sobota, 1 marca 2014

Thirty Nine 'Harry'

Imagin dedykuję Marceli♥ 
20.08.2013r. 
W pokoju panował półmrok. Jedynym źródłem światła był telewizor, w który się wpatrywałam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Powoli podniosłam się z siedzenia, by wyjrzeć przez judasza. Za drzwiami stała zakapturzona postać. Przestraszyłam się. Nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pisało: Louis. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
 - Halo? 
- Cześć Victoria, stoję właśnie przed twoimi drzwiami. Jesteś w domu? - zapytał głosem pełnym nadziei. Ja tylko odetchnęłam ulgą i otworzyłam drzwi. 
- Wejdź. Co cię tu sprowadza? - zapytałam. 
- Pomyślałem, że wpadnę. Elenour... rozstaliśmy się. 
 - Poczekaj, wyciągnę wino i porozmawiamy o tym.
                                                                                   ***
 - Haha! Louis! - zaśmiałam się. Na chwiejących nogach szłam do swojej sypialni. Wsłuchiwałam się jak śpiewał piosenki z bajek. Opadłam na łóżko, a on obok mnie. Alkohol buzował we krwi. Pod wpływem impulsu pocałowałam go. Całkiem zapomniałam o istnieniu Harrego - mojego chłopaka. I tak właśnie się zaczęło regularne zdradzanie Harrego. 
11.10.2013r. 
- Harry! Widziałeś gdzieś moją torebkę? 
- Nie! Gdzie idziesz? - spojrzał na mnie podejrzliwie. 
 - Idę do koleżanki z pracy. Taki babski wieczór.
 - Yhym.. - mruknął. Spojrzał na mnie podejrzliwie i wstał z fotela. Złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie. - Kocham cię. - powiedział. Dwa słowa, dziewięć liter sprawiły, że czuje się rozdarta. Czuje coś do Harrego, ale też do Louisa. To takie niesprawiedliwe. Wybiorę jednego, zranię drugiego. Oni są najlepszymi przyjaciółmi... mam to zniszczyć? 
 - Ja.. też cię kocham. - odparłam z westchnieniem. - Wrócę późno, nie czekaj na mnie. Pa. - pocałowałam go w usta i wyszłam z mieszkania. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu Louisa. Zadzwoniłam do drzwi i czekałam aż otworzy. 
 - Cześć piękna. - mruknął seksownie przygryzając wargę. Przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Później już tylko lepiej. 
                                                                              *** 
Leżałam wykończona w ramionach Louisa. 
- Jesteś taka piękna. - wyszeptał mi do ucha kreśląc na moim udzie różne wzory. - Szkoda, że nie tylko moja.
 - Louis... przecież wiesz jak jest. 
- No właśnie nie wiem. Mówiłaś mi, że mnie kochasz, a jesteś z nim. Powiedz mi, czemu?
 - Kocham cię, ale też jego. - powiedziałam płaczliwym tonem. Wstałam i zaczęłam zbierać swoje ubrania .
 - Nie można kochać dwóch osób na raz.
                                                                             ***
 - Będzie dobrze... nie płacz już. - uspakajała mnie Maia. 
 - Nie! Kocham ich obu... pomóż..
 - Wiesz mówią, że gdy kocha się dwie osoby trzeba wybrać tę drugą, bo gdybyśmy tą pierwszą kochali nigdy byśmy nie pokochali tej drugiej… 
- Nie potrafię... to za trudne. Kocham Harrego, nie zostawię go. Louis... dlaczego to jest takie trudne!? - spojrzałam na nią błagalnie. 
- Nie wiem... nie odpowiem ci na nie... - powiedziała, a ja po raz kolejny wybuchłam płaczem.
                                                                            *** 
Co się dzieje w moim życiu? Już dawno straciłam nad nim kontrolę. To wszystko jest takie skomplikowane, gdybym tylko wtedy nie piła... "ludzie mają wrodzony talent do wybierania właśnie tego, co dla nich najgorsze." Usłyszałam jak ktoś próbuje otworzyć drzwi. Do sypialni wszedł pijany Harry. 
- Fajnie było z moim najlepszym przyjacielem? Co tak cicho siedzisz? Opowiadaj. - zaśmiał się ponuro. Nie wiedziałam co powiedzieć. Z bezradności po raz kolejny dzisiaj zaczęłam płakać. Ukryłam twarz w dłoniach. Było mi tak wstyd.
