiałam się czy zadzwonić do niego.
Przypomniało mi się, że dzisiaj wigilia.

      Od czasu tego wyjazdu oddaliliśmy się od siebie z Joshem. Teraz siedzę na ganku mojego domu w kurtce i z gorącą czekoladą w dłoniach. Dochodziła godzina 21, a ich dalej nie było. Mieli skończyć dzisiaj wcześniej. Zdenerwowana weszłam do domu. Rozebrałam się i pobiegłam do swojego pokoju.
     Obudziłam się wcześnie rano. Dzisiaj sylwester. Poszłam pod prysznic, a następnie wyszłam na zakupy z Jess. Musiałam kupić sobie jakąś sukienkę na dzisiaj.
- Wiesz, bo Josh... - zaczęła.
- Co? - zapytałam.
- A no masz fajnego chłopaka. - powiedziała i uśmiechnęła się sztucznie.
Po zakupach poszłam do domu przyszykować się na imprezę. Gotowa wyszłam do domu Kim.
To co na miejscu zobaczyłam przyprawiło mnie o wymioty. Mój chłopak, to znaczy były chłopak całował się z tą szmatą Izzy. Nie było mi smutno, byłam wściekła. Odkryłam, że wszyscy to kłamliwe świnie. Nie zamierzam spędzić sylwestra w jego towarzystwie. Powoli ruszyłam przed siebie. Wyjęłam z torebki telefon. Noc jeszcze młoda.
Może zadzwonię do tego chłopaka.... Czemu nie - jak pomyślałam tak zrobiłam.
- Tak słucham? - zapytał chłopak.
- Hej... Pamiętasz jak dałeś mi numer w hotelu? Dziewczyna pod jemiołą?
- O to ty. Myślałem, że już nie zadzwonisz. - zaśmiał się. Wyobraziłam sobie ten nonszalancki uśmiech na jego pięknej twarzy. Boże, o czym ja myślę?
- Co dzisiaj robisz? - zapytał.
- Och, moje plany runęły w gruzach. A ty?
- O... To może wybierzemy się razem na jakąś imprezę? Zapomniałem się przedstawić. Jestem Liam. A ty?
- Jasne! Jestem Meggan, Meg.
- Przyjadę po ciebie. Gdzie jesteś?
- Ouu... Sama nie wiem. Spotkajmy się pod jakimś klubem.
- Niech ci będzie. Czekam pod **********
- Do zobaczenia!
Powiedziałam i ruszyłam cała w skowronkach do klubu.
Na imprezie poznałam się bliżej z Liamem. O północy stało się coś magicznego. Tak, ten pocałunek był magiczny. Zakochałam się w nim, teraz to już wiem.
Kto by pomyślał, że głupi wyjazd sprawił, że znalazłam sobie męża. Właściwie to powinnam podziękować Joshowi i rodzicom.
- Mamo! Poznaliście się pod jemiołą. Jakie to romantyczne. - powiedziała piskliwym głosikiem Katy. Moja 11 letnia córka. Po dwóch latach Liam mi się oświadczył, później wzięliśmy ślub, a później na świat przyszła Katy, po niej Bryan i Jackob.
Poznaliście właśnie moją bajkę.


Imagin na zakończenie świąt♥ Liczę na komentarze ♥ Zapraszam do mnie : http://lond-it-does-not-mean-forever-1d.blogspot.com/
  

Twenty Six 'Zayn'

Do szpitala przychodziłam niemal codziennie ale nie ze względu na mnie. Nie byłam chora. Odwiedzałam znudzone dzieciaki i urządzałam im jakąś rozrywkę aby przesiadywanie w tym miejscu było bardziej znośne. Jako osiemnastolatka mogłabym zupełnie inaczej spędzać wolny czas ale ja wybrałam tę opcję. Przekroczyłam próg i od razu przywitało mnie wiele uśmiechów przesłanych od personelu. Przyzwyczaili się do mojej obecności. Wjechałam windą na drugie piętro czyli oddział dziecięcy.
-Cześć [T.I.]
-Cześć Katie. Co u ciebie nowego ? - zatrzymałam się przy recepcji.
-Brad mi się oświadczył - wciągnęła smukłą dłoń ukazując przepiękny pierścionek.
-No w końcu - zaśmiałam się.
-Co dziś planujesz ?
-Hm ... sama nie wiem. Chyba zajdę do każdego z osobna. Jak się czuję Saffa ?
-Sama sprawdź. A czekaj. Dzisiaj ma gościa.
-Tak ? Kogo ?
-Jej brat wpadł.
-To do niej zajdę na końcu - przesłałam jej uśmiech i ruszyłam do sal.
Aby obejść cały oddział i u każdego posiedzieć chwilę potrzebowałam koło trzech godzin. Doszłam właśnie do sali z numerem 163, gdzie leżała moja ulubienica, Saffa. Znałam tylko jej mamę, Trishię, która czasami wpadała i zamieniła ze mną kilka zdań. Drzwi do pomieszczenia były białe a szybki szronione, więc nie widziałam co lub kto się znajduje wewnątrz. Zapukałam delikatnie w prostokąt i kiedy słyszałam ciche "Proszę" nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Zobaczyłam prześliczną dziewczynkę leżącą na łóżku. Koło niej na stołku , tyłem do mnie, siedział chłopak, strzelam, że jej brat.
-Hej młoda. Widzę, że masz towarzystwo. Wpadnę później - zaczęłam się wycofywać.
-Nie. Czekaj - zatrzymała mnie. - Chodź. Poznaj mojego brata.
Chłopak odwrócił się a kiedy nasze oczy się spotkały, jego źrenice wypełniły prawie całe tęczówki w kolorze mlecznej czekolady. Wstał i ruszył w moją stronę. Moje mięśnie najpierw stężały a następnie zmieniły się w ... watę. Zmiękły mi kolana ale nie ugięłam się pod ciężarem własnego ciała. Wyciągnął do mnie rękę.
-Jestem Zayn - przywitał się.
-A ja [T.I.] - uśmiechnęłam się.
-Miło cię poznać.
-Ciebie również - wpatrywałam się w jego cudowne oczy hipnotyzujące z każdym jego mrugnięciem.
-Dużo o tobie słyszałem - mruknął niskim, uwodzicielskim tonem.
-Ja o tobie niewiele - zachichotałam.
-No wiesz siostrzyczko ? Nie chwalić się tak utalentowanym i cudownym rodzeństwem ?
-No i skromnym oczywiście - dodała.
-Dobrze. Ja pójdę jeszcze do Jess'a poczytać mu bajkę - oparłam wycofując się.
-Ale wróć - rzuciła dziewczynka a w oczach jej brata widziałam coś w rodzaju potwierdzenia prośby.
-Postaram się - odpowiedziałam zamykając drzwi.
Wzięłam głęboki wdech i zdałam sobie sprawę, że podczas pobytu w sali nie oddychałam. Aż tak na mnie działał Zayn ? Niemożliwe. Przecież dopiero go poznałam. Próbując odgonić od siebie myśli o intrygującym chłopaku ruszyłam do sali przeuroczego blondynka. Minęłam czworo drzwi i weszłam do sali. Siedział tam pięcioletni chłopiec bawiący się żołnierzykami.
-Hej Jess ! - przywitałam się zamykając drzwi.
-Cześć ! Co mi dziś przeczytasz ?
-A na co masz ochotę ?
-Śpiąca Królewna.
-Masz odpowiedź - podeszłam do regału i wyjęłam odpowiednią książkę.
Usadowiłam się koło chłopca na łóżku i zaczęłam czytać bajkę. Mimo, iż nie pomyliłam się ani razu byłam bardzo rozkojarzona. Kiedy bajka się skończyła zauważyłam, że dzieciak wtulony był w mój bok. Delikatnie odsunęłam go od siebie aby nie zbudzić śpiącego blondyna. Poprawiłam poduszkę, nakryłam go kołdrą i odłożyłam książkę na miejsce a następnie wyszłam po cichu z pokoju. Wróciłam do drzwi z numerem 163. Zapukałam ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Wślizgnęłam się do sali i zastałam śpiące rodzeństwo Malików, jeżeli wierzyć karcie pacjenta. Wyglądali tak słodko. Podeszłam do łóżka i lekko trąciłam Zayna w ramię. Poruszył się ale nie obudził. Powtórzyłam czynność ale tym razem szepnęłam mu do ucha ciche "Wstawaj". Powili otworzył jedno oko, potem drugie.
-Co się stało ?
-Zasnąłeś. Zaraz kończy się pora odwiedzin. Pomyślałam, że ja cię obudzę żeby później pielęgniarki na obchodzie nie musiały zrywać Saffy.
-Dziękuję - uśmiechnął się chłopięco ukazując rządek białych zębów.
Pocałował siostrę w czubek głowy, przykrył kołdrą i wstał starając się jej nie wyciągać z objęć Morfeusza.
Przeciągnął się napinając mięśnie a ja byłam pod ogromnym wrażeniem. Jeszcze nie widziałam tak dobrze zbudowanego chłopaka. Na biały T-shirt zarzucił skórzaną kurtkę. Kiwną głową w stronę drzwi i wyszliśmy.
-Odwiedzasz kogoś specjalnego ? - zagadnął.
-Można tak powiedzieć.
-Tan Jess tak ? T twój brat ?
-Nie - odparłam. - Jestem jedynaczką. Przychodzę tu do wszystkich dzieciaków, pobawić się z nimi, pograć w coś, czasem po prostu pogadać.
-A moja siostra ? Jest grzeczna ?
-Tak. Jest kochana. Uwielbia grać w Scrabble.
-Naprawdę ? Nie wiedziałem.
Kiedy dochodziliśmy do wind chłopak zaczął wypytywać mnie o zainteresowania. Okazało się, że mamy podobny gust. Zjechaliśmy na parter, pożegnaliśmy się z recepcjonistką i wyszliśmy przed szpital.
-Ciemno już. Może cię odwiozę ?
-Nie mieszkam daleko.
-No proszę. Tak dobrze mi się z tobą rozmawia.
-Przekonałeś mnie - posłałam mu najpiękniejszy z moich uśmiechów.
Wsiedliśmy do jego auta i znów rozmawialiśmy. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom chłopak zatrzymał mnie abym nie wysiadała.
-Jestem w tym słaby ... - zaczął.
-Ale ? - zachęciłam go.
-Ale umówiłabyś się ze mną ? - wymruczał pod nosem.
-Oczywiście.
-Naprawdę ?
-No tak.
-Cieszę się. To przyjadę po ciebie jutro o siódmej.
-Kurcze. Wtedy nie odwiedzę dzieciaków.
-To może zobaczymy się w szpitalu a potem cię gdzieś zabiorę ?
-Dobrze. Do jutra - cmoknęłam go w policzek i uradowana wyszłam z pojazdu. Kiedy już stałam przed drzwiami odwróciłam się i zobaczyłam Zayna, który wyjeżdżał z podjazdu. Pomachałam mu na pożegnanie. Jednak przebywanie w szpitalu ma swoje dobra strony.


Jak po Świętach ? No ja muszę się pochwalić, bo pod choinką znalazłam This Is Us i Siłę Marzeń !! A wy ?
Co dostałyście ?

niedziela, 22 grudnia 2013

Twenty Five 'One Diection'

Był chłodny jesienny wieczór, kiedy spacerowałam po parku. Żółte i pomarańczowe liście miotały się pomiędzy moimi nogami. Westchnęłam głęboko zaciągając się powietrzem.  Usiadłam na ławce, która była zajmowana przez jakiegoś chłopaka z kapturem zaciągniętym na twarz. Nie zwracając na niego uwagi przełączyłam muzykę i wsłuchiwałam się w tekst następnej piosenki. Siedziałam już jakąś chwilę kiedy zauważyłam, że chłopak mi się przygląda. Nadal nie było widać jego twarzy ale byłam tego pewna. Zatrzymałam utwór i wyciągnęłam urządzenie z uszu.
-Coś się stało ? - spytałam.
-Nie ... znaczy tak ... sam nie wiem.
-A mogę jakoś ci pomóc ?
-Chyba nie. To jest jakaś wewnętrzna blokada.
Pokiwałam głową. Wrócił do swojego zajęcia, mianowicie zapisywania czegoś w zeszycie. Wstałam, przeszłam się w okół fontanny i uzbierałam prześliczny bukiecik z liści wijących się po parku. Wróciłam na ławkę. Chłopak dalej na niej siedział i bazgrał coś na kartkach. Widziałam wiele plam oznaczających nerwowe bazgranie. Przyjrzałam się uważniej treści. To był tekst piosenki. I to całkiem dobry. Mój sąsiad nucił pod nosem jakąś melodię, co jakiś czas mrucząc tekst z notesu. Nagle przyłączyłam się do niego. Spojrzał w moją stronę zdziwiony. A ja tylko uśmiechnęłam się jak najładniej umiałam.
-Jednak chyba możesz mi pomóc - podał mi kartki.
Przeczytałam słowa po cichu i doszłam do wniosku, że nie widzę tu potrzeby mojej pomocy, więc oddałam papier właścicielowi.
-Co sądzisz - mruknął.
-Bardzo fajny tekst. Tylko zamiast
"Written on these walls are the dream, that I can't say.
Leave cage open, but my heart is inside stay."
Zamieniłabym na
"Written on these walls are the colours, that I can't change
Leave my heart open, but stays right here in it's cage."
Postukał długopisem w zeszyt i zapisał to co powiedziałam. Speszyłam się. Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę, może dwie. Nie liczyłam czasu. Razem przerobiliśmy jeszcze refren. Pożegnaliśmy się i każde z nas ruszyło szczęśliwe w swoją drogę. On jak mniemam z tekstu piosenki a ja z powodu tego, że komuś pomogłam. Wróciłam do domu. Zdjęłam buty a zebrany bukiet wstawiłam do wazoniku w dużym pokoju.
-Już wróciłaś ? -krzyknęła mama z kuchni.
-Tak.
-I jak ? - uśmiechnięta weszła do pokoju.
-Co jak ? - zdziwiłam się.
-No co jak ? Bo raczej nie chodzisz do parku tylko się przewietrzyć. Znalazłaś kogoś ? - zaśmiała się.
-Mamo ! Przecież wiesz, że to było moje żałosne i patetyczne marzenie z dzieciństwa. Poznać mojego przyszłego męża w parku.
-Oj, przecież wiesz, że żartowałam. Chodziło mi o spacer. Umysł przewietrzony ?
-A żebyś wiedziała.
Przez następny tydzień nie spotkałam tajemniczego i zakapturzonego chłopaka. Na urodzinach kuzynki złapałam grypę i przez kolejne dni zalegiwałam trupem na łóżku w salonie. Włączyłam MTV i słuchałam muzyki. Leciała moja ukochana piosenka Imagine Dragons "It's time". Kiedy się skończyła nie miałam siły sięgnąć po pilota więc przez następne półgodziny słuchałam muzyki. Nagle na ekranie pojawiła się prezenterka.
-A teraz przed państwem One Direction z nowym hitem "Story of my life".
Nigdy nie byłam ich fanką ale ze zwykłego lenistwa nie chciało mi się przełączać. Wsłuchałam się w tekst i kiedy ciemny blondyn w białym sweterku zaczął śpiewać to co wymyśliłam tam na ławce w parku olśniło mnie. To musiał być któryś z tych chłopaków. Hmmm .... nawet nieźle im to wyszło. Po oficjalnym teledysku był wywiad z zespołem.
-Kto napisał tę piosenkę ?
-Nasi producenci i oczywiście my sami ale była jeszcze jedna osoba - wyznał blondyn.
-Tak. Niesamowicie nam pomogła - dodał mulat.
-A zdradzicie kim była ta osoba ? - dociekała prezenterka.
-Na razie to pozostanie tajemnicą - odparł loczek.
-No nic. Tymczasowo jesteśmy w niewiedzy ale cieszymy się z cudownej piosenki, która już zawładnęła listami przebojów.
Mamo ! Napisałam piosenkę. I to nie dla byle kogo. Dla One Direction. Byłam z siebie dumna. I z tą dumą ... usnęłam ze zmęczenia.

~~~~~~~~~
Siemanko. Przepraszam, że tak długo nie dodawałam ale nie miałam weny. Jak wam się podoba ? Proszę o szczere opinię. A mam takie pytanie nie na temat. Czy są tu może jakieś Janoskianator ?
Buźki, pozdrówki i weny ;*
Vicky ;)

piątek, 20 grudnia 2013

Twenty Four 'Harry'

Siedziałam w domu pijąc kawę. Mój spokój zakłócił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć i ujrzałam Harry’ego.
- Hej – powiedziałam do niego, a on odpowiedział mi.
Wszedł do środka i zdjął kurtkę.
- Napijesz się czegoś? – zapytałam.
- Nie dzięki. Wezmę małą i jadę – powiedział.
- Jeszcze śpi. Poszła późno spać, bo bawiła się z Mindy – powiedziałam i usiadłam przy stole.
- To skoro śpi, to poproszę herbatę.
Pięć lat temu ja i Harry byliśmy parą. Zaszłam w ciąże i się to zmieniło. Teraz jest tak, że Harry po prostu odwiedza albo zabiera gdzieś Emily. A my rozmawiamy ze sobą normalnie jak znajomi.
Zrobiłam jemu herbatę i podałam.
- Jak tam u ciebie? – zapytał.
- Może być, a co? – spytałam.
- Tak tylko pytam. Nie jest cos potrzebne wam? – kolejny raz zapytał.
- Nie. Dajemy radę – skłamałam.
Tak naprawdę wczoraj zostałam zwolniona z pracy, bo zawsze wychodziłam 10 minut wcześniej odebrać Emily. I na oddatek nie mam opłaconego czynszu za ten miesiąc więc jest zajebiście.
- A potrzebne jakieś ciuchy Emilly, albo buty czy coś? – zapytał.
- Spokojnie, wszystko mam – uśmiechnęłam się do niego.
- Na pewno? – zapytał kolejny raz dzisiaj.
- Tak, Harry na pewno – powiedziałam.
Usłyszeliśmy małe kroczki. W końcu Emily pojawiła się w kuchni.
- TATA! – krzyknęła i podbiegła do Harry’ego.
- No cześć kruszynko – zaśmiał się i wziął ją na ręce. – Idziemy dzisiaj do wesołego miasteczka. Co ty na to? – zapytał.
- TA! – krzyknęła mała.
Zrobiłam jej płatki, które z pomocą Harry’ego zjadła. Następnie ubrałam jej kremowe rurki, czarną bluzkę, białe converse (tak Harry jej kupił) i kremowy sweterek. Uczesałam ją w kitkę i dałam całusa.
Nareszcie sama. Znaczy się, od niedawna ta samotność mnie dobija. Chciałabym w końcu znaleźć sobie kogoś… Ah, nie ważne. Zaczęłam szukać jakieś pracy. Ale nic ciekawego nie było. Trudno znaleźć prace komuś z takim wykształceniem jak moje. W wieku 18 lat zaszłam w ciąże i nie ukończyłam szkoły średniej.
Minęło kilka godzin i zaczęło się robić ciemno, a ich nadal nie było. Zaniepokojona zadzwoniłam do Harry’ego. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Harry? Gdzie jesteście? – zapytałam.
- Już wracamy, bo byłem z małą u Louisa i Eleanor – powiedział. – Będziemy za 15 minut.
Rozłączyłam się i położyłam na chwilę na kanapie. Po chwili usłyszałam śmiech Emily, a potem poczułam jak mi wskakuję na kolana.
- I jak się bawiłaś? – zapytałam.
- Mama, a tam był takie duze koło i byłam z tata na tym! I było baldzo fajnie. Pats co tata wygrał dla mnie – pokazała mi misia.
- Uuu… Ale super misio! – powiedziałam i spojrzałam się na Harry’ego.
- Dziękuję – powiedziałam. – Jesteś głodny? Chcesz coś zjeść? – zapytałam.
- Wielkie dzięki, ale wracam, bo jutro rano do studia musze jechać – powiedział.
- Em, pożegnaj się z tatą – powiedziałam, a mała rzuciła się na niego.
Widziałam jak za sobą tęsknią. Em za Harrym, a Harry za nią. No, ale co mam zrobić? No co?

Kilka dni później…

Właśnie przyszedł Harry, bo musiałam z nim porozmawiać.
- Coś się stało Em? – zapytałam wyraźnie wystraszony.
- Nie. Spokojnie – odpowiedziałam.
- To co się dzieję? – zapytał.
- Chodzi o to, że… Muszę wyprowadzić się do Polski – powiedziałam. – Nie chcę ci ograniczać czasu z Em, bo widzę jak ona za tobą tęskni i cały czas o tobie mówi, ale ja nie mogę zostać. Wywalili mnie z pracy i nie mam kasy na czynsz więc mam 5 dni na wyprowadzenie się. Harry, ja po prostu nie mam wyjścia – szepnęłam i spojrzałam na niego.
Widziałam ból w jego oczach. Wiedziałam, że nie będzie łatwo jemu się rozstać z Emily, ale ja nie mam wyjścia! Westchnął głęboko i oparł się o kanapę. Ręce zacisnął na oczach.
- I jak ja będę się z nią widywać? Teraz widuję ją co 3 dni, a teraz co? Co dwa, trzy miesiące?! – krzyknął.
- Do jasnej cholery! To co mam zrobić? – tym razem to ja krzyknęłam.
- Zamieszkacie u mnie. Mam duże mieszkanie, znajdziesz sobie pracę i będzie dobrze – powiedział z uśmiechem.
- Tak, zabawne! Harry, ale ja z tobą w jednym domu? – zapytałam. – Nie, ja się nie zgadzam! – powiedziałam.
- To lepiej, żeby Emily nie miała ojca?! – wrzasnął.
- Daj mi spokój! – powiedziałam.
- Nie jest mi łatwo z tym, że ją tak rzadko widuję! – powiedział.
- A myślisz, że mi jest łatwiej? Nie potrafię jej zapewnić wszystkiego co jej potrzebne, nie mogę znaleźć pracy, bo nie mam wykształcenia i w dodatku jestem w tym sama. Myślisz, że mi łatwo, kiedy Emily płacze w nocy, bo chciałaby, żebyś jej pośpiewał kołysankę, żebyś ją przytulił. I co ja mam jej wtedy powiedzieć? – powiedziałam i zaczęłam płakać. – Wiedziałam, że będę straszną matką – szepnęłam.
- Ej no, [T.I.] nie płacz – powiedział i mnie objął. – Zamieszkajcie u mnie, a jak nie będzie ci pasowało coś to wtedy dam ci pieniądze na czynsz…
- Nie, Harry ja nie mogę. Muszę sama sobie poradzić – powiedziałam odsuwając się od niego.
- Ale to moja wina, że nie masz pracy to przeze mnie, bo zrobiłem ci dziecko – powiedział, a ja się zaśmiałam. – To jak? – zapytał.
- Ale jak mi się nie spodoba życie z tobą pod wspólnym dachem to wyprowadzam się z Em do Polski – powiedziałam, a on przytaknął.

Dwa dni później…

- Dzie jedziemy? – zapytała sepleniąc Emily.
- Oj, zobaczysz – powiedziałam, aż w końcu dojechaliśmy do domu Harry’ego.
- Psyjechaliśmy do tatusia? – zapytała.
- Tak – uśmiechnęłam się do niej.
Harry czekał na nas przed drzwiami. Otworzył nam drzwi i weszliśmy do środka. Ma nowocześnie urządzony dom, co mi się bardzo podoba.
- Chodź Emily z tatą – powiedział Harry i wziął ją na ręce.
Poszłam za nimi i Harry otworzył drzwi do jakiegoś pokoju.
- To twój nowy pokoik, od dzisiaj będziesz tu mieszkać – powiedział.
- A mama? – zapytała.
- Mama ma pokój obok ciebie – powiedział.
- A mama i tata nie powinni spać lazem? – zapytała, a my się zaśmialiśmy.
Harry pomógł mi w rozpakowaniu rzeczy. Harry poszedł usypiać Em, a ja wzięłam album ze zdjęciami. Końcówka związku z Harrym. Ja w ciąży, ja po urodzeniu Em razem z Harrym, a potem masa zdjęć Emily. Nagle poczułam jak Harry usiadł obok mnie.
- Ale ona jest do ciebie podobna – powiedział Harry.
- Do ciebie też, ma po tobie oczy i dołeczki w policzkach – powiedziałam.
- Ale włosy ma po tobie i nos i usta i cerę – przewrócił na następną kartkę co nie było dobre w tej sytuacji. Ja, Harry, Emily 2 dni po urodzeniu. Przytuleni do siebie, trzymając ją na rękach.
- Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi – powiedział Harry.
- A co teraz nie jesteś? – zapytałam.
- Nie – odpowiedział i spojrzał się na mnie.
- Ja pójdę już spać. Dobranoc i dziękuję – powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.
W nocy obudził mnie płacz Emily. Pobiegłam do jej pokoju. Zaczęłam ja głaskać po główce, a po chwili i Harry się znalazł w pokoju.
- Co się dzieje? – zapytał.
- Ma gorączkę. Przyniesiesz ten różowy syrop? – zapytałam.
- Jasne – odpowiedział, a po chwili wrócił z syropem.
Podałam małej i Harry wziął ją na ręce do swojego pokoju. Chciałam już iść do swojego, ale Em mnie zawołała. Chciała, abym położyła się obok niej. Spojrzałam się na Harry’ego, a on przytaknął. Położyłam się i tak zasnęłam.
Obudziła mnie Emily, która skakała mi po głowie. Dosłownie!
- A tata i mama się kochają – śmiała się mała, a ja z Harrym w dość niekomfortowej sytuacji się nie odezwaliśmy. – Ide bawić – powiedziała i zniknęła.
Nagle poczułam rękę Harry’ego na mojej.
- A może spróbujemy zacząć od nowa? – zapytał i nagle mnie pocałował. Przez 4 lata nikt mnie nie całował, przez cztery lata nie czułam się tak blisko przy kimś.

- Kocham cię Harry – powiedziałam.


______________________


Na razie chwilowy brak weny chociaż w końcu napisałam rozdział na: 
W dodatku zaczęłam pisać nowe opowiadanie :
W szkole jak w szkole mam już jej dosyć więc cieszę się bardzo, że już mamy wolne i za niedługo święta...

Pozdrawiam, Marcela <3