 - Ale nie martw się, ja też zabawiłem się pod twoją nieobecność. - cios prosto w serce. - Było mi tak dobrze z nimi. - auć, boli. - Przykre, nieprawdaż? Wiesz jak ja się czuję? Byłem przez tyle czasu okłamywany! Ufałem ci, a ty to wykorzystałaś. - syknął przez zaciśnięte zęby. - Ty zakłamana szmato, zmarnowałam przy tobie prawie dwa lata mojego życia! - krzyknął i trzaskając drzwiami wybiegł z mieszkania. Czułam się jak bezwartościowa lalka. Płacz przerodził się w wycie, a łzy w wodospad łez. Ja nie chcę żyć bez niego, nie umiem. On był moim tlenem. Wychodząc stąd wyrwał mi serce. Jest jeszcze Louis... ale czy ja się nie pomyliłam sądząc, że coś do niego czuję? Pogubiłam się we własnych uczuciach, chociaż wiem, że kocham Harrego. "Wiesz mówią, że gdy kocha się dwie osoby trzeba wybrać tę drugą, bo gdybyśmy tą pierwszą kochali nigdy byśmy nie pokochali tej drugiej…" słowa Mai. Ale czy to prawda? Może ja tylko się zauroczyłam Louisem, myślałam że moje życie jest nudne i chcę coś zmienić, zabawić się. Miałam wszystko... teraz nie mam nic. Nie kocham Louisa... zepsułam po całej linii... 
                                                                            *** 
Już drugi tydzień leżę w łóżku. Mało jem, już nie płaczę. Nie mam czym. Louis dzwonił wielokrotnie do mnie, dobijał się do moich drzwi. Tym razem też. Tylko teraz nie pukał. Otworzył kluczem drzwi... zaraz, ale on nie ma kluczy. Harry, tylko on ma klucze. Zmieszana przykryłam się kołdrą i udawałam, że śpię. Wyciągnął z szafy walizkę i zaczął pakować wszystkie swoje rzeczy. Spakowane bagaże zaniósł do holu i ostatni raz spojrzał na nasz dom. Zostawił klucze na komodzie i wyszedł zostawiając mnie samą. Załamana wyjęłam z szafki tabletki i wódkę. Nie mam ochoty żyć. Nie mam po co żyć. Wzięłam kartkę i długopis, po czym drżącymi rękami zaczęłam pisać: 
Przepraszam, że to robię. Nie mam po co żyć. Nikt nie zatęskni za mną. Mamo, tato kocham Was... Maia byłaś zawsze przy mnie, dziękuje za to, byłaś, jesteś i będziesz zawsze moją przyjaciółką. Louis, nie powinno nigdy mieć miejsca to co zaszło między na mi, pomyliłam się... I Ty Harry, chcę powiedzieć jak bardzo mi przykro i jak bardzo Cię kocham. Byłeś najlepszym co mnie w życiu spotkało... wiem, że nigdy mi nie wybaczysz... Żegnajcie 
Położyłam kartkę na blat i usiadłam na ziemi. Rozpłakałam się jak dziecko, myślałam że już nie mogę płakać. Najpierw napiłam się trunku i połknęłam jedną tabletke, drugą, trzecią... ktoś wszedł do mieszkania. Widok mi się rozmazał, czułam jak ktoś krzyczy moje imię i ciemność...
 *** 
*Harry* 
Wszedłem do naszego domu Victorii, bo zapomniałem zabrać swoich płyt. Usłyszałem czyjś szloch w kuchni. Nie czyjś tylko Victorii. To co zobaczyłem zmroziło mi krew w żyłach. Dziewczyna cała zapłakana połykała tabletki i popijała je alkoholem. Dopiero teraz dotarło do mnie jak ja ją kocham i nie chcę jej stracić. Jestem w stanie jej wybaczyć wszystko. Przerażony zacząłem nią potrząsać i krzyczeć: 
- Nie zostawiaj mnie! Victoria nie! Proszę. - łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Wybrałem numer na pogotowie. 
*** 
*narrator* 
Kędzierzawy chłopak czekał na werdykt lekarzy. Bał się, że ją stracił. Jego ukochaną Victorie. Po dwóch godzinach niepewności z sali wyszedł lekarz. - Żyje, zrobiliśmy płukanie żołądka. Może pan wejść do niej. - westchnął. Harry odetchnął ulgą i wszedł do sali. Usiadł na krześle i złapał rękę bladej jak kartka papieru dziewczyny. - Kocham cię - wyszeptał. - Ja też cię kocham... - otworzyła oczy i wychrypiała. Ta historia dobiegła końca. Chłopcy się pogodzili i uznali, że nic takiego nie miało miejsca, Louis znalazł dziewczynę, a Harry i Victoria? Są znów razem, potrwało to trochę, aż Harry ponownie zaufał Victorii, ale ich miłość jest za silna by wygrało z nią zauroczenie, śmierć i zdrada.

No to przychodzę z imaginem. Ostatnio poparzyłam się w rękę i nie mogłam za dużo napisać. Następna część Zayna niebawem. ♥ Liczę na komentarze. xx
 Ps. zapraszam na: zaszyfrowana-fanfiction.blogspot.com i na nowego bloga: stracona-fanfiction.blogspot.com oraz na tłumaczenie: http://forced-into-love-tlumaczenie.blogspot.com/ 

1 komentarz: